Pięć scen, niemal sto koncertów i cztery intensywne dni z mocną, głośną i różnorodną muzyką w domowej atmosferze i klimatycznym, industrialnym otoczeniu gdańskich stoczniowych żurawi. Już tradycyjnie początek czerwca upłynął pod znakiem Mystic Festivalu i niezapomnianych koncertów zarówno spod znaku metalowej klasyki jak i brzmień eksperymentalnych. Za nami jeszcze jedna emocjonująca edycja, jak się okazało ostatnia w znanej i sprawdzonej formule i w ulubionym miejscu.
![]() |
| Anthrax, fot. Aleksandra Wojcińska |
Jeszcze jedna owocna edycja
To były naprawdę bardzo intensywne cztery dni wypełnione dobrą zabawą, muzycznymi odkryciami i spełnionymi marzeniami. Rekordowe pod względem frekwencji, a także ostatnie w sprawdzonej, stoczniowej odsłonie - w otoczeniu dawnych przemysłowych budynków, w cieniu widowiskowych żurawi, w bezpośrednim sąsiedztwie morza. W niezapomnianej atmosferze, która jak żadna inna pasuje do tej wymagającej i wyjątkowej muzyki.
Muzyka rozbrzmiewała praktycznie z każdego kąta festiwalowego terenu. Coś dla siebie mogli znaleźć fani praktycznie wszystkich odmian cięższego grania - od ekstremalnych black i death metalowych brzmień, przez uwielbiany thrash, przytłaczający doom, pustynny stoner czy atmosferyczny post, potężny industrial i nieco bardziej eksperymentalne brzmienia, także te z przymrużeniem oka i dużą dozą humoru. W tym roku organizatorzy zaryzykowali jeszcze bardziej, zapraszając na festiwal także zespoły sięgające po jazzowe improwizacje czy nieoczywiste rozwiązania, jak wsparcie komputerów.
![]() |
| PAIN, fot. A.Wojcińska |
Bez pogodowych zawirowań
Pogoda tym razem dla fanów metalu była bardziej łaskawa niż w roku ubiegłym. Potężna fala deszczu przetaczająca się przez Europę na szczęście ominęła Trójmiasto, pokrapiając festiwalowy teren tylko trzeciego dnia solidną, ale nieszkodliwą dawką wody, która umożliwiała swobodną zabawę pod sceną. Niemal wszystkie koncerty oprócz odwołanych z powodów zdrowotnych występów Static X i Soilent Green, odbyły się zgodnie z planem, dostarczając fanom ogromu wrażeń. Co najważniejsze - strugi deszczu nie lały się w kluczowych momentach, gdy na scenę wkraczały gwiazdy wyczekiwane przez kilkanaście tysięcy miłośników mocnych wrażeń.
![]() |
| Anthrax, fot. A.Wojcińska |
Thrash metalowy zawrót głowy
Tegoroczna edycja festiwalu dla wielu fanów miała przede wszystkim jedną etykietę - thrash metal i jeden absolutnie kluczowy dzień - czwartek 4 czerwca, gdy główna festiwalowa scena zamieniła się w miejsce celebracji tego gatunku. Możliwość posłuchania jednego dnia tych, którzy kształtowali brzmienie tej wyrazistej, skocznej i mocnej odmiany metalu i podziękowania im za wiele lat muzycznych emocji nie zdarza się często. Tego dnia na Main Stage zameldowali się bowiem Overkill, Anthrax i Megadeth - ostatni wymienieni żegnając się definitywnie z publicznością podczas tej trasy.
