Wszechstronny, otwarty na różne style i różne dźwięki. Michał Kiełbasa to człowiek wielu talentów, który wręcz oddycha muzyką. Podróżuje po świecie u boku znanych i cenionych zespołów, a gdy tylko ma czas między koncertami i trasami tworzy własne kompozycje. Pomysły na nową muzykę i nowe projekty mu się nie kończą. Nad kilkoma z nich pochylaliśmy się już w latach ubiegłych i najwyższa pora sprawdzić, co ciekawego artysta stworzył w ostatnim czasie. Niedawno ukazały się dwa albumy Michała pod szyldem Lifeless Gaze oraz One Must Forget. Oba mocne, oba zupełnie inne. Przyglądamy się im bliżej, zanurzając się w mroku, niepokoju i myślach, które nie dają spokoju i wytchnienia...
![]() |
| Michał Kiełbasa, fot. Aleksandra Wojcińska |
Między Uchem A Mózgiem: Narodziny i śmierć to dwa przeciwstawne stany, dwa krańce, a jednocześnie nieodłączna część cyklu istnienia, który łączy wszystkie organizmy – i te większe i te mniejsze. Mówisz o tym, co uniwersalne, jednocześnie sięgając po niełatwą muzykę – lubisz kontrasty, prawda? Co zainspirowało Cię, by sięgnąć po tę tematykę?
Michał Kiełbasa: Potwierdzam, lubię kontrasty, a ten album jest ich ogółem pełen. Co do tematyki płyty – przede wszystkim całość opiera się na śmierci – czy to tej finalnej czy po prostu takowej za życia, gdzie człowiek wciąż żyje, a jednak wewnątrz czuje się kompletnie pusty i ma wrażenie, że zmierza donikąd.
MUAM: Na nowym albumie Lifeless Gaze mówisz o traumie narodzin. Coś w tym jest – nie mamy na to wpływu, że się rodzimy, ktoś podejmuje za nas decyzję o tym, że mamy istnieć, żyć. Z drugiej strony, skoro już żyjemy, to przeważnie chcemy wykorzystać ten czas, który mamy, maksymalnie. Czasem coś nas jednak blokuje i nie możemy funkcjonować tak, jak byśmy chcieli ( mam tu na myśli nie tylko rzeczy namacalne, ale też te wewnętrzne). Jak to jest z tą ludzką naturą? Nie chcemy żyć, bo coś nam nie pasuje z różnych powodów, ale jednak walczymy o to, by przetrwać…
Michał: Płytę otwiera cytat z Ciorana jej dotyczący – co koncepcyjnie pasowało idealnie na początek tej płyty: rodzimy się i tym samym zaczyna się wieczne cierpienie i pasmo porażek wszelakich. Cały album traktuje o bezsensie egzystencji, braku perspektyw lepszego jutra i ogólnej niechęci do bycia. To trochę takie zanurzenie w tej rozpaczy, która chyba dopada raz na jakiś czas każdego z nas.
MUAM: W trakcie życia doświadczamy śmierci, czy to będąc świadkami i uczestnikami nieustającego procesu zniszczenia naszej planety czy bezpośrednio przeżywając odejście naszych bliskich. To pozostawia w nas rany, blizny, wpływa na naszą energię do dalszego funkcjonowania. Często zastanawiam się, jak szukać odskoczni, przestrzeni na to, by odciąć się od wpływów różnych myśli i czynników i po prostu odpocząć. W świecie pełnym chaosu i hałasu coraz trudniej o to… Już nawet miejsca, które kiedyś były puste są przepełnione ludźmi. Też tak odbierasz współczesny świat?
Michał: Ten album skupia się głównie na tych wspomnianych przez Ciebie ranach, bliznach, które co jakiś czas się tylko otwierają na nowo. To jest materiał traktujący o sytuacji, w której nie ma możliwości na tenże oddech i odpoczynek, wewnętrzna pustka przytłacza każdego dnia, człowiek nie ma możliwości zaznać spokoju podczas snu – gdyż albo on nie nadchodzi albo przynosi koszmary i alternatywne negatywne odczucia, które tylko jeszcze bardziej wycieńczają mózg i organizm. Klasyczne uczucie typu ‘no future’. Osobiście odbieram ogółem świat z dystansem, jednak chyba częściej bardziej negatywnie niż pozytywnie.
