Są z Danii i są jednym z najoryginalniejszych współczesnych zespołów na scenie metalowej. W swojej twórczości łączą ekstremalne brzmienia z shoegaze'ową atmosferą, rockową melodyjnością i alternatywnym sznytem. Grupa MØL wróciła pod koniec stycznia z doskonałą nową płytą i podczas promującej ją trasy zgromadziła na koncertach tłumy oddanych i zaangażowanych fanów.
Spotkaliśmy się o poranku w środku tygodnia, by porozmawiać o "Dreamcrush" i o muzycznej wspólnocie, która tworzy się podczas koncertów, a także powspominać ubiegłoroczny Mystic Festival i pogadać o sile duńskiej sceny muzycznej.
Między Uchem A Mózgiem: Dzięki piękne, że znalazłeś dla mnie czas o dość nietypowej porze, przy porannej kawie, to bardzo miła okoliczność!
Kim Song Sternkopf: Nie ma sprawy, w sumie to dla mnie jedna z niewielu komfortowych opcji, bo pracuję od południa do wieczora.
MUAM: Czym oprócz artystycznej działalności się zajmujesz?
Kim: Pracuję z nastolatkami, z dzieciakami w wieku od 10 do 18 lat, w takiej szkolnej świetlicy, w klubie dla młodych, który zapewnia im po szkole miejsce, w którym mogą się zrelaksować.
MUAM: To bardzo wymagająca praca, bo kontakt z młodzieżą wymaga ogromnych nakładów energii. Bardzo to doceniam.
Kim: Czasem jest to faktycznie wymagające. Organizujemy różne spektakle, zabawy, co jest bardzo fajną, przyjemną inicjatywą, ale też jesteśmy tą pierwszą linią osób, którym dzieciaki opowiadają o tym, jak minął im dzień, z czym się zmagają. Przede wszystkim jednak występuję - zarówno w tej codziennej pracy, jak i w ramach MØL.
MUAM: Gratuluję z całego serca nowego albumu! Bardzo mnie poruszył i często do niego wracam. To piękna, szczera opowieść - pełna emocji, bardzo odważna zarówno w kontekście muzyki, jak i tekstów. Niektóre z nich trudniej zrozumieć, gdy śpiewasz po duńsku, nie po angielsku, ale na szczęście mamy już dostępne narzędzia, które pomagają w tłumaczeniu :)
Kim: Dzięki, w większości przypadków łatwiej pisało mi się po duńsku, bo pewne osobiste rzeczy zdecydowanie łatwiej wyrazić w swoim ojczystym języku. Zauważyłem, gdy graliśmy w różnych krajach, szczególnie podczas niedawnej trasy (odbyła się w lutym 2026 - przyp.red.), że dla ludzi ważna jest, skąd się wywodzisz - by mówić o swoich korzeniach. Moja mama przywędrowała do Danii z Korei Południowej, ale ja całe swoje życie spędziłem już w Danii. W różnych krajach Europy jest spora społeczność posługująca się językiem duńskim. Język ojczysty jest dla mnie kluczowy nie tylko po to, by wyrazić te bardziej osobiste przeżycia i emocje i nadać większe znaczenie wypowiadanym/śpiewanym słowom, ale też dodać muzyce nieco egzotyki. Co ciekawe, gdy graliśmy w Wielkiej Brytanii poruszyło mnie bardzo to, że ludzie wykrzykiwali do nas po duńsku, że byli zainteresowani innym językiem niż angielski.
MUAM: Bardzo miło słyszeć takie słowa, szczególnie, że w przypadku muzyki metalowej i ekstremalnych brzmień trudno wychwycić słowa np. z growli. Dobrze wiedzieć, że publiczność skupia się też na tekstach, że się w nie wsłuchuje.
Kim: Zdecydowanie, nasi fani są bardzo otwarci i chętni, by zanurzyć się głębiej. Dostaję sporo zapytań o znaczenie konkretnych fraz i wyrażeń. To bardzo piękne i wzruszające, że ktoś poświęca czas na to, by zrozumieć jak próbujesz przeorganizować chaos w swoim życiu i że ktoś utożsamia się z tym, co czujesz i jak postrzegasz świat. Do tego dochodzi fakt, że dla drugiej strony odczucia na dany temat mogą być zupełnie inne i tu pojawia się miejsce dla interpretacji. To niezwykłe, że mimo różnych doświadczeń pewne rzeczy postrzegamy bardzo podobnie i że to, co dotyczy konkretnej osoby przemawia do szerszego grona.