Atmosfera już od 17, gdy publiczność rozgrzewał Heathen, była naprawdę gorąca. Rozkręciła się na dobre podczas występu Overkill, którzy nie szczędzili mocnych, energetycznych strzałów, wprawiając publiczność w szaleńcze pogo. Doskonale wypadł też Anthrax, serwujący hit za hitem, witany owacyjnie, wręcz euforycznie. Muzycy szaleli na scenie, dwojąc się i trojąc. Niespożyte pokłady energii wykrzesał z siebie wokalista grupy, który śpiewał tak samo świetnie jak przed laty i zagrzewał publiczność do zabawy. Obok klasyków znalazły się też nowe utwory - równie potężne, równie nośne jak te, które ukształtowały brzmienie gatunku. Tu nie sposób było ustać w miejscu. Zaryzykuję stwierdzenie, że skradli show tym, którzy tego dnia byli główną gwiazdą. Jak to?
Tej bezpośredniości w kontakcie z publicznością odrobinę zabrakło podczas koncertu Megadeth, który powrócił na Mystic Festival po dwóch latach, by zagrać swój ostatni występ w Polsce, a zarazem jeden z głównych przystanków pożegnalnej trasy. Bardzo solidny, był jakby bardziej zachowawczy niż poprzedni, choć miał dostarczyć przede wszystkim potężnej dawki uwielbianej od lat muzyki. Zespół zagrał świetnie, czarując instrumentalną wirtuozerią, ale zabrakło nieco luzu. Muzycy z takim dorobkiem i doświadczeniem nie muszą już jednak światu niczego udowadniać i po prostu zrobili swoje, żegnając się godnie ze sceną i z fanami. W podziękowaniu za lata emocji i za świetną finałowy album otrzymali złotą płytę i ogromną owację, jak najbardziej w pełni zasłużoną.
![]() |
| Saxon, fot. A.Wojcińska |
Legendy, które kształtowały scenę
Legend, które odwiedziły festiwal w tym roku było znacznie więcej i właściwie każdego dnia koncert grał ktoś ceniony od lat, z równie pokaźnym dorobkiem. Z entuzjastycznym przyjęciem spotkał się heavymetalowy Saxon, który był jednym z pierwszych tak grających zespołów, który od niemal pięciu dekad niezmiennie nie traci formy. Klasyczne heavy metalowe riffy i wchodzące w głowę melodie spodobały się publiczności, która nie szczędziła wiekowym już muzykom pochwał.
Metalu w obecnym kształcie nie byłoby też bez brazylijskich braci Cavalera, którzy zdefiniowali własną wersję ciężkiego i szybkiego grania, napędzaną gorącymi perkusyjnymi rytmami. To właśnie im międzynarodowy sukces zawdzięcza Sepultura, która przez lata przechodziła wiele zmian, konfliktów i niejasnych sytuacji. Po latach skłóceni Max i Iggor pogodzili się i w ramach projektu Cavalera Conspiracy powracają do klasycznych albumów Sepultury, tchnąc w nie nowe życie. Na Mystic Festival przyjechali z albumem "Chaos A.D.", który brawurowo wykonali w całości, ku uciesze tłumu fanów i ku własnej radości. Zarówno siarczystej mocy jak i szczerym uśmiechom nie było końca, dzięki czemu ten występ zapisze się w tegorocznej historii jako jeden z najważniejszych.
![]() |
| Max Cavalera, fot.A.Wojcińska |
Monolitami bez wątpienia były też występy Szwajcarów z Coroner łączących thrash z progresywną wirtuozerią, supergrupy DOWN z muzykami Pantery, Crowbar czy Eyehategod i Corrosion Of Conformity (którzy także wystąpili podczas tegorocznej edycji dając świetne koncerty), spełniając marzenia fanów pustynnej odmiany metalowego grania czy Electric Wizard, którzy dołożyli potężną dawkę sludge'stoner-doom'owego ciężaru, wynosząc kult gitarowego riffu na inny poziom. Fani niespiesznych ciężarów otrzymali też jeszcze jedno konkretne, miażdżące uderzenie w postaci występu tria Acid King, z sympatyczną gitarzystką.
Potężnie i świetnie zagrali też Six Feet Under z Chrisem Barnesem, byłym wokalistą Cannibal Corpse, łączący death metalowy wykop z rock'n'rollową energią oraz Szwedzi z Grave, którzy zachwycili charyzmą.
