środa, 29 kwietnia 2026

Smash Into Pieces: Dobrze jest wziąć sprawy w swoje ręce

Koncerty klubowe, album, kilka festiwali, pisanie nowych piosenek, chwila przerwy i kolejna podróż w świat, na kolejny kontynent i kolejne występy - tak wygląda rzeczywistość wielu muzyków w zespołach rockowych, którzy kierując się miłością do muzyki decydują się na życie w ciągłym biegu. 

Szwedzi ze Smash Into Pieces działają od prawie dwóch dekad i wydali w ciągu osiemnastu lat aż dziewięć albumów, stale się rozwijając i idąc za głosem serca, wlewając w swoją sztukę ogrom pasji. 

Między koncertami zdzwoniłam się z gitarzystą grupy, Perem Bergquistem, by porozmawiać o procesie twórczym i życiu w trasie, jak również doświadczeniu zdobytym w telewizyjnych programach rozrywkowych. Pogadaliśmy jednak przede wszystkim o stawianiu na swoim i o tym, jak ważna jest możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. 

 


 

Między Uchem A Mózgiem: O ile mnie pamięć nie myli Smash Into Pieces są obecnie w środku europejskiej trasy koncertowej. Jak idzie? Jak się czujesz?

Per Bergquist: Tak, jesteśmy w Niemczech, gramy dziś wieczorem w Wiesbaden. Niestety jestem nieco osłabiony, dopadło mnie przeziębienie. Wygląda na to, że żadna trasa nie może się odbyć bez jakiś zdrowotnych komplikacji.. 

 

MUAM: Ojej, przykro mi. Organizm, gdy jest przemęczony, domaga się odpoczynku, a ciągłe podróże na pewno temu nie sprzyjają...

Per: Jest w porządku, zdecydowanie wolę dni koncertowe niż te poświęcone na dojazdy lub przerwę. Gdy jesteśmy w trasie, lubię grać dzień po dniu, jak najczęściej się da! Wiesz, łatwiej jest cały czas iść przed siebie. Mam trochę łatwiej, bo jestem gitarzystą. Wokaliści mają gorzej - potrzebują więcej odpoczynku, by regenerować głos. 

 

MUAM: To prawda. Mam wrażenie, że nieustannie jesteście w wirze pracy. Działacie jako zespół od prawie dwóch dekad - w ciągu 18 lat istnienia Smash Into Pieces wydali aż dziewięć albumów studyjnych, co oznacza, że nowy album ukazuje się w niemal równych odstępach czasowych, co dwa lata. To z pewnością wymaga wiele pracy i zaangażowania. Jak dajecie radę utrzymać tak intensywne tempo? Jestem naprawdę pod wrażeniem! 

Per: Tak, to brzmi jak szaleństwo. Większość pomysłów pochodzi ode mnie i od Benjamina Jennebo, naszego drugiego gitarzysty. Ale nie mam poczucia, że to ciężka praca - to przede wszystkim pasja. Od zawsze nucę w głowie jakąś melodię, dośpiewuję sobie jakieś wersy. Często różne pomysły wpadają mi do głowy podczas spacerów - rejestruję te melodie na później. To naturalny proces. W ten sposób powstało sporo naszych piosenek! 

 

MUAM: Mówi się, że gdy skupiasz się w codziennym życiu na pasji, nie przepracujesz tak naprawdę ani jednego dnia, bo spełniasz się w tym, co robisz. Twoja działalność jak najbardziej potwierdza tę tezę. Z drugiej strony taka kreatywna aktywność sama w sobie także wymaga dużo energii. Rejestrowanie pomysłów na piosenki wymaga przecież regularnych odwiedzin w studiu... 

Per: Przystosowałem się do takiego stylu życia. Zabieram ze sobą podstawowy sprzęt, dzięki czemu część nagrań i miksów mogę zrealizować w trasie. Przed naszą rozmową pracowałem nad nowymi piosenkami z gitarą akustyczną. Tak, właściwie zawsze jest coś, nad czym aktualnie pracuję...  Jesteśmy dzięki temu dość wydajni i samowystarczalni i nie musimy tak często wchodzić do studia. 