MUAM: Koncept śmierci można rozpatrywać wielowymiarowo – jako sprawę osobistą, wewnętrzne rozważania danej jednostki, ale też np. degradację środowiska naturalnego, zniszczenie porządku funkcjonowania świata przez wojny, zniszczenie psychiki przez wpływ algorytmów, kres logicznego myślenia spowodowany wpływem mediów społecznościowych. Dobrze myślę, czy za daleko popłynęłam?
Michał: Cała ta płyta dotyczy walki wewnątrz człowieka. Nie ma tu miejsca na świat, otoczenie. Jeśli chodzi o teksty dotyczące niszczenia psychiki jednostki i rejony nawiązujące tematycznie do kontroli umysłu – tego dotyczą częściowo teksty i kompozycje Harmony of Struggle, mojego projektu power electronics.
![]() |
| One Must Forget promo pic |
MUAM: Okej. Często zastanawiam się, czemu sięgamy po mroczną muzykę i co sprawia, że jest nam tak bliska, że ciągnie nas w tę mroczną stronę. Czytałam ostatnio, że to m.in. zależy od tego, czego w życiu doświadczamy, że np. jeśli jest w naszym życiu zbyt dużo zła, to szukamy mimo wszystko światła, nadziei i odwrotnie. Rozmawiałam też o tym z artystami. Szczególnie ci, którzy wiele przeszli i są na scenie wiele lat mówią o tym, że z biegiem czasu ten mrok się kumuluje i więcej nie da się już udźwignąć – szala przechyla się ku światłu. Wiele też zmieniają np. narodziny dziecka i odpowiedzialność za nie – bo gdy pojawia się nowe życie, mniej myśli się o śmierci. Jak myślisz – coś w tym jest, czy niekoniecznie?
Michał: Wesoła muzyka ze mną najzwyklej w świecie nie koresponduje, ba, zwykle mnie męczy. Ogółem jest multum możliwości ze wszystkim, to co jednym da światełko w tunelu – innych może odwrotnie, kompletnie zdruzgotać. Życie jest pełne kompletnie przypadkowych losowych sytuacji, a także reakcji. Nic nie jest do przewidzenia.
MUAM: Punktem kulminacyjnym albumu jest wypowiedź rumuńskiego filozofa Emila Ciorana, który dla pragnienia śmierci poświęcił nawet samą śmierć. Jak rozumiesz jego słowa?
Michał: Można to odczytać na różne sposoby, przykładowo Cioran ‘poświęcił’ śmierć dla śmierci – miast umrzeć i zakończyć swój żywot żył dalej i o niej po prostu pisał. W przypadku kompozycji Lifeless Gaze ‘ᛦ’ – ten tekst jest parafrazą, podmiot liryczny marzy o swym końcu, rozmyśla nad nim bez końca, jednak najzwyklej w świecie nie przechodzi do czynu, fantazjuje o tym i w jakiś sposób się tym chełpi. Zrezygnował ze wszystkiego innego byle tylko się umartwiać bez końca, ba, zrezygnował nawet właśnie z zakończenia swego doczesnego żywota.
MUAM: Czy poświęcenie się czemuś do granic absurdu nie powoduje przypadkiem, że dany temat się wyczerpuje i bilans wychodzi na zero, bo Wszechświat i tak zawsze musi wrócić do równowagi? Jak myślisz, czy kiedyś było lepiej, czy było tak samo źle na świecie, jak teraz, tylko zmieniły się forma i narzędzia?
