piątek, 29 maja 2026

Zero 9:36: jeśli nie uczę się czegoś nowego czuję, jakbym się cofał

Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych - miesza w gatunkowym tyglu od początku i za każdym razem wychodzi z tego obronną ręką. Pochodzący z Pennsylvanii Matthew Cullen komponuje niemal od dzieciństwa, stale stawiając sobie nowe wyzwania. Śpiewa, rapuje, growluje, łącząc rap z rockiem, metalem, popem i elektroniką. To niezwykle pracowity artysta. Mówi, że gdy nie uczy się czegoś nowego, czuje jakby cofał się w rozwoju. Potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. 

Zero 9:36 to jego osobisty projekt, który z solowego przedsięwzięcia z czasem rozrósł się do rozmiarów zespołu.  Artysta opowiedział mi o swoim spojrzeniu na sztukę - o niesłabnącej pasji i rozwoju osobistym. 



 

Między Uchem A Mózgiem: Jak się masz? Jesteś obecnie w okresie pracy twórczej, czy przygotowujesz się do nadchodzącej trasy?

Matthew Cullen:  Wszystko w porządku, dzięki! W ubiegłym tygodniu skończyliśmy cztery nowe piosenki, za dwa tygodnie zaczynamy trasę po Europie. Później gramy jeszcze w Stanach, w międzyczasie będzie kilka festiwali. Mam nadzieję znaleźć nieco więcej czasu, by dokończyć ten rozpoczęty projekt, ale trzeba się już przygotowywać do koncertów. Trzeba te aktywności jakoś równoważyć...

 

MUAM: Sporo pracy i sporo wyzwań. Mam wrażenie, że pracujesz niemal nieustannie, bo ciągle jest coś do zrobienia. Mam nadzieję, że mimo wszystko jest trochę też czasu, by odpocząć...  

Matt: Tak, jasne! Przeważnie pracuję w studiu około pięciu godzin dziennie i później wracam do domu i o ile nie mam do zrobienia jakiejś pracy graficznej, to odpoczywam. To bardzo ważne, by wykorzystać ten czas w domu na relaks. 

Do trasy intensywnie przygotowujemy się tak na tydzień przed wyjazdem, o ile nie zabieramy ze sobą większej produkcji. Oczywiście w przypadku podróży do Europy to na chwilę obecną niemal niewykonalne. Jesteśmy w trasie około 45-50 dni i to jest tak bardzo wymagający czas, że jak tylko jestem w domu, staram się łapać równowagę. 

 

MUAM: Czy poza wspomnianą produkcją zauważasz jeszcze znaczące różnice między podróżowaniem po Stanach Zjednoczonych i po Europie, czy jest właściwie podobnie?

Matt: Jesteśmy samowystarczalni, mam świetną ekipę. Docieramy do kolejnych miejsc we własnym zakresie, więc chyba największą różnicą jest to, że zdarza nam się jechać po niewłaściwej stronie drogi (śmiech). Musimy sobie radzić, ale jak masz wokół siebie dobrych ludzi, to wszystko da się zrobić. No i zawsze problemem jest to przechodzenie kontroli na lotniskach i transport sprzętu - to trwa najdłużej i potrafi napsuć nerwów. 

 
MUAM: Czy coś zaskoczyło Cię jakoś szczególnie w Europie?

Matt: To, że ludzie przyszli na nasze koncerty! Wiesz, to nie było takie oczywiste, bo wcześniej nie byliśmy w tych miejscach! Po raz pierwszy przyjechaliśmy zimą ubiegłego roku, także do Warszawy, graliśmy w VooDoo. Zostaliśmy tak ciepło przyjęci, że otworzyła się dalsza droga - zostaliśmy zaproszeni na festiwale. Cieszę się, że wystąpimy na Summer Punch i że będzie to pierwsza edycja wydarzenia. Poza tym ten line-up naprawdę robi wrażenie! 

 

MUAM: Tak, to początek nowego rozdziału. Czuję, że na przestrzeni kilku lat w związku z tym festiwalem może stworzyć się bardzo ciekawa historia. Jak wspominasz Warszawę?

Matt: Było bardzo ciemno i deszczowo, ale koncert wypadł bardzo fajnie. Tutejsza publiczność jest fantastyczna, bardzo energetyczna. Spodziewam się, że podobna energia będzie na festiwalu! 

 

MUAM: Na pewno przyjdzie więcej ludzi! Gracie na start drugiego festiwalowego dnia. 

Matt: W sumie to fajna sprawa, nie mam z tym problemu. To zabawne, bo jak organizatorzy mi zaproponowali tę godzinę i podali kto jeszcze na festiwalu wystąpi, to momentalnie się zgodziłem widząc tych artystów w rozpisce! 