MUAM: To prawda, w osobistych historiach jest też zawsze coś uniwersalnego - każdy wrażliwy odbiorca, który jest wyczulony na sygnały płynące ze świata rozumie te przeżycia na poziomie emocjonalnym.
Kim: Zależało nam bardzo by zbudować to porozumienie, poczucie więzi na tej płycie. Sporo rozmawialiśmy o tym podczas jej tworzenia. Tytuł albumu początkowo został wymyślony w języku duńskim i brzmiał "drømmerknus". W języku angielskim jego znaczenie nieco straciło na sile. Po duńsku to słowo składa się z dwóch innych - drømmer oznacza sny, a knus zarówno uścisk jak i zmiażdżenie. Jest tu wyraźna sprzeczność, kontrast - coś, co sprawia, że w tym uścisku można się zatracić. To angielskie "dreamcrush" to po prostu rozmarzone, wymarzone zauroczenie. Czyli widzisz, chodzi tu też o takie językowe kontrasty i wieloznaczności.
MUAM: Zdecydowanie duński tytuł ma w sobie to drugie dno. Te kontrasty wyczuwalne są też w samej muzyce, bo sięgacie na tej płycie po wiele stylistycznych ścieżek. To nie jest czysty "blackgaze", lecz połączenie metalu, shoegaze i kilku innych stylistyk. Połączenie świetne, niebanalne.
Kim: Cieszę się, że o tym wspominasz - zarówno ja jak i Nicolai (Hansen - gitarzysta, przyp.red., główny kompozytor albumu wspólnie z Kimem) podobnie to postrzegamy. Jednak dla prasy i dla dziennikarzy często te stylistyczne łatki są bardzo ważne - mieliśmy ten problem także pod kątem koncertowym. To duża wartość, że pasujemy właściwie wszędzie, ale z drugiej strony jesteśmy jednocześnie "nigdzie", niewystarczająco wpasowując się w daną stylistykę. Jednak tak jak wspomniałaś, liczą się przede wszystkim emocje. Właśnie o to przecież chodzi w muzyce - żeby coś poczuć.
MUAM: Zdecydowanie! Najlepiej, jeśli te emocje są żywe szczególnie na koncertach, co w dzisiejszych realiach jest kluczowe...
Kim: Należę do tych, którzy muszą się przekonać na własne oczy i uszy, zanim z czymś się zgodzą. Szczególnie w czasach, gdy dociera do nas tak wiele całkiem dobrze wyprodukowanych utworów. Zawsze zapala mi się lampka i myślę sobie - ciekawe, jak to zabrzmi na żywo. Muzyka musi się obronić na koncercie! Dlatego też tak bardzo poruszyły mnie reakcje publiczności podczas naszej ostatniej trasy. Widok osób w pierwszych rzędach, które śpiewają wprost z serca teksty zaledwie po nieco ponad tygodniu od opublikowania płyty (ukazała się 30 stycznia - przyp.red.) to coś, czego nie zapomnę długo. Chyba muszę trochę się przyzwyczaić do takich emocji, bo bardzo mnie takie reakcje onieśmielają.
MUAM: Bardzo się cieszę, że publiczność przyszła na koncerty przygotowana!
Kim: Wiesz, w czasach dominacji streamingu ciężko jest natrafić na coś, co trafi w sedno i sprawi, że słuchacze zatrzymają się na dłużej przy danej muzyce, że nie będą sięgać po wybrane single, lecz po cały album. Wspaniałe jest jednak to, że osoby, które sięgają po muzykę MØL, słuchają całości. Też należę do tej grupy słuchaczy - sięgam po albumy w całości. Podczas koncertów panuje atmosfera wspólnoty i wspólnego przeżywania - poświęcasz wtedy czas na przesłuchanie całego materiału, a nie tylko starannie wybranej przez kogoś playlisty.
MUAM: Myślę, że zdecydowanie warto zagłębiać się w całe albumy, bo wiele z nich jest starannie przemyślanych. Utwory poukładane są w takiej kolejności, by miały sens, by opowiadały jakąś historię. "Dreamcrush" zdecydowanie jest taką spójną opowieścią, która zaczyna się od marzenia, od snu, a wieńczy ją ta przysłowiowa "miazga". Graliście któreś z tych utworów w ubiegłym roku na Mystic Festival? Niektóre z nich brzmiały znajomo, gdy wsłuchiwałam się w album...
Kim: Nie, graliśmy starszy materiał. Ale wiesz, to dobrze, że tak to odebrałaś, bo to oznacza, że nasz styl jest spójny, że te wszystkie nasze dokonania stanowią jakąś całość...
