poniedziałek, 30 marca 2026

Anna Calvi: Brak zmian to przeciwieństwo esencji życia

Fenomenalna wokalistka i równie utalentowana gitarzystka. Artystka, która nie boi się ryzyka i przekraczania barier. Anna Calvi wraca z minialbumem, który jest początkiem nowego rozdziału - jeszcze odważniejszego i jeszcze bardziej zaskakującego niż jej dotychczasowe dokonania. 

Kilka dni po premierze "Is This All There Is?" Anna opowiedziała mi nieco więcej o nowych pomysłach. Rozmawiałyśmy o egzystencjalnych pytaniach, które człowiek zadaje sobie w przełomowych momentach swojego życia, o wyzwaniach rodzicielstwa, o magii kina i spełnianiu marzeń, a tak naprawdę o miłości i jej wielowymiarowym charakterze. 

 

Anna Calvi podczas Tempelhof Sounds w czerwcu 2022, fot. A.Wojcińska

 

Między Uchem A Mózgiem: Twoja nowa muzyczna propozycja to krótka, ale też bardzo konkretna muzyczna wypowiedź, a zarazem bardzo intensywna emocjonalnie. Dzięki temu chłonie się ją w całości i jej odsłuch jest naprawdę silnym przeżyciem. Główną inspiracją do jej stworzenia były narodziny Twojego dziecka, prawda?

Anna Calvi: Tak, za każdym razem gdy doświadczasz ogromnej życiowej zmiany, czujesz, że jest inaczej i zaczynasz zadawać sobie te ważne, filozoficzne pytania o sens wszystkiego. Nic nie jest już oczywiste, spoglądasz na swoje życie z innej perspektywy. To album o akceptacji tych zmian i o tym, by nie bać się zadawać tych dużych pytań. 

 

MUAM: Masz na myśli pytania o to, jak żyć? Jak być szczęśliwym, spełnionym czy co sprawia, że życie nabiera sensu? Słuchając Twojej nowej muzyki naprawdę zastanawiałam się nad tym...

Anna: Pada na tej płycie to ważne pytanie - Czy to już wszystko? (Is this all there is?) Może to być intymne, osobiste pytanie o to, czego w życiu potrzebujesz, aby być szczęśliwym, a także o ważniejszy sens życia – o to, dlaczego tu jesteśmy i jak zaakceptować ideę, że być może najważniejsze jest samo zadawanie pytań, a niekoniecznie znalezienie odpowiedzi. Tajemnica jest niezwykle ważnym elementem ludzkiego życia.

 

MUAM: A może odpowiedzią na te wszystkie egzystencjalne pytania jest właściwie jedno słowo - miłość? Jak myślisz? Czy to nie jest przypadkiem najważniejsza rzecz w życiu człowieka?

Anna:  Tak, prawdopodobnie tak jest. Miłość ma na człowieka ogromny wpływ. Gdy czuje się coś tak intensywnego, zawsze jednocześnie pojawia się poczucie, że można to uczucie stracić.  To pokazuje, jak trudno ujarzmić naturę ludzką - mimo tej ciągłej niepewności i tak nie ma odwrotu, dajemy się w to wciągnąć. To przerażające…

 

MUAM: To prawda - miłość bywa podstępna. Niesie niezliczone pokłady radości, ale może też sprawić, że bardzo trudno jest żyć. Może być jednocześnie najwspanialszą rzeczą, która się dzieje i najgorszą, jeśli łamie nam serce. Na "Is This All There Is?" spoglądasz na to zagadnienie z różnych perspektyw, opowiadając o miłości do sztuki, o więzi, która tworzy się między ludźmi, o przyjaźni, a także o tym jak zmienia się to uczucie w czasach cyfrowych. Co zainspirowało Cię do zarejestrowania nowej wersji "Computer Love" z repertuaru Krafttwerk?

