piątek, 22 maja 2026

Kraina łagodności i refleksji, czyli o odwiedzinach Mammal Hands w Drizzly Grizzly

Jazz w czwartki to w Trójmieście już niemal tradycja. Regularne jam sessions w pubie przy Lawendowej 8, gdzie zrodził się już niejeden fenomenalny zespół, czy wyjątkowe koncerty na Scenie MONK to stałe punkty koncertowych emocji dla fanów jazzu w czwartkowe wieczory, które stają się świetnym otwarciem zbliżającego się weekendu. Tym razem koncertowa tradycja zawitała w stoczniowe progi, do uroczej przestrzeni Drizzly Grizzly, gdzie wystąpił bardzo ceniony w naszym kraju brytyjski zespół - trio Mammal Hands, które zabrało publiczność w podróż do krainy łagodności i relaksu, niosąc zarazem przestrzeń do refleksji.  

 


 

Hołd dla natury

Mammal Hands grają razem od ponad piętnastu lat, a początki zespołu sięgają ulicznych improwizacji w brytyjskim Norwich. Dwóch braci – saksofonista Jordan i pianista Nick Smart – od lat sprawnie balansuje na gatunkowym pograniczu, sprawnie łącząc jazz z post-rockowymi pejzażami, elektronicznymi przestrzeniami i folkowym minimalizmem. W 2014 zadebiutowali płytą "Animalia" i stąd wzięła się też nazwa zespołu, odnosząca się do najbardziej rozwiniętego gatunku zwierząt - ssaków. 

Biologiczne fascynacje przewijają się w twórczości grupy niezmiennie od lat, przypominając publiczności o niezwykle ważnej sprawie - niezbędnej do życia relacji człowieka z naturą, stając się też wezwaniem do ochrony otaczającego nas środowiska i dbałości o to, by zachować dla potomnych zieleń i troszczyć się o dobrostan zwierząt. Przypomina o niej delikatnie i nienachalnie - poprzez muzykę instrumentalną, która koi, relaksuje i urzeka pięknem, podobnie jak kontakt z naturą, który sprawia, że człowiek wycisza się i odzyskuje równowagę. 

 

Odpoczynek i refleksja

Słychać to na najnowszym, szóstym już albumie grupy, "Circadia", pierwszym nagranym z nowym perkusistą w składzie - z Robem Turnerem, który grał wcześniej w GoGo Penguin. Nieco mocniejszym w brzmieniu, ale niezmiennie kojącym, a przy okazji z ważnym przesłaniem, odnoszącym się do cykliczności życia i nieuchronności zmian - nieustannego cyklu narodzin, przemijania i odrodzeń. Świetnie jego fragmenty wpisały się w koncertową setlistę, dopełnione ulubionymi kompozycjami z poprzednich albumów, tworząc półtoragodzinną, ujmującą przestrzeń dla podróży w wyobraźni, odrobiny refleksji i odpoczynku przy muzyce najwyższej jakości. 

Trójmiejska publiczność uwielbia takie delikatne, lekko improwizowane, a zarazem melodyjne brzmienia z gatunkowego pogranicza, czemu wyraz dała już podczas koncertu GoGo Penguin pod koniec kwietnia, tłumnie wypełniając przestrzeń Starego Maneżu (więcej tu). Na występ Mammal Hands stawiła się w nieco mniejszym składzie, ale bardzo świadomie, w ponad 3/4 wypełniając kameralną salę klubu, w skupieniu chłonąc płynące ze sceny dźwięki - pełne ciepła, delikatności i szczerości. 

Dobra atmosfera 

Zespół wiele nie mówił - po prostu robił swoje, czarując muzyką i budując aurę, która hipnotyzowała od pierwszych minut, przenosząc w myślach tam, gdzie miło i bezpiecznie. Zachwycali lekkością, poruszali prawdziwym pięknem, tocząc instrumentalne dialogi, kreując swego rodzaju magię. 

Co kilka utworów do fanów przemawiał pianista, dziękując za wsparcie i ciepłe przyjęcie. Między publicznością i muzykami zrodziło się naprawdę fajne porozumienie - energia napędzała zespół, który z utworu na utwór grał coraz żywiej i mocniej, podkreślając akcentami kluczowe momenty. Rozumieli się doskonale i świetnie się uzupełniali. Tak, to był po prostu bardzo dobry koncert! 

Po wybrzmieniu ostatniej nuty bisu i pełnych wzruszeń ukłonach fani mieli okazję zamienić z muzykami kilka słów i podpisać płyty. Wielu z nich z pewnością będzie wspominać ten wieczór bardzo ciepło.  

 


Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie tu: 

Mammal Hands:  https://www.muamart.pl/index.php/mammal-hands/