MUAM: Zdecydowanie wypracowaliście swój styl! Pamiętasz coś z występu na festiwalu, czy był to tak intensywny czas, że ciężko przywołać wspomnienia? Ja wspominam Wasz występ jako bardzo intensywny - zarówno dosłownie jak i pod kątem emocji, a także to, że klub był wypchany po brzegi.
Kim: Pamiętam, że gdy patrzyłem z boku na scenę przed występem i spojrzałem na termometr, to zakręciło mi się w głowie. To była prawdopodobnie najgorętsza scena, na jakiej kiedykolwiek graliśmy. Ten czerwcowy dzień był bardzo ciepły, ale festiwalowy czas spędziliśmy bardzo miło. Bardzo podobał mi się układ festiwalu, to jak ukształtowany został teren, sceny, przestrzenie do odpoczynku. Przemieszczanie się po terenie nie stanowiło żadnego problemu. Mieliśmy szczęście spotkać też wielu przyjaciół z Danii i spędzić czas z chłopakami z John Cxnnor, Embla, Cabal - było bardzo miło. Świetnie, że festiwal jest w mieście, że wszędzie jest blisko. To bardzo ważne w przypadku tak dużego lineupu - logistyka jest kluczowa. Ważne, by nie tracić czasu na niekończące się wędrówki między scenami - ten czas zdecydowanie lepiej poświęcić na słuchanie muzyki na żywo i odpoczynek. Te przestrzenie przypominały mi klimatem Roadburn Festival.
MUAM: Wspaniale to słyszeć i całkowicie się z Tobą zgadzam, że na większym festiwalu kluczowa jest odległość między scenami i dobre planowanie czasu, by się kompletnie nie wykończyć, gdy ma się ograniczone zasoby energetyczne.
Kim: Być może jestem w mniejszości szukając w życiu nieco komfortu, ale możliwość spania w łóżku zamiast w namiocie podczas festiwalu jest ogromnie istotna. Ważne jest też to, by spędzić miło czas - zarówno z muzyką na żywo, jak i znaleźć chwilę, by nieco się zrelaksować. Po trzydziestce, gdy ma się już zmęczony kręgosłup te ułatwienia stają się niezbędne.
Wiesz, polska publiczność ma w sobie coś szczególnego, bo każdy koncert, który u Was graliśmy zapadł mi w pamięć jako bardzo intensywny i pełen emocji. Energia i porozumienie, które łączy nas podczas występu jest absolutnie wzruszające. Nie możemy się doczekać, by do Was wrócić. Nie potrafię tych emocji do końca zdefiniować, ale jest tu zdecydowanie dużo pozytywnej energii...
MUAM: Tak, zdecydowanie łączy nas coś szczególnego - możliwe, że są to podobne realia i środowisko, w których żyjemy, bo nasze kraje są na mapie bardzo blisko.
Kim: "Dreamcrush" to z założenia album, który ma podnosić na duchu, jest w nim sporo nadziei. Ale tak już mam, że musi być coś, co czai się pod powierzchnią - jakaś forma tęsknoty, melancholii. Może być bardzo pozytywnie, ale coś zawsze będzie czaiło się gdzieś z tyłu, co będzie przypominało, że nie jest tak kolorowo, jak nam się wydaje. Nie mam nic przeciwko wesołej muzyce - też ma swoje miejsce, ale nie jestem fanem takich dźwięków i nie do końca dobrze się czuję w ich towarzystwie. Moja babcia kiedyś stwierdziła, że moja dusza jest zbyt niedojrzała i uznałem to za komplement, bo wtedy odczuwa się zdecydowanie więcej i intensywnej.
MUAM: Coś w tym jest, że ta bardziej smutna, melancholijna muzyka jest bardziej szczera niż te wesołe dźwięki. Jest w niej więcej głębi...
Kim: To nie tak, że wesoła muzyka jest zła, ale irytuje mnie to nakłanianie do uśmiechu, do radości - wtedy uruchamia się we mnie mechanizm buntu - bo przecież wcale nie trzeba się cieszyć, nie trzeba nic robić, po prostu odczuwa się. Z jakiegoś powodu ta wesoła muzyka sprawdza się w Wielkiej Brytanii... Ale ta smutna przecież też. Np. shoegaze wywodzi się z introwertyzmu - wnętrze tętni życiem i kipi od emocji, ale na zewnątrz tego nie widać...
MUAM: Rozumiem, co masz na myśli. Mówiąc o tej przewrotności muzyki z Wielkiej Brytanii przychodzi mi do głowy jeszcze Paradise Lost - coś sprawiło, że ten zespół jest bardziej popularny u nas niż na wyspach, a jest przecież tak bardzo "brytyjski".
