piątek, 27 lutego 2026

Predatory Void: chcieliśmy stworzyć coś kompaktowego, co wymaga skupienia i uważnego słuchania, a nie biernego przewijania

Ludzie są pełni emocji. Gdy nagromadzone w wyniku różnych wydarzeń przeżycia buzują w środku najlepiej przekuć je w szczere do bólu muzyczne doświadczenie. Po świetnym pełnoalbumowym debiucie Predatory Void postanowili podzielić się bardziej skondensowaną formą - intensywną, bezkompromisową EPką, która jest opowieścią o cykliczności i przemianie. 

Założyciel grupy Lennart Bossu opowiedział mi szerzej o pomyśle na "Atoned In Metamorphosis". Porozmawialiśmy o przepracowywaniu emocji, o cykliczności i nieuchronności zmian, a także o odnajdywaniu się w cyfrowym świecie. 


Predatory Void, fot. Tetiana Malezhyk






Między Uchem A Mózgiem: Dziękuję za szczerość, to bardzo cenne w cyfrowych czasach. Nowy materiał Predatory Void jest krótki, ale emocjonalnie bardzo intensywny i mocny, co wystarczy, by wytrącić mnie ze strefy komfortu. Jest bardzo niepokojący, ale finalnie przynosi spokój, wyciszenie. A jak Wy czujecie się, myśląc o zawartości "Atoned in Metamorphosis"? Jak czuliście się podczas nagrań tego materiału?

Lennart Bossu: Nagrywanie tego materiału poszło bardzo sprawnie, to był intensywny czas. Ze względu na to, że utwory są krótsze i bardziej skondensowane niż na pełnym albumie, nie mieliśmy przestrzeni na muzyczne wędrówki. Z tego powodu wytworzyła się pewnego rodzaju presja, ale jednocześnie kierunek naszych dążeń był jasny. Emocjonalny ciężar był silnie obecny w materiale, zanim weszliśmy do studia, ale nagranie go sprawiło, że wszystko stało się bardziej namacalne.

Zapisywanie takich emocji w nagraniach zawsze wiąże się z pewnym dyskomfortem. Zamrażasz coś surowego, co z założenia miało być chwilowe, ulotne. Jednocześnie, gdy już to uchwycisz, pojawia się dziwny spokój. Jakbyś zaakceptował coś, co czaiło się pod powierzchnią i nadał temu formę. To uwolnienie jest bardzo ważne.

 

MUAM: Momenty ciszy są tu równie istotne i ciężkie, jak te wypełnione muzyką. Jest tu mnóstwo kontrastów i sprzecznych emocji, ale wszystko krąży w cyklu, przeplata się ze sobą, podobnie jak w życiu. Opowiesz mi pokrótce o każdej z czterech części tej EPki i o pomyśle na ten materiał? O tym, co sprawiło, że zapragnęliście uchwycić tę surowość i żywą esencję?

 

Lennart: Zawsze traktowaliśmy ciszę jak instrument. Gdy pozbawi się coś dodatkowych bodźców, to, co jest obecne zabrzmi potężniej. Gdyby wszystko przez cały czas rozbrzmiewało głośno, nie byłoby zamierzonego efektu i nic nie trafiłoby w sedno. Te ciche fragmenty nie są tu wyłącznie dekoracyjnie, niosą podobny emocjonalny ciężar jak te hałaśliwe erupcje. 

Make Me Whole -  odzwierciedla pragnienie poddania się i odbudowania przez kogoś innego, nawet jeśli oznacza to przyznanie się do bycia wewnętrznie złamanym.

New Moon - jest uchwyceniem obsesyjnej pogoni za czymś nieosiągalnym, poruszania się w cyklach tęsknoty i nieuniknionego powrotu

Peeling Cycle - jest konfrontacją z ranami, które zadajemy sobie sami poprzez nieustanne samoobserwacje. Zagłębianie się coraz bardziej staje się zarówno przymusem jak i bolesnym doświadczeniem

Contemplation In Time - zamyka EPkę cichą, a zarazem potężną medytacją na temat starzenia się, rozkładu i nieodwracalnego upływu czasu. 