MUAM: Czyli komponujesz też w przerwach między koncertami, to imponujące. Tak regularne wydawanie albumów wymaga ścisłego trzymania się terminów i nieustannego tworzenia, by mieć w zanadrzu zapas materiału. Naprawdę jestem pod wrażeniem! Jak czujesz - czy łatwo jest napisać chwytliwą, popową piosenkę?

Per: Łatwo jest napisać po prostu popową piosenkę, ale wymyślenie takiej, która wyróżni się na tle innych i stanie się przebojem jest nie lada wyzwaniem. Nawet jeśli tego typu piosenki postrzegane są jako lekkie i łatwe muzyczne opowieści o miłości czy innych uniwersalnych emocjach, potrzebne jest oryginalne spojrzenie na temat, osobista perspektywa czy też wyróżniający się sposób, w jaki się o tym opowiada. Do tego niezbędna jest dobra produkcja, dobry wokal, fajna melodia - tak naprawdę wiele składowych musi się dopasować, by coś okazało się ciekawe i by zostało docenione, zatem to zdecydowanie nie taka prosta sprawa! 

 

MUAM: Wy radzicie sobie z taką estetyką świetnie! Wiesz, dużo nad tą przebojowością i przystępnością w muzyce ostatnio myślałam. Wiele zespołów, które specjalizują się w ekstremalnych brzmieniach postrzega skomponowanie czegoś przebojowego i prostszego w konstrukcji jako duże zespołowe wyzwanie i kolejny ważny etap zespołowego rozwoju. Przez długi czas zmagają się z tym, by taką przystępniejszą, bardziej melodyjną rzecz stworzyć, a tymczasem nie zawsze fani przyjmują takie zmiany otwarcie. 

Per: To jest zawsze duże wyzwanie. Gdy jesteś na początku drogi, w wieku nastoletnim, twoim celem jest stworzenie czegoś totalnie unikalnego, czegoś, na co nikt jeszcze nie wpadł, czego nikt dotąd nie słyszał. Tak komplikujesz swoje kompozycje i układ poszczególnych akordów, że niekiedy ta muzyka staje się dla odbiorcy niezrozumiała, niestrawna. Z czasem próbujesz stworzyć przepis na muzykę z właściwymi przyprawami, by nie dopuścić do tego, by twoja twórczość stała się marginalna. Dbasz o to, by były refreny, momenty, które przykuwają uwagę, ale też coś unikalnego, co cię wyróżni. Dodajesz te unikalne przyprawy. Tego nie da się w pełni nauczyć - to nieustanna podróż, każdy kolejny utwór jest rozwojem, dalszą drogą, układaniem puzzli tak długo, aż rezultat będzie satysfakcjonujący. 



MUAM: Świetnie opisałeś ten proces! Każdy album Smash Into Pieces jest nieco inną podróżą, ale równie ciekawą. Każdy rozdział to wycieczka w nieco innym kierunku. Dzięki temu Wasza muzyka się nie nudzi! 

Per: Tym, co różni nas np. od AC/DC jest to, że w naszym przypadku nie wiesz do końca czego się spodziewać. Oni mają wypracowane kompozycyjne ramy, których się trzymają  Nas inspiruje niemal wszystko, co nas otacza - składamy te inspiracje ze sobą. Jesteśmy przede wszystkim zespołem rockowym, ale lubimy eksperymentować z przeróżnymi stylami, staramy się zachować świeżość i za każdym razem zaproponować coś nowego, czego wcześniej nie próbowaliśmy... 

 

MUAM: Wypracowaliście na przestrzeni lat bardzo futurystyczne brzmienie, ale jest w nim też nostalgiczna nuta. 