Pośród tych niezwykle wpływowych zespołów nie sposób nie wspomnieć o Black Label Society, mistrzach riffów i melodii, na czele z charyzmatycznym Zakkiem Wyldem. Artysta w szkockim kilcie czarował gitarową wirtuozerią i wraz z przyjaciółmi zachwycał publiczność pomysłowością na kolejne melodie. Dobra energia była wyraźnie wyczuwalna.
![]() |
| Psychonaut, fot. A.Wojcińska |
Melodia ponad wszystko
Pisząc o melodyjności na myśl przychodzi przede wszystkim jeszcze jeden zespół, jeden z tych najbardziej barwnych, wymykających się ramom, sięgających zarówno po ciężar, przebojowość jak i progresywne eksperymenty. Mowa o grupie Mastodon, która powróciła do Gdańska po czteroletniej przerwie i raz jeszcze urzekła swoją muzyką pełną smaczków i niuansów. Tym razem z nowym gitarzystą w składzie, z Nickiem Johnstonem, który zastąpił tragicznie zmarłego Brenta Hindsa.
Rozmarzonych, pełnych emocji dźwięków nie zabrakło też podczas wieńczącego ostatni dzień na Park Stage występu powracających The Gathering z charyzmatyczną Anneke Van Gersbiergen, w całości odgrywających kultowy album „Mandylion" na trzydziestolecie jego wydania. Byłby to prawdopodobnie idealny finał, gdyby nie fakt, że ten występ został średnio nagłośniony...
Do najbardziej melodyjnych, a zarazem najpiękniejszych akcentów tegorocznej edycji festiwalu należał zdecydowanie występ tria Psychonaut. Powracająca do Polski po wielu latach belgijska formacja zaczarowała publiczność swoimi niebanalnymi kompozycjami, których nie sposób nie polubić, gdy tylko się je usłyszy. Tak pięknie brzmiącego występu, tak wspaniale łączącego progresywne wyrafinowanie z postrockową atmosferycznością i metalowym ciężarem na tym festiwalu jeszcze nie było.
![]() |
| Mastodon, fot. A.Wojcińska |
Najbardziej niedoceniany gatunek
Post-metal to w Polsce jedna z najbardziej niedocenianych odmian metalu. Za granicą gromadząca na koncertach tłumy, u nas wciąż nie tak uznana jak te prostsze i bardziej skoczne brzmienia. Dlatego też tak świetne zespoły jak wspomniany Psychonaut grały o wcześniejszych porach (19:15) lub prezentowały się na najmniejszej festiwalowej scenie (The Void). Jednymi z najbardziej niedocenionych pozostają niemieccy post-metalowcy z Der Weg Einer Freiheit, którzy na The Void wyczarowali wyjątkowy klimat za sprawą niebanalnego połączenia ciężaru i przestrzenności. Słuchające ich kilkaset osób podziękowało im za to piękne doświadczenie gromkimi brawami. Pięknie na Sabbath Stage zagrali też Harakiri For The Sky.
Bezpieczną przestrzeń do obcowania z własnymi emocjami stworzyła mistrzyni klimatu A.A.Williams, która wróciła do Polski tuż przed premierą swojej nowej płyty "Solstice", ujmując intymnością i szczerością. Przyjęta niezwykle ciepło będzie wspominać długo swój pierwszy festiwalowy występ jako równie serdeczne przyjęcie jak kameralne klubowe występy.
![]() |
| A.A.Williams, fot. A.Wojcińska |
Pejzażowość, aura, klimat
Do najbardziej atmosferycznych koncertów niewątpliwie można zaliczyć też koncert Tides From Nebula, którzy na godzinę pozwolili oderwać się od metalowego zgiełku, przenosząc publiczność do krainy przestrzenności, swobodnego dryfowania i oddechu. Brakowało jedynie wygodnego leżaka by w pełni oddać się dźwiękowemu relaksowi po intensywnej festiwalowej bieganinie.
