wtorek, 10 marca 2026

O walce z samym sobą i nieuniknioną technologią, czyli Immunokracja w Klubie Żak

Emocje wyrażone poprzez ekspresyjny ruch, skrzyżowanie i przenikanie się dziedzin sztuki i pełnia artystycznej wolności. W dniu święta kobiet odbył się w gdańskim Klubie Żak spektakl teatru tańca, który nie tylko był fantastycznym audio-wizualno-ruchowym widowiskiem, ale przede wszystkim bardzo trafną refleksją na temat współczesności pełnej nieustannej walki z samą sobą i z niedającą wytchnienia technologią. 



Tańcząc o tym, co ważne 

Trzy dziewczyny - bardzo zdolne, bardzo otwarte, bardzo odważne. Połączyły siły, by wspólnie opowiedzieć o czymś niezwykle ważnym - o nierównej walce. Osobistej - z własnym zdrowiem i własnymi ograniczeniami, a także globalnej - próbując odnaleźć się w społeczeństwie zależnym od algorytmów, podzielonym, spolaryzowanym. By przekazać to, co czują i co je przytłacza stworzyły spektakl, w którym połączyły siły własnych ciał i możliwości, które stwarza technologia. Zatańczyły w klubie Żak w dniu szczególnym - 8 marca - prezentując otwartej i spragnionej sztuki publiczności bardzo szczery i odważny pokaz swoich możliwości. Podkreślając, że taniec to jedna z najpełniejszych form artystycznego wyrazu, pozwalająca osiągnąć całkowitą wolność. 

"Immunokracja" to wspólne dzieło duetu twórczego Hashimotowiksa, który współtworzą Paulina Jaksim i Katarzyna Kulmińska oraz WÆXE, czyli Izabeli Orzełowskiej i Gonzague Rebeteza, interdyscyplinarnego duetu łączącego sztukę i naukę, badającego relację między ciałem ludzkim, a środowiskiem audiowizualnym. WÆXE analizuje wzajemną zależność między percepcją otaczającego świata, naszym miejscem w nim oraz wpływem technologii na tę relację. Efektem tej współpracy jest dynamiczny spektakl pełen zwrotów akcji, zaskoczeń, intensywnego ruchu i świetnej muzyki. Dość wymagający, a zarazem bardzo przystępny - taki, który zostaje w głowie na długo. 

 

 

W kilku aktach

Zaczęło się subtelnie, minimalistycznie - od całkowitej ciemności i skłaniających do refleksji wprowadzających haseł, ukazujących kontrasty, niejednoznaczności i to, że wszystko ma swoją zarówno jasną jak i bardzo mroczną stronę. Od ciemnej scenerii i białych strojów, ujmujących pięknem, grupowych tanecznych form. Od klasycznego połączenia czerni i bieli - tak znaczącego i ważnego, jednocześnie tak pięknego i tak radykalnego...  by następnie stopniowo dodawać do narracji nieco więcej koloru, aż do osiągnięcia eksplozji barw. Stopniowo włączając więcej ruchu, dodatkowe elementy i angażując publiczność. Wykorzystując możliwości technologii wyłącznie w pozytywny sposób.  

Ruch ciała, tj. żywa, dynamiczna materia, został skonfrontowany z możliwościami, które niesie technologia. Doskonale użyte w spektaklu zostały możliwości modyfikacji obrazu, dodając tańcowi nowego wymiaru. Szczególnie w drugiej części, gdy ruchy tancerek zostały zdublowane przez technologię, tworząc efekt obserwacji podwodnych i ciekawych, abstrakcyjnych figur. Całość świetnie podkreślała niezwykle ciekawa i oddająca charakter spektaklu muzyka klubowa. 

 


Ciało indywidualne

Choroba autoimmunologiczna to niełatwa sprawa - to nieustanna walka z własnym organizmem, który walczy sam z sobą i przeciwko sobie - niszczy własne narządy, produkuje przeciwciała przeciwko swoim zdrowym strukturom. Powoduje huśtawki nastrojów, hormonalne burze, kłopoty z tym, by działać płynnie, kłopoty z utrzymaniem stałego, dobrego stanu. Wpędza w nieustający, zawsze czający się gdzieś obok smutek. Taki brak równowagi jest dla organizmu i osoby zmagającej się z nim codziennym wyzwaniem, przynoszącym dni, które są nie do przejścia. 

Dni, które mogą ograniczać sprawność fizyczną, wydolność organizmu, nie przynosić logicznych, oczekiwanych efektów. Dla osoby, która pracuje ciałem, dla której ruch jest podstawą wyrażania się, jak tancerka, może to być nieprawdopodobnie przytłaczające. Wtedy człowiek poddaje się, upada, nie ma siły. Nie znosi siebie, ma do siebie żal, że nie jest w stanie czegoś zrobić albo nie tak, jak by chciał. 

