środa, 11 lutego 2026

Feuerschwanz: Nieustannie stawiamy sobie wyzwania

Uwielbiają poznawać nowych ludzi, podróżować po świecie i dzielić się muzyką i radością. Jednoczą ludzi za sprawą swojej pozytywnej energii. Chętnie współpracują z innymi zespołami i podejmują nowe wyzwania, przekraczając stylistyczne granice. 

Niemiecki Feuerschwanz to zespół, który łączy folkowe inspiracje średniowieczem z energią heavy metalu i sporą dozą humoru. Swoje kolorowe show przywiozą do Polski pod koniec marca i wystąpią w warszawskiej Progresji. 

Wokalista i założyciel grupy, Peter Henrici opowiedział mi o podejmowaniu nowych wyzwań, o łączeniu pracy terapeutycznej z działalnością muzyczną i o tym, że granie muzyki pop to wcale nie taka łatwa sprawa. 

 

Feuerschwanz, fot. materiały prasowe

 

 

Między Uchem A Mózgiem:  Piątek wieczorem to dobry czas, by wyjść na miasto i trochę poszaleć, czy niekoniecznie?

Peter Henrici (Hauptmann) Mam za sobą długi dzień, bardziej potrzebuję odpoczynku... 

 

MUAM: W pełni rozumiem. Koncert to jednak zawsze dobry pomysł, nawet jak jest się wykończonym. Feuerschwanz jest na scenie od ponad dwóch dekad, to naprawdę imponujący wynik. Jak się z tym czujesz? Odczuwasz nadal radość grając muzykę i występując na scenie?

Hauptmann: To jakieś szaleństwo, że minęło aż tyle lat odkąd zaczynałem przygodę z muzyką. Feuerschwanz z roku na rok rozwija się, przez te lata ewoluowaliśmy, zespół miał kilka faz. Jestem szczęśliwy, że stworzyliśmy zespół, który odnosi sukcesy i niesie nowe brzmienie na folk metalowej scenie. Jesteśmy wdzięczni za to, że słucha nas coraz więcej osób na całym świecie i że możemy grać dla coraz większej liczby ludzi. Za moment jedziemy w trasę po Europie.

 

MUAM: Wasz sukces zasługuje na uwagę tym bardziej, że zaczynaliście jako zespół komediowy i rozwinęliście brzmienie czerpiąc z różnych muzycznych stylów, budując własną markę.

Hauptmann: Zaczynaliśmy od komedii inspirowanej średniowieczem, bazując na historii i prowokacyjnych tekstach piosenek. Po latach postanowiliśmy skierować się ku metalowemu brzmieniu, ale nie rezygnujemy przy tym z imprezowego aspektu i z elementu zabawy, humoru. Nasze występy to show, które łączy muzykę na żywo i taniec. Ważnym elementem jest też inspiracja fantastyką oraz współpraca z innymi artystami. 


MUAM: Co was skłoniło do sięgnięcie po tematykę historyczną i okres średniowiecza?

Hauptmann: Interesuję się tą erą historii od dawna. Rycerze ciekawili mnie od dziecka, także dlatego, że Frankonia obfituje w zabytkowe zamki. Te krajobrazy kojarzące się ze średniowieczem miały ogromny wpływ na moje zainteresowania od samego początku, a że historia zawsze była mi bliska, to te inspiracje naturalnie wpłynęły także na muzykę, którą gram i tworzę. Logicznym było też dla mnie śpiewanie w ojczystym języku. W latach dziewięćdziesiątych nie było zbyt wielu zespołów, które śpiewałyby po niemiecku, ale na scenie folkowej było to zupełnie normalne. 


MUAM: Jak na piosenki po niemiecku reagują ludzie na całym świecie? Czy rozumieją ich przekaz. Powszechny jest w większości krajów język angielski. 

Hauptmann: Mamy to szczęście, że popularny na świecie stał się niemieckojęzyczny Rammstein, wnosząc do popkultury mocne rockowo-metalowe brzmienie. Dzięki temu nam także jest łatwiej dotrzeć do publiczności na świecie śpiewając po niemiecku. Z drugiej strony dla międzynarodowej publiczności kluczowa jest nasza sceniczna energia i prezencja, a same teksty nie są już tak istotne. Liczy się przede wszystkim radość, humor, zabawa. Porozumiewamy się dzięki wzajemnej wymianie energii i imprezowego nastroju. 


