"Nowa fala amerykańskiego metalcore’u, który nie boi się melodii, elektroniki i nowoczesnej produkcji. Catch Your Breath budują gęsty klimat oparty na emocjach i kontrastach, ale nie uciekają od chwytliwych struktur. Ciężar spotyka tu wrażliwość, a wszystko spięte jest brzmieniem, które idealnie trafia w aktualne potrzeby gatunku." - tak piszą o zespole organizatorzy Summer Punch Festivalu, gdzie Catch Your Breath zawitają już 19 czerwca.
Ich debiutancki album spotkał się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem nie tylko fanów metalcore'u, a w wakacje ukaże się druga płyta grupy. Co na niej znajdziemy? Czy sprosta oczekiwaniom? Tego dowiemy się w sierpniu, tymczasem tuż przed dużą trasą koncertową i wyjazdem do Australii czas na pogawędkę o muzyce, inspiracjach i planach na najbliższe tygodnie znalazł wokalista grupy, Josh Mowery.
Między Uchem A Mózgiem: Co słychać w obozie Catch Your Breath? Zbliża się duża trasa koncertowa, prawda?
Josh Mowery: Wszystko póki co idzie świetnie - zagraliśmy na festiwalu Rockville, za moment gramy na Sonic Temple, a następnie lecimy do Australii, Japonii i do Europy... To dobry czas!
MUAM: Zapowiada się bardzo intensywnie, trzymam kciuki! Czy samo granie koncertów w Stanach i poza nimi, na innych kontynentach różni się dla Was znacząco?
Josh: Dotąd graliśmy jedynie w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii i w Europie kontynentalnej i szczerze mówiąc energia, którą oferowali nam fani podczas koncertów w każdym z tych miejsc była bardzo podobna. Świetnie się bawiliśmy, fani śpiewali z nami. Są oczywiście pewne miasta, które słyną z absolutnie odjechanych koncertów, ale całe szczęście póki co wszędzie jesteśmy dobrze przyjmowani.
MUAM: Bardzo mi miło to słyszeć! To w takim razie który z dotychczasowych występów zapadł Wam najbardziej w pamięć?
Josh: Zdecydowanie ten w amfiteatrze w Red Rocks. To ikoniczne miejsce i jesteśmy dumni z tego, że udało nam się tam zagrać na tak wczesnym etapie kariery. Początkowo nie byliśmy świadomi tego, jak wielkie gwiazdy tam grały...
MUAM: Tak, to bardzo ważna lokalizacja na koncertowej mapie świata. Widziałam wiele nagrań koncertowych z tego pięknego miejsca... Wszystko to oznacza, że odnieśliście sukces, czego serdecznie Wam gratuluję! Jesteście rozpoznawalni w sieci, fani stoją za Wami murem. Odzew na platformach streamingowych jest ogromny. Jak się z tym czujesz? Czujesz, że osiągnęliście cel, spełniliście marzenia?
Josh: Wpłynęło to bardzo na to, kim jesteśmy. To dla nas ogromne wyróżnienie i wielka gratyfikacja, gdyż włożyliśmy w tę działalność wiele serca, wiele pracy, czasu i energii. To bardzo emocjonalna sprawa. Bardzo wzrusza nas fakt, że po koncertach przychodzą do nas fani, by podzielić się z nami swoimi osobistymi historiami, o tym, jak nasza muzyka pomogła im przetrwać trudny czas. To surrealistyczne doświadczenie, gdy zdajesz sobie sprawę, że to, co stworzyłeś z trójką przyjaciół w wieku dwudziestu-kilku lat tak silnie wpływa na ludzi. To szaleństwo!
MUAM: Debiutancki album Catch Your Breath, "Shame On Me" był ogromnym sukcesem. Zbliża się premiera Waszej drugiej płyty. Czy czujesz w związku z tym presję oczekiwań?