Surowość muzyki nie była decyzją stylistyczną, a raczej naturalną konsekwencją. Nie chcieliśmy wygładzać tarć. Transformacja nie jest procesem płynnym, więc muzyka też nie powinna taka być.



MUAM: Jak najbardziej rozumiem. A czy cykliczność faz księżyca miała być poniekąd metaforą mrocznej strony? 

Lennart: Cykliczność była tutaj zdecydowanie zamierzona - niekoniecznie by romantyzować tę "mroczną stronę", ale odnieść się do nieuchronności powracających faz, etapów. Nie da się skonfrontować z danymi emocjami raz i później odpuścić na zawsze. To, co tkwi gdzieś głęboko powraca regularnie w różnej postaci. 

Księżyc to prosty, a zarazem bardzo potężny symbol powtarzalności - wzrastania, pełni, ubywania, zniknięcia i powrotu. Odzwierciedla bardzo trafnie proces konfrontacji z samym sobą i z własnymi emocjami. Mrok nie jest końcem, jest częścią cyklu. 

 


MUAM: Pełna zgoda. Obserwujesz czasem fazy księżyca? Interesujesz się astronomią? Ja osobiście trochę tak i dzięki temu, że mieszkam w pobliżu morza mam możliwość obserwować wschody i zachody księżyca i tym poszczególnym fazom się przypatrywać. 

Lennart: Nie nazwałbym siebie astronomem, ale spoglądanie w niebo zawsze przypomina mi o upływie czasu i uświadamia jak niewielką częścią wszechświata jest wszystko, co nas otacza. Rytm księżyca jest obojętny na chaos, w którym jesteśmy pogrążeni. Jest w tym coś niemal pokornego. To nadaje transformacji odpowiednią perspektywę. Zmiana nie jest czymś wyjątkowym, jest stała.

 

MUAM: Dokładnie tak. Co było takim pierwszym impulsem do nagrania tej EPki? Czy chęć jej wydania była poniekąd spowodowana intensywnością czasów, w których funkcjonujemy i dominacji krótkich form?

Lennart: Impulsem do nagrania na pewno nie były trendy. Chodziło raczej o potrzebę zasygnalizowania, że ​​wciąż ewoluujemy między albumami długogrającymi. Mieliśmy materiał, który wydawał się spójny, ale nie pasował do większego albumu.
Zwięzłość zapewniła nam dyscyplinę. Zmusiła nas do rozważnego doboru napięcia i tempa. Ten materiał jest krótki, ale treściwy. W świecie, który często sprzyja szybkiej konsumpcji, chcieliśmy stworzyć coś kompaktowego, co wymaga skupienia i uważnego słuchania, a nie biernego przewijania.


MUAM: Jak się czujesz w nowoczesnym, cyfrowym świecie? Osobiście, gdy długo jestem tymi urządzeniami otoczona czuję się zmęczona i potrzebuję pilnie czegoś ludzkiego, prawdziwego... 

Lennart: Rozumiem Cię. Cyfrowa rzeczywistość jest nieunikniona i w wielu przypadkach bardzo potrzebna, ale często wydaje się oderwana od fizycznego doświadczenia. Ciężka muzyka, zwłaszcza grana na żywo i bez podkładów, jest tego przeciwieństwem. Jest fizyczna, niedoskonała, bezpośrednia.

Myślę, że to po części dlatego skłaniamy się ku tej intensywności. To przeciwwaga. Coś niefiltrowanego. Coś, co oddycha i poci się i czego nie da się poukładać i wygładzić do perfekcji.


MUAM: Zdecydowanie! Predatory Void rozpoczął działalność w czasie pandemii jako Twój projekt poboczny, z czasem rozrastając się do rozmiaru pełnoprawnego zespołu. Energia męska i żeńska jest w zespole pięknie zrównoważona. Jak się poznaliście?

Lennart: Projekt rozpoczął się dość naturalnie w czasie pandemii. Zarejestrowałem wstępne pomysły i stopniowo wokół nich zebrali się właściwe osoby – ludzie, których znałem już z różnych stron sceny muzycznej. Thijsa poznałem na przykład na początku XXI wieku, kiedy grał na gitarze w zespole Aborted, a Linę znam od 2012 roku, odkąd spotkałem ją w Petersburgu.

