piątek, 26 czerwca 2026

Poison Ruin: interesuje nas to, co na chwilę wyrywa nas z rzeczywistości

Ich koncerty to kopalnia energii i przestrzeń pełna szczerości. Poison Ruin w ostatnich latach zyskali reputację jednego z najlepszych zespołów łączących surowość punku z gatunkowym twistem w kierunku rockowej melodyjności. Tej wiosny wydali też świetny nowy album, który ukazał się pod szyldem Relapse Records. 

Europejska trasa koncertowa i zbliżające się koncerty w Polsce stały się pretekstem do rozmowy o historii, o tym jak jej znajomość może pomóc w życiu i inspirować do tworzenia sztuki. Przesympatyczny Mac Kennedy opowiedział mi też o swojej bliskiej relacji z polskimi fanami. 

 

Poison Ruin, fot. Kat Bean

 

Między Uchem A Mózgiem: Cześć, co słychać w obozie Poison Ruin? Szykujesz się do trasy, czy to moment na odpoczynek?

Mac Kennedy:  Zawsze jest coś do zrobienia, ale obecnie, będąc w domu staram się korzystać z tego wolnego czasu możliwie najpełniej i zbierać siły, mając świadomość tego, ze lada moment nadejdzie ten intensywniejszy czas. To wbrew pozorom bardzo ważne, by zaplanować ten czas przerwy, cieszyć się pobytem w domu, z bliskimi, spotykać się z przyjaciółmi. Lada moment ruszamy w trasę po Stanach, a następnie lecimy do Europy, czego już nie mogę się doczekać! Będzie się działo! 

 

MUAM: Ja również nie mogę się doczekać! Słyszałam wiele dobrego o energii, o dobrej zabawie, o świetnej atmosferze. Jak z Twojej perspektywy różnią się trasy koncertowe po Stanach Zjednoczonych i po Europie? A może jest tak samo?

Mac: Jest sporo różnic. Przede wszystkim, sama świadomość, że jesteś w innym miejscu, zmienia twoje nastawienie. Różnica polega na tym, że w Europie jest o wiele więcej festiwali, także tych związanych z cięższą muzyką, rockową, metalową, dzięki czemu możemy grać więcej takich imprez na tym kontynencie. Naszym ulubionym zajęciem są jednak zawsze koncerty klubowe, ponieważ energia jest kluczowym elementem naszych występów. Łatwiej jest ją gromadzić w mniejszej przestrzeni. 

Europejczycy są też bardziej gościnni niż Amerykanie. To bardzo przyjemne miejsce do podróżowania i koncertowania. W Stanach wielu ludzi po prostu walczy o to, by ich praca stała się firmą promocyjną.. Wszystko jest tak ściśnięte i skupione na konkurencji, że wiele osób, z którymi się stykasz, jest zmęczonych lub sfrustrowanych. Uwielbiam grać też w Stanach, ale jest tam inna energia. 

W Europie jesteśmy otoczeni bardzo dobrą opieką, co wprowadza w dobry nastrój. Dzięki temu możesz w pełni skupić się na graniu. Uwielbiam historię, uwielbiam podróżować, uwielbiam przyrodę, więc udawanie się w różne miejsca i podziwianie ich podczas jazdy to świetny sposób by coś odkryć. Są miejsca, w które możesz pojechać jedynie samochodem i których nie zobaczysz lecąc na wakacje i wracając z nich samolotem. Jadąc trasowym busem naprawdę przemierza się dany rejon. 

 

MUAM: Czyli w dniach przerwy między koncertami macie chwilkę, żeby coś pozwiedzać, obejrzeć - cieszę się bardzo! 

Mac: Przeważnie te day-offy są bardziej logistyczne, potrzebne na przejazd z miejsca na miejsce. Staramy się mieć dzień wolny w każdym tygodniu, z szacunku do nas samych i do naszej pracy. Jest presja, żeby koncertować jak najwięcej, zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, żeby to wszystko było nadal możliwe na najwyższym możliwym poziomie, miało sens. Zawsze jednak istnieje pewien szacunek do siebie nawzajem. Te dni wolne są zaplanowane na terminy, w których musimy przejechać więcej kilometrów , więc często w te dni więcej jeździmy, ale staramy się też gdzieś się zatrzymać i coś zobaczyć, kiedy tylko możemy.


MUAM: Wspomniałeś, że interesujesz się historią. Wiem, że jest ci ona bliska od najmłodszych lat. Co sprawiło, że zainteresowałeś się tą dziedziną?