Josh: Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że "Shame On Me" tak dobrze się przyjęło. Wciąż energia tego albumu nam towarzyszy i zdecydowanie sprawia, że chcemy dalej podążać za ciosem. Z jednej strony nie narzucaliśmy sobie presji, ale z drugiej zawsze z tyłu głowy pojawiają się jakieś obawy, szczególnie wtedy, gdy chce się dalej rozwijać brzmienie i pójść w trochę innym artystycznym kierunku. Mieliśmy trochę wątpliwości, ale nagrywając tę płytę postawiliśmy po prostu na dobrą zabawę i fajną energię. Czujemy, że dzieląc się szczerością fani tak czy inaczej pozostaną z nami.
MUAM: Z tego, co mówisz wynika, że muzyka jest Twoją pasją. Co ukształtowało Cię artystycznie, co wpłynęło na Twoje postrzeganie muzyki?
Josh: Zdecydowanie, muzyka jest mi bardzo bliska od dziecka. Mówiąc o wpływach masz na myśli samą muzykę, czy przemysł muzyczny?
MUAM: Obydwa aspekty są bardzo ciekawe, więc poproszę Cię o krótką opinię w obu tematach :)
Josh: Ta biznesowa część zawsze była utrapieniem, bo taki czysty biznes zawsze odbiera radość z realizacji pasji. Zawsze lubiłem pisać piosenki, a jedynym co w moim podejściu zmieniło się na przestrzeni lat są moje inspiracje - zawsze pojawiają się nowi artyści, którzy przykuwają moją uwagę i mają jakiś wpływ na kierunek artystyczny, w którym podążam...
MUAM: Jaka była zatem bezpośrednia inspiracja dla nowego materiału? Był jakiś temat przewodni, czy ogólnie zainspirowało go życie?
Josh: Nagrywając nowe piosenki byliśmy nieco wkurzeni na to, co nas otacza. To nie był najlepszy rok, co odzwierciedla brzmienie i treść nowych utworów. Nagrywając "Not Broken Enough" zmagaliśmy się z różnymi trudnymi sprawami, część z nas nadal się z nimi zmaga. Jest tu dużo złości i nieco mniej smutku, ale są też klasyczne smutne piosenki w naszym stylu. Jest agresywniej.
MUAM: W Twoim śpiewie też jest więcej agresji - mam wrażenie, że jest tu więcej krzyków niż poprzednio. Jak się czujesz jako wokalista sięgając po obie techniki? Jak radzisz sobie z ich zmianą w krótkim czasie?
Josh: Brałem lekcje u Melissy Cross (słynna nauczycielka śpiewu, u której uczyli się m.in. muzycy Slipknot, Jonathan Davis z Korn czy Courtney Love - przyp.red.). W tym roku skupiłem się głównie na poprawie krzyku, ucząc się poprawnie to robić szczególnie na koncertach, bo tu jest szczególnie ważne utrzymanie równowagi, by nie zerwać sobie strun głosowych. Oczywiście zdarzy się pewnie, że niekiedy nie będę w najlepszej formie wokalnej po krzykach poprzedniej koncertowej nocy, ale mam nadzieję, że będzie teraz lepiej.
MUAM: Nie wszystko musi być perfekcyjne, najważniejsze są emocje, bycie sobą i bycie szczerym wobec publiczności. Ta autentyczność decyduje o tym, czy koncert jest dobry :)
Josh: Masz rację. Zawsze staramy się tę surowość i autentyczność zachować, bo to łączy ludzi.
MUAM: Jak daleko jest od popu do metalu?
Josh: Myślę, że wkraczamy w erę, w której ludzie coraz mniej przejmują się tym, jakiego gatunku słuchają - chcą po prostu grać u słuchać fajnych, dobrych piosenek. Demi Lovato zaczynała od popu i rapu, kierując się stopniowo ku muzyce rockowej i alternatywnej. Pojawiło się w jej muzyce więcej krzyku i mocy i brzmi to jeszcze lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz bardziej ekstremalna muzyka coraz śmielej wkracza do mainstreamu.
MUAM: To prawda, granice się zacierają i ludzie coraz chętniej sięgają na zmianę po różne style. Szukają czegoś nowego, zaskakującego, nieważne czy to pop, rap, rock, metal czy cokolwiek innego.
Josh: Albo Machine Gun Kelly - on i Halsey byli na koncercie Bring Me The Horizon nie tak dawno, więc nawet tak wielkie gwiazdy sięgają już po nieco cięższe brzmienia. Nasze pokolenie wychowało się na mocnej muzyce i właśnie dlatego ona wraca teraz do łask.