Odetchnąć i doświadczyć czegoś absolutnie nie z tej Ziemi można było też podczas występu amerykańskiego Blood Incantation, którzy połączyli death metalowy wykop z progresywnością rodem z najlepszych dokonań Pink Floyd i krautrockową psychodelicznością. Był to istny kosmos dźwiękowy i bezapelacyjnie doskonały występ. Monumentalny "Absolute Elsewhere" wybrzmiał w całości, powalając na kolana mocą i zachwycając wirtuozerską precyzją.
![]() |
| Shining, fot. A.Wojcińska |
Przestrzeń dla muzyki nieoczywistej
Nieoczywistych brzmieniowych rozwiązań było w tym roku znacznie więcej, a jednym z najbardziej niesamowitych pomysłów było zaproszenie na festiwal kilku zespołów ocierających się o jazz, budujących swoje brzmienie na bazie improwizacji i dialogu instrumentalnego, dla których liczy się to, co tu i teraz, co wydarzy się w danej chwili na scenie między członkami grupy oraz między zespołem a publicznością. W ten sposób grają Ciśnienie i Quantum Trio, konsekwentnie rosnące w siłę i zyskujące coraz większe uznanie nie tylko jazzowej publiczności, które zaproponowały metalowej widowni hałaśliwe, a zarazem wyrafinowane muzyczne propozycje, głośniejsze i intensywniejsze niż niejeden rockowy występ. Mocno, niespiesznie i bazując na energii chwili zagrali też Neptunian Maximalism, których rytualne mantry niosły się po festiwalowej przestrzeni echem. Szkoda, ze przyjechali do Gdańska w czteroosobowym, okrojonym składzie.
To, że saksofon i gitary świetnie dopełniają się brzmieniowo i budują nieoczywiste połączenia wiadomo nie od dziś. Grać na tych instrumentach na zmianę, a do tego świetnie śpiewać potrafi wokalista norweskiej grupy Shining, która rozniosła scenę The Void w pył. Charyzmatyczny muzyk wraz z przyjaciółmi zagrzewał publiczność do zabawy, serwując coraz bardziej bezkompromisowe strzały. Był jazz, były psychodeliczne odloty, był rock'n'roll w najczystszej postaci, była niezapomniana energia i moc, która zostaje na długo. Był też zupełnie nowy utwór i zapowiedź nowej płyty, która ma ukazać się w przyszłym roku. Był to jeden z tych koncertów, na który ciężko było się dopchać, jeśli nie przyszło się pod scenę odpowiednio wcześnie i jeden z tych festiwalowych momentów, które przyniosły absolutnie najwięcej radości.
![]() |
| Youth Code, fot. A.Wojcińska |
Do występów z gatunku nieoczywistych można zaliczyć też koncert industrialnego duetu Youth Code, który zachwycił energią i nieprzewidywalnością. Nieobliczalna wokalistka nie tylko szalała na scenie, ale też ekspresyjnie śpiewała między ludźmi, a nawet ku zaskoczeniu obecnych, w tym nawet ochrony, wskoczyła na dach, by nawiązać interakcję z całą przybyłą publicznością.
Warto wyróżnić w tej kategorii także Master Boot Record, czyli zespół, którym kieruje...komputer. Steruje nim Włoch Victor Love, który zapragnął stworzyć brzmienie pozbawione ludzkiego elementu, ale jak się okazało bardzo bliskie temu, co człowiek lubi. Choć wszystkie albumy zarejestrowała maszyna, w 2019 Master Boot Record – w formie pełnoprawnego tria – zaczęło koncertować i o dziwo ta komputerowa energia jak najbardziej sprawdziła się w zupełnie ludzkich warunkach koncertowych. Nie inaczej było w klubie B90, gdzie finałowy koncert festiwalu zdominowały brzmienia psychodeliczne, krautrockowe i pełne wirtuozerii, które w połączeniu z wizualizacjami rodem z legendarnych gier komputerowych zachwyciły obecnych. Komputerom towarzyszyli wspomniany lider grający na basie, a także gitarzysta i perkusista, którzy dawali z siebie maksimum, tworząc niezapomniane show! Brzmi jak żart? Nic bardziej mylnego! To był rewelacyjny koncert!
