środa, 14 października 2026

Hippotraktor: Wspólna praca nad "Annihilist" zacieśniła więzi między nami

Bezimienny bohater - najpierw samotny i próbujący się odnaleźć w świecie, następnie wchodzący w interakcje z ludźmi, które nie kończą się pozytywnie. Tym razem znajdujący się w stanie pośrednim, między końcem a odrodzeniem, tkwiący gdzieś pomiędzy, w cyklu. Wszystko to opatrzone muzyką niebanalną, piękną, balansującą między post-metalową przestrzennością i progresywnym wyrafinowaniem. 

Belgijski Hippotraktor wraca z trzecią płytą, na której łączy techniczną precyzję z lekkością wykonania, z pięknymi harmoniami i melodiami. O inspiracjach i wyzwaniach związanych z wydaniem "Annihilist" rozmawiałam przesympatycznym i bardzo skromnym z założycielem i pomysłodawcą zespołu Chiaranem Verheydenem.  

 

Hippotraktor w 2026 roku, fot. materiały prasowe

 

Między Uchem A Mózgiem: Dzięki za kolejny świetny album pod szyldem Hippotraktor. Przyglądam się zespołowemu rozwojowi od czasu debiutu. Zacznijmy w takim razie od początku - od pierwszej idei, która sprawiła, że ten zespół przyszedł na świat. Co Cię zainspirowało?

Chiaran Verheyden: Dzięki piękne, faktycznie kilka dobrych lat już działamy. Pierwsze pomysły na zespół pojawiły się w 2017 roku. Zaczynaliśmy jako trzyosobowy skład, który na przełomie 2019 i 2020 roku przerodził się ostatecznie w kwintet. Marzył mi się zespół w stylu Animals As Leaders, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że nie jestem tak sprawny instrumentalnie. Zajmowałem się ( i do dziś zajmuję się) inżynierią dźwięku, produkcją, nagrywaniem, miksowaniem płyt. Chciałem mieć jednak coś swojego, tworzyć muzykę, poprzez którą będę mógł się wypowiedzieć, wyrazić swoje emocje. Byłem sfrustrowany tym, co działo się w moim życiu i chciałem coś z tym zrobić. 

Hippotraktor stał się też dla mnie przestrzenią do rozwijania zainteresowania muzyką progresywną, strukturami utworów, harmoniami. Od dawna przyjaźniłem się ze Stefanem de Graefem z Psychonaut. Pracowałem nad produkcją i nagrywaniem jego muzyki. Wysyłaliśmy sobie wzajemnie pomysły. Pewnego dnia powiedział mi, że napisał linię wokalu do jednego z moich utworów. Nie wiedziałem jak to odebrać, byłem silnie emocjonalnie związany z tymi utworami, bałem się tego posłuchać. Wiesz, wkładałem w nie wiele energii, a i tak nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów, bo nie było okazji do grania tego materiału na żywo. Pewnego dnia Stefan zaproponował, że dołączy do zespołu. Był pewien, że chce się tego podjąć, mimo że działał już w Psychonaut. Okazało się, że stał się tym brakującym elementem układanki i całość popłynęła w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. To było idealne połączenie. 


MUAM: To bardzo ciekawe, jak rola muzyka zmienia się w zależności od projektu, w którym uczestniczy, a także liczby osób w danym zespole. Najpierw współpracowałeś z Psychonaut, który jest triem, później dla własnego tria, a następnie Hippotraktor zmienił się w kwintet. Jak postrzegasz tę zmianę roli? 

Chiaran: Myślę, że Stefan odpowiedziałby na to pytanie lepiej, bo pisze teksty i linie wokalne dla Psychonaut i dla Hippotraktor. Nie mam pojęcia jak jest w stanie to pogodzić, a jednak radzi sobie z tym układaniem historii świetnie, zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem jego talentu. 

Charakter twórczości Hippotraktor zmienił się też wraz z dołączeniem Kristofa Du Jardina, który gra na gitarze i śpiewa. Teraz mamy dwóch gitarzystów. Jego udział w powstawaniu "Annihilist" był naprawdę cenny, dodał do tej muzyki wspaniałe rzeczy. Ale tak, masz rację, że gdy w jednym zespole się gra i tworzy muzykę, jednocześnie pracując nad produkcją i miksem innego, zmienia to perspektywę i spojrzenie na muzykę. 



MUAM: Od wydania debiutu Hippotraktor, "Meridian" mija pięć lat. Właśnie ukazał się trzeci rozdział Waszej opowieści, której bohaterem jest ta sama bezimienna osoba. Wszystkie albumy łączą się ze sobą. Opowiesz mi o tym pomyśle na koncept?

