poniedziałek, 6 lipca 2026

Rose Tattoo: zawsze byliśmy bardzo głośnym zespołem bluesowym

 Od momentu powstania w 1976 roku Rose Tattoo niezmiennie pozostają jednym z najważniejszych zespołów w historii australijskiej muzyki. Ich charakterystyczne połączenie bluesa, hard rocka i pub rocka stało się inspiracją dla kolejnych pokoleń zespołów, w tym dla Guns N'Roses, którzy wielokrotnie podkreślali ogromny szacunek i uznanie do australijskiej grupy i jej charyzmatycznego lidera, obdarzonego nieokiełznaną energią. Nic w tym dziwnego - rock'n'roll to jego życie. To muzyka, która uratowała go przed złem tego świata. 

 Angry Anderson to wspaniały, bardzo skromny i ciepły człowiek, z ogromnym doświadczeniem muzycznym i życiowym. Mieliśmy rozmawiać głównie o muzyce, ale emocje po obu stronach wzięły górę i spotkanie przerodziło się w niemal rodzinną dyskusję o tym, co w życiu ważne, o tym jak jest i że tak naprawdę na świecie na przestrzeni lat zmieniło się niewiele. Artysta wygospodarował dla mnie kilkadziesiąt minut, by podzielić się życiowymi refleksjami i cennymi spostrzeżeniami na temat branży, sensu artystycznych działań i podróżowania po świecie. 

 

Rose Tattoo, mat. prasowe


Między Uchem A Mózgiem: Witaj, to dla mnie ogromny zaszczyt móc z Tobą porozmawiać. Dziękuję Ci bardzo, że znalazłeś czas. 

Angry Anderson: Oj, to nic takiego. Skąd dzwonisz?

 

MUAM: Z Europy, konkretniej z Polski...

Angry:  Pokochałem Polskę już przy naszej pierwszej wizycie . To kraj niezwykle piękny pod względem architektonicznym, ale nie tylko. To jeden z moich ukochanych krajów. Przyjeżdżaliśmy do Europy z Rose Tattoo od wczesnych lat osiemdziesiątych. W 1981 roku pojechaliśmy do Wielkiej Brytanii, kilka lat później zawitaliśmy do krajów, które dla Australijczyków były nowe, nieoczywiste, nie były pierwszym wyborem jeśli chodzi o podróżowanie. Jednym z nich była Polska. Bardzo doceniam wasz styl życia, waszą politykę i to, jak chronicie wartości, które zdefiniowały wasze państwo. Bardzo cenię to, że chronicie Europę przed absurdem, przed zniszczeniem, przed napływem kultur, które mogą chcieć zniszczyć to, co zbudowaliście przez lata.. Interesuję się historią - nie tylko jej głównym nurtem, ale też tzw. alternatywnym spojrzeniem. Jako osoba wykształcona jestem otwarty na różne poglądy. 

Ziemia jest we władaniu ludzi, którzy podsycają agresję i wojny. Uważam, że większość krajów na świecie, z wyjątkiem Polski i kilku innych miejsc propaguje wojny, bo są one korzystne z biznesowego punktu widzenia. Zawsze byłem temu przeciwny. Dorastałem w latach sześćdziesiątych, więc jestem pacyfistą. Byłem hipisem. Zawsze zależało mi na pokoju na świecie. 

 

MUAM: Zgadzam się z tym, co mówisz, pokój nie jest korzystny dla biznesu. Z tego punktu widzenia korzystniej jest toczyć wojny, bo można coś zyskać. To jednak bardzo krótkowzroczne podejście...

Angry: Jedną z moich najważniejszych życiowych maksym jest ta mówiąca o tym, że kiedy niesprawiedliwość staje się prawem, opór staje się obowiązkiem. Rose Tattoo jako zespół, a ja jako autor tekstów, zawsze wyznawaliśmy zasadę, że liczą się ludzie, bo to ludzie cierpią i muszą żyć ze skutkami decyzji rządów i korporacji. Krąży wiele opowieści o tajnych stowarzyszeniach. Zachowuję otwarty umysł, bo wciąż zadaję sobie pytanie - co, jeśli oni mają rację i rządzą nami ludzie, którym nie zależy na naszym dobru, którzy nie troszczą się o ludzi? Jeśli to prawda, powinniśmy się temu przeciwstawić.


MUAM: Zawsze warto mieć otwarty umysł. Miałeś ostatnio sporą przerwę od muzyki, prawda?  

Angry: Tak, postanowiłem zagłębić się nieco w politykę i nadal bardzo aktywnie interesuję się tym zagadnieniem. Czując, że muzyka to w moim przypadku już czas przeszły, kilka lat temu postanowiłem powalczyć o miejsce w parlamencie. Szukałem jakiegoś istotnego zastępczego zajęcia, ale niewiele z tego wyszło. Wróciłem do muzyki.  

