poniedziałek, 8 czerwca 2026

Latarnik (Błoto): nasza działalność jest aktem spotkania się ludzi w duchu wspólnego tworzenia

"Błoto, jakie znaliśmy do tej pory, we wrześniu 2025 roku przestało na chwilę istnieć w zaułkach bukaresztańskiej dzielnicy Floreasca. Nie był to jednak koniec, lecz nowy początek i świadoma transformacja. Zachowując nienaruszony rdzeń, zespół rozszerzył skład o filar rumuńskiej alternatywy, Iona D, co stało się katalizatorem najbardziej przełomowego projektu w ich karierze." - tak rozpoczyna się informacja prasowa towarzysząca "Atmosferze" - nowemu, doskonałemu wydawnictwu spod szyldu Astigmatic Records. 

 

Błoto powraca z nowym albumem - wymykającym się jazzowej estetyce, zmierzającym w nowym, świeżym kierunku - pulsującym, eksperymentalnym, psychodelicznym. Zdzwoniłam się z Latarnikiem, by dowiedzieć się więcej o wspomnianej transformacji. 

 

Rozmawialiśmy o atmosferze - w zespole, w życiu, w branży, na świecie. O tym, jak wpływa na nasze funkcjonowanie. O podróżach i spotkaniach, które zostają w pamięci na zawsze. O Rumunii. O zmianach na świecie i w nas samych. Zapraszam do lektury.  

 

Błoto & Ion D., fot. Daniel Hawryluk

 

Między Uchem A Mózgiem: Jak Ci minął weekend? Wiem, ze przynajmniej częściowo upłynął pod znakiem koncertów. Czy pojawiły się już nowe utwory w repertuarze? Jak zostały przyjęte?

Marek „Latarnik” Pędziwiatr: Wprowadzamy ten materiał do obiegu nienachalnie. Główna fala koncertów w nowym, pełnym składzie czeka nas w drugiej połowie roku – w sierpniu i jesienią. Zagramy trasę w kilku miastach. Na chwilę obecną gramy w kwartecie, powoli testując nowe utwory, dokładając stopniowo coś nowego. To odświeżenie formuły i dla publiczności, i dla nas samych. 


MUAM: Z moich doświadczeń koncertowych wynika, że każdy Wasz występ jest inny, świeży i odkrywczy, bo każdy utwór można zagrać na różne sposoby, ubarwiając go pod względem nastroju w zależności od okoliczności i energii danego miejsca. Nigdy nie jest tak samo. 

Latarnik: To prawda – możemy zagrać ekstremalnie stare numery, a i tak będzie ten element świeżości, bo z perspektywy czasu zmienia się nasze podejście do  danego materiału. Każde wykonanie czy to utworu sprzed lat czy czegoś nowszego jest dokumentem i świadectwem czasu, w którym się to dzieje. 


MUAM: Spotykamy się, by porozmawiać o nowym wydawnictwie Błota, zarejestrowanym wspólnie z rumuńskim producentem Ionem D. Pomówmy zatem o atmosferze i jej różnych aspektach. Jaka atmosfera panuje obecnie w zespole?

Latarnik: Zdecydowanie dobra i zdecydowanie bliższa drugiej strony albumu, którą nazywamy „rozluźnioną atmosferą”. W wersji winylowej „Atmosfery” ten podział na stronę A i B będzie wyraźnie widoczny. Strona A jest gęsta, napięta i zdecydowanie ma bardziej negatywny wydźwięk, a strona B bardziej pozytywna. Po tytułach można łatwo się zorientować, która część jest mroczna, a która kieruje się ku światłu. 