Chiaran: To prawda, mają ze sobą coś wspólnego, ale nie jest to trylogia w czystym sensie. Bohatera opowieści wymyślił Stefan. Na "Meridian" był on samotny i nie wiedział, jak odnaleźć się w świecie. Na "Stasis" doświadczył pierwszego kontaktu z ludźmi, zmagał się ze zrozumieniem ich intencji i odnalezieniem życiowej drogi, próbował współpracować, rywalizował z nimi, zupełnie jak w rzeczywistości, z którą każdy z nas się zmaga. W finale tej opowieści umiera. Na "Annihilist" protagonista tkwi w stanie pośrednim między śmiercią i odrodzeniem, nie jest pewien, gdzie się znajduje. Zdaje sobie sprawę, że tkwi w cyklu, z którego chce się wyrwać. Ten bohater będzie prawdopodobnie powracał na kolejnych albumach i będzie narratorem dalszych opowieści. 

Ostatnie lata były dla każdego z nas bardzo wymagające, wiele się działo. Podczas prac nad "Stasis" wszystko życiowo układało się pomyślnie, teraz natomiast dopadły nas różne życiowe wyzwania. Zmarł tata Stefana, o czym śpiewa on też na "World Maker" Psychonaut. Te emocje są też silnie obecne na "Annihilist". To opowieść o tym, jak żyć po bolesnej stracie członka rodziny. Każdy z nas w tym okresie przechodził etap smutku, żałoby, trudnych emocji. Praca nad tym albumem nas zjednoczyła, zbliżyła nas do siebie, sprawiła, że nasza przyjaźń stała się jeszcze silniejsza i z tego jestem najbardziej dumny.  


MUAM: Przyjaźń to bardzo cenna sprawa, tym bardziej we współczesnym świecie, który stawia nam wiele wyzwań. Ważne, by działać kolektywnie i wspólnie pokonywać różne przeciwności. Wtedy jesteśmy silniejsi. 

Chiaran: To prawda i te nastroje również znalazły odzwierciedlenie w naszej nowej muzyce. To jest właśnie piękno muzyki - pozwala opowiadać o tym, co uniwersalne, niezależnie od tego, w co się wierzy. Pozwala jednoczyć ludzi. Każdy z nas w zespole ma nieco inne poglądy i spojrzenie na świat, a jednak muzyka jest ponad tym wszystkim. Jednoczymy się, by wspólnie tworzyć coś pięknego. Mam nadzieję, że te dźwięki zadziałają w ten sposób też na publiczność, która jest przecież jeszcze bardziej różnorodna. 


MUAM: Pięć lat to niby niewiele, a jednak od czasu pandemii sporo się zmieniło - świat poszedł do przodu, ale też stał się szybszy. Dostrzegasz te zmiany? 

Chiaran: Zdecydowanie tak. Z mojej osobistej perspektywy też sporo się zmieniło. Napisałem większość "Meridian" będąc jeszcze na studiach, na etapie finalizowania ich i wchodzenia w etap prób funkcjonowania jako muzyk. Obecnie życie artysty rzuca nam wiele wyzwań - nie tylko pod kątem twórczym ale też tego, jak przetrwać. To niemałe wyzwanie. 

Staliśmy się nieco bardziej rozpoznawalni, co też niesie ze sobą nowe sprawy do rozwiązania. Z finansowego punktu widzenia dopiero teraz osiągamy próg, w którym zaczyna to wszystko mieć sens. Na początku inwestowaliśmy w zespół mnóstwo środków, "Stasis" pozwolił nam wyjść na zero o tyle, że nie musiałem już np. kupować strun do gitar, ale to jeszcze długa droga, by każdy z członków zespołu mógł zająć się wyłącznie działalnością w zespole i odpuścić pracę na etacie. Połączenie pracy, wychowania dzieci i gry w zespole niekiedy jest niemal niewykonalne. Mimo tych wszystkich przeciwności cieszymy się ogromnie, że możemy grać. Doceniamy to tym bardziej, że był już czas, w którym koncerty nie odbywały się. Cieszymy się, że ludzie przychodzą nas posłuchać, spędzić czas na koncercie, że są zainteresowani. To bardzo cenne i budujące chwile. 


MUAM: Sztuka jest nieodłączną częścią życia, niezbędną do zachowania równowagi, świeżego spojrzenia na świat, odnalezienia czegoś pozytywnego. 