Michał: Znowu wszystko zależy od człowieka, jedni w końcu dotrą do momentu, gdy się wypalą, a inni jednak tlą ten ogień w sobie bez końca i go podtrzymują. Nie jestem w stanie stwierdzić czy kiedyś było lepiej lub gorzej – wszystko się ciągle zmienia, wspomnienia też mogą się zmieniać na przestrzeni lat i nas oszukiwać. Na pewno było inaczej. Poza tym ludzie zwykle idealizują przeszłość, a gdyby się do niej przenieśli to wcale nie byliby szczęśliwsi.
MUAM: Pełna zgoda. Słuchając Twojej muzyki myślę też o poczuciu tkwienia w pustce. W takiej próżni, otchłani, w której się dryfuje, bo skoro się w końcu tam trafiło, to nic już nie ma znaczenia. Jak określiłbyś taki stan?
Michał: Jako swoisty czyściec albo wewnętrzne piekło. Oczekiwanie na coś, ale nie wiadomo czy na lepsze czy gorsze. Albo na nic. Bez zmian.
MUAM: Czy odczuwasz tę pustkę - czy to twórczą, czy mentalną/egzystencjalną. Co na to wpływa? Jak to na Ciebie wpływa?
Michał: Egzystencjalną zdecydowanie tak, od dawien dawna, co raczej słychać w większości dźwięków, które tworzę. Co na to wpływa – nie mam pojęcia, mogę tylko próbować się domyślić, ale odpowiedzi i tak pewnie nie znajdę. Przed pustką twórczą staram się uciekać, jest przytłaczająca, gdy nadchodzi. Przed pozostałą nie umiem i trzeba ją po prostu zaakceptować. Jak wpływa – cóż, ciężko, ale jak to się mówi: ‘jest jak jest’.
MUAM: Taką emocjonalną sinusoidą są też trasy koncertowe, podczas których przechodzi się od stanu euforii na scenie do chronicznego zmęczenia, a niekiedy i wypalenia ciągłymi podróżami w busie. To wyczerpujący proces, a jednocześnie rzecz niezbędna dla artysty, by dzielić się twórczością. Jak trasy na Ciebie wpływają? Jak przekładają się na Twoją twórczość?
Michał: Spędzam średnio na trasie pół roku i lubię to dalej, mam codziennie konkretny plan dnia, konkretne rzeczy do zrobienia, więc wszystko idzie jak w zegarku. Gorzej po powrocie, wtedy schodzi cały stres i skupienie i przez kilka dni jestem kompletnie nieżywy i przeciążony. Potrzebuję średnio tygodnia by wrócić do siebie i się przełączyć na tryb ‘zwykły’.
![]() |
| Lifeless Gaze promo pic |
MUAM: „Death” to nowy muzyczny rozdział w twórczości Lifeless Gaze, przełomowy, bardzo ciekawy pod kątem struktury utworów i brzmienia. Jak powstał? Jak różnił się ten proces twórczy (albo nie różnił), od powstania nowego materiału One Must Forget, który ukazał się w niedalekim odstępie czasu?
Michał: Przede wszystkim wcześniej Lifeless Gaze funkcjonowało jako duet, pierwsze 2 płyty były mocno minimalistyczne, oparte głównie na zapętlonych riffach, hipnotycznych bębnach i warstwie dark ambientowych tekstur w tle. Na żywo mieliśmy poniekąd trochę neofolkowy setup: 2 bębny, blacha, gitara elektryczna, syntezator i mikrofon. „Death” powstawało początkowo od programowania rytmów i podstawowych partii syntezatorowych. Cała reszta była potem na bieżąco dobudowywana. Skład się
zmniejszył, z różnych przyczyn już to nie działało w dotychczasowej formie. Zarazem nie chciałem zjadać własnego ogona i wiedziałem, że ten projekt/zespół wymaga swoistego resetu brzmieniowego i kilku kroków w przód/bok.