![]() |
| Master Boot Record, fot. A.Wojcińska |
Tańce, żarty, zabawa
Jeśli już o żartach mowa, akcentów humorystycznych i imprezowych było naprawdę w tym roku sporo. Zaraźliwie dobrej energii i sytuacyjnych żartów nie brakowało podczas występu Truckfighters, którzy zaproponowali pokaźną dawkę stoner rockowego wykopu. Ci sympatyczni Szwedzi są ekspertami w sfuzzowanych riffach, ale nie boją się także psychodelicznych odlotów. Zagrali świetnie, a tylu skoków z gitarą, co Dango nie wykonał w tym roku na festiwalu chyba żaden inny muzyk.
Uśmiechu nie brakowało też podczas występu PAIN, industrialnego, bardziej imprezowego wcielenia Petera Tägtgrena z Hypocrisy, który zaprosił publiczność do niezobowiązującej zabawy serwując ociekające nieprzyzwoitą przebojowością hity, które zaczynało się nucić momentalnie. Z utworu na utwór na scenie działy się rzeczy coraz bardziej nieprzewidywalne, o których lepiej tu nie pisać. Czemu? Są takie sytuacje, które powinny zostać tylko w pamięci obecnych.
![]() |
| Peter Tagtgren, PAIN, fot. A.Wojcińska |
Naprawdę fajną dyskotekę w rytmie nordyckiego folku podkręconego elektronicznym pulsem zaproponował duet EIHWAR, rozgrzewając publiczność plemienną energią, zachwycając pomysłem na brzmienie i swój sceniczny, anonimowy wizerunek. Obsługujący syntezatory Mark oraz tańcząca i śpiewająca Asrunn sami bawili się świetnie, a publiczność jadła im z rąk, wiwatując i oddając się szaleństwu.
Okazji do tańca nie brakowało też podczas występu Carpenter Brut, który zaproponował świetlno-elektroniczny spektakl, przy którym nie sposób było ustać w miejscu. Zanim jednak rozpoczął pokaz swoich możliwości, wykonał żartobliwy ukłon w stronę wszystkich dorastających w latach dziewięćdziesiątych, serwując na początku swojego setu popowy klasyk z tego okresu i szkolnych dyskotek w wykonaniu Backstreet Boys.
Akcentem humorystycznym, który zdecydowanie do mnie nie trafił był występ Ice Nine Kills, którzy połączyli metalcore'ową stylistykę z estetyką horroru klasy B. Widowisko, które zaproponowali było niestety przerostem formy nad treścią, opatrzonym nieciekawą muzyczną oprawą. Piły, noże, krew, latające w powietrzu kończyny, zombie, tańce, szczudła, cyrkowe akrobacje - było wszystko i wszystkiego za dużo.
Z klimatami rodem z horroru znacznie lepiej poradzili sobie Fulci, którzy nazwę zaczerpnęli od nazwiska wybitnego włoskiego reżysera kina gore, a w tekstach hołdują zarówno jemu, jak i innym twórcom wszelkiego rodzaju slasherów. Łącząc tę estetykę z death metalowym wykopem zaproponowali ciekawe brzmienie i znacznie bardziej wciągające widowisko niż wyżej opisane gwiazdy.
![]() |
| EIHWAR, fot. A.Wojcińska |
Teatralność, spektakl, rytuał
Nie zawsze w stu procentach serio jest w dużej mierze black metal, którego nieodłącznym elementem jest teatralność i rytuał. Takich rytualnych obrzędów i widowiskowych doświadczeń w połączeniu z potężną muzyką najwyższej jakości nie brakowało podczas występów Belphegora, Carach Angren, Marduka i Gaahls Wyrd, a także filarów greckiej sceny metalowej z legendarnej wytwórni Season Of Mist, spajających w swojej twórczości black metal, death metal, różne eksperymenty i wpływy bałkańskiej rytmiki - Rotting Christ i Septicflesh. Teatralności nie brakło też podczas występu Primordial, łączącego black z wpływami celtyckimi, któremu niezmiennie od lat przewodzi charyzmatyczny Alan Averill.