Per: Zawsze spoglądaliśmy naprzód i interesowaliśmy się nowymi technologiami, ale też nie rezygnowaliśmy z inspirowania się tym, co nas ukształtowało. Sięgamy po to, co futurystyczne, ale powracamy w naszej twórczości także do wspomnień z dzieciństwa - filmów akcji z lat osiemdziesiątych czy muzyki synthwave. Stare i nowe miesza się ze sobą, staramy się skierować muzykę rockową na nowe terytorium. 

 

MUAM: Jak postrzegasz te najnowsze technologie? Wiele z tych nowych narzędzi jest z pewnością przydatnych i ciekawych, niektóre też pewnie ułatwiają życie. Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że sztuczna inteligencja stanowi mimo wszystko zagrożenie dla ludzkiej kreatywności. 

Per: Dla mnie osobiście, z perspektywy kompozytora, AI jest tak naprawdę sporym zmartwieniem. Gdy pierwszy raz po prostu z ciekawości skorzystałem z jednego z programów doszedłem do wniosku, że jest to bardzo szybki sposób na stworzenie czegoś - wygenerowanie gotowej piosenki trwa zaledwie kilka sekund. To mnie najbardziej martwi. 

Powiedzmy, że napisanie i wyprodukowanie piosenki zajmuje mi około dwa tygodnie. Mniej więcej w takim czasie robię, co jestem w stanie, by stworzyć jak najlepszy i jak najciekawszy utwór, na jaki mnie stać. W tym czasie AI jest w stanie wygenerować miliony piosenek, z których kilkadziesiąt może okazać się ciekawsza niż to, co wymyśliłem. 

AI znacząco zaniża wartość czasu, którego wymaga proces twórczy. Odbiera radość pracy nad piosenką, odkrywania ciekawych połączeń dźwiękowych, poszukiwania właściwych nut, by opisać to, co chce się wyrazić. Odbiera naszej pracy magię.  

Zmusza nas, by pracować szybciej, by być bardziej wydajnym, by szybciej osiągać wyznaczone cele. Rezultaty działania tej technologii nie są jednak póki co imponujące. To po prostu produkt będący połączeniem tego, co już zostało wymyślone, łączący stare piosenki ze sobą, czerpiący garściami z historii muzyki i bazy danych, która jest dostępna. Nie ma tu niczego odkrywczego, niczego, co mogłoby wytyczyć nowy kierunek muzyki. Obawiam się jednak, że trzeba bacznie przyglądać się rozwojowi tej technologii i starać się iść z duchem czasu, by nie zostać w tyle i być na bieżąco. Kto wie, co będzie za jakiś czas... 


MUAM: O tych niepokojących aspektach technologicznego rozwoju traktuje Wasz najnowszy singiel."Hollow" towarzyszy bardzo apokaliptyczna aura. 

Per: Zdecydowanie. "Hollow" opowiada o tym, co nas przeraża, o tym, jak maszyny dewaluują wartość ludzkich działań, mogąc zrobić wszystko lepiej, szybciej i wydajniej, pracując 24h na dobę. 


MUAM: Świat nieustannie się zmienia - staje się coraz szybszy i coraz dziwniejszy... Jak w tych szalonych czasach pozostać sobą?

Per: Z tym akurat nigdy nie mieliśmy większych kłopotów. Człowiek może czuć jedynie to, co faktycznie odczuwa i dzielić się swoimi emocjami z innymi mając nadzieję, że jego przekaz będzie rezonował z odczuciami innych. Gdy patrzę na to, co obecnie dzieje się w mediach społecznościowych, mam wrażenie, że nic nie jest prawdziwe, że otacza nas jeden wielki fałsz. Wszędzie są jakieś wygenerowane filmiki, gdzie coś skacze, tańczy, próbuje zaangażować moją uwagę - tymczasem właściwie nic nie robi już na mnie wrażenia. Jestem bardzo ciekaw w jakim kierunku pójdą teraz dzieciaki, w jakim kierunku podąży muzyka, gdy każdego dnia będą pojawiać się miliony nowych piosenek. Co będzie teraz uznawane za wartościowe, gdzie tej wartości będzie się szukało... 

