Niezależna, odważna, silna i niezwykle kreatywna - pochodząca z Chin Lane Shi to artystka, dla której nie ma żadnych stylistycznych granic, co udowadnia w ramach swojego osobistego projektu Otay:Onii, gdzie opowiada o swoich życiowych doświadczeniach szczerze i bezkompromisowo. Niezwykle zdolna wokalistka i kompozytorka wydaje w maju swój nowy, rewelacyjny album w berlińskiej wytwórni Pelagic Records. Album pełen barw, kontrastów i emocji. To świetna okazja, by wypytać ją o inspiracje dla tych niekiedy szalonych i absolutnie niespodziewanych pomysłów, o doświadczenia i wpływ zarówno tradycyjnej chińskiej kultury jak i zachodniego świata na jej twórczość.
Między Uchem A Mózgiem: Jak daleko jest od miłości do szaleństwa?
Otay:Onii: Są jednością! Nie zapominajmy też o trzecim rodzeństwie, spokoju...
MUAM: Mniej więcej tak się czuję słuchając Twojej nowej płyty... Jestem zachwycona Twoim spojrzeniem na sztukę i pomysłami muzycznymi, ale jednocześnie odrobinę wytrącają mnie one z równowagi. Jest tu mnóstwo kontrastów i niejednoznaczności, podobnie jak w życiu. Świetnie oddałaś ducha współczesnego świata, w którym dominuje chaos, ciągły napływ informacji i natłok danych płynących z mediów społecznościowych. Wszystko to przyczynia się do przebodźcowania. Nie masz wrażenia, że żyjemy w swego rodzaju cyrku, a wszystko jest jakąś paradą absurdu?
Otay:Onii: Zdecydowanie, mam bardzo podobne odczucia. Pozwól, że dodam co nieco do Twoich spostrzeżeń. Dostrzegam taki sztuczny podział na kwadraty i prostokąty - ci sami ludzie, którzy się domagają „praw człowieka”, to ci, którzy najbardziej je łamią - od ulic po pomniki, pełne śladów blizn i upokorzeń, a gdy odwrócisz głowę i przełączysz się na inną parę oczu pełnych zachwytu, nagle staliby się oni wszyscy uroczy, mili, przyjaźni i życzliwi dla siebie nawzajem. Czasami to jedyne pocieszenie, dzięki którym można przespać noc lub dwie. Ten świat nie ma spójności, nie ma jednolitości. Jednak jeśli traktujesz je osobno, po prostu wpadasz w kolejną pułapkę.
MUAM: Gdy doświadczamy niepewności, kłopotów, skomplikowanych sytuacji, naturalną reakcją obronną organizmu niekiedy staje się śmiech. Pomaga on ukoić emocje, odzyskać bezpieczną przestrzeń, co pięknie pokazujesz na tej płycie. Stosujesz tę taktykę obronną na co dzień?
Otay:Onii: TAK
MUAM: Często jednak jest tak, że nawet jeśli z pewnymi rzeczami damy sobie radę z pomocą śmiechu, wracają do nas późno w nocy i zaprzątają myśli. Jak wtedy sobie poradzić?
Otay:Onii: Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach nie radziłam sobie z tym zbyt dobrze. Zgłosiłam się do kliniki po pomoc i mam wspaniałych przyjaciół, którzy pomogli mi znaleźć odpowiedni system opieki zdrowotnej. Przepisano mi SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) - wypróbowałam kilka, a teraz próbuję je odstawić. Biegam, ćwiczę cardio. Przyjaciele przyjmowali mnie też często do siebie, wpierały mnie też ich zwierzęta, które dodawały mi otuchy. Niekiedy zapraszali mnie też na sesje Astrologii Purpurowej Gwiazdy (紫微斗数) po rady, wskazówki. Krótko mówiąc, życzliwość moich przyjaciół to prawdziwa pomoc, która pozwoliła mi odsunąć się od demonów i kłopotów. Śpiewam i piszę muzykę właśnie dla takich pięknych relacji.