MUAM: Coś w tym jest. Muzyka podobnie jak historia też powraca w pewnych odstępach czasowych. Są lata, w których ludzie sięgają po pop, rap czy elektronikę, a za kilka lat popularniejsze stają się gitarowe brzmienia. Wraca się często też do tego, co już było, np. w latach osiemdziesiątych - czy to pod kątem popu, czy gitar...
Josh: Założę się, że jednym z ukochanych zespołów rodziców większości z nas była Metallica! (śmiech)
MUAM: Tak, ten zespół zna każdy (śmiech). Styl czy gatunek nie mają już większego znaczenia, ale czasem jakieś ramy są potrzebne, by coś opisać i odnaleźć np. w serwisach streamingowych. Mam wrażenie, że w obecnych czasach wszystko jest rozproszone - można być bardzo rozpoznawalnym na jednej platformie czy to streamingowej czy społecznościowej, a na innej zupełnie nieznanym. Jak myślisz, co jest miarą współczesnego sukcesu? Czy w dzisiejszych czasach łatwo jest stać się znanym, czy raczej niekoniecznie?
Josh: Łatwiej jest podzielić się muzyką ze światem, ale zdecydowanie trudniej przykuć i utrzymać ludzką uwagę. Jest tyle muzyki dookoła, więc prawdziwym wyzwaniem jest to, by umieć dotrzeć do odbiorcy i przekonać go, by sięgnął właśnie po twoją twórczość. Bardzo ciężko wyróżnić się spośród miliona innych zespołów, dostępnych na takiej samej zasadzie, jak twój zespół. Odpowiedzialność za prowadzenie i promocję zespołu spoczywa w dużej mierze na samych muzykach, więc pakuje się dużo pieniędzy w marketing. Dowolny zespół może po prostu zapłacić producentowi, by wygenerował pożądaną muzykę i wyprodukował ją zgodnie ze standardami, jakie są oczekiwane, by poprawił wokal autotunem tu czy tam, by brzmiał idealnie.
By zostać zauważonym potrzeba naprawdę dużo energii. Nam zajęło to prawie dziesięć lat zanim zostaliśmy dostrzeżeni. Dawniej, gdy podpisywało się umowę z wytwórnią, wiedziano o Tobie i każdy pytał, kim jest ten nowy zespół. Była znacznie mniejsza konkurencja, więc gdy już się miało jakąś umowę, było to swego rodzaju gratyfikacją.
MUAM: Czekaliście kilka lat na wydanie debiutu, prawda?
Josh: Tak naprawdę nie było nas stać, by sfinansować wydanie całej płyty. Byliśmy w stanie wydać kilka singli i je wypromować, ale na więcej nie starczyło nam środków. Włożyliśmy ogrom pieniędzy w tę kampanię i ten proces był bardzo powolny. Początkowo w zespole byliśmy tylko ja i Teddy Herrera - gdy dołączyli do nas przyjaciele, wszystko powoli się rozkręciło. Był to jednak bardzo wymagający proces.
MUAM: O tak, wyobrażam sobie, ile energii Was to kosztowało. Bardzo doceniam ten wysiłek i ciesze się, że w końcu udało się zrealizować cel. Zasłużenie! Jakiś czas temu wspominałeś w wywiadach, że zacząłeś przygodę z muzyką od gry na gitarze. Co sprawiło, że wybrałeś jednak finalnie śpiew?
Josh: Zaczęło się od gitary, bo gdy dorastałem pokochałem Led Zeppelin i chciałem nauczyć się grać "Whole Lotta Love". Bardzo mi się to spodobało, znacznie bardziej niż próby rapowania z przyjaciółmi i gdy już ta gitara się pojawiła, zacząłem granie muzyki traktować na serio. Chciałem być w zespołach, założyć własny, występować...
MUAM: Czy bycie wokalistą jest łatwiejsze niż bycie gitarzystą?
