Blaski i cienie dorastania, trudy dzieciństwa, kultowe telewizyjne programy, strumień świadomości i ... chipsy w różnych smakach - Gilla Band wracają z czwartym albumem - nostalgicznym, a zarazem osobistym, melancholijnym, ale nie pozbawionym humorystycznych aspektów. To dziesięć hałaśliwych kompozycji, w których pobrzmiewa także wyraźna taneczna nuta.
Spotkałam się z Darą i Alanem krótko po ostatecznym sfinalizowaniu prac związanych z "Pugnello", by porozmawiać o pomysłach na nowe piosenki, o nostalgicznych powrotach do przeszłości i o tym, co słychać w zespole.
![]() |
| Gilla Band, fot. mat. prasowe |
Między Uchem A Mózgiem: Cieszę się ogromnie, że wracacie z nową płytą. Miałam przyjemność posłuchać już "Pugnello" i to był naprawdę świetnie spędzony czas. To ważny album dla Was, prawda? Jakie to uczucie wracać po kilku latach przerwy? Co się u Was działo?
Alan Duggan: Dzięki. To naprawdę fajna sprawa ukończyć wreszcie album, z którego jesteśmy dumni. Zawsze przed premierą towarzyszy mi niepokój, zawsze obawiam się, że coś pójdzie nie tak. Jest tyle zespołów, które uwielbiam i które po trzech naprawdę dobrych albumach zaczęły tracić formę. To nasza czwarta płyta. Jestem dumny z tego, że jest dobra, że nadal się rozwijamy, że robimy coś nowego, że poszukujemy i eksperymentujemy. Dara, jak myślisz?
Dara Kiely: Zgadzam się. Chciałbym, żebyśmy nagrali jako Gilla Band przynajmniej pięć płyt, z których będziemy zadowoleni. Fajnie tak rozmyślać, ale spójrzmy prawdzie w oczy - jest tyle świetnych zespołów, które pewnie marzą o tym samym... "Pugnello" to nasza duma. Kosztował nas naprawdę dużo pracy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.
MUAM: Sfinalizowanie albumu, w dodatku na własnych warunkach, to ogrom pracy. Poprzednią płytę, "Most Normal" nagrywaliście w czasie pandemii, co poniekąd wymusiło trochę inny, nowy sposób komponowania, który okazał się dla Was odkrywczy. Teraz funkcjonujemy już w zupełnie innej rzeczywistości. Jak prace nad płytą wyglądały tym razem? Opowiecie mi więcej o maszynie perkusyjnej, która wpłynęła na Wasze brzmienie?
Alan: W czasie pandemii przekształciliśmy naszą salę prób w mini studio, gdzie rejestrowaliśmy różne pomysły na piosenki. W tym okresie zacząłem kupować maszyny perkusyjne i inny sprzęt studyjny, by tę przestrzeń wyposażyć. Zacząłem interesować się produkcją. W przypadku tej płyty eksperymentowaliśmy z automatem perkusyjnym, głównie ja i Dara. Na bazie tych rytmów powstały "Jacobsons" i "Giraffe". Reszta zespołu zachwyciła się tym brzmieniem. Nasz basista eksperymentował z brzmieniem automatów Erica Synth Perkons. Te inspiracje miały ogromny wpływ na brzmienie "Pugnello", to była bardzo owocna eksploracja. Ostatecznie nie użyliśmy automatów zamiast żywej perkusji, ale to brzmienie wpłynęło silnie na nasz sposób gry i komponowania poszczególnych fragmentów płyty.
MUAM: Słuchając "Pugnello" poczułam wyraźnie, że to nie tylko bardzo hałaśliwa muzyka, ale też bardzo taneczna....
Dara: Coś w tym jest. Ja osobiście nie jestem aż tak zafascynowany muzyką taneczną, ale pozostali członkowie zespołu bardzo lubią techno. Te brzmienia wpływają na to, jak gramy już od jakiegoś czasu. Takim początkiem taneczności w Gilla Band był cover "Why They Hide Their Bodies Under My Garage?" Blawan.
Bardzo lubię przyglądać się ze sceny ludziom tańczącym na koncertach. Nie lubię, gdy ze sobą walczą i się popychają w pogo. To wygląda ciekawie, ale sam bym w takie ekstremum nie poszedł, to nie moja bajka. Taniec to znacznie fajniejsza zabawa niż moshpit. Alan to chyba lepiej wyjaśni...