Na tej ciemniejszej jest wyzysk, mobbing, system, korupcja, bieda. To dotyczy zarówno wewnętrznych przeżyć jednostki, jak i szerszego, społecznego wydźwięku w wielu aspektach. Dotyczy to nie tylko polityki, ale również rynku pracy, w którym wszyscy uczestniczymy. Gdy włączymy wszelakie media, doświadczamy takich emocji, ale też są bezpośrednią częścią ludzkiego życia. Dzieją się tu i teraz na naszych oczach. Błoto jest wciąż płodne muzycznie, ale jest też przede wszystkim silnie zakorzenione we współczesności – jest blisko ludzi, problemów i ich spraw. 


MUAM:  Atmosfera na świecie faktycznie nie jest obecnie zbyt optymistyczna. A czy Ty osobiście doświadczyłeś wyzysku pod kątem działalności artystycznej, muzycznej? Oczywiście nie pytam o prywatne aspekty. 

Latarnik: Oczywiście. Te doświadczenia wiążą się tak naprawdę z każdą życiową sferą, czy to prywatną, czy zawodową. Korporacyjnego mobbingu nie doświadczyłem bezpośrednio, ponieważ w kwestiach artystycznych nigdy nie wiązałem się z wielką korporacją. Najczęściej współpracuję na zasadzie przyjacielskich relacji, łącząc sferę biznesową z czysto ludzkim, braterskim aspektem. Dostrzegam jednak wyraźnie, co się dzieje - mobbing w pędzącym świecie jest bardzo na czasie. Nie wyobrażam sobie uprawiania tej pasji i zawodu będąc w jakikolwiek sposób poddawany tego rodzaju naciskom, czy gęstej atmosferze. 


MUAM: W takich warunkach nie da się pracować…

Latarnik: Niestety da się, ale taka praca generuje więcej stresu, skraca młodość i życie. Można być w tej pracy skutecznym i realizować powierzone zadania, ale warto też zadać sobie pytanie, czy to ma sens i jakim kosztem się odbywa. 

Błoto & Ion D., fot. Daniel Hawryluk


MUAM: Zdrowie jest najważniejsze – zarówno fizyczne jak i psychiczne. Równowaga jest kluczowa! Ważne jest, by czuć się dobrze, żyć w zgodzie nie tylko z innymi, ale też z samym sobą, wiedzieć, co się robi i dlaczego. Naprawdę dobrze można pracować moim zdaniem tylko wtedy, gdy będzie robiło się to, co się naprawdę czuje. Cieszę się bardzo, że postawiliście na niezależność, że jesteście razem i działacie wspólnie, kreując piękne rzeczy. 

Latarnik: Trzeba powiedzieć otwarcie i szczerze, że jesteśmy szczęściarzami. To, że trafiliśmy na siebie, to prawdziwe szczęście, bo każde inne działanie mogło skutkować efektem motyla. Jesteśmy razem, kreujemy wspólnie, jest dobrze. Bywa różnie, jak to w zespole, w rodzinie, wśród przyjaciół, ale trzeba poszukiwać i znajdować te złote środki, by finalizować tematy. 


MUAM: Dobrym pomysłem jest zawsze zaproszenie do współpracy osoby z zewnątrz, prawda? Taka nowa postać wnosi nową energię. 

Latarnik: Oj tak, to w wielu momentach istnienia naszych konstelacji zdawało egzamin. W przypadku Błota jest to pierwsza taka współpraca, ale kilka skutecznych fajnych spotkań miało miejsce przy pracy nad materiałem dla EABS. Na początku naszej twórczej drogi zaproszenie Tenderlonious’a do studia i wspólne kreowanie muzyki wniosło nową energię.

Tym najbardziej niezwykłym, uzdrawiającym spotkaniem była współpraca EABS z Jaubi, gdy powstawał „In Search of a Better Tomorrow” . Znałem chłopaków wcześniej – poznaliśmy się w Pakistanie. Miałem początkowo mieszane uczucia - myślałem, że to się nie uda, że dwa zespoły nie mają szans się dogadać na takim poziomie porozumienia. Tymczasem oni przyjechali do Polski i nagraliśmy płytę. Połączyliśmy energię dwóch zespołów i powstało coś niesamowitego. Ta współpraca zażegnała kryzysy zespołowe, pojawiło się nowe światło. 