 

MUAM: Jasna sprawa. Czym się kierujecie dobierając utwory na koncerty i na płyty? Feuerschwanz ma w swoim dorobku wiele współprac i adaptacji utworów innych artystów. Tą, który chyba najbardziej mnie zaskoczyła jest wasza heavy-metalowa wersja koreańskiego hitu "Gangnam Style". Jak to się stało, że sięgnęliście po tak prostą, popową piosenkę i co ma wspólnego z waszym średniowiecznym wizerunkiem?

Hauptmann: Nieustannie stawiamy sobie wyzwania. Poprzednim naszym ryzykownym ruchem było nagranie własnej wersji "Dragostea Din Tei" z repertuaru O-Zone, które zebrało bardzo dobre reakcje. Pomyśleliśmy więc, że pójdziemy w takim razie o krok dalej. Wyzwaniem były nie tyle koreańskie słowa, których nauka była ekscytująca i ten specyficzny taniec, w którego ogarnięciu pomagał nam trener, co zaaranżowanie tej piosenki w wersji bliższej metalowi. "Gangnam Style" to nie tyle jedna melodia, co jeden beat. Jest taka prosta. Przy niej "Dragostea Din Tei" wydaje się skomplikowana (śmiech). To było fajne doświadczenie! 

 

MUAM: To bardzo ciekawe, co mówisz. Mam nadzieję, że zagracie kiedyś w Korei! 

Haupmann: Mam nadzieję, że uda się pojechać do Azji. Niech to będzie nasz kolejny cel po muzycznym "podboju" Europy! 


 

MUAM: No właśnie, lada moment ruszacie w podróż po Europie z grupą Miracle Of Sound, w ramach której zawitacie też do Warszawy. Byliście też w trasie z Lord Of The Lost. Graliście wspólnie na scenie? Planujecie wspólne projekty? 

Hauptmann: W czasie trasy Lords On Fire nagralismy z Lord Of The Lost wspólny utwór. To był wspaniały czas. Choć Lord Of The Lost mają zupełnie inną energię niż my, zdecydowali się na tej trasie sięgnąć po te bardziej przebojowe, imprezowe utwory. Ich mrok fajnie współgrał z naszą ognistą energią. Fani zespołu przyjęli nas bardzo ciepło. 

Mam nadzieję, że z Miracle Of Sound też będzie miło. Ich kompozycja "Valhalla Calling" to naprawdę świetny utwór. Będziemy razem przez trzy tygodnie. Kto wie, co się wydarzy. Może nagramy jakiś wspólny utwór. 



MUAM: Innym wyzwaniem, które podjęliście, był udział w niemieckich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Jak to wspominasz? Czy czułeś się w takich okolicznościach komfortowo?

Hauptmann: Zgłosił nas do udziału w konkursie nasz gitarzysta i fakt, że zaprosili nas do udziału był dla nas wielkim zaskoczeniem. Była to z pewnością ciekawa przygoda - może niekoniecznie najlepszy czas mojego życia, ale dzięki temu zainteresowały się nami media komercyjne. Smutno, że nie wygraliśmy, ale mamy wierną grupę fanów, z którą możemy nadal iść przed siebie i podejmować nowe wyzwania. 



MUAM: Zagraliście za to na wielkich festiwalach metalowych i głównych scenach na Wacken Open Air czy Bloodstock Festival. Jak wspominasz te doświadczenia?

Hauptmann: Bardzo ciepło. Nasz pierwszy duży koncert na Wacken zagraliśmy w 2022 roku, 18 lat po rozpoczęciu działalności Feuerschwanz. Była to dla nas ogromna gratyfikacja. 


MUAM: Wolisz grać na dużej scenie czy w bardziej kameralnych, klubowych okolicznościach?

