Od końca lat siedemdziesiątych manifestują poprzez muzykę swoje niepodległościowe aspiracje, łącząc rdzenne brzmienia Tuaregów z wpływami muzyki zachodniej. Tinariwen po kilkuletniej przerwie powrócili do Warszawy z nową płytą i zabrali publiczność w muzyczną podróż tam, gdzie króluje piasek i wiatr, opowiedzianą charakterystycznym bluesowym brzmieniem, u którego podstawy trwa wiele lat życiowych zmagań i walki o wolność.
Piasek, wiatr, przestrzeń
Każdy rejon świata ma swoje charakterystyczne brzmienie. To rdzenne, które definiuje dany region, sprawia, że jest rozpoznawalny. Tinariwen wywodzą się z plemienia Tuaregów, zamieszkującego północnoafrykańskie pogranicze Mali i Algierii, od lat walczącego o niepodległość. Stworzyli swój własny charakterystyczny styl, łącząc brzmienie pustyni z wpływami bluesa. Od lat strzegą pilnie swojej kultury i tradycji i opowiadają o niej koncertując na całym świecie. Ich pustynny blues fascynuje publiczność już od ponad czterech dekad!
Nic w tym dziwnego - w tych śpiewach na głosy, nieco chropowatych, w partiach gitar i rytmicznych uderzeniach bębnów naprawdę da się poczuć aurę otaczającego zewsząd piasku, wdzierającego się w każdą najmniejszą przestrzeń oraz tak charakterystyczną dla regionu tradycję wspólnego śpiewania przy ognisku!
Ponad cztery dekady pustynnego bluesa
W kolejną swoją światową podróż Tinariwen wyruszyli promując swój dziesiąty album "Hoggar". Jego tytuł wywodzi się z gór Hoggar Mountains - wyrastających z pustyni masywów, które są symbolem ojczyzny dla wielu przesiedlonych ludzi. Muzyka grupy niezmiennie od lat pozostaje takim punktem odniesienia — miejscem, w którym kolejne pokolenia mogą odnaleźć i rozwijać własną pieśń - bardzo melodyjną, a zarazem bardzo cenną, bo nasyconą ważnym przesłaniem - wolą niezależności, duchem buntu.
Nomadzi swoją muzykę sami określają mianem assuf, co w języku Tamasheq oznacza „tęsknotę” lub „nostalgię za domem”. Jest ona wyraźnie w tym bluesie wyczuwalna. Przeważnie Tinariwen nagrywali swoje płyty pośród surowych krajobrazów środkowej Sahary, czerpiąc inspirację z dźwięków natury. Jednak w ostatnich latach, z powodu niestabilnej sytuacji politycznej w Mali, zespół musiał szukać nowych miejsc do pracy, choćby w Algierii, gdzie powstał nowy album. Do starszych muzyków dołączyło młodsze pokolenie artystów, wnosząc do brzmienia nową energię.
Egzotycznie i z pomysłem
Taki był też warszawski koncert Tuaregów - bardzo nostalgiczny, a zarazem niezwykły i nieco egzotyczny, nie tylko za sprawą brzmienia, ale też charakterystycznego ubioru - długich pustynnych szat i turbanów zwanych shesh. Od pierwszych minut publiczności udzieliła się aura tego wyjątkowego brzmienia - bujającego, rytmicznego, melancholijnego, ale też bardzo przyjemnego i kojącego. Fani ciepło i serdecznie reagowali na każdy kolejny zaproponowany utwór, przyłączając się do charakterystycznych tańców i rytmicznego klaskania. Choć wiele słów ze sceny nie padło, muzycy byli bardzo serdeczni - pytali nawet o podstawowe zwroty w języku polskim. Niektórzy fani odpowiadali im nawet w ich rodzimym języku! To zbudowało atmosferę porozumienia i wspólnie celebrowanego święta.
Był to naprawdę ciekawy wieczór - pozwalający na bliższe poznanie tak egzotycznej dla nas kultury, a także na zwyczajną i nieskrępowaną radość słuchania muzyki - w przyjemnej sali klubu Progresja ta wyjątkowa muzyka zabrzmiała w pełnej krasie - opatrzona subtelnymi światłami i odpowiednio nagłośniona. By zachować wspomnienia na dłużej, oczywiście można było też wyjść po koncercie z pamiątką zakupioną na stoisku z merchem. Były płyty, koszulki, ale nie zabrakło też ważnego przesłania - cały dochód ze sprzedaży plakatów został przeznaczony na pomoc ludności w północnym Mali.
Więcej o historii Tinariwen tu: https://www.tinariwen.com/About
Nowej płyty zespołu możecie posłuchać tu: https://tinariwen.bandcamp.com/album/hoggar
Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie tu: https://www.muamart.pl/index.php/tinariwen/
![]() |