EABS i Jaubi spędzili ze sobą tyle czasu, że zdążyło zakwitnąć w nas poczucie, że spotykamy się po to, by tworzyć wspólnie coś pięknego i wszelkie sytuacje, które mają miejsce między nami, to tylko epizod, który można szybko zażegnać - uleczyć szczerością i otwartością, rozmową. 



MUAM: Są ważniejsze sprawy, niż nieporozumienia. Ważne jest to, co łączy ludzi – to, że mogą wspólnie skoncentrować się na pięknie, na sztuce, zamiast pielęgnować konflikt. Skupić się na tym, co dobre, co wspólne.  

Latarnik: Pewnie, że tak. Czasem trzeba zrobić coś innego, by nastąpił przełom. Wprowadzenie do naszej ekipy  nowych podmiotów wnosi ferment, świeżość i poczucie większego doceniania tego, co się dzieje. Gdy gramy kolejny koncert w danym roku, na finał po prostu dziękujemy sobie i tyle. Gdy jest ktoś z zewnątrz, automatycznie pojawia się nowe spojrzenie i więcej emocji. Ta osoba może wtedy powiedzieć ci coś miłego, czego tak naprawdę bardzo potrzebujesz, podzielić się emocjami, o których my sami zapominamy na co dzień, bo nasi bliscy i przyjaciele już się do nich przyzwyczaili i uważają je za oczywistość. Trzeba sobie samemu przypominać o tym, dlaczego to, co robimy jest ważne. 


MUAM: Rozumiem, że w studiu Iona D. w Rumunii atmosfera była bardzo dobra, o czym świadczy doskonały nowy materiał. 

Latarnik: Rzecz działa się niecały rok temu – wtedy też było pięknie i ciepło, aura pogodowa sprzyjała optymistycznemu myśleniu. Towarzyszyła nam wysoka energia twórcza. 

Rumunia jest szczególnym miejscem. Ludzie zamieszkujący ten kraj mają w sobie dużo energii i bałkański temperament, który silnie na nas wpłynął. To nie była współpraca z kimś z Zachodu, lecz z naszymi wschodnimi braćmi – oba kraje łączą podobne doświadczenia historyczne związane z obaleniem systemu komunistycznego, z traumami tamtego czasu oraz samej transformacji.  Szybko nawiązaliśmy nić porozumienia.

Zanim tam pojechaliśmy, udało mi się obejrzeć kilka filmów rumuńskich, np. Metronom - świetny czarno-biały współczesny film o latach siedemdziesiątych w Rumunii, o czasach komunistycznych i erze, w której muzyka zachodnia była zakazana. Mam wrażenie, że tam było gorzej niż u nas… 



MUAM: Gorzej niż w „Misiu” Barei? 

Latarnik: Blisko tej rzeczywistości opisanej w „Misiu”, ale jednocześnie czuję, że tam brutalność milicji była większa niż w Polsce. Natrafiliśmy w Bukareszcie na ogromny komisariat policji nie z tej epoki, który dziś jest ruiną jakby zachowaną na pamiątkę obalenia tej opresji. Nie mogłem uwierzyć, że taki pustostan stoi w środku miasta.  

W filmach rumuńskich często pojawia się motyw brutalności milicji w tamtych czasach – powracają słynne przesłuchania ludzi, którzy próbowali robić coś poza systemem, sprzeciwiać się partii i systemowi, co skutkowało w najlepszym przypadku szantażem, a w najgorszym śmiercią. 