 

MUAM: Skoro już wspomniałeś o mediach społecznościowych, to zostańmy przy tym temacie na chwilkę. Zauważyłam na zespołowej stronie, że szukacie właśnie osoby do prowadzenia profili w mediach społecznościowych. Doceniam, że chcecie, by ktoś zajął się tym tematem na serio, nie angażując was bezpośrednio w generowanie treści. Dzięki temu możecie skupić się w pełni na pracy kreatywnej. 

Per: Nie lubię się angażować w takie rzeczy i spędzać czasu w mediach społecznościowych. Wolę ten czas poświęcić na komponowanie muzyki i grę na gitarze. Skupić się na tym, co jest moją pasją. Media społecznościowe są jedynie niezbędne po to, by zasygnalizować, że zespół istnieje, by fani mogli znaleźć jakieś informacje, jeśli nie ma innej opcji. Nie mają nic wspólnego z pasją. Na szczęście możemy sobie pozwolić na to, by tą pracą zajął się ktoś inny w naszym imieniu. Z pewnością zrobi to lepiej ode mnie! 

 

MUAM: A jak to było z zespołowym futurystycznym wizerunkiem? Skąd pomysł na to, by zespół współtworzył zamaskowany perkusista, zaś pozostali członkowie ujawniali swoją tożsamość? To bardzo nietypowe podejście. 

Per:  Od początku działalności Smash Into Pieces staraliśmy się tworzyć muzykę tak, by przekazać spójną historię. Postać APOCa pojawiła się już na pierwszym albumie - na jego okładce widoczny jest jego zarys, cień. Od początku był z nami - był duchem zespołu i jego kluczowym członkiem. Drugi album zatytułowaliśmy "The Apocalypse DJ", więc APOC pojawił się na okładce w faktycznej postaci. Fizycznie w zespole pojawił się przy trzeciej płycie "Rise and Shine". Ten pomysł z biegiem czasu ewoluował. Później zdefiniowaliśmy krainę, w której toczy się akcja naszej twórczości - Arcadię. Przedstawiliśmy ją w kilku teledyskach. Cały koncept jest tak naprawdę metaforą wydarzeń, które mają miejsce w realnym świecie - to nasza interpretacja tego, jak postrzegamy współczesność i jak wyobrażamy sobie to, co nastąpi. Początkowo nie zakładaliśmy, że stworzymy fikcyjną postać i uniwersum dla naszej twórczości - to był naturalny proces. 

 

MUAM: Ciekawie ta historia się potoczyła na przestrzeni lat... Doceniam, że staracie się utrzymać tę tajemniczość. Jednakże mam trochę obaw, czy uda się dochować tej tajemnicy przez kolejne lata w świecie, w którym niemal wszystko dostępne jest na wyciągnięcie ręki. Obecnie wiele informacji można bardzo łatwo odnaleźć - nie obawiacie się, że ktoś usilnie będzie próbował odkryć, kto kryje się za maską APOCa? 

Per:  Kto wie, czy pod maską ktoś jest? Może nikogo nie ma.... Cała moc skryta jest właśnie w masce. Może właśnie to jest ten właściwy kierunek - zamiast wszystko ujawniać, może warto teraz coś ukrywać, nie pokazywać wszystkiego tak wprost. Brak możliwości natychmiastowego uzyskania informacji jest dla ludzi bardzo frustrujący, ale z drugiej strony może przyczynić się do stworzenia czegoś totalnie nowego. To dobrze, że nie wszystko jest dostępne w sieci. Dobrze, że nie można mieć wszystkiego... 



 

MUAM: Zdecydowanie! Myślę, że w dobie sztuczności i fałszywych informacji najważniejsza obecnie w muzyce jest szczerość i autentyczność. Przeżyć coś, doświadczyć emocji można przede wszystkim na koncertach... 