Kim: To smutna, ale wspaniała muzyka. Uwielbiam "Draconian Times"!
MUAM: Ja też! Wróćmy jeszcze na moment do Mystica. Dzień, podczas którego występowaliście był celebracją duńskiej sceny muzycznej. Wspaniale było usłyszeć tak wiele ciekawych projektów z Twojego kraju, wielu z nich nie znałam. Bardzo zaintrygował mnie finałowy koncert - bardzo intensywny występ projektu John Cxnnor, podczas którego też się udzielałeś w roli wokalisty. Opowiesz mi coś więcej o tej współpracy?
Kim: Myślę, że ta teatralność John Cxnnor świetnie została wpleciona w atmosferę festiwalu metalowego i naprawdę fajnie tu pasowała! Świetnie się bawiłem. W warstwie konceptualnej jest to zespół inspirowany uniwersum Terminatora. W zespole udziela się kilku wokalistów, którzy się zmieniają w zależności od dostępności. Chłopaki biorą pod uwagę to, że mamy wiele innych projektów i zawsze pytają, czy mam czas wystąpić. Jeśli ktoś jest bardzo zajęty, nie ma problemu, bo każdy z nas zna partie kolegów.
Zaproszenie do "umysłu Terminatora" to dla mnie naprawdę duża rzecz - poczułem się wyróżniony, gdy chłopaki uznali, że wokalnie wpasuję się w ich wizję artystyczną. Postrzegam ten projekt jako bardziej gotycką, transową wersję Massive Attack. Tu chodzi o współpracę, o kolektyw. Nie mamy regularnych prób, po prostu cieszymy się wspólnym czasem na scenie - to taki teatr. Każdy koncert jest inny. Mam spore doświadczenie w improwizacji i w tego typu przedsięwzięciach - zajmuję się performatywną aktywnością w pracy z dzieciakami i bardzo cenię sobie tego typu energię i doświadczenia. John Cxnnor to zdecydowanie jeden z najfajniejszych projektów, przy którym miałem okazję pracować.
MUAM: Masz jeszcze jeden aktywnie działający zespół - The Arcane Order. Jak dzielisz czas między te wszystkie aktywności? To mnóstwo pracy!
Kim: Kluczem jest tu oczywiście dobre planowanie i branie pod uwagę kalendarzy współpracowników. Nie jesteśmy aktywni jednocześnie. Flemming C. Lund gra obecnie w Volbeat, Kaspar w HateSphere, ja w MØL, ale pracujemy powoli nad nowym materiałem. Marzy nam się większa trasa, ale nasze macierzyste zespoły też wymagają zaangażowania.
MUAM: To bardzo ciekawe. W swoim kalendarzu starasz się znaleźć też miejsce na jeszcze jedną aktywność - fotograficzną. Wiem, że jest to Twoja wielka pasja. Który typ fotografii szczególnie do Ciebie przemawia?
Kim: To pasja, której poświęcam z biegiem czasu niestety coraz mniej energii. Przychodzi falami, gdy pojawi się jakiś fajny projekt na horyzoncie. Wciąż robię czasem zdjęcia ślubne i jakieś fotoreportaże czy sesje zespołowe. Byłem wolnym strzelcem przez dłuższy czas, obecnie angażuję się w coś, gdy pozwala mi na to czas. Wykonałem większość prasowych fotografii i okładek dla przyjaciół z Unseen Faith, zaprojektowałem też okładkę dla Cabal. Obecnie bardziej interesuje mnie praca nad okładkami i oprawą graficzną, ponieważ łączy fotografię z analogowym działaniem. To cenne w czasach dominacji AI. Zanim sztuczna inteligencja zaczęła przejmować stery, bardzo lubiłem dłubać przy cyfrowej obróbce, ale obecna sytuacja zmotywowała mnie do powrotu do analogowej formy, nad którą mam pełną kontrolę.
MUAM: W pełni rozumiem. Ta żywa energia i prawda jest jeszcze możliwa w fotografii koncertowej, gdy chwyta się emocje chwili, które generują występy.
Kim: Swego czasu próbowałem robić zdjęcia podczas naszych tras, ale zaprzestałem tych praktyk, by skupić się bardziej na przygotowaniu do samych występów i na tym, co mam do zrobienia na scenie. Ustawianie kamer jest bardzo wymagające i będziemy z tego korzystać na wybranych koncertach.
MUAM: Występowanie i jednoczesne fotografowanie wydaje mi się niemal niewykonalnym zadaniem... Trudno robić dwie rzeczy w tym samym czasie, to zrozumiałe...