Co do ONE MUST FORGET – te płyty dzieli wiele lat. „Death” było zarejestrowane w latach 2022-2023, miałem wówczas kompletnie inne umiejętności, zupełnie inny sposób pracy, inne narzędzia. OMF było nagrane we wrześniu 2025. Miałem konkretny zamysł, wiedziałem jakie brzmienie chcę osiągnąć przy użyciu jakiego sprzętu – opierałem się przede wszystkim na analogowych syntezatorach i efektach. Mocno minimalistyczne podejście, ale również konkretny kierunek pod kątem klimatu. Płyta właściwie zrobiła się sama w bardzo krótkim czasie, zarejestrowanie jej w całości zajęło około 2 tygodni.
MUAM: Opowiedz proszę więcej o pomyśle na ten materiał. Jest tu na pewno więcej melodii niż w Lifeless Gaze. Jest to nieco inna, jakby jaśniejsza (choć nadal mroczna) elektronika.
Michał: OMF opiera się przede wszystkim na surowych beatach, brzmieniu syntezatora MS20 i gdzieniegdzie też syntezatorze SOMA Terra. Celem były rejony angst pop, czyli artystów takich jak Haus Arafna, November Novelet, Herz Juhning czy Te/DIS. Wyszło coś zupełnie innego, swojego, jednak z zachowaniem prawideł starej szkoły muzyki industrialnej. Całość była też rejestrowana jak najbardziej analogowo / na żywo – przykładowo nawet delay wokalny to nie efekt w komputerze, a rzecz nagrana przez kostkę gitarową w trakcie rejestracji wokali.
MUAM: Wow! Czy coś łączy obie płyty tematycznie?
Michał: Nic. Były pisane w zupełnie innych latach, ich koncepty są ze sobą totalnie niezwiązane.
MUAM: To bardzo ciekawe. Wspólnym mianownikiem są mimo wszystko Twoje emocje, które na obu wydawnictwach są bardzo intensywne. Nawiązując do nazwy drugiego z projektów - czy jest coś, o czym chciałbyś zapomnieć, wyprzeć z pamięci?
Michał: Wiele, z drugiej strony pytanie czy wtedy bym nie powtarzał tych samych błędów. Nie neguję zresztą, że i tak je powtarzam, ale przynajmniej mam większą świadomość tego co się dzieje i mogę poprawiać zachowania / pracować nad nimi.
MUAM: Każdy z nas uczy się przez całe życie. Ważnym jest, by być świadomym i się rozwijać :) Zbyt intensywny rozwój, np. w kontekście technologicznym może niekiedy skręcić w dziwnym kierunku. Co jako twórca także muzyki elektronicznej, jako artysta i producent sądzisz o wykorzystaniu AI do tworzenia muzyki? Jasne, jest zagrożeniem, ale czy ma też pozytywne strony?
Michał: Osobiście odrzucam, wolę robić rzeczy sam. Może być przydatne, jeśli szukamy przykładowo rymów/synonimów bądź dla sprawdzenia pisowni – czy nie ma w tekstach błędów językowych. Poza tym jednak odrzucam to, mam większą frajdę robiąc rzeczy samodzielnie. Wygenerowane – tu nie ma żadnego połączenia emocjonalnego, nie czuję tego, jest to dla mnie bez sensu. Ewentualnie, jeśli mamy jakieś nagrania z niechcianymi przydźwiękami, możemy spróbować się ich pozbyć – wówczas to jest nawet przydatne. Pytanie jednak, czy takie ‘niedobre’ artefakty nie dodają czegoś do muzyki.
MUAM: Myślę, że autentyczność jest kluczowa, bo właśnie te wszystkie niedoskonałości czynią nas ludźmi. Dzięki piękne za Twój czas, to była czysta przyjemność!
Michał: Dzięki!
Nowej muzyki Michała posłuchacie tu:
Lifeless Gaze - Death: https://lifelessgaze.bandcamp.com/album/death
One Must Forget - Pillars Of Shame: https://ant-zen.bandcamp.com/album/pillars-of-shame
Więcej o twórczości Michała tu:
https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2022/02/micha-neithan-kiebasa-tworzac-muzyke.html
https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/07/whalesong-poswieciem-tej-muzyce.html
https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2024/01/krotka-historia-o-wewnetrznej-walce.html