MUAM: To oznacza, że swoją pracę będziesz miał za sobą dość szybko i zostanie dużo czasu, by zobaczyć występy innych i spotkać się z ludźmi! 

Matt: Po tych spotkaniach czeka mnie osiemnastogodzinny lot do domu... Muszę najpierw dostać się do Londynu, później czekać kilka godzin na samolot do Nashville i lecieć kolejnych 9h. Będzie ciężko, ale dam radę! 

 

MUAM: Mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie i nie będzie żadnych opóźnień i komplikacji. 

Matt: Oby! 



MUAM: Oprócz tego, że tworzysz własną, fantastyczną muzykę, komponujesz też dla innych artystów. Jak różni się dla Ciebie praca nad tymi projektami w porównaniu do tworzenia własnych rzeczy?

Matt: To prawda, na co dzień współpracuję też z innymi artystami i bardzo to lubię. Pracuję regularnie np.z Hollywood Undead. 

Pisanie na własne potrzeby jest bardzo osobistym procesem, bo śpiewam to, co czuję i chcę przekazać. Pisanie dla innych jest znacznie łatwiejsze, bo pozwala skupić się na samym procesie, z wyłączeniem osobistych doświadczeń, spojrzeć z dystansem na dany utwór. Nie opowiadam wtedy własnej historii, inspiracje mogą być dowolne. Moim zadaniem jest wtedy pomóc danym osobom osiągnąć ich cel i opowiedzieć ich historię. 

Podobnie sytuacja wygląda przy tworzeniu projektów graficznych. Miałem w zwyczaju projektować własny merch, ale zaprzestałem tego, by nabrać dystansu, bo narzucałem sam na siebie zbyt wiele krytyki. Współpracuję w tym zakresie ze Slipknotem czy z I Prevail, co jest dla mnie znacznie fajniejszym i przyjemniejszym zadaniem. 


MUAM: Czy sięgasz po pracę twórczą także będąc w trasie? 

Matt: Niespecjalnie, bo zbyt wiele się dzieje dookoła, gdy jest się w podróży. Nie chcę też nadużywać głosu, bo występując sięgam po bardzo różne techniki wokalne, co i tak już nadwyręża moje struny głosowe. Dodawanie dodatkowego obciążenia nie jest dobrym pomysłem, bo można się wtedy kompletnie wyeksploatować. 

 

MUAM: A jak się czujesz jako twórca, kompozytor teraz, mając na koncie już wiele lat doświadczenia? Wiem, że zacząłeś tworzyć muzykę na bardzo wczesnym etapie życia. Zacząłeś mając 8 lat...

Matt: Staram się ten proces możliwie skomplikować... Nieustannie dodaję coś nowego - sięgam po nowe style wokalne i nowe rozwiązania techniczne. Staram się nie powtarzać, wymyślając nowe melodie. Jeśli któryś z nowych utworów zbyt przypomina to, co już było, odpuszczam. Z jednej strony jest mi teraz łatwiej, bo wiele już na przestrzeni lat wymyśliłem, z drugiej dużo trudniej, bo stawiam sobie coraz trudniejsze wyzwania. 

Motywuję się do coraz bardziej szalonych wyzwań, przekraczam kolejne granice, osiągając to, czego nie byłbym w stanie sobie wyobrazić jeszcze kilka lat temu. Czuję tę potrzebę nieustannego podążania naprzód. Oczywiście jeśli inni trzymają się swojego wypracowanego stylu, to również jest w porządku, ale osobiście po prostu nie mógłbym stale przebywać w swojej strefie komfortu i korzystać ze sprawdzonych patentów - nie byłbym wtedy szczęśliwy i spełniony. 



MUAM: Rozumiem, co masz na myśli. Robienie ciągle tego samego staje się nudne - zarówno dla twórcy, jak i odbiorcy. Rozwój jest potrzebny! 

Matt: Słyszymy to ciągle, że ktoś chce brzmieć w swoim własnym stylu, że korzysta ze swoich wypracowanych rozwiązań, że to jest jego styl. Tak naprawdę nikt nie chce jednak stać w miejscu! 

 

MUAM: Pytanie, czym jest ten własny styl. Ludzie nieustannie się zmieniają, zatem ten styl także podlega modyfikacjom...

Matt: No właśnie. Jeśli nie podoba ci się nowy kierunek, w którym dany artysta zmierza oznacza to jedynie tyle, że jego twórczość nie jest już dla ciebie. Jest dla kogoś innego, komu dany styl się spodoba. I to też jest w porządku. Tworząc nową muzykę, muszę brzmieć nowocześnie, bardziej emocjonalnie niż moje poprzednie dokonania, inaczej nie jestem z niej zadowolony.

 


MUAM: A co było u Ciebie pierwsze - rap, czy rock? 