MUAM: Wsparcie jest niezbędne, by dać radę iść przez ten świat. Ważne też, by w tym świecie pełnym absurdu i syfu starać się pozostać sobą, nie tracić głowy i nie próbować być jak inni. Jesteś artystką, która wie czego chce. Jesteś szczera i wobec odbiorców i wobec samej siebie. Jak pozostać wiernym sobie?
Otay:Onii: Kluczowa jest brutalna szczerość, do bólu. Przyznanie się do własnych błędów i wad, walka o własną narrację i zamiast szukać potwierdzenia i podziwu (to więzienie), spoglądanie w głąb siebie.
MUAM: Pełna zgoda. Przy tworzeniu sztuki kierujesz się filozofią samodzielnego działania - piszesz, śpiewasz i nagrywasz muzykę samodzielnie, to dla Ciebie bardzo osobiste, intymne doświadczenie. Czy jest to dla Ciebie forma terapii? Czy śpiew sprawia, że czujesz się totalnie wolna?
Otay:Onii: Tak, zdecydowanie!
MUAM: Troska o zdrowie psychiczne i równowagę emocjonalną jest w dzisiejszych czasach niezwykle ważna. Muzyka to jeden z najlepszych sposobów, by poczuć się lepiej. Masz jakieś inne sprawdzone rytuały, które pomagają Ci zachować równowagę, takie jak inne formy sztuki, czy może kontakt z naturą?
Otay:Onii: Zdecydowanie mogę polecić bieganie i ćwiczenia cardio przez godzinę dziennie. Przekonałam się na własnej skórze, że zdrowie jest ważne. To luksus rozmawiać o problemach, kiedy nasze ciało jest dosłownie w piekle i nie może wstać/wyjść z łóżka/wymiotuje/ma mdłości/pozbawione jest troski o jego jak najlepszy stan. To również skłania nas do dostrzegania innych rzeczy w życiu, które tak długo ignorowaliśmy. Żyj życiem (muzyką życia) bądź wiernym sobie, a wszystko samo przyjdzie.
MUAM: To prawda, bez zdrowia nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Z każdym kolejnym albumem zmieniasz się jako artystka. Jak nagrywało Ci się "Love Is In The Shit"?
Otay:Onii: To był najbardziej bolesny album od czasów MíngMíng冥冥.
MUAM: Tak czułam. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie życie bez muzyki? Miałaś kiedyś takie momenty, że muzyka nie pomagała Ci w osiąganiu równowagi albo chwile, gdy kompletnie traciłaś kreatywność?
Otay:Onii: Mogłabym. Gdybym miała teraz mniej szczęścia, byłabym zmuszona żyć teraz bez muzyki. Ale ludzie są w stanie znaleźć radość we wszystkim, co daje im pasję. Czym jest muzyka... Muzyka może być lekiem na trudy, zbiorem niezbędnych leków. Obecnie nie jestem w stanie bez niej żyć - płynie w moich żyłach, napędza moje ciało i duszę. Nie można się tak łatwo pożegnać z bratnią duszą :)
MUAM: Tak, paradoksalnie wydaje się to łatwe, ale wcale tak nie jest! Ja również nie umiałabym funkcjonować bez muzyki. Współczesny świat wypełniają nowe technologie - wykorzystujesz je w swojej kreatywnej pracy czy postrzegasz AI jako zagrożenie dla kreatywności?
Otay:Onii: Musimy być świadomi nowej technologii, która zrodziła się w najbogatszych laboratoriach, zbudowanych przez osoby posiadające władzę. Nie postrzegam jednak sztucznej inteligencji jako zagrożenia, widzę w niej kolejnego muzyka, jeśli wystarczająco się rozwinie.
Czy postrzegam innych muzyków jako zagrożenie? NIE. Jeśli chodzi o mnie, wyznaczam sobie granice wykorzystywania sztucznej inteligencji – NIGDY NIE MOGĄ MI ODEBRAĆ PRZYJEMNOŚCI Z TWORZENIA MUZYKI. NIE MA TAKIEJ OPCJI!
Czego używam w swojej pracy twórczej? Mam bank dźwięków, które nagrałam i uzupełniam regularnie na moim przenośnym dyktafonie w telefonie. Jestem pewna, że kiedyś jakiś artysta nagrywający na taśmie powiedziałby ci: „Nagrywanie na dyktafonie to zbrodnia”. Potem wchodzi komputer i Ableton. Warto jeszcze podkreślić, jak wielką rolę odegrał tu mój keytar, który towarzyszy mi od dwóch lat i na którym zaprojektowałem większość dźwięków na ten album.