Chiaran: To prawda, jest niezbędna. Kiedy trzeba walczyć o przetrwanie na różne sposoby – by mieć co zjeść czy opłacić rachunki, a czasem wręcz dosłownie walczyć o byt, co dla wielu osób jest dzisiejszą rzeczywistością – zapominamy, jak ważne jest jednoczenie się i bycie razem; a to niestety też kosztuje. Politycy nie są zainteresowani finansowaniem sztuki. To nie jest inwestycja przynosząca natychmiastowy zwrot; to coś, co buduje się cierpliwie i wymaga czasu, pasji oraz miłości, by móc się rozwijać. Mimo to udaje mi się łączyć ludzi  dzięki muzyce. To mimo wszystko bardzo budujące. 


MUAM: Mam nadzieję, że niebawem uda się posłuchać Hippotraktor w Polsce! 

Chiaran: Czuję, że jesteśmy blisko dopięcia szczegółów. Było już kilka szans, by dopracować konkrety, jesteśmy coraz bliżej. 

 

MUAM: Pomyślałam o wspólnej trasie Psychonaut i Hippotraktor, ale byłoby to wyzwanie dla Was...

Chiaran: Najtrudniej byłoby Stefanowi śpiewać podczas dwóch występów, ale sam zaproponował mi taką trasę kilka tygodni temu. Skoro jest na to gotów, to ja tym bardziej jestem na tak! 

 



MUAM: Jak zmieniło się Twoje podejście do bycia na scenie w ciągu tych kilku lat?

Chiaran: Czuję się bardziej komfortowo niż na początku, ale zawsze będę się tym przejmował. Tak już mam. Gdy zaczynałem przygodę z Hippotraktor często myślałem, że to nie dla mnie. Byłem zestresowany i przerażony przed każdym występem. Przez kolejne lata starałem się być dla siebie nieco łagodniejszy i bardziej wyrozumiały. Uświadomić sobie, że to tylko muzyka, że przecież nic strasznego się nie wydarzy. Jesteśmy grupą ludzi grających dla innych ludzi, którzy przyszli posłuchać muzyki i spędzić miło czas. Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy swoje lepsze i gorsze dni, ale zawsze staramy się dać z siebie maksimum. Czasem może coś nie wyjść, coś może pójść inaczej niż zakładaliśmy, ale idąc na koncert przecież się z tym godzimy, że nie będzie tak samo jak na płycie. Świadomie rezygnujemy z siedzenia na kanapie, by czegoś doświadczyć. 

W tym chaosie koncertu jest niewątpliwie coś pięknego. Ostatnim razem sporo rzeczy poszło nie po naszej myśli, ale ostatecznie daliśmy radę, było dobrze. Gdy po zejściu ze sceny rozmawialiśmy z grupą fanów, która odważyła się podejść, by pogadać, okazało się, że bardzo im się podobało. Dlatego też trochę odpuszczam, staram się wyluzować. Stres nie jest dla mnie niczym nowym, przywykłem do tego. Z drugiej strony jeśli przestałbym się stresować, mogłoby to oznaczać, że przestało mi zależeć. Nie wiem jak radzą sobie z tym wielkie gwiazdy, które grają od dziesiątek lat - chyba są już na to wszystko odporni... U mnie to tak nie działa (śmiech). 

 

MUAM: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak naprawdę publiczność na koncercie koncentruje się nie na wyłapywaniu jakiś różnic w brzmieniu studyjnym i na żywo, lecz na energii wieczoru, na atmosferze i emocjach, które płyną ze sceny. Tak naprawdę nieliczni zauważą, że w ogóle był jakiś błąd. To często bardzo subiektywne odczucie. 

Chiaran: Nagrywamy większość naszych koncertów, by uczyć się być jeszcze lepszymi, by się rozwijać, by wyłapać to, co zrobiliśmy źle i następnym razem zrobić coś lepiej. Czasem oglądanie tego zapisu jest jeszcze bardziej stresujące niż sam koncert. Ciekawe jest to, że gdy grasz, te "złe" chwile wydają się trwać w nieskończoność. Tak naprawdę jest to jednak faktycznie chwila. Postrzega się ten czas zupełnie inaczej. Ale dobrze jest wiedzieć, że coś miało miejsce, naprawić to, by móc czerpać przyjemność z dalszej gry. Na scenie przecież chodzi przede wszystkim o to, by dobrze się bawić!

 

MUAM: No jasne! Nasze umysły potrafią często płatać figle, także w codziennych życiowych sytuacjach. Te trudne, złe momenty zdają się trwać wiecznie, a to, co dobre, szybko umyka. 