MUAM: Mam nadzieję, że teraz jest już tam lepiej… 

Latarnik: Tak, zdecydowanie. To była bardzo owocna podróż nie tylko ze względu na tło historyczne, ale też muzyczne doświadczenie. Zarówno Ion D. jak i Plevna, producent i klawiszowiec, który dołączył do nas znienacka, mają niesamowitą wiedzę i lekkość w wykonywaniu i przekazywaniu tajników stylu muzycznego, w którym się poruszają. Nauczyli nas nowych brzmień, zainspirowali do nowych poszukiwań rytmicznych, do pójścia nową drogą. 


MUAM: Jak powstawały te utwory? Były wynikiem wspólnej improwizacji w studiu, czy stały się efektem różnych rozmów o życiu?

Latarnik: Z Błotem nie nagrywamy utworów – one powstają z tego, co zarejestrujemy podczas wspólnego grania. Nagrywamy sesje improwizowane. Przed włączeniem nagrywania Ion czy Plevna pokazywali nam rytmy, wiele z nich w zupełnie innych metrach niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni, zaczynaliśmy się ich uczyć, poznawaliśmy niuanse. Gdy poczuliśmy się swobodnie, włączaliśmy nagrywanie i miała miejsce dalsza eksploracja. Każdy był za swoim sterem, bawiliśmy się, zalewając te rytmy „błotem”. Te spotkania nie były wcześniej skrupulatnie zaplanowane, wykorzystaliśmy szansę, która się pojawiła. Na początku nie planowaliśmy w ogóle, że nagramy album w Rumunii…  


MUAM: No właśnie, jak to się stało? Dlaczego Rumunia? W ramach jakiegoś programu współpracy między państwami?

Latarnik: Tak, Instytut Adama Mickiewicza zaproponował możliwość współpracy z artystami z Rumunii w ramach programu “Sezon kulturalny Polska-Rumunia 2024-2025”. Z tego co pamiętam, zostaliśmy do niego zaproszeni przez przypadek. Mieliśmy zagrać koncert w ramach festiwalu Jazz in the Park na małej scenie, ale gdy wylądowaliśmy w Rumunii okazało się, że headliner tego dnia nie doleci do Cluj Napoka i dostaliśmy bardzo atrakcyjny slot na głównej scenie. Oczywiście zrobiliśmy swoje i publiczność bardzo pozytywnie zareagowała na nasz występ, co poskutkowało kolejnymi zaproszeniami do Rumunii, np. Na Garana Jazz Festival czy ponownie na Jazz in the Park i być może dzięki temu współpraca z artystami z Rumunii okazała się jakimś potencjałem do wykorzystania.    

W ramach tego samego programu Dagadana nagrała wspólny utwór z hiphopową grupą Subcarpați. Zaproponowano nam coś podobnego. Jednak jako Astigmatic Records zawsze skupialiśmy się na wydawaniu albumów, w związku z czym powstał pomysł, by wydać coś w większym formacie niż jeden singiel. W zarządzie projektu była strona polska i rumuńska – zaproponowali nam, że podpowiedzą, z kim moglibyśmy podjąć współpracę, przedstawią różnych artystów, instrumentalistów, ale też nie blokowali nam własnego wyboru. 

Zaczęliśmy więc szukać na własną rękę i natrafiliśmy w streamingach na wokalistę, młodego chłopaka, który nazywa się Renato din Salaj. Urzekł nas głosem – dojrzałym, surowym, po przejściach, takim brudnym. Pasował nam ten styl. Gdy wysłaliśmy propozycję do instytutu, powiedzieli, że ok, ale że muszą skonsultować ze stroną rumuńską. Od nich jednak przyszła odpowiedź negatywna. Okazało się, że wybraliśmy styl, który nie wszystkim się podoba. Rumuńskie manele porównywane są czasem do naszego disco polo, choć nie do końca jest to dobre odniesienie... 