Anna: Wyobraziłam sobie, że ta opowieść to film. Chciałam opowiedzieć o osobie, która budzi się, zdając sobie sprawę, że właściwie całe życie przespała i zadaje sobie pytanie "Czy to już wszystko?" ("Is this all there is?"), pragnąc uwolnić się od sennej mgły, w której jest pogrążona(y). Zestawiłam ten przypadek z samotnością, z którą bardzo trudno się skonfrontować. Nieodłączną częścią samotności, z którą człowiek mierzy się współcześnie jest konieczność doświadczania miłości poprzez ekrany urządzeń elektronicznych, zamiast bezpośredniego dotyku i bycia obok drugiej osoby. "Komputerowa" miłość to piękny i prosty sposób na opisanie tego uczucia i tej ludzkiej potrzeby intymności. Myślę, że głos Laurie Anderson uosabia to wszystko - słychać w nim chłód, ale też odrobinę figlarności, która nadaje mu tego ludzkiego wymiaru. Czułam, że to najlepszy możliwy sposób na realizację tego pomysłu. 


MUAM: Pełna zgoda! Oprócz wspomnianej samotności jest też druga strona - dużo nadziei, szczególnie w tytułowej kompozycji, w której gościnnie udziela się Matt Berninger z The National. 

Anna: Tak, to jest właśnie ta część napełniająca nadzieją. Trzeba wyruszyć w tę podróż i próbować odnaleźć tę nadzieję. Choć czasem może wydawać się to przytłaczające, nie można się poddawać i przestać próbować pragnąć życia, jakiego się pragnie, najlepszej wersji życia, jaką można mieć. 


MUAM: Miłość można postrzegać jako nadzieję i odtrutkę dla rozpadającego się świata... 

Anna: Dokładnie!  

 


MUAM: W rozpoczynającym całość utworze śpiewasz w duecie z Iggym Popem. Jak wyglądała ta współpraca? Czuję, że było to intensywne doświadczenie. Iggy jest jednym z tych prawdziwie legendarnych artystów, których podziwiasz (ja zresztą także). 

Anna:  To prawda. Gdy pisałam tę piosenkę, usłyszałam jego głos i poczułam, że piszę ją dla niego. Marzyłam o tym, by ją zaśpiewał. Nie miałam pojęcia, że będzie taka możliwość, ale po prostu zapytałam, a on się zgodził. Co więcej, utwór bardzo mu się spodobał. To był jeden z najwspanialszych momentów w moim artystycznym życiu. Zaśpiewać z taką legendą to naprawdę wielki zaszczyt. 

 

MUAM: Spełniłaś swoje marzenie, to wspaniałe! A jak ogólnie pisało Ci się ten materiał? Wyobrażam sobie, że było to nieco inne doświadczenie niż przy poprzednich albumach, dlatego, że bycie rodzicem zmienia praktycznie wszystko, wywraca do góry nogami cały porządek życia. To zupełnie inny etap życiowy, który ma przecież wpływ na pracę, na sztukę. 

Anna:  Praca nad płytą przypominała trochę układanie puzzli. Składanie albumu w całość przebiegało bardzo powoli, bo wymagało poczekania na odpowiedni moment, aż współpracownicy będą dostępni. Potrzebowałam sporo czasu, ale zupełnie się tym nie przejmowałam. Jest w tej muzyce coś wymykającego się czasowym ramom, coś ponadczasowego, dlatego też nie musiała być sfinalizowana w konkretnym momencie. 


MUAM: "Is This All There Is?" to pierwsza część trylogii, prawda? Jak będą wyglądały pozostałe części? Również będą oparte na współpracy?

Anna:  To początek zadawania sobie pytania o to, co to znaczy, że nieustannie się zmieniamy zarówno na dobre, jak i na złe, wielokrotnie poddawani wyzwaniom przez miłość. Chcę opowiedzieć o tym, utożsamiając kogoś, kto się nie zmienia, z kimś bardziej stabilnym i godnym zaufania. Tak naprawdę ten brak zmian to przeciwieństwo esencji życia. Interesuje mnie zgłębianie tej idei zmiany i tego, co ona oznacza. Ten album to pierwsza część faktycznej pracy, która analizuje tę ideę. 