Chiaran: Tak, koncertowe problemy są dobrą analogią do życiowych sytuacji. Jeśli coś się wydarzy, warto spróbować spojrzeć na to z dystansu. Zatrzymać się, zrobić krok w tył i przeanalizować. Zawsze się czegoś uczymy. To nieustanny proces. 



MUAM: Komponowanie to także proces rozwoju, prawda?

Chiaran: Zdecydowanie, to niekończąca się podróż. Tym razem starałem się zachować prostotę – nie wiem, czy się udało, ale postawiłem na więcej melodii. Bardzo zależało mi na wokalnych melodiach i potężnych refrenach; chciałem stworzyć coś, co zachęciłoby moje młodsze „ja” do zainteresowania się muzyką progresywną. Nie zawsze mnie interesowała – nauka słuchania muzyki wymaga czasu. Chciałem stworzyć coś, co spodobałoby mi się, gdy byłem nastolatkiem – coś nieskomplikowanego, bardziej przystępnego. Chciałem opowiedzieć historię i odejść od muzyki tworzonej wyłącznie z myślą o muzykach. Stworzyć coś, co mogłaby docenić też np. moja mama. Nie chodziło o komercyjny potencjał i "sprzedanie się", lecz o znalezienie równowagi – balansu między kunsztem muzycznym, pięknymi harmoniami, melodiami i aranżacjami. Stefan jest dla mnie prawdziwą inspiracją. Jest niezwykle utalentowany; komponując "World Maker" stworzył dzieło, które mocno do mnie przemówiło - trudno jednoznacznie określić, co chwyciło najbardziej, ale zdecydowanie jest w tym szczerość. Być szczerym i otwartym, a jednocześnie pozostać sobą – właśnie to chciałem osiągnąć. To, czy się udało, ocenią już słuchacze. 

MUAM: To piękna i szczera płyta, której naprawdę świetnie się słucha. Wielu muzyków mówi, że najtrudniejszą rzeczą jest dla nich napisanie dobrej prostej piosenki - nie takiej, która będzie banalna, ale która się wyróżni. Jest w tym sporo prawdy. 

Chiaran: Masz całkowitą rację. Do tego właśnie dążyłem, by stworzyć dobre, proste piosenki, które przetrwają, których można słuchać przez lata, w których jest równowaga między harmoniami, melodiami i szczerością. 

Na nowej płycie faktycznie obecna jest pewna doza prostoty. Kiedy niedawno – dokładnie w dniu premiery, po zamknięciu wszystkich spraw związanych z wydaniem albumu – ponownie przesłuchiwałem nasz materiał uświadomiłem sobie, że chyba się udało zrealizować ten cel. Jestem zadowolony z finalnego efektu. Od chwili rejestracji tych utworów minęło sporo czasu. Zmieniłem perspektywę. 

 

MUAM: Równowaga między ciężarem i lekkością jest tu fajnie zachowana. Utwory płynnie w siebie przechodzą, całość brzmi świetnie i selektywnie. To naprawdę fajna podróż, tym bardziej, że lubię spójne historie. Myślę, że spodoba się fanom progresywnych i post-metalowych brzmień. 

Chiaran: Jeśli ludziom się spodoba – świetnie; jeśli nie, może wyciągnę wnioski i następnym razem zrobię coś lepiej? Spróbuję stworzyć coś innego, ale wciąż pozostając w zgodzie z samym sobą. Lektura recenzji "Stasis" sprawiła, że sporo się nauczyłem i mogłem spojrzeć inaczej. Ten nowy materiał jest dla mnie ważniejszy niż poprzednie i jeszcze bardziej osobisty. Przy "Stasis" próbowałem udowodnić odbiorcom swoją wartość. Tym razem nie staram się już niczego udowadniać – po prostu tworzę muzykę. To znacznie lepsze uczucie. Pracując nad drugim albumem Hippotraktor naprawdę odczuwałem presję związaną z wydaniem następcy debiutu, teraz natomiast towarzyszyła mi wyłącznie radość tworzenia. Już teraz jestem szczęśliwy!

MUAM: Ja też bardzo się cieszę, że dotarła do mnie Twoja muzyka i że udało się spotkać. Dzięki piękne za Twój czas, to była czysta przyjemność. Do zobaczenia w Polsce, oby niebawem! Trzymam kciuki! 

Chiaran: Dzięki piękne, jestem niemal pewien, że zobaczymy się niedługo!  

"Annihilist" ukazał się 2 października 2026 nakładem Pelagic Records. 

Albumu możecie posłuchać tu: https://hippotraktor.bandcamp.com/album/annihilist

Fizyczne egzemplarze albumu są w sklepie Pelagic Records: https://pelagic-records.com/