niedziela, 23 sierpnia 2026

Niezmiennie skuteczne połączenie ciężaru i melodyjności, czyli o wyprzedanym występie SOEN i Only Sons w Drizzly Grizzly

Charakterystyczny głos rozpoznawalny momentalnie, techniczne wyrafinowanie, mocne riffy i refreny, które nuci się momentalnie - SOEN znalazł złoty środek na połączenie ciężaru i melodyjności. Ta forma ekspresji fantastycznie sprawdza się w koncertowej odsłonie i niezmiennie trafia w gusta miłośników melodyjnego metalu, o czym można było przekonać się raz jeszcze w miniony piątek w Gdańsku. Polska rockowo-metalowa publiczność kocha ten zespół z wzajemnością, co pokazał wyprzedany koncert w Drizzly Grizzly. 

 

Soen w 2026 roku, fot. A.Wojcińska

 

 Ciężar i melodie

Rozpoczynający wieczór Only Sons zostali przyjęci bardzo ciepło. Ich połączenie stoner-doom'owego ciężaru z melodyjnością w stylu mogącym kojarzyć się z dokonaniami Mastodon, Baroness czy Paradise Lost sprawdziło się świetnie w duszną aurę letniego wieczoru, trafiając w gusta otwartych odbiorców, którzy nie zważają na gatunkowe ramy. Z utworu na utwór zespół rozkręcał się coraz bardziej, czując energię od publiczności, która słuchała z uwagą i zaangażowaniem. Czterdzieści minut występu pozwoliło zapoznać się z twórczością grupy w pigułce, pozostawiając niedosyt i chęć na więcej. Mam nadzieję, że grupa niebawem wróci do nas w roli headlinera wieczoru! 

 

wokalista Only Sons, fot. A. Wojcińska

Trudne wybory

Chcąc opowiedzieć o koncercie gwiazd w pigułce wystarczyłoby napisać, że Soen zrobił swoje i to właściwie wyczerpuje temat. Zespół po prostu zagrał bardzo dobry koncert, łącząc melodyjność z mocą, jak ma w zwyczaju od lat - na poziomie, z dbałością o detale, ale też z odrobiną zaskoczenia.  Coraz bogatszy dorobek zespołu stwarza muzykom nie lada wyzwanie w doborze setlisty na dany wieczór, ale jak zawsze poradzili sobie z tym zadaniem bardzo dobrze, oferując coś zarówno tym, którzy zasłuchiwali się w ich starszych albumach, jak i fanom, którzy poznali ich muzykę stosunkowo niedawno. 

Sięgnęli po "Fraccions" z "Cognitive" jak i po flagowe kompozycje z późniejszych dokonań, na czele z uwielbianych "Imperial" i "Lotus", zręcznie wplatając pomiędzy nie utwory z "Memorial" i najnowszego "Reliance". Wszystko zachowane w zespołowym stylu, łączącym ujmującą melodyjność i melancholię głosu Joela Ekelofa, gitarowych riffów Cody'ego Lee Forda, wyrafinowania Larsa Åhlunda, łączącego śpiew, grę na gitarze i klawiszach i potęgi sekcji rytmicznej, której przewodzi perkusista Martin Lopez.  Muzycy jak zawsze zadbali o to, by każdy utwór został wykonany z największą starannością - odpowiednią mocą, ale zrównoważoną nośnym chwytem. 

 

Cody Lee Ford w 2026 roku, fot. A.Wojcińska


Z ważnym przesłaniem 

Ze sceny nie padło wiele słów, ale jednocześnie zespół miał publiczności sporo do przekazania - wystarczyło wsłuchać się w słowa piosenek, by wychwycić subtelności w tekstach traktujących o wewnętrznych zmaganiach, codziennym pokonywaniu przeciwności, walce z informacyjnym chaosem i manipulacją faktami, czy braku zgody na społeczne nierówności i niszczenie pokoju na świecie.

 Oszczędniejsza tym razem produkcja, pozbawiona pirotechniki, oparta jedynie na grze świateł pozwoliła skoncentrować się na muzykach i ich ekspresji. Tu najwięcej do przedstawienia miał Ekelof,  skryty, a zarazem jak zawsze dbający o swoją kreację sceniczną. Wyszedł na scenę bardzo tajemniczo, przy stłumionym świetle, w okularach przeciwsłonecznych, nie chcąc za wiele ujawniać. Gdy poczuł się nieco bardziej komfortowo, spoglądał fanom w pierwszych rzędach w oczy i zachęcał do wspólnej zabawy, co wywołało ciekawy kontrast. 

 

Joel Ekelof w 2026, fot. A. Wojcińska

 Niech sztuka mówi sama za siebie

Ekelof śpiewał zarówno o tym, co ważne czysto społecznie jak i z personalnego punktu widzenia.  Bardzo osobisty, antywojenny "Memorial" został podkreślony mundurem i charakterystyczną wojskową ekspresją. W momentach, w których opowiadał poprzez muzykę o swoich wewnętrznych doświadczeniach, wycofywał się w głąb sceny. Jego głos niósł się po sali, wypełniając każdy ułamek przestrzeni - pełny, potężny, a zarazem niezwykle przyjemny w odbiorze. 

Gdy chciał już coś powiedzieć, był bardzo konkretny. Ze wzruszeniem dziękował gdańskiej publiczności za to, że zespół od początku działalności jest tu mile widziany i ceniony za swoją twórczość. Podziękował za wieloletnie wsparcie, podkreślając, że zespół nigdy nie traktował tłumów na koncertach jako rzecz oczywistą. Na finał, po akustycznym "Illusion" i pokrzepiającym i nośnym "Unbreakable", pomachał piękną polską flagą z logo zespołu, pożyczając ją na chwilę od rozentuzjazmowanych fanów. 

Przytulna, ale kilkusetosobowa sala Drizzly Grizzly w piątkowy wieczór pękała w szwach, gromadząc publiczność spragnioną gitarowej muzyki, stęsknioną za jakością i szczerością, za muzyką mocną, ale nie ekstremalną, melodyjną, a zarazem niebanalną. Koncert Soen dobitnie podkreślił, że głód dobrych koncertów rockowych w Trójmieście jest ogromny!  

 

Martin Lopez w 2026 roku, fot. A.Wojcińska

Więcej o grupie SOEN tu: 

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2019/02/soen-rival-1022019.html

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2021/01/soen-imperial-29012021.html

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/09/soen-memorial-1092023.html 


https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2022/09/soen-lizzard-oceanhoarse-gdansk-drizzly.html 

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/08/ino-rock-festival-2023-inowrocaw-teatr.html  

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2024/11/gdy-ciezar-kunszt-i-melodyjnosc.html

 

Soen w 2026 roku, fot. A.Wojcińska

Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie tu: 

Only Sons: https://www.muamart.pl/index.php/only-sons/

Soen: https://www.muamart.pl/index.php/soen-iii/

 

Soen w 2026 roku, fot. A.Wojcińska