środa, 15 kwietnia 2026

Trzy dekady dobrych gitarowych piosenek, czyli o jubileuszowym występie dEUS w warszawskiej Stodole

"Tym razem wiecie, co was czeka, ale robimy tak po raz ostatni. Następnym razem przygotujcie się na niespodzianki!" - mniej więcej tymi słowami w luźnym tłumaczeniu z angielskiego powitał publiczność w warszawskiej Stodole Tom Barman, wokalista i gitarzysta zespołu dEUS. Belgijska grupa wróciła do stolicy, by zagrać wyjątkowy koncert, celebrujący trzy dekady wydania przełomowych albumów w swojej karierze - "Worst Case Scenario" oraz "In A Bar, Under The Sea" - w kameralnej atmosferze, ciesząc się spotkaniem z fanami, pokazując, że dobra muzyka po prostu się nie starzeje - zawsze się obroni. 

 

Tom Barman, dEUS, fot. A Wojcińska

 

Dobry wstęp to podstawa! 

Tak luźnej, niezobowiązującej atmosfery w jednym z najważniejszych polskich miejsc koncertowych dawno nie było. W wypełnionym zwykle po brzegi klubie Stodoła tym razem stawiło nie tysiące, lecz kilkaset osób, za to bardzo świadomych i oddanych muzyce, wyczekujących z niecierpliwością ulubionych dźwięków, z którą od lat spędzają nie zawsze łatwą codzienność. O uprzyjemnienie czasu oczekiwania na bohaterów wieczoru zadbała grupa, która odnalazła się w tej sytuacji wzorowo. Trójmiejskie Formy Planet od lat spoglądają na dorobek dEUS z szacunkiem i uwielbieniem. Kwartet na czele z basistą Piotrem Pawłowskim i charyzmatycznym Rafałem Jurewiczem na wokalu zaproponował publiczności kilka naprawdę dobrych piosenek, z pogranicza post-punku i rocka, które zostały przyjęte niezwykle ciepło.  Choć grupa ma większe doświadczenie na znacznie mniejszych scenach, tu poradziła sobie równie świetnie, a może i nawet lepiej, bo selektywne nagłośnienie umożliwiło uważne wsłuchanie się w teksty i pełną radość słuchania. 

Rafał Jurewicz, Formy Planet, fot. A.Wojcińska 

Hołd dla ważnych płyt

Surowi, nieokiełznani, delikatni, a zarazem odważni, zawsze z sercem na dłoni - dEUS od samego początku doskonale wiedzieli, jak chcą brzmieć.  Do dnia dzisiejszego robią swoje, nie bacząc na trendy, co pokazali raz jeszcze w Warszawie. Każda wizyta belgijskiego składu w Polsce, to ogrom radości dla fanów, ale też i samych muzyków, którzy nie ukrywali, że bardzo się cieszą z powrotu do naszego kraju, gdzie zawsze są ciepło przyjmowani. 

Tym razem dużo nie mówili, ale dali z siebie maksimum, grając dwugodzinny koncert obejmujący materiał z obu albumów - debiutu "Worst Case Scenario" i równie intrygującego "In A Bar, Under The Sea", zręcznie łącząc hałaśliwość gitar z nostalgiczną balladowością. Były chwile, podczas których można było zasłuchiwać się w płynących lekko melodiach, ale też takie, w których nie pozostało nic innego, jak szaleństwo pod sceną. 

 

dEUS, fot. A. Wojcińska
 

Niezmiennie po swojemu

 To nie jest zwyczajny rockowy zespół, lecz taki, który każdy dźwięk dobiera w sposób przemyślany, pozostawiając pole do improwizacji. Taki, który nie odgrywa utworów od deski do deski, lecz bawi się nimi, ciesząc się wspólnym czasem w gronie przyjaciół, jednocześnie dbając o jakość wykonania. Śpiew na głosy wszystkich pięciu muzyków był zawsze znakiem rozpoznawczym tej grupy, podobnie jak unikalny dodatek nieoczywistych instrumentów, takich jak skrzypce, flet czy dodatkowe bębny. Na nich wszystkich zagrał klawiszowiec Klaas Janzoons, budząc podziw. Uznanie należy się jednak każdemu z muzyków, bo każdy z nich stanowi o sile zespołu, czy to grając delikatnie i kołysząco, czy też uderzając z impetem w instrumenty - zawsze z wyczuciem chwili, oddając świetnie klimat. Wszystko dzięki przyjaźni i kompleksowemu spojrzeniu na sztukę. Świetnie zabrzmiały zarówno fragmenty bardziej eksperymentalne, jak chociażby "Little Arithmetics", ale też te piosenkowe, zwieńczone hitem "Suds & Soda" z rozbudowaną sekwencją gitarową. W pełnych emocji kompozycjach radość mieszała się z melancholią, przestrzenność z intensywnością, psychodelia z melodyjnością, mrok z lekkością, tworząc piękną, pasjonującą całość. 

Klaas Janzoons, dEUS, fot.A.Wojcińska

 

dEUS raz jeszcze pokazał, że jest jednym z najważniejszych zespołów ostatnich dziesięcioleci.  Z dziewięcioma albumami na koncie członkowie grupy opowiedzieli już swoją historię z nawiązką i niczego nie muszą udowadniać. Po prostu zagrali jak umieli, najlepiej, z pasją i sercem. Ci muzycy po prostu nie grają złych koncertów. Z niecierpliwością czekam na kolejne ich odwiedziny. 


dEUS, fot. A. Wojcińska


Więcej o dEUS tu: 

o rocznicowych albumach w nowej odsłonie:  

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/03/trzy-dekady-muzycznych-eksperymentow-i.html

o rocznicowej trasie The Ideal Crash: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2019/05/deus-ideal-crash-20th-anniversary-tour.html 

o How To Replace It: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/02/deus-how-to-replace-it-17022023.html 

o poprzednim koncercie w Polsce: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/10/deus-noonzy-warszawa-hybrydy-26102023.html 

 

Klaas Janzoons, dEUS, fot.A.Wojcińska

Więcej zdjęć tu: 

Formy Planet: https://www.muamart.pl/index.php/formy-planet/

dEUS: https://www.muamart.pl/index.php/deus-ii/ 

dEUS, fot. A. Wojcińska