Mac: Nie mam pojęcia, to stało się naturalnie. Dzieci po prostu przejawiają zainteresowanie w jakimś konkretnym kierunku. U mnie była to historia i tak już zostało. Wyobrażam sobie, jak takie zdefiniowanie zainteresowań dziecka ułatwia rodzicom wychowanie - wtedy wiedzą już, czym mogą dziecko zająć. 

Moja brama do historii prowadziła przez amerykańską Wojnę Secesyjną. Stało się tak głównie dlatego, że miejsce, w którym mieszkaliśmy i dorastałem, było bliskie tej historii, a w tamtym czasie i kontekście historycznym toczyło się wiele wydarzeń, o wiele więcej niż tylko walki. Kraj był zaangażowany, a wokół niego rozgrywała się historia, która pobudzała moją wyobraźnię. Jako dziecko zanurzałem się w książkach, lubiłem analizować, więc zacząłem o tym czytać, co utwierdzało mnie w chęci i potrzebie zrozumienia i ciekawości innych wydarzeń historycznych.


MUAM: Historyczna wiedza jest bardzo cenna. Znając historię możemy być lepiej przygotowani na to, co nadejdzie w przyszłości, bo wydarzenia dzieją się cyklicznie. Niestety wiele osób kompletnie nie interesuje się tym, co działo się przed wiekami, nie stara się tego zrozumieć, w wyniku czego ludzie popełniają wciąż te same błędy...

Mac:  To prawda. Warto o tym przypominać. Przyglądałem się tym ciągłym cyklom historii. Wyciągnąłem z tego lekcję, że ludzka natura zdaje się popychać nas ku wielu problemom, w które wpadamy raz po raz i że niestety nie potrafimy ich przezwyciężyć. Jednak nadal zdobywamy ogromną wiedzę, dzięki czemu nawet jeśli utkniemy w takich sytuacjach, co dzieje się naturalnie, możemy zajrzeć w przeszłość i czerpać z niej informacje, zobaczyć, cofnąć się o krok, zawahać się, a przynajmniej znaleźć jakiś kontekst i pocieszenie. Wiedza o tym, co wydarzyło się wcześniej, ma swoje zalety, nawet jeśli wydaje się, że nie jesteśmy w stanie powstrzymać pewnych zachowań, to i tak jest cenna.


MUAM: Wiedza na temat przeszłości i życia naszych przodków jest też kluczowa by zrozumieć, co kształtuje człowieka. 

MacNawet w ten sposób, w naszym kontekście, ożywasz i zaczynasz tu być, zaczynasz reagować na to, co cię otacza, i kiedy zrozumiesz, dlaczego te rzeczy tam są, często możesz odkryć, że pewne wzorce mogą być kontrolowanymi mechanizmami, które mają nas utrzymać w danym miejscu, i niekoniecznie da się to zrozumieć tylko za naszego życia. Czasami potrzebujesz sięgnąć do zapisanej historii, aby móc spojrzeć na coś z wyższej perspektywy, dostrzec wzorce.

 



MUAM: Historia sama w sobie stała się też tekstową inspiracją dla Poison Ruin. Inspirując się nią skierowałeś się później w kierunku fantastyki... 

Mac: I tak, i nie. Niektóre wątki wokół zespołu, które poruszałem w przeszłości, a może sposób, w jaki odpowiadałem na pytania, doprowadziły do ​​tego, że narracja była bardziej historyczna, a obecnie .bardziej nawiązuje do fantastyki. Doprecyzowując, moje intencje zawsze były takie same. Kontekst historyczny był punktem zapalnym, inspiracją, ale nie chodzi o historyczną dokładność, lecz o moc symboli, wątków, znaczeń historycznych, zatopionych w symbolice. Historyczna symbolika jest zakorzeniona w naszej psychice. 

 Historyczne, realistyczne detale, choć ważne, nie są tak przydatne w sztuce i wyrażaniu idei. Myślę, że symbol jest w tym aspekcie znacznie skuteczniejszy. Wydobywam różne symbole z przeszłości i w najbardziej swobodny sposób je wykorzystuję w twórczości, dzięki czemu jest to nieco bardziej fantastyczne. Czasami nawet korzystanie z fantazji sprawia, że ​​wciąż myślę o historii. 