MUAM: Jak posiadanie dziecka zmieniło Twój dzień pracy? 

Anna: Zmieniło go całkowicie, a jednocześnie sprawiło, że stałam się lepszą, odważniejszą artystką. Mniej martwię się o to, co ludzie sobie o mnie pomyślą, moje życie i moja praca nabrały perspektywy. To zdrowe podejście. Chętniej podejmuję większe ryzyko, bo wiem, że najważniejsze w życiu jest bezpieczeństwo i szczęście mojego syna. Gdy zaryzykuję muzycznie nic strasznego się przecież nie wydarzy. Mówi się, że gdy zostaniesz rodzicem, tracisz kreatywność. To zdecydowanie nie jest prawdą! 

 

Anna Calvi podczas Tempelhof Sounds w czerwcu 2022, fot. A.Wojcińska

 

MUAM: To tylko taki stereotyp i jak najbardziej jesteś przykładem tego, że jest zupełnie odwrotnie, co mnie bardzo cieszy! Na pewno jednak dużym wyzwaniem było dla Ciebie tworzenie muzyki do serialu "Peaky Blinders". Gdy byłaś w zaawansowanej ciąży komponowałaś te mroczne, pełne niepokoju dźwięki, które stoją w totalnej sprzeczności do czasu radosnego oczekiwania na narodziny. Jak się wtedy czułaś? 

Anna: To był faktycznie szalony czas. "Peaky Blinders" to opowieść pełna przemocy, a oglądanie takich rzeczy, gdy jesteś w ciąży jest bardzo trudne. To było wyzwanie pod względem psychologicznym, ale z drugiej strony fantastyczne doświadczenie artystyczne. Dużo nagrywałam będąc w ciąży i bardzo lubiłam myśleć wtedy, że moje dziecko jest w studiu razem ze mną i wspólnie przeżywamy ten czas. Słuchać tak różnej muzyki w tak dużym stopniu - co za wspaniały sposób na przyjście na świat! Tak, to było niesamowite doświadczenie! 

 

MUAM: Ciekawa jestem, po jaką muzykę będzie sięgał za kilka lat Twój syn skoro nasłuchał się w takim stopniu tych mrocznych dźwięków (śmiech)

Anna: Kto wie, może polubi np. Nicka Cave'a...

 

MUAM: Twoja twórczość jest bardzo filmowa i świetnie się w kinowej odsłonie sprawdza, co pokazał choćby przykład "Peaky Blinders". A gdyby tak odwrócić rolę... Co byś powiedziała na propozycję stworzenia przez kogoś scenariusza filmowego na bazie Twoich utworów? Jak byś zareagowała, gdyby ktoś zgłosił się do Ciebie z takim pomysłem?

Anna: To byłoby wspaniałe! Oczywiście bym się zgodziła. Gdy piszę muzykę, zawsze towarzyszą mi obrazy.  Zobaczenie tego, co dzieje się w moim wyimaginowanym filmie, byłoby w pewnym sensie właściwe i bardzo pomocne – filmowe kadry w pełni rezonują z moją wyobraźnią. Tak, czuję, że to świetny plan! 

 

MUAM: A gdybyś mogła wybrać reżysera tego filmu, kogo byś wybrała?

Anna: Idealny byłby David Lynch, ale... 

 

MUAM: Tak właśnie pomyślałam!  Skoro już mówimy o współpracach, chciałam Cię jeszcze zapytać o tę bardzo niedawną, z fundacją War Child, na potrzeby wyjątkowej składanki "Help2". Znalazł się tam Twój jeszcze jeden nowy utwór. Jak wspominasz tę współpracę?

