piątek, 27 lutego 2026

Algorytmy, podziały, szklane bańki, a oni robią swoje, czyli o trzynastym albumie Archive

Niepodrabialni i ukochani przez polskich fanów - brytyjski kolektyw Archive nareszcie wraca z wyczekaną, nową płytą. Archive na swoim trzynastym albumie grają swoje, sprytnie łącząc elektroniczne przestrzenie z rockową melodyjnością i hip-hopowym pulsem, proponując brzmienia niepokojące i mroczne, a zarazem piękne. Znów chwytają za serce. 

 


 

Technologiczne wypaczenie

Świat się rozpada. Konsekwentnie z roku na rok coraz bardziej. Technologia przejmuje niemal każdą dziedzinę życia. Coś, co było ważne kończy się. Dociera do nas ogrom informacji, a jednocześnie ściśle dopasowanych pod to, na co czekamy lub skrajnie podważających to, co czujemy i uważamy za słuszne. 

Pogubieni ludzie nie mogą się odnaleźć. Dopada ich zniechęcenie, rozczarowanie, melancholia, depresja. Świat, który znają zdaje się nie istnieć. Brakuje przestrzeni, wszędzie jest ciasno, tłoczno. Szklane biurowce rosną na potęgę, zabierając przestrzeń do oddechu. Nikt już nikogo nie rozumie, każdy z każdym walczy. Świat jest coraz bardziej podzielony, coraz więcej niż przyjaciół mamy wrogów.  Przestajemy ogarniać. 

 

W szklanej bańce

W informacyjnych bańkach żyjemy, łapiąc strzępki informacji i biegnąc za niczym. Przejrzystych, bo wszystko jest dostępne, ale też niezwykle niebezpiecznych. Szkło łatwo pęka, a gdy pojawi się na nim rysa, z czasem rozpada się na tysiące kawałków. Między innymi o tym jest "Glass Minds". Archive pokazują, że to, co nas otacza jest bardzo powierzchowne i nietrwałe. Nie ma tu głębi, a tej szukać należy tam, gdzie algorytm nie dociera. Krótko mówiąc w czasie cyfryzacji wszystkiego warto umieć zachować dystans i w porę się wylogować, by nie zwariować. Prawda i to, co cenne, czyli emocje, uczucia i kontakt z drugim człowiekiem są daleko poza algorytmami. 

 


 

 

W swoim stylu 

Dwanaście nowych utworów grupy to kompozycje niezwykle spójne, płynnie łączące się ze sobą. Dominuje tu minimalizm. Utwory rozwijają się niespiesznie, stopniowo budując akcję niczym w dobrym filmie psychologicznym. To muzyka przeszywająca zimnem, dystopijna, a jednocześnie oczyszczająca, bardzo trafnie odnosząca się do otaczającej nas rzeczywistości. W dużej mierze elektroniczna, choć nie brak tu hałaśliwych gitar i budującego napięcia pulsowania. Nad całością czuwają jak zawsze niezastąpieni Darius Keeler i Danny Griffiths, dbający o atmosferę, klimat i energię muzyki. Jest mrocznie, ale nie brak też nadziei. Jest pięknie i z zachowaniem stylistycznej równowagi. Orkiestracjom w finałowym "Where I Am" daleko do patosu - są raczej towarzyszem, podkreśleniem klimatu. 

Przeważają kompozycje ponad pięciominutowe, skłaniające do zatrzymania się w biegu. Przykuwające uwagę nienarzucającym się rytmem, przypominające o tym, że nie zawsze trzeba pędzić, że warto zatrzymać się i rozejrzeć wokół, pozwolić sobie na chwilę refleksji. Sprzyjają jej jak zawsze doskonałe partie wokalne - zarówno te w wykonaniu genialnych Dave'a Pena i Pollarda Berriera, współpracujących z Dariusem i Dannym od lat, jak i świetnie wpasowujących się w styl grupy nowych współpracowników - Lisy Mottram i rapera Jimmy'ego Collinsa.  Doskonałe dialogi wokalne, przenikające się indywidualne style każdego z artystów stanowią o sile tej muzyki. 

 

Na przekór algorytmom

 W każdym z albumowych utworów jest coś szczególnego, na co warto zwrócić uwagę - czy to struktura, głos, czy tekst. Od minimalistycznego, poszatkowanego "Patterns", sięgającego aż ku debiutanckiemu "Londinium", przez singlowe rozdzierające "City Walls", rozważające "Look At Us", pełne nadziei "So Far From Losing You", aż po finałowy, przejmujący "Where Am I". To sztuka w najprawdziwszej postaci, pełna emocji, gdzie nie liczą się gatunki, a styl, całość, opowieść. 

W "Heads Are Gonna Roll" grupa podejmuje dyskusję na temat kondycji artystycznej twórczości w czasach coraz bardziej intensywnej roli sztucznej inteligencji, na temat znaczenia i kluczowej roli ludzkich emocji w sztuce. Niby wszystko jasne, bo tworzenie z serca i z pasji to dokładnie to, na co Archive stawia, a jednak temat w tym przypadku jest o tyle kontrowersyjny, że sam zespół skorzystał z pomocy AI przy tworzeniu teledysków - oczywiście w ściśle kontrolowanej formie i bardzo ograniczonym zakresie. Więcej na ten temat opowiedział mi Dave Pen w wywiadzie: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2025/10/dave-pen-gdy-zaczaem-regularnie-biegac.html 

 


 

Z roku na rok twórczość Archive ma dla mnie jeszcze większe znaczenie, jest jeszcze bliższa i absolutnie niezastąpiona. W realiach, gdy brakuje treści i jakości muzycy wracają z płytą szczerą do bólu. Mocną, ale nie przesadzoną, mroczną, ale nie przytłaczającą. Obserwującą i komentującą, ale nie radykalnie oceniającą. Taką, na którą czekali fani, ale też taką, na której każdy wrażliwy miłośnik sztuki znajdzie coś dla siebie.  


 Niezmiennie wzruszając 

W czasach szybkich, skondensowanych informacji ponad godzinny album będzie dla wielu odbiorców wyzwaniem, ale zdecydowanie warto się go podjąć. Warto usiąść spokojnie, odciąć dopływ rozpraszaczy i zanurzyć się w tych dwunastu utworach, krok po kroku wchodząc głębiej w albumową historię, pozwalając muzyce popłynąć i wniknąć głębiej. Archive nagrali płytę w swoim stylu, nawiązując pięknie do przeszłości, ale i spoglądając w przyszłość. Tak, jak umieją najlepiej, podając emocje na dłoni. Po ponad trzech dekadach spędzonych na scenie udowadniają, że mimo upływu lat nie tracą kreatywnej iskry i niezmiennie mają coś ważnego i cennego do powiedzenia. 

Pozostaje podziękować im z serca po prostu za to, że są, że nie przestają tworzyć i dostarczać wzruszeń fanom na całym świecie. Najlepiej złożyć te podziękowania, wybierając się na któryś z koncertów nadchodzącej trasy. Jak zawsze podczas europejskiej podróży Brytyjczyków nie może zabraknąć Polski. Archive odwiedzą stolicę 8 kwietnia i niemal dokładnie po 10 latach powrócą na warszawski Torwar. Więcej informacji o koncercie tu: https://www.livenation.pl/ Bilety są dostępne na www.ticketmaster.pl