 

 MUAM: Całe szczęście, bo muzyka to przecież sens Twojego życia! Wspomniałeś, że przyjechałeś do Europy już na początku lat osiemdziesiątych. Co Cię tu przyciągnęło? Historia? 

Angry:  Europa ukształtowała historię całego świata. To Europejczycy odkrywali Amerykę i zaludnili ją. Dotarli także do Australii. W pierwszej kolejności zaludniali naszą wyspę Brytyjczycy, następnie ogromna liczba Włochów, Greków i ludności z krajów Bałkańskich. Przyjeżdżali także Polacy. Europejczycy zbudowali Australię. 


MUAM: A z koncertami jak było? Jak to wszystko się zaczęło?  Pamiętasz początki festiwali? Jak zmieniła się ta branża na przestrzeni lat z Twojej perspektywy? Teraz podróżuje się po świecie nieco inaczej, chyba łatwiej niż kiedyś. 

Angry:  Oj zdecydowanie! Z ekonomicznego punktu widzenia pandemia miała ogromny wpływ na tę branżę. To, co udało nam się wypracować podczas 4-5 ostatnich tras po Europie, pandemiczne okoliczności w dużej mierze zniszczyły. Póki co mam się dobrze, ale nigdy nie wiadomo jak ułoży się przyszłość. Wielu ludzi cierpiało bardzo z powodu powikłań po zarażeniu koronawirusem i skutków ubocznych szczepień. Zgodziłem się na szczepienie tylko dlatego, by móc polecieć do Europy. Inaczej bym się nie zgodził... To jedyny powód... 

 

MUAM: To był ciężki czas i mam nadzieję, że już nie wróci. Wiesz, jeżdżę na koncerty od siedemnastu lat i zauważyłam sporo zmian nie tylko w tym, jak reaguje publiczność na muzykę, ale także pod kątem organizacji koncertów i bezpieczeństwa. Te zmiany są zdecydowanie na plus. Przemysł koncertowy bardzo się rozwinął. Zespoły z całego świata przyjeżdżają do Polski regularnie, co w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych taką regułą nie było... 

Angry: Jedną z rzeczy, za które zawsze uwielbiałem Europę jest to, jak ludzie reagują, jak emocjonalnie podchodzą do pewnych zjawisk, w tym muzyki. Jak celebrują wspólnotę, jak odnoszą się do tradycji i historii. To bardzo silnie przemawia do nas, Australijczyków. Ta indywidualna tożsamość jest obecnie zagrożona. 

Uwielbiam festiwale - to poczucie wspólnoty, te spotkania ludzi w celu wspólnego słuchania muzyki. Np. Wacken Open Air - tam co roku jest 80-90 tysięcy ludzi. Kiedyś w Rosji AC/CD grali dla miliona słuchaczy podczas jednego wieczoru. Tak liczna publiczność jest też obecna na koncertach w Ameryce Południowej. Żałuję bardzo, że nigdy tam nie dotarliśmy. Tam tłumy spotykają się dla muzyki, jednoczą się. To nieprawdopodobna siła, niemal duchowe doświadczenie. Nic innego nie ma wtedy znaczenia. To bardzo uzdrawiający proces. Świat bardzo tego potrzebuje. 

 

\
Rose Tattoo, mat. prasowe

 

MUAM:  Tłumy fanów spotykające się we wspólnym celu, by posłuchać na żywo ulubionego zespołu naprawdę robią wrażenie... 

Angry: Popkultura amerykańska z mojego punktu widzenia nie jest interesująca. To nie do końca moja bajka.  Uwielbiam dobrą muzykę pop, taką jak The Beatles, Fleetwood Mac, ABBA. Tak, to zaskakujące, ale naprawdę uwielbiam ABBĘ! Te melodie, te piosenki. Mam albumy tego zespołu. 

W dzisiejszych czasach przemysł muzyczny to biznes. Mam nadzieję, że nie wyssa on z muzyki duszy. Największymi artystami w Stanach Zjednoczonych byli niegdyś moim zdaniem The Rolling Stones, Led Zeppelin - to giganci tworzący z pasją, z pełnym oddaniem muzyce, dzieląc się pozytywną energią. Obecnie najbardziej cenioną i najlepiej sprzedającą się artystką w Stanach Zjednoczonych jest Taylor Swift, co mnie nie przekonuje. Powiem wprost, to kompletny syf! Jasne, wciąż koncertują co sześć, siedem lat tacy artyści jak wspomniani The Rolling Stones, AC/DC czy Guns N'Roses - wciąż robią furorę, wciąż grają muzykę pełną emocji, ale na rynku jest coraz ciaśniej. 