Alan: Lubię techno, większość z nas je lubi, podobnie jak niemiecki rock psychodeliczny z lat siedemdziesiątych, jak np. Neu! Ten powtarzalny rdzeń rytmiczny oparty na basie to punkt wspólny obu tych gatunków. Techno jest mocniejsze, bardziej surowe. Ma ciężki rytm, naprawdę przyjemny. Ten rodzaj inspiracji tkwi w zespołowym DNA podobnie jak twórczość Nirvany czy James Chance and the Contortions. Są w naszej muzyce obecne kluczowe elementy wszystkich tych stylów.
Nagrywając "Pugnello" nie myśleliśmy o tym, by zawrzeć na niej elementy techno, ta energia po prostu wpłynęła na brzmienie dzięki wykorzystaniu automatów perkusyjnych i mocniejszych rytmów wysuniętych na pierwszy plan. Proces komponowania nowej płyty był tak naprawdę bardzo podobny do tworzenia "Most Normal", a nawet "The Talkies".
MUAM: Rozumiem. Niewątpliwie "Pugnello" jest płytą w waszym stylu. Pod względem tekstów jest to natomiast bardzo osobisty materiał - chyba najbardziej z dotychczasowych.
Dara: Każdy nasz album jest dla nas osobisty, bo opowiada o tym, co wydarzyło się w naszym życiu w okresie, w którym go tworzyliśmy. Piszę o tym wszystkim, co się działo. Niektóre z kompozycji na "Pugnello" dotyczą bardziej moich osobistych aspektów, takich jak diagnoza (u Dary zdiagnozowano schizofrenię - przyp.red.) czy sprawy rodzinne. Ważne sprawy przeplatają się z przeróżnymi głupotami i zabawnymi zagadnieniami.
Przepracowywanie żałoby, godzenie się z pewnymi emocjami jest fascynującym procesem, ale też bardzo destrukcyjnym. Jest na tym albumie też duża doza nostalgii. Moje dzieciństwo nie należało do najprzyjemniejszych. W wieku nastoletnim "Power Rangers" uratowali mnie przed katastrofą . Jest tu sporo aspektów, z którymi wiele osób, które pamiętają lata dziewięćdziesiąte, może się utożsamiać.
MUAM: Zdecydowanie tak - moje dzieciństwo przypadło na lata dziewięćdziesiąte i sporo z tych rzeczy, o których śpiewasz, pamiętam np. "Power Rangers" czy "Big Brothera" . Bezwzględnie zabawnym aspektem na tym albumie jest kompozycja "The Crisp Pop", gdzie porównujesz brzmienie popularnych zespołów do smaków chipsów. Wiem już jak smakowałyby wg Was piosenki Oasis, Blur czy Pulp. Jak myślicie, jaki smak pasowałby najlepiej do Gilla Band? Typowałabym np. paprykowe...
Alan: Paprykowe pasują naprawdę fajnie, to komplement! Miałem zaproponować Banshee Bones!
MUAM: To też dobry wybór, nie pomyślałam o tym!
Dara: Paprykowe? Dzięki, zrobiło mi to dzień!
MUAM: Temat jedzenia pojawia się w tekstach piosenek Gilla Band dość często... Powraca tak naprawdę na każdej kolejnej płycie. Skąd to się wzięło?
Dara: To szaleństwo! Staram się o żarciu nie pisać, ale to zawsze jakimś cudem do mnie wraca. "Crisp Pop" to taka banalna piosenka, ale postanowiłem skupić się na niej, by ostatecznie wyrzucić z siebie ten pomysł na pisanie piosenek o jedzeniu!
MUAM: To całkiem oryginalna sprawa, nie widzę w tym niczego złego! A zespołu Coldplay nadal słuchasz? To coś w rodzaju takiej "niewinnej przyjemności", do której trochę wstyd się przyznać?
Dara: Tak, to się czasem zdarza. To piosenka o tym dziwnym stanie, gdy idziesz z kumplem do pubu na kilka drinków. Gdy wracamy, lekko napruci, piszemy do siebie i pytamy się, jakiej piosenki Coldplay każdy z nas słucha w tym czasie, idąc do domu. Jest coś bardzo zabawnego w słuchaniu np. "Fix You" w tym stanie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak już jest...
MUAM: Wspomnieliśmy już w kilku słowach o nostalgii, a jest z nią związany też aspekt telewizji. Ten temat pojawił się już choćby w teledysku do "Pears For Lunch". Wracacie do tego zagadnienia w "Placeholders". Jest w tej kompozycji pewnego rodzaju tęsknota za aurą lat dziewięćdziesiątych i programami telewizyjnymi z tamtego okresu...