Niesamowite, niezapomniane show przygotowali Niemcy z Kanonenfieber, którzy powrócili na Mystic Festival po trzech latach już jako gwiazdy. Anonimowy zespół opowiada w swojej twórczości o I wojnie światowej, bezbłędnie opatrzając historię kanonadami blastów i riffów, imitując bombardowania, strzały i siejąc popłoch. Przebrani za żołnierzy zamaskowani muzycy wkroczyli na scenę niczym do walki na śmierć i życie, serwując bardzo przekonującą, mrożącą krew w żyłach opowieść pełną armatnich wystrzałów, ogni i wciągającej oprawy świetlnej. Podczas tego występu naprawdę można było poczuć się jak w okopach!
Co ciekawe zespół został powołany do życia w 2020 roku przez anonimowego muzyka o pseudonimie Noise, który zarządza Kanonenfieber w pojedynkę, gra na wszystkim, a na żywo obejmuje obowiązki wokalisty. Zdecydowanie warto zwrócić na ten projekt uwagę!
![]() |
| Kanonenfieber, fot. A.Wojcińska |
Jednak absolutnie najpiękniejszy i najbardziej porywający spektakl zaproponował headliner finałowego dnia. Rodzimy Behemoth, który rozsławił polską muzykę poza granicami naszego kraju, dzierżąc sztandar buntu i artystycznej wolności od ponad trzech dekad. To było widowisko pełne gitarowej wirtuozerii, teatralnych gestów, ważnych słów, z udziałem gościnnie udzielającej się w chórkach wokalistki, podkreślone ogniem, słupami dymnej mgły i klimatyczną oprawą świetlną. Pięknie przemyślane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach.
Behemoth nie gra złych koncertów, ale ten był naprawdę wyjątkowy. Świetnie nagłośniony mimo tego, że odbywał się na otwartej przestrzeni pozostanie w pamięci na długo. Zagrany u siebie, w Gdańsku, w mieście swoich narodzin, dzięki czemu był dodatkowo emocjonalny i dla fanów, i dla muzyków. Podkreślał to ze sceny Nergal dziękując publiczności za wieloletnie wsparcie. Wybrzmiały kompozycje z bogatej zespołowej kariery, także te z najważniejszych albumów "The Satanist" czy "Evangelion".
Punktem kulminacyjnym spektaklu był spacer muzyków z pochodniami w formie rytualnej procesji na dach "reżyserki", gdzie na miniaturowej drugiej scenie wykonali pośród publiczności dwie kompozycje, w tym hymn tegorocznej edycji Mystic Festivalu, czyli cover pionierskiej blackmetalowej formacji Bathory – „The Return of Darkness and Evil”. Zakończyli koncert z pompą już na dużej scenie jeszcze kilkoma teatralnymi akcentami i porywającym bisem w postaci " O Father O Satan O Sun" udowadniając, że pod kątem koncertowej siły rażenia i monumentalnej produkcji nie mają sobie równych.
![]() |
| Behemoth, fot. A.Wojcińska |
Nie tylko muzyka
Festiwal to nie tylko muzyka - to także masa dodatkowych atrakcji, które dla wielu festiwalowiczów są równie ważne. To duża strefa gastronomiczna z różnorodną ofertą dla wegetarian, wegan i mięsożerców, to miejsce relaksu, dużo opcji zakupów festiwalowych i zespołowych pamiątek. To także strefa wrestlingu, gdzie toczyły się zacięte pojedynki, VHS Hell, czyli kino klasy B, strefa gier komputerowych, od których ciężko było się oderwać niejednej osobie, dlatego, by umożliwić udział w koncertach otwarta była tylko do 21, to także wystawa, która w tym roku była poświęcona metalowi w komiksach. To także strefa spotkań Mystic Talks, gdzie rozmawiano m.in. o przyszłości festiwalu, o roli AI w muzyce, o sztuce komiksu, o gatunkowych granicach i tym, czy mają jeszcze sens. Były też otwarte dla publiczności wywiady z Anneke van Giersbergen czy z Silenozem, gitarzystą Dimmu Borgir, a także strefa gry na gitarze, gdzie można było spróbować swoich sił, a nawet spotkać muzyków czy późnonocne DJ sety wieńczące każdego dnia muzyczne szaleństwo na festiwalu.
