Bez nich nie byłoby nowej fali indie rocka. Editors od ponad dwóch dekad dostarczają piosenek z nośnymi refrenami i ujmującymi melodiami. Po elektronicznych eksperymentach i współpracy z Blanck Massem wracają z ósmym albumem, na którym sięgają do korzeni - do wspólnego pisania piosenek w studiu, akustycznej, organicznej formy i spędzania czasu w gronie przyjaciół.
W poszukiwaniu nadziei
"Wszyscy mamy problemy" - między innymi tymi słowami rozpoczyna nowy album Editors wokalista grupy Tom Smith, zwracając uwagę na to, że wszyscy potrzebujemy oddechu, przestrzeni dla siebie i miejsca, gdzie możemy być sobą i odciąć się od tego, z czym zmagamy się każdego dnia. Zagrożenie bezpieczeństwa, niepokoje społeczne, przebodźcowanie i różne osobiste aspekty - jakkolwiek by nie spoglądać na zagadnienie, chyba nikomu nie jest obecnie łatwo wstawać każdego dnia z jednoznacznie pozytywnym nastawieniem i brakiem obaw o to, co przed nami. Potrzebujemy nadziei, czegoś pozytywnego, czegoś, co pozwoli spojrzeć jaśniej, bardziej przychylnie. Pomaga w tym niewątpliwie sztuka.
Słuchając "Surface, Echo & Sound" robi się na duszy przyjemniej, cieplej. To miłe piosenki, nagrane od serca, przez zespół, który postanowił wrócić do korzeni i postawić na organiczne brzmienie. Podzielić się z fanami czymś, co podniesie ich na duchu.
Prostota i uniwersalność
W czym tkwi siła dobrej piosenki? Co sprawia, że dany utwór wchodzi w głowę? Niekiedy pytam o to swoich rozmówców, którzy oprócz tego, że są twórcami sztuki, są też przecież jej fanami, snując rozważania na temat tego, co przekonuje nas, odbiorców do sięgnięcia po dane dzieło. Dla jednych jest to chwytliwość, zapadająca w pamięć melodia, którą się nuci bezwiednie, dla innych charakterystyczny wokal, czy teksty, które traktują w szczególny sposób o tym, co ważne, najlepiej uniwersalne. Co decyduje o tym, że utwór jest ponadczasowy? Czy chodzi tu o oryginalność, czy może o umiejętne połączenie elementów, które są nam znane i powszechnie lubiane?
„Surface, Echo & Sound” powstał dzięki temu, że wszyscy siedzieliśmy razem w jednym pomieszczeniu i wspólnie graliśmy utwory. Wszystko wydaje się proste. Ale prostota nie jest przecież niczym złym. Wiesz, proste rzeczy wymagają mnóstwa czasu, by doprowadzić je do perfekcji. A tutaj podstawowe składniki to perkusja, bas, gitara i wokal. To klasyczne połączenie, które sprawdza się nie bez powodu." - mówił w jednym z wywiadów o nowej płycie perkusista Ed Lay. To prawda, Editors stawiają na prostotę, serwując nowe hity, takie jak "Rush" czy "Call It In", które momentalnie zaczyna się nucić. Nagrali tę płytę sami, na własnych zasadach. Wyprodukował ją Justin Lockey, jeden z muzyków grupy. To nadaje jej szczerego, organicznego wymiaru. Tu nie ma kombinowania - jest to, co w sercu, to, co prawdziwe, wypowiedziane wprost.
Do korzeni, do rdzenia
Wbrew pozorom takie piosenki wcale nie jest łatwo napisać. Wymaga to skrupulatnego doboru dźwięków i słów - wielu lat doświadczenia. Co więcej dla wielu zespołów stworzenie takiego przeboju jest niemal nieosiągalne. Siłą kompozycji Editors jest przede wszystkim to, że da się je jeszcze bardziej "uprościć" do formy na gitarę akustyczną/mandolinę/pianino i głos. Tom Smith jest w tej materii niezmiennie bezbłędny. Od lat, czemu niejednokrotnie daje wyraz na koncertach i na czym skupił się na niedawno wydanej solowej płycie. Tu chce nieść przede wszystkim uniwersalne pozytywne przesłanie - dzielić się miłością, nadzieją, ciepłem, oswajać to, co niepokojące poprzez muzykę, przypominać poprzez chwytliwe piosenki, że sztuka pomaga przetrwać. Zawsze. Zbyt pozytywnie? Być może, ale są takie dni, gdy pośród wszechobecnego mroku, światełko w postaci drobnych radości, takich jak uśmiech bliskiej osoby, czerwieniejące niebo o zachodzie słońca czy wielobarwne jesienne liście, od których odbijają się promienie słońca, jest bardzo potrzebne.
Muzyka do wspólnego śpiewania
Choć "Surface, Echo & Sound" raczej nie stanie się moją ulubioną płytą Editors, jest to album, na który na pewno warto zwrócić uwagę - w końcu są tu przyjemne dla ucha melodie prowadzone jednym z najoryginalniejszych głosów dwudziestego pierwszego wieku, które umilą niejeden jesienny wieczór. Jest szczerość i serce na dłoni. Słucha się tej muzyki bardzo dobrze, o dowolnej porze. To taka płyta, na której nie brak też nadziei, tak bardzo potrzebnej w pełnych niepokoju współczesnych realiach i która jest wręcz stworzona do wspólnego śpiewania i zabawy na koncertach. Jak sprawdzi się na żywo przekonamy się już niedługo - w listopadzie w Gdańsku i w lutym w Warszawie. Jestem pewna, że nowe kawałki świetnie wkomponują się w koncertową setlistę, szczególnie, że zostaną wykonane w bardziej kameralnych okolicznościach - na festiwalu stawiającym przede wszystkim na atmosferę oraz w przytulnej klubowej sali.
„Surface, Echo & Sound” ukazał się 30 października 2026 nakładem PIAS. Nowe piosenki usłyszymy już niedługo - 14.11 na koncercie w Gdańsku w ramach festiwalu Inside Seaside, a w przyszłym roku w Warszawie - 10.02 brytyjska grupa wystąpi w klubie Stodoła.
Więcej o festiwalu Inside Seaside tu: www.insideseaside.pl