Nie było przemyślanej decyzji o „równoważeniu energii”. Stało się to naturalnie, ponieważ pociągają nas silne osobowości, a nie konkretne role. Ważne jest, aby wszyscy czuli się równo obecni w tym procesie. Ta równowaga wynika z wzajemnego szacunku, a nie z jakiejś konkretnej koncepcji.





 
MUAM: Co daje Tobie współpraca z osobami wywodzącymi się z różnych artystycznych środowisk? 
 
Lennart: Zapobiega to stagnacji i nudzie. Kris, na przykład, ma bardziej "wykształcone" muzyczne korzenie, podczas gdy większość z nas to samouki, zakorzenione w hardcore i metalu. Ten kontrast wprowadza pomysły, na które naturalnie byśmy nie wpadli.
Dzięki temu zespół jest nieprzewidywalny, nawet dla nas samych. I jest to bardzo zdrowa sytuacja, która zmusza do uważnego słuchania siebie nawzajem.
 

MUAM: Zdecydowanie nie jest łatwo spojrzeć w głąb siebie, ale taka szczera refleksja bardzo pomaga zrozumieć własne emocje. Ten proces wymaga odwagi. Większość ludzi nie jest gotowa, by zmierzyć się z prawdą. Co o tym myślisz? Jak ważna jest wg Ciebie taka samoświadomość?

Lennart: Samoświadomość jest niewygodna, ale konieczna. Nie w sensie moralizatorskim, ale praktycznym. Jeśli nie uznasz swoich ciemnych stron, obsesji, urazów, lęków, to one kontrolują cię nieświadomie.
"Atoned In Metamorphosis" kręci się wokół tej idei. Siła nie bierze się z udawania nieskazitelności. Pochodzi z dostrzegania niedoskonałości bez ulegania jej. Ta konfrontacja może wydawać się brutalna, ale jest też oczyszczająca.



MUAM: A czy ten album jest dla Ciebie bardziej osobistą terapią czy odpowiedzią na otaczający nas świat? 
 
Lennart:  Jedno i drugie, ale nie w dosłownym sensie. Nie piszemy pamiętników ani manifestów. Świat wewnętrzny i zewnętrzny nieustannie na siebie wpływają. Chaos na zewnątrz nieuchronnie rezonuje z niepokojem i nieuporządkowaniem wewnątrz. Przełożenie tego napięcia na dźwięk to mniej terapia, a bardziej transformacja: przekształcenie czegoś abstrakcyjnego i ciężkiego w coś fizycznego i wspólnego dla wielu osób - w doświadczenie, które można dzielić i wspólnie przeżywać.
 
 

MUAM: Zaintrygowała mnie bardzo okładka tego wydawnictwa, sprawiająca wrażenie nawiązywania do czasów starożytnych. Skąd pojawił się pomysł na takie graficzne uchwycenie emocji oddanych w tej muzyce? Czy tu także chcieliście jakoś podkreślić cykliczność natury i zjawisk?

Lennart: Okładkę stworzył Sven Harambašić, który zaprojektował również oprawę graficzną naszego pierwszego albumu. Spodobał nam się pomysł nadania mu wizualnej ciągłości poprzez ponowną współpracę, więc chociaż ta EP-ka stanowi osobny rozdział, wciąż pozostaje powiązana z tym, co było wcześniej.
Bardzo pociąga nas jego prymitywny, kolażowy styl. Wydaje się instynktowny i składany z fragmentów, co odzwierciedla również nasze podejście do muzyki. Nasze brzmienie to w pewnym sensie kolaż różnych faktur i skrajności, które łączą się w spójną całość. Ponadczasowa atmosfera jego twórczości wzmacnia to cykliczne uczucie, które nas interesuje, bez przywiązania do konkretnej epoki.
 

MUAM: Świat wokół nas nieustannie się zmienia, ale w ciągu ostatnich kilku lat ma się wrażenie, że te zmiany następują szybciej i bardziej intensywnie. Dostrzegasz znaczące różnice w przemyśle muzycznym po 2021 roku?