Hauptmann: Obie te sytuacje mają zupełnie inną energię. Na początku działalności zespołu występy na dużych scenach byłyby wielkim wyzwaniem. Graliśmy pośród ludzi, śpiewałem spoglądając im prosto w oczy. Nie czułem się z tym dobrze, było to dla mnie naprawdę trudne, ale cenne doświadczenie. 

 

MUAM: Na dużej scenie można się w pewnym sensie ukryć, zdystansować od tłumu, czuć się bezpiecznie...

Hauptmann: Tak, to daje poczucie komfortu...  

 

MUAM: Ja także miałabym problem, by być pośród tłumu i spoglądać obcym ludziom prosto w oczy...

Hauptmann: Znam to uczucie, jestem terapeutą. Pracuję z różnymi rodzajami energii, które kumulujemy w naszym systemie nerwowym, ze stresem, z emocjami. To praca pełna wyzwań, niełatwa, wymagająca. Jednym z najlepszych sposobów na pozbycie się stresu jest muzyka. Śpiewanie i uczenie się oddechu jest bardzo pomocne. Feuerschwanz to moja energetyczna strona, ta ekspresyjna, imprezowa. Na przeciwległym biegunie jest praca terapeutyczna i muzyka medytacyjna. 

 

MUAM: Rozumiem, to różne oblicza Twojej osobowości. Czy oprócz Feuerschwanz działasz również w innych zespołach, w których opowiadasz o innych emocjach?

Hauptmann: Obecnie nie, na co dzień pracuję jako psychoterapeuta i opracowuję autorską terapię łączącą pracę z ciałem, oddechem i emocjami. To mój osobisty projekt. 


MUAM: Czy ta terapia bazuje na Twoich osobistych doświadczeniach? 

Hauptmann: Tak, opiera się na moich sposobach radzenia sobie ze stresem. Stres był w moim życiu obecny od pierwszych dni życia, moja mama zmagała się z depresją w ciąży, co miało wpływ na moją osobowość.  Mam doświadczenie z pracą z dorosłymi i przepracowywaniem stresu związanego z okresem ciąży i porodu. Praca z tymi energiami jest wyzwaniem. 


MUAM: Oprócz muzyki dobry dla psychiki jest też kontakt z naturą, prawda? Spacery, sport...

Hauptmann: Tak, to bardzo pomaga! Połączenie muzyki i kontaktu z naturą działa chyba najlepiej na wszelkie negatywne emocje. 

Mieszkasz w Warszawie? To ogromne miasto - nie będziemy mieli zbyt czasu, by je zobaczyć, ale mam nadzieję, że publika będzie entuzjastyczna - że będzie tańczyć, krzyczeć, płakać...

 

 

MUAM: Mieszkam w Gdańsku, na północy Polski, nad morzem. Mam tu więcej miejsca na spacery. Do stolicy wpadam czasem na koncerty. To duże miasto, zbyt zatłoczone dla mnie. Mówisz, że marzysz o emocjonalnej reakcji - rozumiem, to piękne uczucie, gdy muzyka porusza odbiorców.  Gdy już o smutkach mówimy, czasem dobrze jest posłuchać czegoś bardziej emocjonalnego i poruszającego, by wyrzucić z siebie te negatywne emocje.

Hauptmann:  Miałem na myśli krzyk, ale wzruszenie, płacz to naturalny odruch ludzki. Gdy gromadzi się w nas negatywna energia, która nie może się wydostać, warto się wypłakać, warto nawiązać kontakt z tym, co nas gnębi i dręczy. Smutna muzyka to dobry sposób na to, by uporać się z tymi emocjami. 

 

MUAM: Zdecydowaliście się jednak na tę weselszą stronę muzyki :) . 

Hauptmann: Tak, ale czasem kierujemy się w melancholijną stronę. Taka zmiana energii następuje np. w "Das Elfte Gebot", w którym sięgamy ku głębiej skrywanym emocjom. 

 

MUAM: Co was skłoniło do obrania heavy-metalowego kierunku? 

Hauptmann: W 2018 roku rozpoczęła się nowa faza działalności Feuerschwanz. Folk-rockowe brzmienie przestało nam wystarczać, chcieliśmy dotrzeć do innej publiczności, otworzyliśmy się na nowe gatunki. Przechodząc na działalność profesjonalną potrzebowaliśmy nowych pomysłów na brzmienie. Wszyscy w zespole lubimy metal i mocniejszą muzykę, nasz gitarzysta świetnie się czuje w tego typu brzmieniach, postanowiliśmy więc pójść w tym kierunku. 