Anna: To naprawdę cudowne być częścią tak ważnego projektu. Utwór "Sunday Light" był początkowo napisany na potrzeby opery, którą tworzyłam z Robertem Wilsonem. To utwór o dzieciństwie i pięknie dziecięcej wyobraźni. Jak niepoprawne są to wyobrażenia i jak dobrze, że tak dziecko postrzega świat. Jak wielka siła w nich tkwi i jak istotne są dla dziecka, by przetrwało. 

Chciałam dodać tam kilka innych głosów, ale musiałam działać trochę na ostatnią chwilę, bo cały projekt został ukończony w tydzień. Zapytałam trzy różne artystki i wszystkie wyraziły chęć współpracy. Nie spodziewałam się, że wszyscy się zgodzą. To było naprawdę cudowne spotkać te dziewczyny, usłyszeć w studiu na żywo wszystkie te głosy i połączyć je w piosence. Wyszło pięknie, bardzo naturalnie.

 

MUAM: A która współpraca była dla Ciebie tą najbardziej wymagającą na przestrzeni lat?

Anna: Nie mam pojęcia - wyzwanie sugeruje coś kłopotliwego, problematycznego, a żadna ze współprac taka nie była. Chwile, w których działam wspólnie z innymi artystami są dla mnie tymi najłatwiejszymi z artystycznego punktu widzenia. Największym muzycznym wyzwaniem jest dla mnie samotność w studiu - te chwile, gdy jesteś zupełnie sama i nie masz z kim przedyskutować pomysłów, podzielić się przemyśleniami. Takie są uroki bycia solową artystką. Oczywiście ma to wiele plusów, ale są też wyzwania, np. takie jak samotność w komponowaniu i pełna odpowiedzialność za brzmienie. Gdy pracuję w studiu z innymi wokalistami czy wokalistkami, jestem naprawdę szczęśliwa! 

 

MUAM: Czyli należysz do osób społecznych, którym współpraca sprawia ogromną radość! 

Anna: Wiesz, każdy z nas prędzej czy później potrzebuje innych osób...  


MUAM: Gdy słuchałam Twojej nowej muzyki przypomniała mi się piosenka sprzed kilku lat - na płycie "Hunter" jest utwór "Don't beat the girl out of my boy", w którym pochylasz się nad tym, jak płeć, z którą się rodzimy determinuje rolę człowieka. Zdając sobie sprawę z tego, że masz teraz syna ten utwór nabiera nowego wymiaru... Jak postrzegasz tę piosenkę po latach?

Anna: Zabawne, prawda? Mówi się niekiedy, że sztuka ma proroczy aspekt i potrafi przewidzieć przyszłość albo że piszemy coś, podświadomie wywołując to, co się wydarzy. Gdy pisałam ten utwór nie miałam jeszcze dziecka, ale ten utwór wrócił do mnie, gdy mój chłopiec miał 4 lata i poszedł do przedszkola ubrany w sukienkę księżniczki. Był z niej bardzo dumny. 

Jestem naprawdę szczęśliwa, że ​​wyraża to, co czuje i mam nadzieję, że nikt nigdy nie będzie próbował mu powiedzieć, że nie powinien nosić tej sukienki. Pomyślałam wtedy - no proszę, to, o czym śpiewam dzieje się naprawdę! 


MUAM: A jak spoglądasz w obecnej sytuacji na aspekt tras koncertowych?

Anna: To będzie bardzo ciekawe doświadczenie. Nie próbowałam jeszcze jechać w trasę z dzieckiem. Syn był ze mną na kilku festiwalach, na których występowałam. Jestem ciekawa, jak to wygląda - muszę popytać i pogadać o tym z innymi artystkami, które mają dzieci. 

Ta sytuacja zdecydowanie pokazuje, jak bardzo ten przemysł jest skoncentrowany wokół mężczyzn, jak bardzo jest uwięziony w schemacie mężczyzny, który opuszcza rodzinę i zajmuje się swoją pracą, a w tym czasie ktoś w domu dba o jego życie rodzinne i dzieci, kiedy on koncertuje. 