Matt: Jeśli chodzi o słuchanie, to zaczynałem od rocka i metalu. Pierwsze trzy płyty, które dostałem od taty to "Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water" Limp Bizkit, "Vol. 3 - The Subliminal Verses" Slipknota i  "Us and Them" Shinedown. Później nadszedł czas, w którym sam zacząłem odkrywać muzykę. Brat wprowadził mnie w rap, dzięki niemu zacząłem słuchać raperów.  Najważniejszym zespołem w moim życiu pozostaje jednak niezmiennie Slipknot. 

Muzykę zacząłem tworzyć rozpoczynając właśnie od rapu. Tak było łatwiej - pobrać beat, wziąć mikrofon i wrzucić na YouTube piosenkę. Miałem wtedy 8-9 lat. Wrzucałem wtedy swoje rzeczy do sieci jako Zero, później je usunąłem... 

Tworzenie muzyki bliższej tej rockowej przyszło później. Nagraliśmy EPkę - cięższą, bardziej rockową. Zarysy naszych nowych utworów powstały dość dawno, ale nie ukazały się wtedy. I dobrze, bo nie były wystarczająco dobre. Dopiero teraz brzmią tak, jak powinny.


MUAM: Wygląda na to, że przynajmniej po części spełniłeś swoje marzenia - współpracujesz z zespołem, który uwielbiasz. Gratuluję! 

Matt: W pewnym sensie tak. Graliśmy z nimi, byliśmy na tych samych festiwalach, grają naszą muzykę te same stacje radiowe. Marzę o tym, by nagrać wspólny utwór z Coreyem Taylorem, ale jeśli to się nie zdarzy, to już i tak spełniło się wiele... 

 

MUAM: Jestem pewna, że się uda. Masz ogromny talent, więc to kwestia czasu! 

Matt: Dzięki :) 

 

MUAM: A czemu Zero? 

Matt: Taką miałem ksywę za dzieciaka i tak już zostało. Wrzucałem pod tym pseudonimem swoje pierwsze piosenki. Trudno było je jednak znaleźć w sieci, więc trzeba było tę nazwę trochę zmienić.

 

MUAM: Dodałeś więc godzinę swoich narodzin?

Matt: Dokładnie. Wyszła z tego całkiem unikalna nazwa. Fajnie to wygląda, tak nietypowo. 

 

MUAM: Zdecydowanie tak, nie da się pomylić z niczym innym! Wspomnieliśmy już przez moment o Twoim rozwoju wokalnym, ale chciałabym na chwilę do tego tematu wrócić. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich umiejętności i tej lekkości przeskakiwania między stylami. Jak to się robi? Dla mnie to niemal niewyobrażalne, by w tak krótkim czasie być w stanie tak zmieniać głos! 

Matt:  Na koncertach jest to sporym wyzwaniem dla mojego organizmu, ale jest elementem osobistego rozwoju i przekraczania granic. Gdy nie uczę się czegoś nowego, czuję, jakbym się cofał. Praca w studiu jest w tym kontekście znacznie łatwiejsza, bo daje ci możliwość nieograniczonych zmian i poprawek. Możesz testować nowe pomysły, rozwiązywać różne problemy na bieżąco i szukać tego najlepszego rozwiązania. 

 

MUAM: Cenisz sobie pracę niezależną, prawda?

Matt: Tak, choć nie obraziłbym się, jakby pojawił się partner, który by mnie odciążył w niektórych aspektach. Z odpowiednią pomocą można zdziałać więcej, ale niezależność pozwala na pełną artystyczną wolność. 

 

MUAM: Dokładnie - to wyzwanie, ale też ogromny przywilej móc decydować o sobie i nie mieć narzuconych z góry sztywnych terminów i być zmuszanym do wpisania się w jakieś ramy...

Matt: Byłem w dużej wytwórni - zapewniła mi artystyczną wolność i mogłem robić to, co czuję, ale jednocześnie musiałem wpisać się w terminarz wydawniczy i uzyskać zgodę na wypuszczenie każdej jednej rzeczy w świat, a to było już za dużo. Nigdy tak naprawdę nie wydaliśmy pełnego albumu studyjnego. Gdy taki moment nadejdzie, nie obędzie się bez wytwórni. Dlatego jestem otwarty na różne propozycje i nowe możliwości i mam nadzieję, że uda się znaleźć tego właściwego partnera do współpracy. 




MUAM: Tak się złożyło, że Twoja kariera nabrała tempa w czasie pandemii. Jak wspominasz ten czas?

Matt:  Nie był zły, bo coś tam się udało zrobić, ale był niepewny, był wyzwaniem. Mieliśmy to szczęście, że sporo osób nas w tamtym czasie odkryło, ale nie mieliśmy jak pojechać w trasę, co zatrzymało nasz rozwój. Gdyby nie to, bylibyśmy chyba w innym miejscu. Powoli, mozolnie zmierzamy w dobrym kierunku, nadrabiając tamten stracony czas. 