Josh: Oj zdecydowanie nie! (śmiech) Dużo łatwiej grać na gitarze, bo po prostu... grasz na niej (śmiech). Spotkałem kilku wokalistów, którzy budzą się rano, otwierają wino, piją je cały dzień, palą papierosy, wrzeszczą, a potem wchodzą na scenę, dają ponad godzinny występ i totalnie nic nie dzieje się z ich głosem. Wstają następnego dnia w pełni sił, po imprezowej nocy i 3h przerywanego snu. I dalej piją, palą i wrzeszczą. Jak to możliwe? Są dwa typy wokalistów - ci, o których wyżej wspominam i tacy jak ja, którzy mają znacznie trudniej, bo by brzmieć dobrze muszą wypić każdego dnia hektolitry wody, za wiele nie mówić, starać się być w ciszy gdy to możliwe, jeść zdrowo, wysypiać się i pamiętać o tym, by nie witać się z dużą grupą ludzi, bo bardzo łatwo łapią infekcje.
Myślę, że rola wokalisty jest jedną z najtrudniejszych w zespole. Perkusiści mają równie ciężko, bo ruszają się znacznie więcej niż inni, więc muszą być w bardzo dobrej formie, by wytrzymać tempo. Godzinny koncert jest jak bardzo intensywny trening! Jeśli szukasz łatwego zadania w zespole, to najlepiej zostać basistą lub gitarzystą, najlepiej rytmicznym, bo ten prowadzący musi grać solówki (śmiech).
MUAM: Każda rola wymaga przygotowania, treningu i doskonalenia się, by być w formie. Trasa koncertowa, to wyzwanie fizyczne i psychiczne dla organizmu.
Josh: Trzeba stale się upewniać, że ma się wszystko pod kontrolą. Pić dużo wody, zjeść przed koncertem, ale nie bezpośrednio przed, a tak z dwie godziny przed wyjściem na scenę. Głos to biologiczna sprawa. Gdy nie czujesz się dobrze, nie spodziewaj się, że dobrze zaśpiewasz. Choć czasem oczywiście trzeba się zmusić i zmotywować. Gdy nie ma tej motywacji też nie masz siły nic publikować na Instagramie...
MUAM: Skoro już wspominasz o mediach społecznościowych, to jak one wpływają na Ciebie? Ja osobiście jestem nimi nieco zmęczona, bo wszystkiego jest za dużo.
Josh: Jeśli używa się ich jako narzędzia do promocji zespołu, czy kontaktu z przyjaciółmi, to wszystko w porządku. Gorzej gdy ktoś stosuje je do generowania fałszywych informacji. Są dobre i złe strony, podobnie jak z AI. Sztuczna inteligencja jest źródłem fake newsów...
MUAM: To prawda, AI jest problematycznym narzędziem, ale ufam, że ostatecznie ludzie i tak wybiorą autentyczność i będą szukać prawdy.
Josh: Też tak czuję!
MUAM: W ramach nadchodzącej trasy koncertowej Catch Your Breath zawita też do Polski. Co na myśl o tym kraju przychodzi Ci do głowy?
Josh: Uwielbiam Polskę, uwielbiam Warszawę! Graliśmy tam dwukrotnie i za każdym razem energia była niesamowita. Polska publiczność jest bardzo głośna i entuzjastyczna. Pierwszy klub (Niebo), w którym graliśmy bardzo zapadł mi w pamięć ze względu na ciekawy układ przestrzeni - wąską, długą salę z balkonem, fajne zaplecze, bardzo dobre jedzenie. Następnym razem, jak tu będziemy, koniecznie muszę zjeść kiełbasę, bo była pyszna!
MUAM: To prawda, Polska publiczność jest bardzo pozytywnie nastawiona i pełna energii.
Josh: Polska i Czechy to moje ulubione miejsca w Europie.
MUAM: Coś w tym jest - Polacy i Czesi mają podobną mentalność, podobny jest też język w obu krajach.
Josh: Wszędzie, gdzie się udajemy, ludzie mówią po angielsku! Muszą więc mówić co najmniej dwoma językami. Zdajesz sobie z tego sprawę dopiero, jak wyjedziesz z Ameryki, Mam ten przywilej, że mogę podróżować po świecie znając tylko jeden język - jest mi z tego powodu potwornie głupio! Próbuję uczyć się francuskiego, bo często jestem w Montrealu, znam trochę zwrotów po hiszpańsku i niemiecku, ale nie na tyle, by mówić płynnie w tych językach...