MUAM: Czyli muzyka, która nie do końca dobrze reprezentuje kraj, niespecjalnie pozytywnie kojarzy się instytucjom kulturalnym…

Latarnik: … i wyższym sferom. Nie wybraliśmy czegoś z popularnej w Rumunii sceny elektronicznej, z szeroko rozwiniętej sceny EDM, lecz manele - muzykę postrzeganą jako podrzędną, weselną, kojarzącą się z ludnością romską. Gdy pytaliśmy ludzi, o co chodzi uświadomili nas, że jest tutaj podłoże rasistowskie – że Romowie postrzegani są jak ludzie marginesu, że przynależą poniekąd do świata gangsterskiego. W tekstach pojawiają się słowa o miłości obok takiej gangsterki kojarzonej z rapem. Tu już odbiegamy od wizerunku disco polo, który z założenia ma podłoże związane z beztroską zabawą. Jest jeszcze jednak jeden ważny aspekt różniący te style – próg wejścia do tego gatunku wiąże się z jakimiś wymaganiami – tu naprawdę trzeba umieć śpiewać, a także grać, mieć rytm we krwi i dryg improwizatorski. Są tam solówki i technicznie wymagające partie. 


MUAM: Czyli to nie takie proste i przaśne, tu kryje się coś więcej…

Latarnik: Podobnej historii doświadczył zespół Coldplay, gdy grał w Rumunii. Dostali propozycję, by wybrać sobie gościa specjalnego, którego mieli zaprosić na gościnny wspólny występ na scenie. Oczywiście chcieli znaleźć kogoś popularnego. Manele są bardzo popularnym stylem, ale też takim, którego ludzie trochę się wstydzą. Zaprosili na scenę artystę, który wykonywał właśnie manele i zostali wygwizdani… 


MUAM: Ojej…

Latarnik: Widzisz z czym próbowaliśmy się zmierzyć. Dostając odmowę musieliśmy poszukać kogoś innego, ale ostatecznie okazało się, że rozwiązanie było bardzo blisko. Sprawdziliśmy, kto wyprodukował utwór „I Love You”, w którym śpiewa Renato i okazało się, że to Ion D. Zaczęliśmy szukać, kim ta osoba jest i szybko okazało się że to koneser gatunku, który ma swoją wytwórnię Future Nuggets i który kieruje się podobną filozofią w swojej pracy jak my w Astigmatic Records. Muzyka z jego wytwórni ma wiele punktów wspólnych z tym, co my wydajemy, mimo że jest w innym stylu. Jest bardzo ciekawa, inspirująca. To taka rumuńska strona naszej działalności. Dotarliśmy zatem ostatecznie do tych maneli, ale tylnymi drzwiami. 


MUAM: To bardzo ciekawe i cieszę się, że ostatecznie dotarliście do celu! 

Latarnik: Ion jest miłośnikiem tego gatunku – zbiera materiały, stare taśmy, ma pokaźne archiwum. Jest też DJem i składa z brudnych, nieoszlifowanych nośników fascynującą muzykę, wydobywając prekursorskie brzmienia, tzw. protomanele. Ma misję – chce robić coś niekomercyjnego, na własnych warunkach. Muzykę alternatywną, psychodeliczną. Wciągnął nas w ten swój muzyczny świat, pokazał nam coś, do czego sami nigdy byśmy nie dotarli – wokalistów nieprawdopodobnie utalentowanych, ale totalnie nieznanych. Stare, surowe nagrania z romskich mieszkań, w których rodzina słucha swojego barda, który zachwyca talentem. Podziwiają go, ale jednocześnie mają w oczach smutek i żal, bo ten człowiek jest wciągnięty w świat narkotyków. To bolesne doświadczenie. 