Lennart: Tempo zdecydowanie wzrosło. Czas skupienia uwagi wydaje się krótszy, algorytmy kształtują widoczność, a cykle produkcyjne są szybsze. Ale jednocześnie wciąż odczuwalny jest silny głód autentyczności.
Najbardziej zauważam polaryzację: hiper-cyfrową ekspozycję z jednej strony i ponowne uznanie dla formatów fizycznych i kameralnych koncertów z drugiej. Dla nas priorytetem pozostaje sama muzyka. Trendy zmieniają się szybko. Głębia jest trwała.



"Atoned In Metamorphosis" Predatory Void ukazał się 6 lutego nakładem Pelagic Records. EPki możecie posłuchać tu: https://predatoryvoid.bandcamp.com/album/atoned-in-metamorphosis 

A tu znajdziecie wersje fizyczne: https://pelagic-records.com/



ENGLISH VERSION  

 People are full of emotions. If they accumulate deep inside, as result of various events, boil up so hard, one of the best ways to get rid of them is to transform them into a painfully honest musical experience. After abrilliant full-length debut, Predatory Void decided to share a more condensed form – an intense, uncompromising EP that tells a story about transformation and cyclical nature of life. 

The band's founder, Lennart Bossu, told me more about the idea for "Atoned In Metamorphosis", a new mini-album. We discussed the ways of processing emotions and talked about the cycles, the inevitability of change and navigating the digital world.

 

Predatory Void, fot. Tetiana Malezhyk

 

MUAM: Thank you for the honesty, so precious in digital times. This piece of art is short, but it’s emotionally powerful and intense enough to make me feel uncomfortable. It’s so haunting, but finally brings calmness… How did recording those tracks make you feel?


Lennart: Recording this EP felt very concentrated. Because the songs are shorter and more focused than on the full-length, there was less room to wander. That created a kind of pressure, but also clarity. The emotional weight was already embedded in the material before we entered the studio, but recording it made everything more tangible.
There’s always something uncomfortable about preserving these kinds of emotions on tape. You’re freezing something raw that was meant to be volatile. At the same time, once it’s captured, there’s a strange calm. Like you’ve acknowledged something that was lingering beneath the surface and given it a form. That release is important.


MUAM: You show that silent moments are as important and heavy as the ones with music. There are a lot of contradictions and antagonistic emotions around, but it all floats in a cycle, like life itself. Could you tell me a few words about each track and the idea to put it that way – raw and in essence?

Lennart: We’ve always treated silence as an instrument. Absence makes presence heavier. If everything is loud all the time, nothing truly lands. So the quieter passages aren’t decorative; they carry as much weight as the eruptions.

 

Make Me Whole reflects the vulnerable desire to surrender and be rebuilt by someone else, even if that implies admitting you are broken.

New Moon captures the obsessive chase of something unattainable, moving in cycles of longing and inevitable return.

Peeling Cycle confronts the self-inflicted wounds of constant self-examination, where digging deeper becomes both compulsion and pain.

Contemplation in Time closes the EP with a quiet but heavy meditation on aging, decay, and the irreversible passage of time.


The rawness wasn’t a stylistic decision as much as a natural consequence. We didn’t want to polish away the friction. Transformation isn’t smooth, so the music shouldn’t be either.



MUAM: Was the moon cycle chosen to somehow resemble the dark side?
Lennart: The cyclical idea was definitely intentional. Not specifically to romanticize “the dark side,” but to reflect the inevitability of returning phases. You don’t confront something once and move on forever. It comes back in different forms.
The moon is a simple but powerful symbol of that repetition: growth, fullness, decline, disappearance, and return. It mirrors the process of self-confrontation. Darkness isn’t an endpoint; it’s part of a cycle.



 

MUAM: Do you observe the moon phases yourself? Are you interested in astronomy? Living by the sea gives a great opportunity to watch the moon rises above the horizon.

Lennart: I wouldn’t call myself an astronomer, but there’s something grounding about looking up and realizing how small and temporary everything is. The moon’s rhythm is indifferent to whatever chaos we’re wrapped up in.
There’s something almost humbling about that. It puts transformation into perspective. Change isn’t exceptional, it’s constant.



MUAM: What was the first impulse to record this EP? Was the idea to release it somehow based on times we live in, when instant, short forms are preferred?