Ale coś Ci powiem i myślę, że w przyszłości już takiej historii nie usłyszysz - te trzy wymienione zespoły powyżej były produktem. Muzyka była naprawdę szczera, prawdziwa wtedy, kiedy zaczynałem. W latach sześćdziesiątych biznes jeszcze nie przejął kontroli. Jasne, istniały pewne uregulowania jak wytwórnie płytowe, ale nie było tak silnej kontroli jaką mamy dziś. To zdecydowanie nie wpływa pozytywnie na jakość muzyki... 



MUAM: Zgadzam się z Tobą, czysty biznes i szczerość bardzo rzadko idą w parze. Niepokojącym objawem zmian są też platformy streamingowe, które obniżają wartość muzyki. Tu słucha się fragmentów w formie playlist, wszystko jest ze sobą wymieszane, brakuje pełnej historii opowiedzianej poprzez muzykę. Brakuje tej całości, które oferowało doświadczenie obcowania z albumem - z brzmieniem, z tekstami, z piosenkami, z konceptem całości...

Angry:  Jestem cholernie uzależniony od telefonu komórkowego - zaglądam na Facebooka, na streaming, na YouTube. Nie znam tych wszystkich nowych narzędzi, ale szukam sobie różnych rzeczy w Internecie. To mi wystarcza by być na bieżąco z tym, co się dzieje, bo nie oglądam telewizji. Zrezygnowałem z telewizji kablowej ku przerażeniu moich dzieci, którym nie pozwalałem oglądać tych wszystkich głupot. Jak zobaczyłem, co próbowały tam oglądać, odciąłem dostęp. Mając jakieś 60 kanałów, może 1 czy 2 były jakkolwiek wartościowe, z programami na temat środowiska naturalnego. Wszędzie indziej był po prostu syf. Dzieciaki były załamane, ale postanowiłem nie niszczyć ich umysłów tą sieczką. Wychować je na dobrych ludzi. Brzmię jak Twoi rodzice, nie?

 

MUAM: Myślę, że gdy dorastamy, potrzebujemy autorytetów i drogowskazów. Nie wiemy wtedy jeszcze, co jest dla nas dobre, co pomoże nam w rozwoju, więc taka decyzja ma swoje uzasadnienie. Jeśli nie mielibyśmy wzorców, na świecie zapanowałby chaos.  

Angry: Dziękuję za zrozumienie. To chyba możemy przejść do muzyki...


MUAM: Jasne! Zbliża się ostatnia trasa Rose Tattoo. To bardzo ważny moment dla Ciebie. Możliwe, że najważniejszy w życiu, prawda?

Angry: Nadchodząca trasa będzie naszą ostatnią w Europie, więc towarzyszy tym planom mnóstwo emocji, ale tak naprawdę zawsze tym przyjazdom towarzyszyły emocje. Podróżując po świecie dorastasz, doświadczasz. Jakkolwiek często nie przyjeżdżałabyś w dane miejsce, zawsze będzie inaczej! Zawsze odkryje się coś nowego, zawsze coś się zmieni. Obecny skład Rose Tattoo jeszcze nie był razem w Europie i będzie to jednocześnie jego pierwsza i ostatnia wizyta na tym kontynencie. Szkoda, że nie uda się wrócić do Rosji, ale będziemy w Hiszpanii, we Włoszech, w Polsce, w Finlandii. Zawsze chciałem zobaczyć Islandię i te piękne widoki, ale tam nie ma gdzie grać, bo Islandczycy chcąc doświadczyć koncertu zwykle podróżują na południe... Byłaś tam?

 

MUAM: Jeszcze nie, ale to jedno z moich marzeń. Jeśli szukasz ciszy, spokoju i pięknych widoków, znajdziesz je też w Finlandii. To kraina lasów i jezior.  

Angry: Australia położona jest niedaleko równika, więc pogoda zwykle nam dopisuje. Przez cały rok jest gorąco, poza południową częścią kontynentu i Tasmanią, przynależną do nas wyspą. Tam jest zimą bardzo zimno. Dorastałem w Melbourne, w latach siedemdziesiątych przeniosłem się do Sydney, gdy dołączyłem do Rose Tattoo. Tam jest zimno przez 3-4, maksymalnie 6 tygodniu w roku. Jesteśmy szczęściarzami. 