Podam przykład, z którego nigdy w zespole nie skorzystaliśmy, ale będzie łatwo sobie wyobrazić, o co chodzi. Weźmy np. smoki - to nie jest symbol historyczny, a raczej twór fantastyki, ale osadzony w realiach czasowych staje się poniekąd symbolem, bo w dawnych czasach ludzie rozmawiali o smokach postrzegając je jako symbol niebezpieczeństwa, czegoś nieznanego, mistycznego. 

Próbuję po prostu wykorzystywać symbole w taki sposób, aby były osadzone w realiach historycznych, ale interesują mnie znacznie bardziej ich sugestywne, fantastyczne elementy.- marzenia, wyobrażenia, znaczenia z dawnych czasów. 

 

MUAM: Rozumiem. Takie ucieczki w fantastykę bardzo pomagają stworzyć sobie bezpieczną przestrzeń dla wyobraźni i odrywać się od niełatwych realiów rzeczywistości. 

MacMyślę, że dlatego wszyscy uwielbiamy opowiadane historie. Dlatego ludzie oglądają telewizję. Może to ostatnie ekscytujące porównanie, ale interesuje nas coś, co na chwilę wyrywa nas z rzeczywistości. Lubię po prostu mieć pewność, że wyprowadzając naszych słuchaczy z rzeczywistości, umieszczamy symbole i rzeczy, dzięki którym po powrocie do naszego świata zyskamy może jakieś zrozumienie, przemyślenia, które pomogą nam w życiu. 


MUAM: Na nowym albumie Poison Ruin zmierzasz w nieco innym kierunku zarówno lirycznie jak i muzycznie, eksplorując nowe terytoria. Jest tu więcej dźwięków, więcej melodii. Co Cię zainspirowało do nowych poszukiwań? 

Mac:  Nie traktowałem tego celowo jako pretekstu do zrobienia czegoś zupełnie nowego. Zawsze postrzegałem Poison Ruin jako przestrzeń do poszukiwań nowych rzecz. Tak właśnie myślę o tym zespole. Staram się, żeby krąg był odrobinę otwarty, żeby było miejsce na coś nietypowego, świeżego. 

Zawsze starałem się, żeby nasza płyta brzmiała niestandardowo, starając się wpleść w nią zaskakujące elementy. Mając kilka albumów na koncie i istniejąc przez kilka lat, ma się odrobinę więcej pewności siebie, by próbować wprowadzić więcej nowych rzeczy naraz, czuć się w tej formule nieco bezpieczniej, tak szczerze nie martwiąc się już podejmowaniem ryzyka i tym, jak odbiorą ją ludzie. Rozumiem po latach też, że możliwość tworzenia i nagrywania albumów to niezwykle cenna sprawa. Nagrywając nowy materiał uświadamiasz sobie, że będzie ci towarzyszyć kilka lat. Kiedy nadchodzi czas na nagranie płyty, naprawdę chcesz wyciągnąć z tego procesu jak najwięcej. Czerpać z tego procesu energię, spróbować przekroczyć kolejne granice. 



MUAM: "Hymns From The Hills" to pierwszy album Poison Ruin, który zrealizowałeś we współpracy z innymi artystami. Poprzednie dzieła zostały nagrane i wyprodukowane przez Ciebie samodzielnie. Tym razem w miksach pomógł Ci Jonah Falco (Fucked Up, Career Suicide) a w masteringu Arthur Rizk (Power Trip, Trapped Under Ice, Kreator, Integrity). Jak czułeś się dzieląc odpowiedzialność za brzmienie z innymi? Z pewnością nie było to łatwe zadanie. 

Mac: To prawda, poprzednie płyty zrealizowałem w pełni samodzielnie, dzięki czemu miałem pełną decyzyjność w zakresie brzmienia  i pełną swobodę w decydowaniu, jak sprawić, by brzmiały niedostępnie dla wielu osób. To był wybór, ale też sposób na zarządzanie moimi ograniczonymi umiejętnościami, na przykład na zyskanie uznania. Mógłbym sprawić, by brzmiały lepiej, ale mam swoje słabe strony w kontekście nagrywania, a zasypywanie ich szumem taśmy pomaga je zatuszować. 