Myślę, że same narzędzia nie są problemem, to umysł i serce są silnikiem. Szkoda jednak, że niezależnie od tego, jaka technologia pojawi się na tym świecie, ludzie o złym sercu znajdą sposób, by wyrządzić krzywdę. Musimy przyznać, że to, czego nauczyliśmy się od sztucznej inteligencji, to fakt, że jest to niezwykle potężna technologia (czy cokolwiek innego). Czy powinniśmy ją zniszczyć, żeby ludobójstwo nie stało się tak łatwe dzięki jej postępowi? Jasne, ale jeśli myślisz, że zło się tu kończy, to nie dostałaś nawet trójki z historii. Jeśli świat kiedyś się skończy, powodem nie będzie technologia, lecz kłopoty z właściwym funkcjonowaniem ludzkiego serca.
MUAM: Sporo jest kontrastów na tej płycie także pod kątem formy kolejnych rozdziałów - są tu ekstremalnie krótkie fragmenty jak i rozbudowany utwór końcowy. Są przepiękne melodie, kojący ambient jak i maniakalne krzyki, które czasem mogą wydać się paskudne, ale jest w nich ogrom piękna. W każdej nucie na tym albumie jest ogromna wartość emocjonalna! Mam niekiedy wrażenie, że czasem trzeba sięgnąć dna, by ponownie powstać z nową siłą i lśnić - jak myślisz?
Otay:Onii: Tak, jest wielu artystów, którzy nigdy nie byli na dnie tak jak ja, ale z pewnością każdy ma swoje upadki, mówię to bez intencji robienia głupiej gry psychologicznej „kto doświadczył większego bólu”. Każdy jest dziś mniej lub bardziej złamany - czy to nie zabawne, że to nas czasami łączy? Jeśli tak, niech tak będzie. Jeśli tak, świętujmy to. Jeśli tak, skorzystajmy z okazji, by się zjednoczyć! Na przykład „Love from Survivors” to piosenka dedykowana tym, którzy wciąż potrafią kochać po doświadczeniu cierpienia.
MUAM: Gdzie obecnie działasz? Czytałam, że mieszkałaś w Stanach Zjednoczonych, ale tak pomyślałam, że skoro podjęłaś współpracę z Pelagic Records, to może przeniosłaś się do Europy. Mam nadzieję, że niedługo ruszysz w trasę po Europie! Co sprawiło, że zdecydowałaś się wyjechać z Chin?
Otay:Onii: Niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie z wielu powodów, wybacz. Czemu wyjechałam z Chin? Wiesz, byłam na tyle naiwna, by wierzyć że opuszczając Chiny odnajdę wolność i swobodę.
MUAM: W pełni rozumiem. Jak miejsce Twoich narodzin wpłynęło na Twój muzyczny rozwój?Czy tradycyjna kultura chińska stała się dla Ciebie inspiracją, czy raczej od zawsze Twoje inspiracje skierowane były ku dziedzictwu zachodniemu (Europie, USA)?
Otay:Onii: Język chiński jest naprawdę piękny. Pełen jest idiomów, poetyckich wyrażeń i wymyślonych słów. Wciąż ewoluuje, do dnia dzisiejszego. Jestem domatorką, co mam po mamie. Bardzo doceniam wiedzę i doświadczenie, którym się ze mną dzieliła. Doceniam też kulturę zachodu, wciąż się jej uczę, w tym także języka angielskiego :)
MUAM: Świetnie sobie radzisz językowo! Z artystycznego punktu widzenia można porównać Cię do Bjork, jednej z najwspanialszych i najbardziej innowacyjnych artystek na świecie. Mam nadzieję, że to dla Ciebie komplement. Czy była dla Ciebie jedną z inspiracji, by kierować się w sztuce odwagą i przekraczać artystyczne granice, także wokalnie? Kto Cię ukształtował?
