niedziela, 22 lutego 2026

Jazzowe standardy w nietuzinkowej odsłonie, czyli o występie Pauliny Przybysz na Scenie MONK

 Jest niewątpliwie jedną z najlepszych i najoryginalniejszych wokalistek w naszym kraju. W swojej twórczości łączy soul i r'n'b z hiphopowym pulsem, elektroniką i jazzem. Piątkowy wieczór w przytulnej przestrzeni Sceny MONK minął bardzo przyjemnie za sprawą Pauliny Przybysz i towarzyszącego jej zespołu, którzy przyjechali do Gdańska by zaprezentować materiał z albumu "Insides" wypełniony jazzowymi standardami w nietuzinkowej odsłonie. 


 


 

Najlepszy polski zespół r'n'b 

Śpiewała od najmłodszych lat, w szkolnych chórach i od dawna wiedziała, czym chce zająć się w życiu. Założyła z młodszą siostrą zespół Sistars, który wdarł się na listy przebojów i otworzył polską publiczność na nowe, odważne brzmienia - połączenie r'n'b, soulu i hip hopu, wlewając w polską muzykę rozrywkową nową jakość. Po ogromnym sukcesie duetu Paulina i Natalia poszły własnymi ścieżkami, udowadniając, że każda z nich ma ogromny talent wokalny i morze nietuzinkowych pomysłów. Przez lata nagrały wiele albumów i podjęły się różnych ciekawych projektów, stale zaskakując i odkrywając siebie na nowo.

 

Muzyka najbliższa sercu

Paulina przyjechała do Gdańska z albumem "Insides", który jest przekazem prosto z serca i wyrazem głębokiej sympatii artystki do jazzowych standardów, które były jej bliskie od dziecka. To jej dziesiąty solowy album i jeden z najważniejszych w karierze. Śpiewa na nim szczerze, pełnią mocy w głosie i z ogromną radością, a co więcej towarzyszą jej świetni instrumentaliści. 

 W wywiadach artystka przyznaje, że w muzyce szuka prawdy i przestrzeni do oddechu, nie chcąc ulegać presji i trendom. Taki był też jej występ na Scenie MONK - pełen szczerości, luzu i otwartości. Zaskoczył mnie nieco skład towarzyszących muzyków, wśród których zabrakło Marka Pędziwiatra i Olafa Węgra, których zastąpili inni zdolni artyści, ale ich obecność została jak najbardziej usprawiedliwiona koncertem EABS w warszawskim Jassmine. Fantastycznie na perkusji grała Wiktoria Jakubowska, na wibrafonie szalał zaś Tymon Kosma. Do tego kontrabas, saksofon, fortepian i głos, który niósł się pięknie po klubowej przestrzeni. 



 

Bardzo przyjemny wieczór  

Paulina w tym repertuarze czuje się znakomicie - śpiewała lekko i z ogromną przyjemnością, interpretując po swojemu to, co kocha najbardziej - kompozycje z repertuaru m.in. Billie Holliday, Niny Simone, Sun RA czy Jamesa Blake'a, łącząc jazzową klasykę z hiphopowym pulsem. Zaaranżowała te utwory naprawdę ciekawie, niekiedy dodając jakieś smaczki, czy dopisując do instrumentalnej kompozycji autorski tekst,  sporo też opowiadała o poszczególnych utworach. Z piosenki na piosenkę atmosfera robiła się coraz gorętsza. Artystka tańczyła, a towarzyszący jej muzycy grali coraz żywiej. Koncert podsumował spacer wokalistki wśród publiczności i szczere owacje, a zakończył go równie przyjemny bis. 

Był to naprawdę bardzo miły czas - z dobrą muzyką i w fajnej atmosferze. W sam raz na dobry początek weekendu. 


Więcej zdjęć znajdziecie tu:  https://www.muamart.pl/index.php/paulina-przybysz/