Gdy zapytaliśmy o Renato, o młodego chłopaka, który nas połączył, opowiedział nam jego historię.  Ion D. ma umowę z bukaresztańskim poprawczakiem, w ramach której w ramach resocjalizacji zaprasza do swojego studia utalentowane dzieciaki, które mają szansę wrócić do normalnego życia poprzez sztukę. Renato wyszedł z więzienia i w ramach tego programu został skierowany do Iona. Po przyjściu do studia momentalnie chwycił za instrumenty i zaczęła się magia. Grał niesamowite rzeczy, śpiewał fenomenalnie do tego, co proponował mu producent. Nagrania zostały zrealizowane bardzo szybko i połączyła ich świetna energia, ale chłopak po kilku dniach wrócił do więzienia, bo zaczął coś znów mącić. To środowisko, z którego się wywodzi, bardzo silnie wpływa na człowieka. Niby jest wybór, ale tak naprawdę rzeczywistość determinuje wykluczenie ze względu na łatkę społeczności romskiej, ze względu na charakterystyczny wygląd. Wszelkie próby wyjścia z tej sytuacji kończą się fiaskiem, bo wyższe sfery nie mają do Romów zaufania i zaczyna się błędne koło.  Ten brak zaufania po prostu nie daje szans na lepsze warunki życia. 

 



MUAM: Rozumiem, sytuacja bez wyjścia. To bardzo przykre. Z Ionem zrealizowaliście najpierw EPkę „Zmiany”, a następnie pełny album „Atmosfera”. Macie w planach coś jeszcze?

Latarnik: Jest ku temu szansa, nawet jeśli nie nagramy nic fizycznie z naszych kolejnych spotkań, bo wiele materiału zostało jeszcze w szufladzie. Na EPce i albumie znajduje się około 40% całości. Jest zatem dużo materiału do zagospodarowania, który kiedyś ujrzy pewnie światło dzienne. W najgorszym wypadku będzie to coś specjalnego na 20-lecie Astigmatic Records. 

W tym roku wytwórni stuka 10 lat działalności. Mogę zdradzić, że z tej okazji ukaże się specjalna kompilacja, na której znajdą się utwory specjalne od EABS, Błota, Levitation Orchestra, Omasty, Yoni Mayraz, Zimy Stulecia, czy Latarnika we własnej osobie i mojej współpracy z Pakistańczykami (nie z Jaubi) – będą utwory specjalnie nagrane na tę okazję jak i materiał z szuflady, z którym wiążą się różne historie… Taka mała niespodzianka 😊


MUAM: Wspaniały pomysł prezentujący dokonania wytwórni w ostatniej dekadzie – coś dla fanów, ale i fajny początek dla tych, co Was jeszcze nie znają i mogą dowiedzieć się w pigułce, co macie ciekawego w repertuarze! 

10 lat to jednocześnie dużo i mało czasu – z perspektywy Wszechświata to mikroskala, ale z perspektywy ludzkiego życia to czas, w którym wiele może się wydarzyć i zmienić. Dekada fajnie pokazuje, jak człowiek się zmienia, jak zmieniają się jego potrzeby i priorytety. Czytałam, że w takim okresie czasu weryfikuje się przyjaźń między ludźmi. To jest ten moment przełomowy, czas na zmiany, moment, w którym coś, co było dla obu stron ważne przestaje nas łączyć. Gdy taki okres się przetrwa, jest duża szansa, ze przyjaźń się utrzyma i będzie na lata, bo ludzie dobrze się dopasowali…

Latarnik: Dekada naprawdę robi różnicę. Zauważyłem, że taki ciężar zmian widoczny jest wyraźnie po 2-3 dekadach. W 2020 roku trudniej było dostrzec różnicę między tym, jak było wtedy, a jak w 2010 roku, ale obecnie, gdy spoglądam na archiwa z życia datowane na 2010 rok widzę wyraźnie zmiany cywilizacyjne, zmiany w ludziach i w sobie. Każda dekada jest inna. Widać to na zdjęciach – inaczej wyglądały lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte czy dziewięćdziesiąte – różniły się między sobą, ale też między tym, co wydarzyło się po roku 2000. Zmienia się jakość zdjęć, oświetlenie. Niektóre zdjęcia są np. zamglone, zadymione, bo wtedy można było palić w pomieszczeniach. Te niuanse są bardzo ciekawe. 