Byłem w Europie jesienią i zimą dwukrotnie. Doświadczyłem prawdziwego zimna, śniegu. Jedna z tras zahaczyła o Skandynawię. Nie pamiętam czy to było w Norwegii, czy w Szwecji... Graliśmy koncert w małym klubie i było kilka dni przerwy. Promotor zaprosił nas do ośrodka sportowego. Byliśmy tam kilka nocy, piliśmy, jedliśmy i chodziliśmy do sauny. Gdy wchodzisz do skandynawskiej sauny, wygrzewasz się, a później wychodzisz na dwór, na śnieg w samym ręczniku. Wylewaliśmy poty, a później rzucaliśmy się w śnieg i turlaliśmy się w nim bez ubrań. 



MUAM: Brzmi jak totalne skandynawskie szaleństwo...

Angry: To było wariactwo, ale właśnie o to w życiu chodzi. To czysty rock'n'roll. Jestem w Rose Tattoo od prawie pięćdziesięciu lat. Przygodę z muzyką zacząłem bardzo wcześnie, 10-15 lat przed dołączeniem do zespołu. Bycie w rock'n'rollowym zespole to absolutne szaleństwo, tym bardziej mając na karku prawie osiemdziesiąt lat!

 

MUAM: To prawda, niełatwo to sobie wyobrazić, ale jesteś najlepszym dowodem na to, że jeśli w życiu kierujesz się pasją i miłością do tego, co Cię napędza, to wszystko jest możliwe, niezależnie od okoliczności i od wieku. 

Angry: Pasja to fantastyczne słowo i wspaniałe doświadczenie, uczucie absolutnie niepodrabialne! Towarzyszy doświadczeniu narodzin dziecka czy bycia świadkiem sukcesu osoby, którą się wspiera, która realizuje swoje marzenia. Jest się wtedy pełnym pasji. To niesamowite doświadczenie zarówno na poziomie duchowym jak i fizycznym. Nie jestem pewien, czy da się je wyjaśnić racjonalnie. To uczucie przenika umysł i ciało. Wierzyłem zawsze w to, że taką pasją jest dla mnie rock'n'roll. Zawsze był i zawsze będzie. 

 

MUAM: Rock'n'roll to pasja w najczystszej postaci i właśnie to sprawia, że ta muzyka jest tak uniwersalna. Dlatego właśnie porusza kolejne pokolenia słuchaczy na całym świecie i jest niezmiennie aktualna. 

Angry: W tekstach zawsze opowiadałem o tym, co czuję, co się dzieje ze mną i z ludźmi, których kocham oraz o wydarzeniach w moim otoczeniu, ale też wiele z nich, także na nowej płycie, która wciąż powstaje i ukaże się w przyszłym roku, jest celebracją muzyki, uhonorowaniem rock'n'rolla i wpływu muzyki na nasze życie. Piszę piosenki o tym, jak muzyka wypełnia duszę, jak wielką radość wnosi do naszego życia. Zawsze powtarzam, że rock'n'roll ocali nasze dusze. Ten gatunek ma swoje korzenie w afrykańskich rytmach, a ostateczna jego forma czerpie z amerykańskiego bluesa. 

Rose Tattoo zawsze byli bardzo głośnym zespołem bluesowym. Graliśmy bluesa i boogie, czerpiąc ze źródeł tego stylu i wlewając w te brzmienia nowe życie. Poświęciliśmy się całkowicie muzyce, starając się utrzymać ten prawdziwy rock'n'roll przy życiu.  Zawsze mówię na koniec koncertu: "Jesteśmy Rose Tattoo i gramy rock'n'roll". Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Tak, to prawdziwa pasja.

 

MUAM: Tak, rock'n'roll będzie zawsze żywy, cokolwiek by się nie działo. Dziękuję Ci pięknie za spotkanie, będę z pewnością pamiętać je długo. Dużo zdrowia, bezpiecznej podróży i niesamowitych wspomnień. Niech ta trasa będzie naprawdę wyjątkowa! 

Angry: Mam nadzieję, że dasz radę dotrzeć na nasz koncert - nie namawiam, ale potraktuj to zaproszenie jako rodzinną dobrą radę. Bierz przyjaciół i do zobaczenia! Dużo zdrowia i pomyślności. Dziękuję za ten wspólny czas. 

 

MUAM: Pięknie dziękuję, postaram się zrobić, co w mojej mocy. Do zobaczenia!  

 

Rose Tattoo w 2026 roku świętują pięćdziesięciolecie działalności i zapisują ostatni rozdział w swojej niezwykłej karierze. Legenda australijskiego rock’n’rolla wyruszy w pożegnalną trasę koncertową po Europie, w ramach której zagra swój ostatni koncert w Polsce - 16 sierpnia w krakowskim klubie Kwadrat. Jako support wystąpi grupa Velvet Rush. Na wieczór pełen wzruszeń zaprasza Winiary Bookings. Bilety są na www.winiarybookings.pl