MUAM: A czy poza tworzeniem i graniem muzyki znajdujesz jeszcze czas na jej słuchanie i odkrywanie?
Josh: Tak! Czekaj, zajrzę na swój profil na Spotify, to Ci powiem, czego słuchałem ostatnio - ciężko zapamiętać nazwy i tytuły, zawsze mam z tym problem. (Josh otwiera przeglądarkę i jego reakcja jest co najmniej entuzjastyczna, a także nostalgiczna - przyp.red.). To jakieś szaleństwo - są tu zarówno nowe piosenki, jak nowy utwór Dark Divine - Half Past Dead, ale też np. piosenka z filmu "Deadpool 2", którą śpiewała Celine Dion, "Lights" w wykonaniu Ellie Goulding i "My Body Is A Tomb" grupy Traitors. Wygląda na to, że sięgam ostatnio po starsze rzeczy...
MUAM: Nostalgicznie i różnorodnie...
Josh: Myślę, że to dlatego, że większość moich ulubionych artystów jest w środku cyklu twórczego i nie wydała nic nowego ostatnio. Byliśmy w trasie z Dark Divine - to przemili, wspaniali ludzie. To była nasza druga trasa, ale pierwsza oficjalna.
MUAM: Słuchanie muzyki różnej stylistycznie poszerza horyzonty. A czy jak jesteś w trasie, to po koncertach słuchasz czegoś, czy raczej robisz sobie przerwę od dźwięków i się odcinasz w ciszy?
Josh: Szczerze mówiąc mniej słucham w domu niż w trasie. Zawsze słuchamy muzyki przed wejściem na scenę, by naładować się energią.
MUAM: Jak się relaksujesz i łapiesz oddech? Masz inne hobby?
Josh: Spędzam możliwie najwięcej czasu z dziewczyną. Lubię też grać w gry. Poza tym przeważnie robię coś związanego z działalnością zespołu albo śpię.
MUAM: Sen jest najważniejszy! Jest niezbędny! W jednym ze starszych wywiadów, których udzieliłeś powiedziałeś, że przyjaciel podpowiedział ci kiedyś, że "jeśli słucha się świetnej muzyki, to będzie się grało świetną muzykę". Co o tym sądzisz obecnie?
Josh: Zdecydowanie się to sprawdza, rozmawiam o tym często z producentem. Słucham dużo muzyki country, która niezmiennie jest od lat na topie, zawsze zajmuje czołowe miejsca na listach przebojów! Obecnie, gdy piszę piosenkę, staram się, by była chwytliwa, więc to powiedzenie zdecydowanie ma sens!
MUAM: Co zatem wg Ciebie sprawia, że muzyka jest dobra? Ta chwytliwość właśnie, czy coś jeszcze?
Josh: Przebojowość, ale też sposób w jaki jest napisana - musi być bliska ludziom, musi mieć w sobie coś, co sprawi, że ludzie będą się z nią utożsamiać, że stanie się czymś więcej niż tylko muzyką. Musi być szczera, opowiadać o czymś w sposób niebanalny, nieoczywisty, nie zbyt ogólnikowy, ale też nie zbyt zawężony do mojej osobistej perspektywy.
Pisanie tekstów zajmuje mi wieczność! Bardzo trudno jest nie popadać w utarte schematy. Pisząc staram się mówić o tym, z czym się utożsamiam - inspiruje mnie życie, doświadczenia moje i mojej rodziny, przyjaciół, bliskich.
MUAM: Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że radzisz sobie z tym bardzo dobrze, bo piosenki Catch Your Breath są bardzo chwytliwe, a zarazem bardzo uniwersalne. Dziękuję Ci pięknie za Twój czas i mam nadzieję do zobaczenia niedługo w Warszawie!
Josh: Dzięki wielkie, do zobaczenia!
Catch Your Breath przyjadą do Polski w czerwcu. Wystąpią 19 czerwca w ramach Summer Punch Festivalu, na Letniej Scenie Progresji. Więcej informacji o festiwalu tu: https://summerpunchfestival.com/