Per: Tak, masz rację. To ciekawe, że przez lata staraliśmy się w Smash Into Pieces nadążyć za postępem technologicznym. Dążyliśmy do tego, by mieć coraz więcej nowinek technicznych, być coraz bardziej futurystycznymi i dbać o to, by nasza muzyka brzmiała perfekcyjnie - staraliśmy się, by wszystkie partie były idealnie zaśpiewane i zagrane. Ten perfekcjonizm w każdej najdrobniejszej rzeczy trochę nas zmęczył - obecnie dbamy przede wszystkim o więź, o porozumienie ze słuchaczami. Każda potencjalna pomyłka, czy wokalna, czy instrumentalna wlewa w nasze koncertowe doświadczenia świeżość, sprawia, że muzyka jest żywą tkanką i nieustannie się zmienia. Te niedoskonałości kreują emocjonalność, tęskniliśmy za tym. Nasze brzmienie się zmienia, staje się bardziej organiczne. 

 

MUAM: Tak, wszystkie niedoskonałości to dowód na to, że coś jest ludzkie, prawdziwe. Maszyny pozbawione są emocji. To jest ta wartość i sedno, którego poszukujemy jako odbiorcy sztuki... 

Per: Jestem ciekaw, jak zabrzmiałaby muzyka całkowicie elektroniczna, jak EDM, jeśli dodać by do niej aspekt ludzki. Jak sprawić, by brzmiała organicznie... To byłoby niezłe wyzwanie...  



MUAM: To byłoby ciekawe doświadczenie. Jako zespół, zanim postanowiliście pójść w rockowym kierunku, spróbowaliście swoich sił w telewizyjnym talent show. Jak wspominasz to doświadczenie? Co dało Ci z artystycznego punktu widzenia?

Per:  To był 2009 rok i pierwszy mój występ z zespołem. Byliśmy na początku drogi. Nie dostaliśmy się do finału, bo musieliśmy zrezygnować z dalszych zmagań, dlatego że rockowa wytwórnia zaproponowała nam kontrakt, a to był kierunek, w którym chcieliśmy podążać. Kontynuowanie jednocześnie obu ścieżek było nierealne. Nauczyło nas to, by iść za głosem serca. By brać udział w dalszej części programu, musielibyśmy podpisać kontrakt z telewizją. Nie chcieliśmy tego. Postawiliśmy na to, co jest nam najbliższe - może nie była to najszybsza droga dotarcia do publiczności, ale zdecydowanie słuszna. 

 

MUAM: Podążanie za pasją jest kluczowe, by czuć się spełnionym. Sytuacja, o której opowiadasz była też dla Was cenną lekcją na temat funkcjonowania przemysłu muzycznego, prawda?

Per: Tak, wiele nas to nauczyło, także pierwsza współpraca z wytwórnią. Ta lekcja skończyła się tym, że pojawiły się prawne problemy z wydaniem naszej pierwszej płyty. Obecnie mamy już własną wytwórnię i samodzielnie wydajemy płyty. To wymaga wiele pracy i nie jest najszybszą drogą, ale możliwość sprawowania pieczy nad całym procesem wszystko wynagradza. Nikt nie pracuje z większym oddaniem nad Twoim projektem, niż ty sam. Wytwórnie zatrudniają pracowników i pośredników - wszystko oparte jest o biznes, który kręci się wokół pieniędzy. Wtedy z pasją jest różnie. Jakimś cudem nam udało się pogodzić kwestie biznesowe i artystyczne. Dobrze jest wziąć sprawy w swoje ręce. 


MUAM: Tak, człowiek najlepiej uczy się na własnych doświadczeniach, wyciągając z nich wnioski. Ja również dbam o swój własny projekt samodzielnie i nie wyobrażam sobie, by miało być inaczej. Ten bezpośredni kontakt ze współpracownikami i możliwość podejmowania decyzji są bezcenne. 