Lennart: The impulse wasn’t driven by format trends. It was more a need to signal that we’re still evolving between full-length records. We had material that felt cohesive but didn’t belong on a larger album.
Keeping it concise gave us discipline. It forced us to be deliberate about tension and pacing. It’s short, but it’s dense. In a world that often favors quick consumption, we actually wanted something compact that demands focused listening rather than passive scrolling.



MUAM: How do you feel in the modern, digital world? I’m personally, while being surrounded by technology for too long, feeling the need for something true, human… 

Lennart: I relate to that. The digital world is unavoidable, and in many ways useful, but it often feels detached from physical experience. Heavy music, especially played live and without click tracks or backing tracks, is the opposite of that. It’s physical, imperfect, immediate.
I think that’s part of why we gravitate toward this intensity. It’s a counterbalance. Something unfiltered. Something that breathes and sweats and can’t be edited into perfection.



MUAM: Predatory Void started as a pandemic side project, finally growing into a full band. There’s a balance between male and female energy in a band. How did you meet each other?

Lennart: The project started quite organically during the pandemic. I brought in initial ideas, and gradually the right people gathered around it — people I already knew from different corners of the scene. Thijs I had met for instance back in the early 2000’s when he played guitar for Aborted, and I’ve known Lina since 2012 when I met her in St. Petersburg.
There wasn’t a calculated decision about “balancing energies.” It happened naturally because we’re drawn to strong personalities rather than specific roles. What matters is that everyone feels equally present in the process. That balance comes from mutual respect, not from a concept.



MUAM: What does work with people from different musical backgrounds give you artistically?

Lennart: It prevents stagnation. Kris, for example, comes from a more schooled musical background, while most of us are self-taught and rooted in hardcore and metal. That contrast introduces ideas we wouldn’t naturally arrive at.
It keeps the band unpredictable, even to ourselves. And that unpredictability is healthy. It forces you to listen more carefully to each other.



MUAM: It’s not easy to look deep into yourself, but it helps to understand your feelings. It demands bravery, most people are not ready to do it, to face the truth. What do you think? How important is it to be self-aware?

Lennart: I think self-awareness is uncomfortable but necessary. Not in a moralizing way, but in a practical one. If you don’t acknowledge your shadow sides, your obsessions, your resentment, your fears, they control you unconsciously.
The EP revolves around that idea. Strength doesn’t come from pretending to be flawless. It comes from recognizing imperfection without being consumed by it. That confrontation can feel violent, but it’s also clarifying.



MUAM: Is the album more a personal therapy or a response to the world around us?

Lennart: It’s both, but not in a literal sense. We’re not writing diary entries, and we’re not writing manifestos. The inner world and the outer world constantly influence each other.
The chaos outside inevitably resonates with the chaos inside. Translating that tension into sound is less about therapy and more about transformation:  turning something abstract and heavy into something physical and shared.


MUAM: I was intrigued by the art on the album cover, somehow heading for the ancient times. What was the idea? Was it another way to somehow underline the cyclical nature of the world?
 

Lennart: The artwork was created by Sven Harambašić, who also did the cover for our first record. We liked the idea of bringing some visual continuity by working with him again, so even though this EP is a separate chapter, it still feels connected to what came before.
We’re very drawn to his rudimentary collage style. It feels instinctive and assembled from fragments, which reflects how we approach music as well. Our sound is, to some extent, also a collage of different textures and extremes that come together into something cohesive. The timeless atmosphere in his work reinforces that cyclical feeling we’re interested in, without being tied to a specific era.


MUAM: The world around us is constantly changing, but in the last few years it seems to change faster and more intensely. Do you see any differences in the music industry since 2021?

Lennart: The pace has definitely increased. Attention spans feel shorter, algorithms shape visibility, and output cycles are faster. But at the same time, there’s still a strong hunger for authenticity.

What I notice most is polarization: hyper-digital exposure on one side, and a renewed appreciation for physical formats and intimate shows on the other. For us, the focus remains on the music itself. Trends move quickly. Depth doesn’t.



 



"Atoned In Metamorphosis" Predatory Void was released on 6tth February 2026 by Pelagic Records. The full EP is available here: https://predatoryvoid.bandcamp.com/album/atoned-in-metamorphosis 

All the physical formats can be found here: https://pelagic-records.com/