Wyzwaniem było nauczenie się nowych sposobów śpiewu, musieliśmy sporo poćwiczyć. Uczyliśmy się growlować samodzielnie, z poradników na portalu YouTube, krok po kroku, z czasem nabierając coraz więcej mocy w głosie. Trzeba z tym uważać, bo jeśli robi się to nieumiejętnie, można zniszczyć sobie struny głosowe... 

 

MUAM: Growling to niełatwa sztuka, to prawda. Warto jednak podejmować to wyzwanie, bo przecież podróżowanie po świecie nadal daje wam masę radości... 

Hauptmann: Tak, prezentowanie własnej muzyki coraz większej grupie ludzi i poznawanie nowych osób to świetna sprawa. Fani metalu to bardzo mili ludzie, przyjęli nas bardzo ciepło! 

 

MUAM: Tak, to serdeczni, otwarci ludzie. Bardzo mili, choć mogłoby wydawać się, że jest odwrotnie, skoro słuchają tak ekstremalnej muzyki (śmiech) 

Hauptmann:  Tak, przywykliście do ekstremów...

 

MUAM: Wiesz, czasem hardcore'owa wersja piosenki popowej jest dla fana metalu czymś bardziej ekstremalnym niż techniczny death metal z piekielnym growlem... 

Hauptmann: To nasza wizja tego, co ekstremalne (śmiech) Chcemy wnosić do muzyki metalowej świeżość! 

 

MUAM: A czego słuchasz tak prywatnie?

Hauptmann:  Lubię zespół Ghost i ich teatralny metal, ale podoba mi się też imprezowy metal w wykonaniu Electric Callboy. Z drugiej strony chętnie sięgam zaś po medytacyjną muzykę, np. fortepianowe kompozycje z delikatnym wokalem. 


MUAM: Najważniejsza jest równowaga. Będąc w trasie wolisz grać na scenie dzień w dzień, czy macie jakieś przerwy?

Hauptmann: Różnie. Dla mnie osobiście najlepiej byłoby grać co drugi dzień. Dzień po koncercie poranek mam bardzo niespieszny, potrzebuję nieco cieszy i spokoju. Z wiekiem jest coraz trudniej. 

 

MUAM: Rozumiem, przydałby się czas na odpoczynek i spokojne zwiedzenie miast, w których gracie. 

Hauptmann: Tak, taki koncert i zwyczajny dzień to zupełnie inna, przeciwstawna energia. 


MUAM: Jakie macie plany po koncertowym okresie?

Hauptmann: Zaczęliśmy myśleć nad następnym albumem, rozpoczęliśmy dyskusje nad kierunkiem, w którym chcielibyśmy pójść. Zawsze staramy się znaleźć jakiś wspólny temat dla utworów. Jesteśmy teraz w kreatywnej fazie. 

 

MUAM: A myśleliście o czymś "poważniejszym" tematycznie, czy to nie w waszym stylu?

Hauptmann: "Knightclub" był o wyobrażeniu stworzenia klubu dla rycerzy, gdzie mogliby odpocząć, pobawić się lub rywalizować ze sobą, ale czas na coś innego. Podobała nam się bardzo współpraca z Dagiem z SDP, chcielibyśmy taki kierunek kontynuować w przyszłości, łącząc go z metalowym wykopem. 


MUAM: Trzymam kciuki! Dzięki piękne za Twój czas. Wszystkiego dobrego! 

Hauptmann: Dzięki, dobrego wieczoru! 


 

Więcej o Feuerschwanz poczytacie tu: https://feuerschwanz.de/

Muzyki grupy możecie posłuchać np. za pośrednictwem serwisu Bandcamp: https://feuerschwanz.bandcamp.com/ 

Feuerschwanz wystąpią w warszawskiej Progresji 25 marca 2026. Na koncert zaprasza Winiary Bookings. Bilety znajdziecie na www.winiarybookings.pl