Ciało jest chore, niewydolne, ograniczone - jest to sprawa indywidualna danej jednostki, ale gdy jest ich więcej, problem staje się społeczny. Niedoczynność tarczycy to choroba cywilizacyjna, a przebieg tej choroby to doskonała metafora ... funkcjonowania współczesnego społeczeństwa. 

 

Ciało społeczne

Świat nie działa - albo inaczej działa źle, na złych fundamentach, które wywołują podział, nierówności, rywalizację, wyścig, ciągłą walkę. Ten temat to nic nowego, ale by cokolwiek zmienić, kluczowe jest zrozumienie, co się dzieje. Społeczeństwo jest skłócone i zamiast szukać punktów wspólnych, skupia się na różnicach, na nieporozumieniach. Podsycają to media społecznościowe, których algorytmy podkręcają skrajności, dostarczając te informacje, które albo próbują udowodnić rację danej osoby albo pokazać pogląd totalnie przeciwny, wpędzając niemal w schizofrenię.

Świat wokół nas krzyczy, wrzeszczy, kłóci się, co fenomenalnie zostało ukazane w spektaklu w postaci szczekających psów, które wzajemnie się zagłuszały.  Skrajne stany emocjonalne, od euforii po rozpacz, rozdrobnienie informacji, ciągły natłok, podobnie jak nieustanny hałas, potrafią doprowadzić do szaleństwa. 

 

I jeszcze te wszechobecne telefony z aparatami, z kamerkami. Ciągła dokumentacja, bezrefleksyjna. Gdy ktoś upada, gdy komuś dzieje się krzywda, to zamiast mu pomóc, obecnie wyciąga się telefon i rejestruje zdarzenie. Po co? Do końca nie wiadomo. Sensacja, chwilowa sława, chęć pokazania się, poczucia się kimś, gdy nie reprezentuje się sobą niczego szczególnego. To chore. 

W tym wszystkim gubi się rozum, logika, prawda. Prowadzi to do polaryzacji społeczeństwa i zamykania ludzi w małych informacyjnych bańkach. Różnica zdań to nic złego, ale doprowadzona do skrajności eskaluje konflikty i jest zagrożeniem bezpieczeństwa.  Tancerki określiły ją następująco - polaryzacja nie jest jedynie różnicą zdań – to systemowy stan zapalny, w którym demokracja, podobnie jak organizm dotknięty chorobą autoimmunologiczną, przestaje rozpoznawać własne struktury jako przyjazne i zwraca się przeciw sobie, próbując wzajemnie się unicestwić. 

 


Taniec kontra technologia

Jak temu zaradzić? Jedynie działając wspólnie, bo w pojedynkę nie da się przeciwstawić większej grupie. Wspólnie stworzyć linię obrony -  wspólnotowe "przeciwciało". Dlatego też w przebieg spektaklu została zaangażowana publiczność, która stała się aktywnym uczestnikiem procesu naprawczego. Widzowie "zaopiekowali się" psami, a niektórzy z nich na finał zostali zaproszeni do wspólnego tańca - pełnego nie walki, lecz subtelnych, delikatnych ruchów, przynoszących uśmiech, radość, przyjemność. To, co dobre, co szczere, co ważne - na przekór temu, co dookoła. Co łączy, a nie dzieli. 

Czy trzeba było być wprawionym tancerzem, by wystąpić? Niekoniecznie - taniec jest dla wszystkich, tańczyć może każdy, jak chce, jak umie, jak czuje. Zewnętrznie, ale też wewnętrznie.  Chodzi o to, by czuć się dobrze, by zrobić to szczerze,  by odważyć się być sobą, a finalnie poczuć się wolnym. 

Udało się - to był świetny czas - cenny, owocny, pozytywny, oczyszczający. 



Kilka słów o tanecznej rewolucji

Tuż przed spektaklem odbył się wykład poświęcony rewolucji w tańcu. O odważnych kobietach, które nie bały się sprzeciwić obowiązującym regułom ruchu, estetyki i sceny i postawić na swoim opowiadała dr Joanna Czajkowska, podając przykłady artystek, które zmieniły postrzeganie ekspresji ciała i znaczenie tańca, które zbuntowały się, nie chcąc dopasowywać się do schematów, które chciały zrobić coś inaczej, lepiej, kierując się własną intuicją. Inspirująca opowieść była świetnym wprowadzeniem do emocji, których doświadczyliśmy podczas spektaklu - żywych i prawdziwych - których żadne nowe technologie nie są w stanie wygenerować. 



 Więcej zdjęć ze spektaklu tu: https://www.muamart.pl/index.php/immunokracja/