Dara: Tak, wspominam tam o Big Brotherze, o Milionerach i dziwnych sytuacjach w tych programach, które zapadły w pamięć odbiorcom i stały się kultowe. Jest w nich ten dziwaczny rodzaj napięcia, w tym, jak zachowywali się wtedy Davina McCall czy Harold Lloyd jest coś budzącego lęk. Pasowało mi to do tego utworu...
MUAM: "Pugnello" jest dla mnie nie tylko takim nostalgicznym powrotem, ale też w pewnym sensie komentarzem do dziwacznej rzeczywistości, w której funkcjonujemy obecnie. Do absurdów życia codziennego, choćby w zakresie tego, jak silnie wpływają na nie np. media społecznościowe. Czy pisząc te teksty myślałeś też trochę w ten sposób?
Dara; Od 5-6 lat nie używam w ogóle mediów społecznościowych i nie mam pojęcia, co tam się dzieje i nie wiem, jaki mają obecnie wpływ na ludzi. Pozbyłem się tego stresu. Nie założyłem nigdy konta na Instagramie czy TikToku. Brak tego połączenia ze światem sprawia czasem, że czuję się trochę samotny, ale widząc, jak te narzędzia działają, postanowiłem odpuścić i postawić na inne formy kontaktu. Dzwonię do przyjaciół. Piszemy też do siebie korzystając z WhatsAppa.
MUAM: Bardzo dobrze, że jesteś wolny od tej formy komunikacji! Dla mnie media społecznościowe są poniekąd taką nową formą telewizji. Są taką platformą do umieszczania reklam, jaką dawniej była telewizja. Zastąpiły telewizję, której dziś już prawie nikt nie ogląda, bo większość ludzi przełączyła się na tę nową szybką formę pozyskiwania informacji o świecie. Wiele aspektów działania obu kanałów jest totalnie szalona. Wspomniałeś o samotności i smutku z niej wynikającym - czy pisząc "Computer Sadness" miałeś w głowie tę specyficzną formę samotności, która wynika z braku szczerości i prawdziwych relacji międzyludzkich, gdy buduje się je wyłącznie na bazie kontaktu cyfrowego zamiast po prostu się spotykać?
Dara: To piękne co mówisz, ale nie myślałem o tym - ta melodia po prostu powstała w domu, nagrałem ją na organach. Napisałem tę piosenkę wspólnie z Alanem i Danielem w naszej sali prób. Czy to tutaj zastosowaliśmy ten efekt dla wokalu?
Alan: Tak, pracowaliśmy nad tym kawałkiem we trzech. Muzyka powstała bardzo szybko, tu też początkiem była maszyna perkusyjna. Miałeś już tekst gotowy wcześniej?
Dara: Coś miałem, improwizowałem, gdy nagrywaliśmy demo. Takie strzępki myśli, które ostatecznie zostały. Pisałem to po prostu wyrzucając z siebie kolejne myśli.
Alan: No i dodaliśmy do Twojego wokalu taki szalony efekt. Na wierzch poszła perkusja. Zrobiliśmy ten utwór w studiu, nic już później nie poprawialiśmy.
Dara: Tak było!
MUAM: Czyli praca zespołowa działa świetnie! Nic w tym dziwnego, skoro gracie ze sobą już piętnaście lat. To szmat czasu. Pewnie dużo się od początków zespołu w Waszym życiu pozmieniało...
Alan: W ciągu piętnastu lat naprawdę dużo może się zmienić. Gdy zaczynaliśmy, mieliśmy po dwadzieścia lat. Teraz jesteśmy w połowie kolejnej dekady. Przeżyliśmy razem nasze lata dwudzieste, czas niezwykle istotny dla rozwoju. Czas pełen dezorientacji, poszukiwania. Czas, w którym powinno się niby być dorosłym, ale jeszcze się nie dojrzało do tego etapu, by brać odpowiedzialność...
Dara: (śmiech). To prawda!
Alan: Gdy masz dwadzieścia-kilka lat nie doceniasz tego, co masz i czasu swojej młodości. To okres, gdy uczysz się wielu rzeczy. Dorastaliśmy razem, grając w zespole. Zespół działał niezmiennie przez te lata. Dorośliśmy jako ludzie, nasze zainteresowania rozwinęły się i pozmieniały, życie potoczyło się własnym torem. Zmienił się Dublin, zmieniło się nasze osobiste życie - zarówno na lepsze jak i na gorsze.
Niektóre rzeczy pozostały na szczęście niezmiennie takie same, co jest wspaniałe - spotykamy się wciąż w tym samym budynku, w tej samej przestrzeni, w której gramy próby i tworzymy piosenki. Gdy wchodzimy do naszego małego świata i zamykamy drzwi studia, świat zewnętrzny przestaje dla nas istnieć na tych kilka godzin. Pochłania nas zespół, dajemy się ponieść kreatywnej energii. Wciąż nas to niesamowicie napędza.