Jeśli chodzi o współpracę z nowymi ludźmi, na początku było trudno, bo nie jestem do tego przyzwyczajony do takiej formy pracy. Towarzyszyła mi niepewność, lęk, ale nie było to nic poważnego. Gdy już zaczęliśmy pracę nad miksami, wszystko poszło gładko i przyjemnie. Jonah jest bardzo utalentowany, profesjonalny i kreatywny. Nie zajmuje się wyłącznie sprawami technicznymi, więc łatwo się z nim komunikowało, także na poziomie osobistym. Nie sprawiało nam problemu omawianie trudnych technicznych zagadnień - gdzie co wyciąć, podbić, dodać coś innego, by zabrzmiało to np. bardziej mrocznie. Wiedział doskonale, o co mi chodzi i jaki efekt chciałbym uzyskać. Bardzo miło nam się razem pracowało. 


MUAM: Brzmi jak współpraca idealna! 

Mac: Tak, świetnie się razem działało. Pracowaliśmy też później nad innym projektem. Nie wiem kiedy to się ukaże. Myślę, że zrobimy jeszcze coś wspólnie w przyszłości. Bardzo bym chciał! 

 

MUAM: Czy to będzie coś w zupełnie innym stylu? Odmienne gatunkowo?

Mac: Nie, to ta sama stylistyczna przestrzeń, ale więcej nie mogę powiedzieć, bo nie mam takich uprawnień. Byłem gościem na płycie kogoś innego, tak to ujmijmy, 

 

MUAM: W porządku, czekam zatem na wieści w dogodnym czasie. Pomówmy o innych przestrzeniach artystycznych, o pewnej innowacji na nowej płycie Poison Ruin. Co zainspirowało Cię do sięgnięcia po elektronikę i zestawienie bardziej ambientowych przestrzeni z hardcore'm?

Mac:  Takie przestrzenie pojawiały się już sporadycznie w przeszłości, ale teraz zostawiliśmy im więcej miejsca, by wybrzmiały w pełnej krasie.  Staraliśmy się, aby płyta była dźwiękową podróżą. Te momenty stały się naprawdę fajnym sposobem na zmianę energii, na jej uspokojenie, żeby potem móc ją znowu podkręcić. Uwielbiam pracować w takim charakterze, nie jest to coś, co często możemy robić jako zespół koncertowy, bo na żywo to się po prostu nie sprawdza.  Dlatego płyta stała się świetną okazją do zagłębienia się w bardziej ambientowe warstwy. 

 

 

MUAM:  Jest zasadnicza różnica między słuchaniem albumu w domu, a słuchaniem muzyki na żywo. Oczywiście hardcore punkowy występ jest nieodłącznie związany z energią, która jest najmocniej odczuwalna właśnie na żywo. Słuchanie hardcore punku w domu może być niemałym wyzwaniem, gdy odpoczywa się siedząc na kanapie. Trudno cieszyć się agresywnym, mocnym brzmieniem w takich warunkach przez cały czas, więc dodanie przestrzeni na oddech to fajny pomysł na zachowanie równowagi. 

Mac:  Właśnie o to chodziło! Z drugiej zaś strony też o to, by nie ograniczać się gatunkowo, by w pełni wyrazić emocje i nastroje. Kiedy masz zespół, twoje pomysły stają się wizją brzmieniową. Dlatego też nie chciałem się ograniczać. Założyłem Poison Ruin po to, by poszerzać horyzonty. 



MUAM: Jak wspominasz odwiedziny w kultowym studiu KEXP w Seattle? To bardzo ważne miejsce dla fanów muzyki alternatywnej z całego świata. Te sesje na żywo ogląda mnóstwo ludzi w wielu krajach! 

Mac:  Było super! Wszystko wydarzyło się bardzo sprawnie. Byliśmy tam wcześnie rano, a wieczorem graliśmy koncert w Seattle po drugiej stronie ulicy. To zabawne, bo to jest coś, co wszyscy oglądaliśmy od dawna i co kulturowo stało się pewnego rodzaju wyznacznikiem sukcesu. Tak jak wszystko, co robisz, gdy staje się częścią twojej rzeczywistości, to trochę zmienia perspektywę.. Oczywiście to, co robią, jest niesamowite, wspaniale wypracowali ten swój znak jakości wokół sesji studyjnych. 

