Niepodrabialna atmosfera, precyzja wykonania i emocje na dłoni - koncerty tego składu, to gwarancja absolutnie najwyższej jakości, o czym można było przekonać się w sobotę w gdańskim Starym Maneżu. Apparat przyjechał do Gdańska z nową, doskonałą szóstą płytą "A Hum Of Maybe" wraz z przyjaciółmi zabierając zasłuchaną publiczność w piękną podróż na pogranicze jawy i snu.
Gdy klubowa sala wypełniała się niespiesznie, w klimat wieczoru przyjemną, a zarazem energetyczną elektroniką wprowadził Bi Disc, czyli Jan - Philipp Lorenz, który współpracował z Apparatem przy swoim debiucie "Pieces, Falling", serwując konkretny, półgodzinny set, pełen innowacyjnych rozwiązań brzmieniowych. Był to bardzo dobry, ale mimo wszystko jedynie wstęp do emocji, które miały dopiero nastąpić.
Elektronika zaaranżowana na kilkuosobowy zespół
Apparat znany jest fanom ambitnej elektroniki nie od dziś. Producent, kompozytor i dźwiękowy purysta dał się poznać światowej publiczności przede wszystkim za sprawą współpracy z Modeselektorem w ramach berlińskiego kolektywu Moderat, którego kompozycje kojarzone są przede wszystkim z jego charakterystycznymi, "precyzyjnymi" rytmami i delikatnym, kojącym głosem. Tym razem wrócił jednak z czymś znacznie bardziej osobistym - wydanym po kilkuletniej przerwie szóstym solowym albumem "A Hum Of Maybe", który postanowił zaprezentować na żywo w pełnej krasie, z kilkuosobowym zespołem.
Jeśli ktoś spodziewał się tego wieczoru przewagi brzmień klubowych, zdziwił się nie lada. Sascha Ring przyjechał do Gdańska z przyjaciółmi, by wykreować prawdziwą magię na pograniczu elektroniki, post-rockowej przestrzenności i neoklasycznych wpływów, od pierwszych minut urzekając szczerością. Śpiewając akompaniował sobie na gitarze. O elektronikę zadbali przyjaciele, którzy w zależności od utworu zmieniali się rolami, sięgając oprócz klawiszy po puzon, wiolonczelę, skrzypce, bas i perkusję. Skład marzeń? Bardzo możliwe, bo ten koncert był bez wątpienia jednym z najwspanialszych doświadczeń koncertowych ostatnich lat - idealnie wyważony brzmieniowo, ujmujący klimatem, wciągający pięknym połączeniem dźwięku i subtelnych świateł. Trudno wyrazić to wszystko słowami - dosłownie można było się w tych dźwiękach zatopić.
Precyzja wykonania i niesamowity klimat
Sascha Ring śpiewa tak, że można go słuchać godzinami - lekko, z wyczuciem i pełnią emocji. Dba o każdy brzmieniowy detal, dzięki czemu jego koncerty są niezapomniane. Łączy w swojej sztuce różne gatunki, budując w ten sposób pomosty, trafiając do szerszej publiczności, otwartej na nowe, poszukującej szczerości i emocji. Skromny artysta wiele tego wieczoru nie mówił, skupił się na swoim scenicznym zadaniu, by wykonać utwory jak najpiękniej i jak najciekawiej. Podkreślił jednak, że bardzo dobrze czuje się w Gdańsku, wyrażając ubolewanie, że tutejsza publiczność musiała czekać tak długo na jego odwiedziny. Zahipnotyzował całkowicie, przynosząc jednocześnie ogrom radości muzyką tak piękną i tak zaskakującą, tak pięknie podkreśloną światłem odbijanym przez lustra.
W muzyce nie chodzi o to by się ścigać na popularność, wypełniać wielkie hale i tworzyć hity. Chodzi o to, by coś poczuć, by czegoś doświadczyć, coś przeżyć i zapamiętać, jako ważne, wyjątkowe. By być sobą i robić swoje. Apparat wie to doskonale i dzięki temu buduje z fanami szczególną, wyjątkową relację. Publiczność słuchała go z zapartym tchem, nagradzając po każdej kompozycji burzą oklasków, ciesząc się czasem spędzanym przy tak dobrych dźwiękach. Takich, które nie są jedynie towarzyszem spotkań z przyjaciółmi, lecz pełnym, wewnętrznym, dogłębnym przeżyciem, które zostaje z człowiekiem. To spotkanie właśnie takie było - dla każdego nieco inne - bardzo intymne, szczególne. Piękne i niezapomniane.
Więcej o nowym albumie Apparata tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/03/nietypowe-trojki-meandry-wyobrazni.html
Więcej zdjęć z koncertu tu:
Bi Disc: https://www.muamart.pl/index.php/bi-disc/
Apparat: https://www.muamart.pl/index.php/apparat/