Otay:Onii: Zdecydowanie, kocham i podziwiam Bjork. Ukształtowały mnie życiowe doświadczenia oraz kino i artyści, przede wszystkim: Jodorowsky, Michael Haneke, Leo Carax, Gasper Noe, Michel Gondry, Lou Ye, Zhangke Jia, Jie Yang ( serial Journey to the West TV ), Queen Adreena, Edith Piaf, Nina Simone, Jeff Buckley, Jay Chou...
MUAM: Czuję, że "Love Is In The Shit" pokazuje nie tylko Twój wspaniały rozwój pod względem artystycznych pomysłów, ale także rozwój umiejętności wokalnych. Jak się czujesz jako wokalistka?
Otay:Onii: Dziękuję! Umysł i ciało ściśle współpracują ze sobą. Myślę, że jeśli chcesz opowiedzieć historię, nie obrazisz się, jeśli Twój głos się załamie, prawda? Za każdym razem, gdy śpiewam, nie przeszkadza mi kruchość mojego głosu i śpiewam lepiej, grając na pianinie lub tańcząc :) – wszystko to pomaga mi przekazać to, co zawarłam w scenariuszu.
W przyszłości chcę więcej podróżować, być trubadurem, którym jestem od dawna, i śpiewać, kiedy tylko mam na to ochotę (chyba że wybudzę kogoś wykończonego życiem z głębokiej drzemki).
MUAM: Otay:Onii to znacznie więcej niż sama muzyka - to spektakl, transmisja emocji w możliwie najczystszej, najbardziej surowej formie. Właśnie dlatego Twoje koncerty są tak spektakularne i pamiętne. Jak się czujesz na scenie? Czy jest to bardziej dla Ciebie forma przybierania konkretnej roli i opowiadania historii, czy konfrontacja z osobistymi emocjami w nowym świetle, powrotu do pewnych wspomnień?
Otay:Onii: Czasami czuję zawroty głowy na scenie, może dlatego, że mówiłam o jakiejś części mojego życia, która jest zbyt traumatyczna, ale potem muzyka uratowała mi życie. Jest tak uzdrawiająca, że zmartwychwstałam na miejscu, cały proces trwał może 2-3 sekundy, niektórzy to zauważyli, inni nie, i myślę tu przede wszystkim o tych przyjaciołach, którzy mnie ostrzegali: „jeśli za każdym razem będziesz zbyt prawdziwa, zrobisz sobie krzywdę”.
Wierzę, że jeśli rzeczywiście mnie zrani, to znaczy, że coś czułam. Nie ma jednak innego sposobu, żebym mogła stanąć na scenie. Chcę zbudować prawdziwe więzi z każdym, kto poświęca mi czas, energię i przestrzeń tego wieczoru. Jeśli w to wchodzisz, zrób to z PEŁNĄ AUTENTYCZNOŚCIĄ, która sprawi, że będzie to wartościowe dla obu stron. Kto wie, może publiczność poczuje tak intensywne emocje jak ja. Mam nadzieję, że moja muzyka ma moc naprawy rozbitej rzeczywistości zarówno na scenie jak i poza nią.
MUAM: Skonstruowałaś na potrzeby występów promujących ten album coś wyjątkowego - urządzenie do zniekształcania dźwięku, które przypomina "kupę gówna wyrastającą z lotosu". Jak to brzmi?
Otay:Onii: Brzmi jak rozciąganie kupy ciasta, która nazywa się dźwiękiem. Ma ono magię zatrzymywania czasu, wciągania cię w otchłań sekund, milisekund, nanosekund. Siedź w ciszy w przerwach między kluczowymi momentami, zapnij pasy bezpieczeństwa.
MUAM: Przekonałaś mnie. Mam nadzieję, że zobaczymy się niebawem na trasie. Dziękuję Ci pięknie za Twój czas, to zaszczyt.
Otay:Onii: Dziękuję pięknie, to wiele dla mnie znaczy :)
"Love Is In The Shitt" Otay:Onii ukaże się 8 maja 2026 roku nakładem Pelagic Records.
Albumu możecie posłuchać tu: https://otayonii.bandcamp.com/album/love-is-in-the-shit
Fizyczne nośniki są dostępne tu: https://pelagic-records.com/?s=otay&post_type=product