Odwiedziny w pomieszczeniu, które widzisz na ekranie komputera, jest ciekawym przeżyciem. Byliśmy w trasie od kilku dni i wpadliśmy tam przy okazji. Studio zrobiło na nas ogromne wrażenie - wiesz studia nagraniowe często nie są wentylowane i klimatyzowane, bo wymagają dostosowania wszystkiego do najwyższej jakości dźwięku – to było to maleńkie pomieszczenie, w którym się pociliśmy, z tymi wszystkimi drogimi kamerami dookoła. Czułem, że nie powinniśmy tam być, ale tak już wyszło. Niemal od razu zabraliśmy się do pracy z realizatorem dźwięku, szybko poszło.  Wręcz modliliśmy się, żeby niczego nie zepsuć, nie przekombinować z dźwiękami, żeby wszystko działało jak należy. Byłem zadowolony z finalnego efektu. Naprawdę bardzo miło wspominam ten czas. To był cudowny dzień! 


MUAM: Bardzo podoba mi się ta sesja. Świetnie się to ogląda i naprawdę fajną sprawą jest możliwość zobaczenia z bliska jak gracie. Ma się wrażenie bycia w tym pokoju razem z Wami. 

Mac: Tak, ekipa KEXP wykonała, jak zawsze zresztą, świetną robotę. Wiedzą jak to się robi, jak dodaje się te smaczki, by występ był wyjątkowy. Bardzo dbają o jakość nagrań. Niczego nie ujmując samym koncertom w klubach, to naprawdę było wspaniałe doświadczenie. Jeśli ktoś jest ciekaw na czym dany artysta gra, jak taki występ wygląda z bliska, to jest to świetna okazja, by bacznie przyjrzeć się tym technicznym aspektom. Na koncercie nawet jeśli jesteś blisko sceny, nie zobaczysz tych szczegółów. 



MUAM: To prawda. Ile koncertów rocznie gra Poison Ruin? Tak mniej więcej :)

Mac: To zależy. Nie tak wiele jak niektóre zespoły, ale jeździmy regularnie, jednocześnie starając się pozostawić członkom zespołu przestrzeń na życie prywatne, czas z bliskimi i inne projekty muzyczne. Gramy zwykle około 20-25 koncertów w ciągu kwartału, co daje około stu występów rocznie. Uwielbiamy koncertować, ale też nie chcemy przesadzić, by nie poczuć, że czas się dłuży w trasie , by nie zmęczyć się samym procesem i marzyć o tym, by tuż po wyjechaniu w drogę jak najszybciej wrócić do domu. Trzeba zachować równowagę. Trasy owszem są ważne, ale są równie istotne inne aktywności czy to bezpośrednio związane z zespołem czy też kompletnie od niego niezależne. 


MUAM: Oczywiście, równowaga jest kluczowa. To na koniec zapytam Cię jeszcze o rzecz oczywistą - z czym kojarzy Ci się Polska? Byłeś już u nas z Poison Ruin kilka razy i z tego, co wiem były to wyjątkowe dni. 

Mac: Myśląc o Polsce nie przychodzi mi do głowy żaden drobiazg w kontekście jedzenia czy konkretnej rzeczy, ale cenię ten kraj i tutejszych fanów bardzo wysoko. Ludzie w Polsce są wyjątkowi, są pełni energii. Graliśmy u Was kilka razy i za każdym razem czuliśmy, że otaczają nas po prostu dobrzy, fajni, mili ludzie. 

Jesteśmy z Filadelfii, z rejonu, w którym niełatwo się żyje, gdzie ludzie napotykają na liczne trudności egzystencjalne. To bardzo kształtuje charakter, sprawia, że wytyczasz granice, nabierasz życiowej mądrości, konkretnego spojrzenia na to, co się dzieje. Grając w wielu miejscach w Europie nie czuliśmy tak silniej więzi z fanami jak właśnie w Polsce. Czujemy, że nas rozumiecie, że macie podobne spojrzenie na życie, na świat. Mamy do Was ogromny szacunek! 

 

MUAM: To naprawdę urocze, co mówisz, dziękuję Ci za to. Dziękuję Ci też za wspólny czas. Wszystkiego dobrego i do zobaczenia na koncercie! 

Mac: Dzięki, bardzo miło się rozmawiało, do zobaczenia!  


Hymns From The Hills, nowy album Poison Ruin ukazał się 3 kwietnia 2026 nakładem Relapse Records. Możecie posłuchać go tu: https://poisonruin.bandcamp.com/album/hymns-from-the-hills

Poison Ruin zagrają w Warszawie już 12 lipca. Wystąpią w klubie VooDoo. Na wieczór pełen energii zaprasza Winiary Boookings. Bilety są na www.winiarybookings.pl

Pełna lista koncertów grupy tu: https://www.poisonru.in/live