środa, 29 lipca 2026

Metalowa klasyka i świeże spojrzenie, czyli o występach Voivod i SALO w Drizzly Grizzly

Kanadyjska legenda metalu, która ukształtowała gusta muzyczne kilku pokoleń słuchaczy i świeża, bezkompromisowa siła z Trójmiasta - w poniedziałkowy wieczór stoczniowe Drizzly Grizzly gościło legendarny Voivod, który powrócił do Gdańska po pamiętnym występie na Mystic Festivalu w 2023 roku oraz nowy zespół znad morza  - SALO. W przytulnej przestrzeni klubu raz jeszcze można było przekonać się, że metal niejedno ma imię i jest to muzyka, która niezmiennie potrafi zaskakiwać.  

 


 Nowa siła na trójmiejskiej scenie metalowej

"SALO jest wytworem sadystycznej wyobraźni osadzonym w ponadczasowej rzeczywistości, skreślającym nadzieję, sens i stabilność. Złożony z trójmiejskich odmieńców, których nie powinno nic łączyć, a jednak łączy ich prawie wszystko. Chaos, śmierć, rozpacz, niezgoda, cierpienie, dyshonor, destabilizacja" - tak zapowiadali swój debiutancki występ kilka miesięcy temu i trzeba przyznać, że ten opis jest nadzwyczaj trafny Bezkompromisowi, głośni, ale też ambitni i chcący przekazać swoją twórczością coś zdecydowanie więcej niż hałaśliwe dźwięki, przy których można się wyżyć i wykrzyczeć to, co doskwiera - tak grają  Szymon Browarczyk, Krzysztof Hadrych, Michał Banasik i Łukasz Kumański - grupa przyjaciół, którzy nie boją się ryzyka i stawiają w tej muzyce wszystko na jedną kartę. 


Nie mam pojęcia, jak długi to był koncert i z ilu utworów się składał - był to spójny, niesamowicie intensywny lot, pełen rozdzierających emocji.  Show od samego początku koncertu skradł Szymon Browarczyk, który integrował się z publicznością od pierwszych minut, krążąc wśród przybyłych i hipnotyzując ich swoją charyzmą. Mocy dźwiękowej nie szczędzili jego przyjaciele, budujący zręcznie gatunkową hybrydę, której nie sposób jednoznacznie zdefiniować. Świetnie w metalowej agresji odnalazł się na co dzień kojarzony głównie ze sceną jazzową Krzysztof Hadrych, który udowodnił, jak wszechstronnym jest muzykiem. 

 Ten hałaśliwy performance był zdecydowanie doświadczeniem nietuzinkowym i odświeżającym metalową formułę, która choć zawsze dostarcza niezbędnej mocy, ciężaru i uderzenia, niekiedy bywa przytłaczająca, gdy brak jej różnorodności. Tu zgadzało się wszystko, a to dopiero początek tej muzycznej podróży... 



 

Niezmiennie silni i oryginalni 

Niemal czterdzieści pięć lat na scenie, kompozycje, które wymykają się gatunkowym szufladom i niesłabnąca siła rażenia - Voivod to klasa. Niewiele jest takich zespołów jak Kanadyjczycy, którzy mimo upływu lat wciąż nie boją się podejmować ryzyka i iść własną drogą. Zaczynali od thrash metalu, ale szybko skręcili stylistycznie w stronę bardziej rozbudowanego, progresywnego brzmienia. Zawsze robili swoje, szli pod prąd i zamiast usilnie zabiegać o wielkie stadiony zawsze stawiali na jakość. 

 Występowi od pierwszej do ostatniej minuty towarzyszyła naprawdę fajna energia. Publiczność głośno dopingowała zespół, który dawał z siebie maksimum, nie dając po sobie poznać jakichkolwiek oznak zmęczenia. "Dziadki dają radę!" - komentowali wzruszeni i szczęśliwi fani, których na koncercie było kilka pokoleń - zarówno ci, którzy dopiero swoją przygodę z metalem zaczynają i dowiedzieli się o zespole niedawno, jak i osoby obeznane w gatunkowych meandrach, które dokładnie wiedziały, czego oczekiwać od występu. Zespół wrócił do Gdańska po kilku latach od pamiętnego koncertu na Mystic Festivalu i dostarczył raz jeszcze muzyki na najwyższym poziomie. 


 

Choć Voivod do Europy przyjechali bez oryginalnego wokalisty Snake'a, który z powodów rodzinnych został w Kanadzie, charyzmy płynącej ze sceny nie brakowało. Obowiązki wokalne przejął były basista i wokalista grupy, Eric Forrest, który świetnie poradził sobie z przekrojowym materiałem. Zawarte w tekstach wątki science-fiction i postnuklearne, apokaliptyczne wizje przyszłości okazują się po latach niezmiennie aktualne, w czasach nadmiernego rozwoju technologii, która stopniowo przejmuje kontrolę nad człowieczeństwem, budząc dyskusję nad etyką współcześnie używanych narzędzi, ze sztuczną inteligencją na czele. 

Za perkusją dwoił się i troił Away, a gitarzyści świetnie prowadzili mocne, konkretne, ale i niekiedy połamane  kompozycje. Wszystko do siebie pasowało. Nieco ponad godzinny występ był nieco za krótki, ale za to bardzo intensywny, skrojony bardziej pod koncerty festiwalowe niż klubowe. Nie zmienia to jednak faktu, że był zdecydowanie wart uwagi, stając się celebracją bogatego, wieloletniego dorobku kanadyjskiej grupy, która ukształtowała muzyczne gusta kilku pokoleń fanów ciężkich brzmień. 


Więcej zdjęć tu: 

SALO: https://www.muamart.pl/index.php/salo/

Voivod: https://www.muamart.pl/index.php/voivod-ii/