Kim: Za często sięgałem po sprzęt do selfie... Zdecydowanie lepiej mieć kogoś z zewnątrz, kto spojrzy z perspektywy, z boku, z tłumu... Wtedy to wszystko jest lepiej skomponowane, zaplanowane, dopracowane - zarówno gdy mówimy o fotografowaniu wydarzenia, jak i o samej zespołowej sesji. Takie też dla nas robiłem posługując się wspomnianym sprzętem, ale występowanie w roli fotografa i fotografowanego, z jednoczesnym ogarnianiem innym i mówieniem, co robić jest bardzo wyczerpujące. Uwielbiam to, a jednocześnie tego nie znoszę....
MUAM: Zdecydowanie Cię rozumiem. Osobiście robię zdjęcia na koncertach, ale nie gram na żadnym instrumencie i nie występuję, więc zdecydowanie łatwiej jest mi się skupić na zadaniu, które mam do wykonania. No i patrzę wtedy na dany występ z innej perspektywy.
Kim: Gdy zaczynałem przygodę z muzyką fotografia koncertowa była dla mnie sposobem na zaznajomienie się ze sceną muzyczną, z działaniem branży koncertowej. Współpracowałem z kilkoma klubami w Aarhus robiąc zdjęcia na wydarzeniach. Wiele się nauczyłem.
MUAM: Nie wątpię, coś w tym jest. To jeszcze na finał zapytam Cię o duńską scenę. Jak ją postrzegasz z perspektywy osoby czynnie na niej aktywnej, ale też fana?
Kim: Jest tu wiele naprawdę świetnych zespołów, które nie boją się ryzykować, przekraczać granic, mówiąc o czymś głośno. Jest mnóstwo alternatywnej rockowej muzyki w doskonałej jakości, nieco zgrzytliwej, nawiązującej klimatem do końca pierwszej dekady lat dwutysięcznych, mnóstwo zespołów, które grają potężne, bardzo intensywne koncerty, które są wierne energii, która mnie ukształtowała w wieku nastoletnim. Kulturowe podziały się zacierają, już ludzie nie boją się, że czymś kogoś urażą, muzyka daje wolność i przestrzeń, by wyrazić siebie i to, co się czuje.
Chciałbym wyróżnić moich przyjaciół z Eyes, kopenhaską grupę Split, która ostatnio swoim koncertem po prostu mnie powaliła, czy przyjaciół z Unseen Faith, którzy wydali świetną EPkę. To trochę stronnicze, ale uważam że są czarnym koniem naszej sceny. Byli mocno techniczni, ale dodali do brzmienia nieco hardcore'u i ich nowa muzyka jest bardzo bezpośrednia i potężna. Naprawdę dużo się dzieje.
Platformy streamingowe bywają pomocne w odkrywaniu nowości i pozwalają ludziom dowiedzieć się, że coś się ukazało, ale tą prawdziwą siłą i testem dla zespołu są koncerty. Nie mam nic przeciwko muzyce z laptopa i naciskaniu guziczków, jeśli taka twórczość obroni się na żywo. Dlatego zachęcam do chodzenia na koncerty i przekonania się na własne uszy czy to, na co natrafimy w sieci zda egzamin koncertowy.
MUAM: Pełna zgoda! Planujecie przyjechać do Polski w najbliższych miesiącach w ramach kolejnej odsłony trasy?
Kim: Mam nadzieję, że tak, bardzo byśmy chcieli. Zostaje kwestia logistyki. Mam nadzieję, że wszystko się poukłada. Chcielibyśmy wpaść do klubów, a może na jeszcze jeden festiwal. Jak nazywa się ten drugi większy festiwal u Was?
MUAM: Mówisz o wrześniowym Summer Dying Loud?
Kim: Tak! Pod koniec festiwalowego sezonu fajnie byłoby przejechać przez Polskę wracając na północ, to by się fajnie ułożyło logistycznie.
MUAM: To trzymam kciuki, by się udało! Dzięki piękne za Twój czas, było mi bardzo miło i mam nadzieję do zobaczenia niedługo. Miłego dnia i wszystkiego dobrego!
Kim: Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy. Dzięki, pa!
"Dreamcrush" ukazał się 30 stycznia 2026 nakładem Nuclear Blast Records. Albumu możecie posłuchać tu: https://moeldk.bandcamp.com/album/dreamcrush
Zdjęcia prasowe pochodzą z oficjalnych kanałów grupy MØL. Zdjęcia koncertowe to zapis występu na Mystic Festival 2025. Autorką ujęć jest Aleksandra Wojcińska. Galeria z koncertu jest tu: https://www.muamart.pl/index.php/mol/
Więcej informacji o zespole tu: https://www.molband.com