MUAM: I to jest najpiękniejsze! Cieszę się, że wciąż tworzycie muzykę i jeździcie w trasy!
Alan: Zdecydowanie. Najważniejszy jest dla nas proces twórczy, ale oczywiście też jeździmy w trasy, inaczej granie w zespole nie miałoby sensu. Uwielbiamy grać koncerty, być na scenie. Najważniejsze w tym wszystkim jest zachowanie równowagi między pracą w studiu i podróżami. Jesteśmy ogromnie wdzięczni za to, że możemy tworzyć muzykę, nagrywać ją i wykonywać wspólnie z przyjaciółmi. To naprawdę wyjątkowa sprawa, której w żadnym wypadku nie można brać za pewnik. Doceniamy to bardzo.
Dara: Oj tak!
MUAM: Branża muzyczna też bardzo się zmieniła przez ostatnie lata. Jak te zmiany wpłynęły na Gilla Band?
Alan: Przemysł muzyczny zmienił się drastycznie. Kiedy zaczynaliśmy w 2012 roku, branża muzyczna wciąż znajdowała się w fazie schyłkowej. 2014 - rok, w którym podpisaliśmy kontrakt, był pierwszym, w którym branża nie straciła pieniędzy, ale też ich nie zarobiła, pozostając na tym samym poziomie. Od tego czasu stale się rozwija, ale nigdy nie doświadczyliśmy tego momentu, w którym muzyka przynosiłaby finansowe zyski. Nie mamy z tym problemu, tak już jest i to jest dla nas w porządku - dorastaliśmy z takimi platformami jak Napster czy BearShare.
Obecnie branża jest naprawdę w dziwnym i paskudnym momencie w wielu aspektach. Wszystkie te serwisy streamingowe są potworne. Płacą wielkim wytwórniom, jednocześnie wyciskając do cna mniejszych graczy. To problem nie tylko dla użytkowników, artystów, ale też dla wytwórni. Media społecznościowe to kolejna paskudna rzecz. Ktoś stworzył nasze konto na TikToku, podszywając się pod nas. Udało nam się je usunąć. Nie chcemy mieć konta na TikToku, na Instagramie nasza komunikacja polega na udostępnianiu zespołowych zdjęć, w czym pomagają nam przyjaciele. Nie kręcimy tych krótkich filmików zachęcających ludzi do robienia czegoś. To paskudna praktyka.
Bardzo mi żal artystów, którzy zaczynają właśnie teraz i są zobowiązani, by mieć tę cholerną osobowość medialną. Nie trzeba oczywiście tego robić, ale gdy się nie podejmie tych działań jest o wiele trudniej. Na festiwalach wynagrodzenie zespołu zależy od liczby obserwujących w mediach społecznościowych albo liczby odtworzeń we wspomnianych serwisach, co jest po prostu bzdurą. To nic nie znaczy!
To zabawne i niezwykłe, jak wielu z tych rzeczy udało nam się uniknąć. Dbamy o zespołowe sprawy we własnym zakresie, zajmujemy się tym we czwórkę. Współpracujemy ze świetną wytwórnią płytową, która pozwala nam robić to, co naprawdę chcemy, daje nam przestrzeń do działania. Po prostu dbamy o siebie nawzajem. Bycie w zespole to w dzisiejszych czasach naprawdę duże wyzwanie.
MUAM: Dajecie sobie radę naprawdę świetnie! Gratuluję Wam raz jeszcze nowej płyty i trzymam kciuki, by wszystko poszło dobrze. Cieszę się też, że przyjedziecie w ramach przyszłorocznej trasy koncertowej do Polski. Do zobaczenia 30 stycznia 2027 w Warszawie. Już nie mogę się doczekać! Dziękuję Wam pięknie za poświęcony czas i do zobaczenia za kilka miesięcy!
Alan i Dara: Dzięki, trzymaj się, do zobaczenia!
Czwarty album Gilla Band, "Pugnello" ukazuje się 25 września 2026 roku nakładem Rough Trade.
Albumu możecie posłuchać tu: https://gillaband.bandcamp.com/album/pugnello
Wersję fizyczną można nabyć w sklepie Sonic Records, więcej tu: https://www.sonicrecords.pl/catalogs/view/pugnello
Po premierze płyty grupa ruszy w trasę koncertową. Do Polski przyjedzie 30 stycznia 2027 roku i wystąpi w warszawskiej Hydrozagadce. Na koncert zaprasza Fource Poland, a bilety znajdziecie na www.fource.pl