Po raz pierwszy w tym roku otwarta została strefa dla dzieci, gdzie młodzi fani muzyki, od 4 do 12 roku życia mogli bawić się w najlepsze pod opieką wykwalifikowanej kadry, podczas gdy ich rodzice szaleli na koncertach swoich idoli. Krótko pisząc, w tym roku dosłownie każdy, w różnym wieku znalazł coś dla siebie i działo się tak dużo, że z zagospodarowaniem czasu podczas całego pobytu na terenie festiwalu nie było najmniejszego problemu!
![]() |
| Youth Code, fot. A.Wojcińska |
Czas na zmiany
Mystic Festival odbył się w sąsiedztwie Stoczni Gdańskiej po raz ostatni, zamykając pięcioletni, wielobarwny rozdział festiwalowej historii naprawdę mocnym akcentem. Za rok Mystic przenosi się w nowe miejsce - na gdańską Letnicę, w bezpośrednie sąsiedztwo stadionu Polsat Plus Arena Gdańsk. Odbędzie się w nowym festiwalowym miasteczku i nowej formule, która owiana jest tajemnicą. Wiadomo, że impreza potrwa trzy dni, od 10 do 12 czerwca, przynosząc nowe wyzwania i nowe emocje. Dla tak prężnie rozwijającej się inicjatywy okolice stoczni, bezpośrednie sąsiedztwo miasta i rosnących jak grzyby po deszczu bloków mieszkalnych stało się zbyt ciasne, by pomieścić kilkanaście tysięcy ludzi spragnionych koncertowych emocji i zapraszać do Gdańska upragnione i wyczekiwane od lat gwiazdy, które przyciągną tłumy. Nie pozostaje zatem nic innego, jak śledzić bacznie festiwalowe wieści i wyczekiwać ogłoszeń na oficjalnej festiwalowej stronie i w kanałach społecznościowych. Z pewnością czeka nas coś zaskakującego i ekscytującego!
O zaplanowaniu przyszłorocznego festiwalowego weekendu warto pomyśleć już teraz. Do sprzedaży trafiły już karnety z puli Blind Bird, które znajdziecie wraz z bieżącymi festiwalowymi informacjami na www.mysticfestival.pl
![]() |
| wokalistka Youth Code z fanami, fot. A.Wojcińska |
Więcej zdjęć z koncertów edycji 2026 znajdziecie tu:
A.A.Williams: https://www.muamart.pl/index.php/a-a-williams-iv/
Acid King: https://www.muamart.pl/index.php/acid-king/
Anthrax: https://www.muamart.pl/index.php/anthrax/
Behemoth: https://www.muamart.pl/index.php/behemoth-ii/
Belphegor: https://www.muamart.pl/index.php/belphegor/
Black Label Society: https://www.muamart.pl/index.php/black-label-society/
Black Tusk: https://www.muamart.pl/index.php/black-tusk/
Blood Incantation: https://www.muamart.pl/index.php/blood-incantation-iii/
Caskets: https://www.muamart.pl/index.php/caskets/
Cavalera, Chaos AD: https://www.muamart.pl/index.php/cavalera-chaos-ad/
![]() |
| Przemek Węgłowski, Tides From Nebula, fot. A.Wojcińska |
Ciśnienie: https://www.muamart.pl/index.php/cisnienie-iii/
Coroner: https://www.muamart.pl/index.php/coroner/
Der Weg Einer Freiheit: https://www.muamart.pl/index.php/der-weg-einer-freiheit-ii/
Disharmonic Orchestra: https://www.muamart.pl/index.php/disharmonic-orchestra/
Dola: https://www.muamart.pl/index.php/dola-ii/
Eihwar: https://www.muamart.pl/index.php/eihwar/