Obecnie w powszechnym użyciu są aplikacje. Jest ich coraz więcej i tu widoczna jest przepaść w stosunku do lat wcześniejszych. Te różnice przybierają na sile też z powodu rosnącego wpływu sztucznej inteligencji, która porywa ludzkość w nieokreślonym, niepokojącym kierunku. Z biegiem czasu zmienia się klimat, zmienia się atmosfera. 


MUAM: Kiedyś było lepiej, czy niekoniecznie?

Latarnik: Bardzo długo żyłem z przekonaniem, że kiedyś było lepiej. Gdy byłem nastolatkiem, na początku lat dwutysięcznych chciałem cofnąć się do lat dziewięćdziesiątych, czując, że ominęło mnie coś ważnego, że stało się kiedyś coś bardzo istotnego, w czym nie mogłem wziąć udziału. 

Myślałem, że we wcześniejszych latach świat funkcjonował mądrzej, ale niekoniecznie tak było. Po czasie zrozumiałem, że takie myślenie to nic innego jak okłamywanie siebie, bo najlepiej jest tu i teraz. To jest najwspanialszy czas i recepta na wszystko – na muzykę, na improwizację, na dobre samopoczucie. Bo wiesz, jak pojawi się jakiś problem i załatwisz go tu i teraz, to masz to z głowy i już o tym nie myślisz! To była jedna z moich najważniejszych życiowych zmian! 



MUAM: Masz całkowitą rację – bardzo ważne jest skupienie się na tym, co przeżywa się w danym momencie i maksymalne wykorzystywanie tego czasu, który mamy. A jak myślisz, czy atmosfera w branży zmieniła się na lepsze czy gorsze, czy jest właściwie tak samo?

Latarnik: Zależy w jakiej branży. W przypadku muzyki czysto mainstreamowej będzie coraz bardziej pod górkę, głównie ze względu na rosnący wpływ AI. Nie chcę jednak być fatalistycznym prorokiem – po cichu wierzę w to, że ludzkość nawet w świecie popu zacznie buntować się przeciwko maszynom i pojawi się potrzeba poszukiwania organiczności, szczerości, prawdy. Tych dźwięków prawdziwych, zagranych przez człowieka. Kto wie, może powrócą do łask piosenki z wokalem i gitarą. 

 

Błoto & Ion D., fot. Daniel Hawryluk


MUAM: Już wracają. Historia dzieje się cyklicznie – pewne style powracają po latach, inne stają się mniej popularne na jakiś czas. Te zmiany da się przewidzieć w pewien sposób. 

Latarnik: Tak. W naszym muzycznym świecie, nazywanym młodym polskim jazzem jest bardziej optymistycznie. Tu jest się czym cieszyć, bo nasza działalność jest aktem spotkania się ludzi w duchu wspólnego tworzenia – grania, muzykowania, rozmowy, bycia tu i teraz, oddychania tym samym powietrzem. To bardzo ważne, ta wspólnota podtrzymuje istotę ludzkiej egzystencji – tę potrzebę bycia razem i wspólnego robienia rzeczy. Każdy rodzaj muzyki prowokującej spotkanie ludzi to jedne z ostatnich bastionów tej szczerości i szlachetności.


MUAM: To dobra przestrzeń, by tworzyć coś nowego. Na oddolną inicjatywę, na to by było lepiej. Takim pozytywnym akcentem kończy się „Atmosfera” – pojednaniem i wolnością. 