Telewizyjne początki nie były Waszymi jedynymi działaniami w tej przestrzeni. Wróciliście tam niedawno, występując w preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Jak ważne było dla Was to doświadczenie? 

Per: Melodifestivalen to największe wydarzenie muzyczne w Szwecji. Była to dla nas świetna okazja, by wydać trzy single w najlepszy możliwy sposób i zaprezentować się szerszej publiczności. Dzięki udziałowi w tej inicjatywie nasza pozycja artystyczna w Szwecji znacznie się poprawiła - awansowaliśmy z rockowych klubów na znacznie większe sceny, z możliwością występowania w różnych okolicznościach. Ważne było dla nas to, by pokazać się w taki sposób, w jaki chcieliśmy. Tak, by nikt na nas niczego nie wymuszał, nie nakłaniał, byśmy wpasowali się w jakieś realia. Przetarliśmy szlaki dla innych rockowych zespołów. Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi! 

 

MUAM: To z pewnością ciekawe doświadczenie, ale czuję, że najlepiej czujecie się na scenach rockowych festiwali i w dużych klubach czy w arenach. 

Per: Dokładnie, to dla nas najbardziej komfortowe okoliczności. Tu naturalnie pasujemy. 




MUAM: Opowiesz mi o swoim najbardziej pamiętnym wspomnieniu z festiwali?

Per: Najfajniejszą rzeczą na festiwalach jest nie Twój własny występ, lecz możliwość spotkania z innymi muzykami, bycia częścią wielkiej muzycznej rodziny. Przyglądanie się koncertom innych zespołów, także tych, które podziwiasz, ich scenicznej produkcji jest bardzo inspirujące.

 

MUAM:  Miałeś okazję spotkać i poznać osobiście swoich idoli?

Per: Jedną z rzeczy, której nie mogę do dziś przeboleć jest fakt, że byłem o krok usłyszenia na żywo Pantery z Dimebagiem Darrellem w składzie. Niestety do koncertu nie doszło. Miałem kupione bilety na festiwal, ale zespół odwołał całą swoją europejską trasę z powodu zamachu z 11 września 2001 roku. Nigdy w tym składzie nie wrócili, bo jak wiesz Dimebag został zamordowany niedługo później. Do dziś jest mi bardzo smutno na myśl o tym. 

Udało mi się jednak poznać masę innych muzyków - nie tylko na festiwalach, ale także ich własnych koncertach, na które chodziłem, gdy tylko miałem czas i możliwość. 

 

MUAM: Wiele swoich celów i planów już zrealizowaliście w Smash Into Pieces. Czy jest jeszcze coś, o czym marzysz? Może o jakiejś fajnej współpracy?

Per: Kiedyś marzyłem o tym, by móc żyć z muzyki, z jej tworzenia. Udało się osiągnąć ten cel. Działamy już od kilkudziesięciu lat i niezmiennie czerpię radość z tworzenia i grania muzyki. Jestem naprawdę szczęśliwy z tego, co osiągnęliśmy i bardzo doceniam, że mogę być tu, gdzie jestem. Nie ma dla mnie znaczenia, czy gramy dla kilku tysięcy czy kilkuset osób. Wiele radości daje mi fakt, że mogę każdego wieczoru stanąć na scenie i czuć energię płynącą od publiczności, cieszyć się tym czasem. Obecnie nie wytyczam już sobie konkretnego celu - cieszę się każdym kolejnym dniem i tym, że mogę realizować swoją pasję, że wciąż budzę się z chęcią stworzenia czegoś nowego, że gdy "idę do pracy", nie odliczam kolejnych godzin do wyjścia z biura i nie czekam na koniec dnia. 

 

MUAM: To bardzo mądre i piękne. Cieszę się, że ta pasja jest nadal tak żywa. 

Per: Nie marzę o tym, by podbić świat, chcę po prostu robić swoje i spełniać się w tym. 