Eyehategod: https://www.muamart.pl/index.php/eyehategod-ii/
Fulci: https://www.muamart.pl/index.php/fulci/
Grave: https://www.muamart.pl/index.php/grave-ii/
Ice Nine Kills: https://www.muamart.pl/index.php/ice-nine-kills/
![]() |
| Iggor Cavalera, fot. A.Wojcińska |
Kanonenfieber: https://www.muamart.pl/index.php/kanonenfieber/
Kublai Khan: https://www.muamart.pl/index.php/kublai-khan/
Martyrdod: https://www.muamart.pl/index.php/martyrdod/
Master Boot Record: https://www.muamart.pl/index.php/master-boot-record/
Mastodon: https://www.muamart.pl/index.php/mastodon-ii/
Neptunian Maximalism: https://www.muamart.pl/index.php/neptunian-maximalism-ii/
Overkill: https://www.muamart.pl/index.php/overkill-ii/
PAIN: https://www.muamart.pl/index.php/pain/
Primordial: https://www.muamart.pl/index.php/primordial-ii/
Psychonaut: https://www.muamart.pl/index.php/psychonaut/
![]() |
| Blood Incantation, fot. A.Wojcińska |
Quantum Trio: https://www.muamart.pl/index.php/quantum-trio-ii/
Rotting Christ: https://www.muamart.pl/index.php/rotting-christ-ii/
Saxon: https://www.muamart.pl/index.php/saxon-ii/
Septicflesh: https://www.muamart.pl/index.php/septicflesh-ii/
Shining: https://www.muamart.pl/index.php/shining-ii/
Six Feet Under: https://www.muamart.pl/index.php/six-feet-under/
Tides From Nebula: https://www.muamart.pl/index.php/tides-from-nebula-xi/
Truckfighters: https://www.muamart.pl/index.php/truckfighters-ii/
Youth Code: https://www.muamart.pl/index.php/youth-code/
Zetra: https://www.muamart.pl/index.php/zetra/
![]() |
| Zakk Wylde, Black Label Society, fot. A.Wojcińska |
A jeśli chcecie pooglądać więcej, poniżej jeszcze porcja zdjęć tegorocznych artystów uchwycona w różnych okolicznościach lat poprzednich:
Behemoth: https://www.muamart.pl/index.php/behemoth/
Decapitated: https://www.muamart.pl/index.php/decapitated/
Electric Wizard: https://www.muamart.pl/index.php/electric-wizard/
Gaahls Wyrd: https://www.muamart.pl/index.php/gaahls-wyrd/
Grave: https://www.muamart.pl/index.php/grave/
Harakiri For The Sky: https://www.muamart.pl/index.php/harakiri-for-the-sky/
Hostia: https://www.muamart.pl/index.php/hostia/
Mastodon: https://www.muamart.pl/index.php/mastodon/
Megadeth: https://www.muamart.pl/index.php/megadeth/
![]() |
| Der Weg Einer Freiheit, fot. A.Wojcińska |
Overkill: https://www.muamart.pl/index.php/overkill/
Neptunian Maximalism: https://www.muamart.pl/index.php/neptunian-maximalism/
Primordial: https://www.muamart.pl/index.php/primordial/
Quantum Trio: https://www.muamart.pl/index.php/quantum-trio/
Rotting Christ: https://www.muamart.pl/index.php/rotting-christ/
Saxon: https://www.muamart.pl/index.php/saxon/
Septicflesh: https://www.muamart.pl/index.php/septicflesh/
Shining: https://www.muamart.pl/index.php/shining/
Truckfighters: https://www.muamart.pl/index.php/truckfighters/
![]() |
| Truckfighters, fot. A.Wojcińska |






















