piątek, 9 października 2026

W poszukiwaniu ciszy, szczerości i autentyczności, czyli wielki powrót Finka do warszawskiej Progresji

Mistrz nastroju i atmosfery, właściciel jednego z najbardziej kojących głosów w historii muzyki, twórca szczery, niezależny, otwarty na międzygatunkowe podróże, a przede wszystkim artysta, który kocha polska publiczność z wzajemnością. Po dwóch latach Fink powrócił do Warszawy, by jeszcze raz zachwycić publiczność naturalnością, ciepłem i artystyczną wrażliwością. Wrócił z nowym materiałem, nową energią i zupełnie nowym pomysłem na brzmienie. 

 

Fink, fot. A.Wojcińska



 

Niepodrabialny klimat

"Ta cisza jest nieprawdopodobna! Dziękuję Wam, że słuchacie nas z takim zaangażowaniem." - mówił Fink, nie mogąc się nadziwić publiczności, która w zdecydowanej większości stała pod sceną w całkowitym skupieniu chłonąc dźwięki i zachwycając się nimi, nie spoglądając w telefony, nie włączając automatycznie nagrywania. Słuchając tak na serio, ze łzami w oczach, z uśmiechem na ustach, wyłapując niuanse, czując jak rozluźniają się napięte od stresu mięśnie, jak organizm odpoczywa po ciężkiej pracy.  

Był to jeden z tych koncertów podczas których po prostu czujesz się dobrze, cieszysz się muzyką, zapominając o tym, co dzieje się dookoła. Zostawiasz za sobą to, z czym przychodzisz i jesteś tu i teraz. Jesteś świadkiem szczerych emocji, od których iskrzy scena i odczuwasz autentyczną radość z tego, że możesz być częścią czegoś wyjątkowego, co już się nie powtórzy. Czujesz coś, co trudno wyrazić słowami. Tak właśnie było - od pierwszej do ostatniej minuty tego genialnego koncertu. Czas się zatrzymał, liczyła się tylko muzyka, która powoli, stopniowo otulała. 

Wśród publiczności nie było przypadkowych osób - każdy wiedział i czuł, dlaczego przyszedł tego wieczoru właśnie do Progresji.  Polska to dla Greenalla miejsce szczególne, w którym od początku muzycznej działalności publiczność witała go z otwartymi ramionami. Podkreślił to bardzo wyraźnie, dziękując za wieloletnie wsparcie, za wybór właśnie tego koncertu w obliczu ogromnej oferty wydarzeń i będąc ogromnie wdzięcznym za każdy kupiony bilet. 

Fink, fot. A.Wojcińska

 

W poszukiwaniu ciszy i kojących nut

Dostrzeżenie ciszy i skupienia przez artystę też nie było przypadkowe - w czasach pędu, biegu i przebodźcowania to jedne z tych rzeczy, których brakuje nam na co dzień najbardziej. Pochłonięci realizacją różnych zadań i wyzwań, postępem technologicznym, tak naprawdę łakniemy spokoju, przestrzeni i ciszy. Potrzebujemy zatrzymać się i wrócić tam, gdzie nikt i nic nas nie goni, gdzie liczy się przede wszystkim natura, jej potęga i piękno. O tym m.in. śpiewa Fink na swoim nowym albumie "The City Is Coming To Erase It All", na którym powraca we wspomnieniach do swojej rodzinnej, dzikiej Kornwalii, gdzie chłonął energię morza, szum morskich fal i piękno wschodów i zachodów słońca, z dala od miejskiego pędu. 

Z nowej płyty usłyszeliśmy kilka nagrań takich jak "Wishing For Blue Sky", "Two Magpies" czy "I Buried All The Answers", które pięknie przeplatały się z tym, na co czekała większość fanów - flagowymi kompozycjami z poprzednich albumów jak rozpoczynające mocnym akcentem "This Is The Thing", obłędnie piękne "Perfect Darkness", fenomenalnie kołyszący "Resurgam", wzruszające "What Would You Call Yourself" czy wymowne "Not Everything Was Better In The Past", wieńczące set podstawowy.   

Fink, fot. A.Wojcińska

 

 

Głos, który niesie spokój 

Po ogłuszającej owacji zespół powrócił jeszcze na scenę, by wykonać wspólnie  "Looking Too Closely". Artyści czuli się na scenie dobrze, ale rozkręcali się powoli, z każdym kolejnym utworem reagując coraz żywiej i pozwalając sobie na coraz więcej scenicznego luzu. Uśmiechali się do siebie czując nieustające wsparcie publiczności. Pod koniec nie brakowało sytuacyjnego humoru. O ostateczne zakończenie zadbał zaś Fink samodzielnie, śpiewając przy akompaniamencie gitary "Walking in the Sun", pięknie wpisujący się w pogodny, ciepły przekaz wieczoru. 

Fink to jeden z tych artystów, którzy nie lubią stagnacji i stale ewoluują, pozostając przy tym sobą. Dlatego też w porównaniu do trasy, która miała miejsce w 2024 roku postanowił też zmienić coś w koncertowej oprawie. Tym razem postawił na klimatyczne, bardziej przydymione oświetlenie, półmrok, przestrzeń i większy, pięcioosobowy skład - gitarze akustycznej towarzyszył bas, skrzypce i dwie perkusje, dodając brzmieniu nowego wymiaru. Akustyczne, delikatne partie przeplatały się z mocniejszymi akcentami. Folkowa szczerość spotykała indie rockowe przestrzenie i bluesowy puls, łącząc się w idealnych proporcjach. Muzykę, która płynęła lekko i chwytała za serce podkreślał jak zawsze pełny ciepła i kojącej energii głos Greenalla. Głos, który opowiada angażująco, a jednocześnie niezwykle lekko, który skłania do refleksji i niesie dobre wspomnienia. 



Fink, fot. A.Wojcińska


Dobry wstęp to klucz do sukcesu 

Jednoznacznie pozytywnie o twórczości Finka wypowiedziała się też otwierająca wieczór utalentowana, serdeczna i sympatyczna Angela Autumn, prezentując szczere piosenki przy akompaniamencie gitary akustycznej i banjo, zapewniając publiczności kilkadziesiąt minut przyjemnej, intrygującej muzyki, która umiliła czas oczekiwania na gwiazdę. Był to naprawdę fajny wstęp i dobre wprowadzenie do twórczości artystki, która już niebawem może nieco namieszać na songwriterskiej scenie. Twórczyni z Pensylwanii podobnie jak Fink odwoływała się w swoich kompozycjach zarówno do osobistych przemyśleń o uniwersalnym wydźwięku jak i do natury, która ukształtowała jej wrażliwość. Wywodząc się z Appalachów upodobała sobie góry i pofalowane krajobrazy, przenosząc przy pomocy głosu w krainy piękne, a zarazem niebezpieczne, zarazem nie rezygnując ze współczesnych inspiracji popem i psychodelicznym indie. 

Angela Autumn, fot. A.Wojcińska

 

Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie tu:  

FINK: https://www.muamart.pl/index.php/fink-ii/

Angela Autumn: https://www.muamart.pl/index.php/angela-autumn/ 

 

Więcej o twórczości Finka tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/09/fink-uczenie-sie-bycia-szczerym-wobec.html

Oraz tu:  https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2024/10/wszyscy-potrzebujemy-ciepa-i-usmiechu.html

Fink, fot. A.Wojcińska