Latarnik: Właśnie – to bardzo dobry finał! Mówiąc o zmianach cywilizacyjnych i o AI wspomnieliśmy o mainstreamie i o podziemiu, ale jest jeszcze jeden aspekt – jak do tego wynalazku podchodzą odbiorcy. Już kilka lat temu przerażało mnie to, jak z coraz większą łatwością i mniejszym nakładem energii można robić muzykę. Gdy pojawiła się sztuczna inteligencja, okazało się, że już totalnie każdy może mieć twórczą sprawczość. Ludziom wydaje się, że wszystko mogą zrobić – w porządku, jeśli komuś sprawia radość wygenerowanie dowolnej piosenki po wpisaniu promptów, to nie chciałbym takiej radości odbierać. Jest w tym jednak coś bardzo niebezpiecznego – to bardzo uzależnia i ludzie przyznają się, że bardzo łatwo dać się pochłonąć takiemu własnemu tworzeniu. Dochodzi do sytuacji, że będąc wkręconym w tworzenie własnych piosenek i melodii nie chce się już słuchać tego, co stworzą inni. Możesz zrobić własną muzykę, którą lubisz i nie musisz już odkrywać niczego innego, bo masz swoje, w dodatku to, co ci się najbardziej podoba. 

To brzmi śmiesznie, ale jest jednocześnie przerażające i ograniczające. To narcystyczne podejście przedarło się do sztuki – to przekonanie, że wie się najlepiej, bo skoro coś sami zrobiliśmy, to będzie to dla nas najlepsze. Tymczasem w książkach można znaleźć informacje  o tym, że sztuka ma budować w człowieku empatię, emocje, że ma łączyć ludzi. Dzieło ma budzić uczucia, dialog, ma być pretekstem do interakcji między twórcą a odbiorcą. Co tworzenie samemu dla siebie ma wspólnego z empatią? Pojęcie sztuki ulega erozji. Wierzę w to, że ta relacja między ludźmi nie umrze, ale ten narcyzm mnie przeraża…


MUAM: Mnie także bardzo ta sytuacja niepokoi. To, że ludzie nie muszą już słuchać innych, bo wiedzą najlepiej. Że mogą sami sobie zrobić wszystko, nie tylko muzykę. Ten narcyzm widać np. też na drogach. Zamiast zachować bezpieczny dystans i przewidywać sytuacje drogowe ludzie pędzą na złamanie karku, pchają się i jeżdżą na zderzaku…. To prawdopodobnie wynika z tego tkwienia we własnym mikroświecie i skupieniu wyłącznie na sobie samym. Taki brak myślenia i wyobraźni prowadzi do katastrofy. 

Latarnik: To takie myślenie, że drugi człowiek jest po to, by mu udowodnić, że nie ma racji… 


MUAM: Wspomniałeś na początku naszej rozmowy o koncertach planowanych na drugą połowę roku. Gdzie Was zobaczymy i usłyszymy?

Latarnik: Z Ionem D. zagramy 12 sierpnia w Gdańsku, na Ołowiance, w ramach Jazzu Na Wyspie. W listopadzie będzie też trasa klubowa, która obejmie Katowice, Gdańsk, Wrocław, Poznań i Warszawę.  Zagramy też na Off Festivalu i na festiwalu Audioriver, ale sami, bez Iona. Dużo się wydarzy. 

 

MUAM: Zapowiada się fenomenalnie, nie mogę się doczekać. Dzięki piękne za Twój czas, to była czysta przyjemność. Pomyślności i do zobaczenia. Oby dobra atmosfera Cię nie opuszczała! 

Latarnik: Dzięki i wzajemnie. Do zobaczenia, pa! 😊
 


 

"Atmosfera" ukazała się 29 maja 2026 nakładem Astigmatic Records. 
Albumu możecie posłuchać tu w wersji cyfrowej: https://bloto.bandcamp.com/album/atmosfera

 

Tu także znajdziecie poprzedzającą album EPkę "Zmiany": https://bloto.bandcamp.com/album/zmiany-schimb-ri 

Za pośrednictwem platformy Bandcamp można też zamówić fizyczne egzemplarze obu wydawnictw 


Informacji o koncertowych planach zespołu wypatrujcie na profilach zespołu na portalach społecznościowych Błota.