MUAM: Cieszę się też, że Smash Into Pieces niedługo zagrają w Polsce. Przyjedziecie do nas w czerwcu na Summer Punch Festival. 

Per: Nie mogę się doczekać, tym bardziej, że nasze dotychczasowe występy w Polsce były naprawdę świetnym doświadczeniem! 

 

MUAM: Podróżując tak intensywnie po świecie, czego najbardziej potrzebujesz w trasie?

Per: Kofeiny - jest moim kołem ratunkowym! Mogę działać, o ile mam pod ręką moje napoje energetyczne! 

 

MUAM: Myślę, że niezbędny jest też sen i odpowiednia jego długość, by zadbać o odporność :)

Per: Tak - kilka pierwszych dni na trasie jest zawsze trudnych, bo trzeba się przyzwyczaić do busa i wszelkich niedogodności związanych z podróżowaniem, ale z czasem to bujanie staje się twoją kołysanką. Zapadasz w sen momentalnie, jak tylko autobus ruszy i budzisz się w zupełnie innym mieście... 

 

MUAM: Po powrocie z trasy masz trochę czasu na chociaż krótkie wakacje, czy od razu rozpoczyna się proces pracy w studiu? 

Per: To projekt, który trwa nieustannie - nagrywamy i tworzymy w trasie, ale też między trasami, jednak gdy jesteśmy w domu, wygląda to nieco inaczej. Mam swoją małą "jaskinię", w której mogę się zaszyć - taką spokojną przestrzeń, gdzie mogę popracować np. nad tekstami. Słowa wpadają do głowy najczęściej w tym czasie. Ten domowy okres jest niezłym kontrastem dla życia w trasie i tych nieustannych spotkań z ludźmi, bycia wśród nich - tej bardzo ekstrawertycznej aktywność=ci. Będąc w domu poszukuje się ciszy, spokoju i tej codziennej rutyny - bycia z rodziną i pracy kreatywnej w przerwach. 

 

MUAM: To bardzo potrzebne do zachowania życiowej równowagi. Ile mniej więcej czasu rocznie zajmują Ci podróże i wszelkie aktywności związane z zespołem? Ile z tego rocznego czasu zostaje do zagospodarowania dla Ciebie?

Per:  Przez ostatnie 4 lata koncertowaliśmy naprawdę intensywnie. Gdybym miał 21 lat, byłaby to dla mnie idealna sytuacja, ale teraz, kiedy założyliśmy już rodziny– ja i Benjamin na zmianę występujemy z Emanuelem Magnilem, naszym gitarzystą koncertowym – staramy się utrzymać nasze domy, zadbać o bliskich. Chris Adam, nasz wokalista ma trudniej – bez niego nie ma koncertów, więc spędza od 150 do 200 dni w roku w podróży. To totalne szaleństwo!

Po tej trasie z pewnością zrobimy sobie przerwę i skupimy się na pracy studyjnej, by złapać nową energię do działania. Planujemy dokończyć nowy album i wyrobić się z jego wydaniem do 2027 roku. Po premierze ruszymy w dalszą trasę. Minęło trochę czasu, odkąd byliśmy w Stanach Zjednoczonych, więc prawdopodobnie zaczniemy naszą podróż właśnie tam na początku 2027 roku.


MUAM: Brzmi jak dobry plan! Dziękuję Ci pięknie za spotkanie i wspólny czas - to był dla mnie zaszczyt. Wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i trzymam kciuki za dalsze działania. Do zobaczenia w Polsce! 

Per: Dzięki piękne, postaram się o siebie zadbać. Do zobaczenia, pa! 





Summer Punch Festival odbędzie się w dniach 18 - 19 czerwca 2026 na terenach Letniej Sceny Progresji w Warszawie. 

Smash Into Pieces wystąpią drugiego dnia festiwalu, 19 czerwca. Więcej informacji i bilety na www.summerpunchfestival.pl
 
Więcej o zespole tu: https://www.smashintopieces.com/