Uświadamiasz sobie, jak bardzo musi się to wszystko zmienić, aby każdy mógł rozwijać swoją karierę bez względu na płeć, bez poczucia, że coś się traci, gdy zakłada się rodzinę. Powinno się mieć możliwość połączyć obie te aktywności! 

 

 


MUAM: Masz całkowitą rację. Zmienić powinno się jeszcze coś - podejście do sztuki i wprowadzanie zmian technologicznych tak, by nie odbierać miejsca temu, co bliskie było ludziom przez lata. Weźmy np. Netflix, platformę do oglądania filmów i seriali, z którą zresztą współpracowałaś, która próbuje rywalizować z kinem. Ma ona wiele zalet, bo można obejrzeć film w domu, gdy nie ma się możliwości pójść na seans. Twoja współpraca to przykład tego, że można znaleźć na tej platformie coś ciekawego, ale z drugiej strony nie da się zastąpić chyba niczym tego czasu w kinie i pełnego poświęcenia się sztuce, którą widzimy na ekranie kinowym, tego zanurzenia się w kinowym fotelu w ciemności i tej tajemniczości... 

Anna: Zgadzam się! W kinie jest zdecydowanie coś magicznego i nie da się tego doświadczenia porównać z oglądaniem filmu w streamingu. Powinna być stworzona przestrzeń dla obu form. Podobnie jest z muzyką, prawda? Jest ogromna różnica między doświadczaniem muzyki na koncercie i słuchaniem płyty w domu - obie formy są bardzo cenne i totalnie od siebie odmienne, ale moją ulubioną zawsze będzie to bezpośrednie obcowanie ze sztuką - w kinie czy na koncercie. 


MUAM: Tak, w muzyce też panuje ogromna rywalizacja między platformami streamingowymi, ale też doświadczeniem odsłuchu albumu z fizycznego nośnika, takiego jak CD czy płyta winylowa... 

Anna: Taka jest natura kreatywności, a także technologii, prawda? Zawsze nowe wypycha coś starego i zawsze jest coś dobrego i złego w utracie tego, co znane, i w przyjęciu czegoś nowego. Myślę, że to wspaniale, że winyl wrócił do łask i ludzie doceniają doświadczenie trzymania go w rękach. Dlatego właśnie kocham nagrywać płyty. Chcę mieć poczucie, że to całość, że jest coś fizycznego, a nie tylko dostępnego w sieci. Cieszę się, gdy trzymam je w rękach.  


MUAM: Jasne, chodzi o to, by chłonąć historię w całości, mieć jej pełen obraz, z oprawą graficzną i fizycznym aspektem posiadania dzieła. Czas nieubłaganie ucieka i pozostaje mi zapytać, czy w takim razie to już "wszystko" na dziś? Jakie masz plany na najbliższe tygodnie?

Anna: Chyba tak (śmiech). Będę pracowała nad drugą częścią tej opowieści, której szczegóły niebawem ogłoszę. Zagram też kilka koncertów supportując Davida Byrne'a oraz na kilku festiwalach. Przede mną ekscytujący nowy rozdział! 

 

MUAM: Trzymam mocno kciuki, by się udało i nie mogę się doczekać, aż usłyszę kolejne elementy tej opowieści. Dziękuję pięknie za Twój czas. Wszystkiego dobrego! 

Anna: Dzięki, świetnie się rozmawiało, papa!  

 



Nowa EPka Anny Calvi, "Is This All There Is?" ukazała się 20 marca nakładem Domino Recordings. Możecie jej posłuchać tu: https://annacalvi.bandcamp.com/album/is-this-all-there-is

Fizyczne nośniki znajdziecie w sklepie Sonic Records, o tu:  https://www.sonicrecords.pl/catalogs/view/is-this-all-there-is-1

Więcej o składance "Help2" tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/03/na-pomoc-dzieciom-dotknietym-wojna.html 

 

Anna Calvi podczas Tempelhof Sounds w czerwcu 2022, fot. A.Wojcińska