Niedawno skończyliśmy naszą pierwszą headlinerską trasę. Było to dla nas naprawdę duże wydarzenie. Jestem wdzięczny za każdą możliwość, którą otrzymaliśmy. 

 

MUAM: Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, a jedną z nich są także bez wątpienia algorytmy serwisów streamingowych. Jednego dnia masz dużo słuchaczy, kolejnego zaś pojawiają się setki innych piosenek i uwaga odbiorcy zostaje przekierowana gdzie indziej. Jak się odnaleźć w tym wszystkim?

Matt:  Jeśli nie robisz czegoś, co osobiście daje ci radość i spełnienie, wszystko to nie ma żadnego sensu. Za moment wydajemy nowy singiel, totalnie inny od tego, co robiliśmy do tej pory. Jeśli nie szukasz innowacji, nie dasz ludziom powodu ku temu, by poświęcili ci uwagę. Jest masa zespołów, które nagrywają identyczne piosenki, w których zmienia się tylko głos wokalisty. Trzeba zrobić coś innego, unikalnego. Jeśli nikt nie jest w stanie zrobić tego, co ty, znaczy to, że idziesz we właściwym kierunku! 


MUAM: To trudna i wyczerpująca rywalizacja. Są oczywiście i dobre i złe strony współczesnego przemysłu muzycznego. Dzięki streamingowi możemy słuchać wszystkiego, co sobie wymyślimy właściwie od ręki i być bliżej artystów, ale jest też druga strona medalu...

Matt: Jesteśmy przesyceni informacjami, zbyt wiele się dzieje. Płacą słabo, ale mają wielu artystów na platformie i nawet jeśli nie ma z tego dużych pieniędzy, to i tak jedynym powodem, że w ogóle zarabiasz, jest sposób, w jaki cię promują na platformie. Umieszczają cię w algorytmie. Niektórzy na to nie zasługują, inni jak najbardziej i tak to już jest, dziwne czasy.


MUAM: Jedynym co można zrobić w tych realiach jest podążanie za pasją i artystycznym spełnieniem. Prawdziwi fani docenią szczerość w twórczości. 

Matt: To prawda - nie można się przecież zamartwiać czymś, na co nie mamy wpływu. Jedyne, co mogę zrobić to tworzyć najlepiej jak potrafię i mieć nadzieję, że spodoba się to innym - czy fanom, czy właścicielom tych platform. Zależy mi tylko na tym, co mogę osiągnąć własną pracą. 


MUAM: A jak określiłbyś swoją relację z fanami? Zdarzyły się jakieś szalone historie?

Matt: Po każdym koncercie spotykam się z każdym chętnym, który chce pogadać. Zdarzył się jeden wyjątek, gdy nie wyszedłem do fanów - byłem wtedy bardzo chory i przerwaliśmy koncert po 4 utworach, bo nie dałem rady już grać. Wydaje mi się, że fani są całkiem normalni. Są bardzo mili, dobrze się nam rozmawia, nie przypominam sobie dziwnych sytuacji. 

 

MUAM: To dobrze, że nie masz psychofanów! Są tacy fani, którzy jeżdżą za Wami całą trasę? 

Matt: Wiesz jak ułożone są trasy w Stanach? Z miasta do miasta nieraz trzeba przejechać 8-12 godzin albo polecieć samolotem w 3-4h. Są osoby, które się tego podejmują i jadą na 5-6 kolejnych koncertów. To absolutne szaleństwo i bardzo to doceniam. Dzięki tym wszystkim ludziom mogę się realizować. Jestem im dozgonnie wdzięczny! 

 

MUAM: Dobrych artystów wspierają oddani fani. :) Czy jakieś szczególne pytanie podczas tych spotkań zapadło Ci w pamięć?

Matt: Póki co nic nadzwyczajnego nie padło - jesteśmy dość oswojeni z reakcjami fanów, także tymi szalonymi. 

 

MUAM: A może padło coś wyjątkowo nietypowego w którymś z wywiadów?

Matt: Póki co nie, ale jeśli wpadniesz na Summer Punch się przywitać i coś takiego będzie miało miejsce, to na pewno Ci o tym opowiem! :)

 

MUAM: Umowa stoi! Dzięki za Twój czas i do zobaczenia niebawem! Dobrego dnia! 

Matt: Dzięki, mega doceniam. Widzimy się! 




Zero 9:36 przyjadą do Polski już niedługo. Wystąpią na otwarcie drugiego dnia festiwalu Summer Punch, 19 czerwca. Więcej o festiwalu tu: https://summerpunchfestival.com/