Co wolicie - przejmujące do szpiku kości zimno, czy tak duszne powietrze, że nie sposób oddychać? Obie pogodowe sytuacje są skrajnie ekstremalne i doświadczenie każdej z nich silnie zapada w pamięć. Nie dziwi zatem, że stały się inspiracją dla stworzenia niebanalnej muzyki dla duetu, który nie stawia sobie żadnych granic. Po doskonałym, mroźnym debiucie Zima Stulecia podąża w zupełnie przeciwnym kierunku - temperatur ekstremalnie gorących, tak dusznych, że nie sposób złapać tchu. Pięć nowych kompozycji, które proponują Latarnik i Cancer G jest tak gęstych i intensywnych, że można przy nich niemal stracić oddech.
Ścieżka dźwiękowa dla pogodowych ekstremów
2026 rok dostarczył jednych z najsilniejszych od lat pogodowych emocji - najmroźniejszej zimy od lat z temperaturami w wielu miejscach przekraczającymi -20 stopni, a także ekstremalnego lata - dni powyżej 35 stopni na plusie. I tak się składa, że muzyka Zimy Stulecia wpisała się w ten czas znakomicie. Z chłodnych rejonów debiutanckiego, „Minus 30°C” przenieśliśmy się prosto w stan palącej gorączki. Bez żadnego okresu przejściowego, bez temperatur pozwalającej przygotować się do kulminacji - zupełnie jak w minionych miesiącach, w których brakowało przejściowych okresów do których przywykliśmy, jak przedwiośnie, stopniowo coraz cieplejsza wiosna, przechodząca we wstęp do lata czy jesień przygotowująca stopniowo na mrozy.
Po zimnym debiucie Zima Stulecia powraca z nowym materiałem, stanowiącym dźwiękowe studium termoregulacji. Zaczyna się od temperatury zdrowego ciała, by nieuchronnie z każdą minutą i utworem wpędzić słuchacza w stan głębokiej hipertermii.
Ekspansja elektroniki i komentarz do rzeczywistości
Kiedy Cancer G i Latarnik wydali debiut w lutym 2023 roku, zabrali słuchaczy w nostalgiczną, mroźną podróż do przełomu lat 80 i 90 - lat ich własnego dzieciństwa i dorastania - epoki pirackich kaset VHS z niezapomnianymi ścieżkami dźwiękowymi filmów akcji i klasykami kina klasy B, kupowanymi na lokalnych bazarach, prezentowanymi obok niemieckich środków czystości i zagranicznych słodyczy. Co w tym kontekście bardzo ważne, jednocześnie był to okres coraz odważniejszej ekspansji muzyki elektronicznej, która przyciągnęła nowe pokolenie i tłumy do powstających w całym kraju klubów.
Melancholijny i surowy charakter studyjnych nagrań Zimy Stulecia zaczął topnieć niemal natychmiast po zderzeniu z publicznością na żywo. Debiutancki materiał wydawał się stworzony na koncert, najlepiej w przestrzeni, w której bezkompromisowo królowały rytmy techno i house. Każdy kolejny występ stawał się okazją do transformacji kompozycji, rozszerzania ich form i przesuwania akcentów w stronę klubowej energii, ostatecznie generując zupełnie nowe utwory, tworzone na oczach i uszach publiczności.
Muzyka zaczęła mutować i ewoluować, stając się ścieżką dźwiękową dla współczesności - gorącej dosłownie i w przenośni, niespokojnej, niestabilnej z powodu konfliktów zbrojnych, naznaczonej zmianami klimatu - temperaturą coraz bardziej radykalną, duszną, zapierającą dech, halucynogennie pędzącej przed siebie w dziwnych kierunkach spowodowanych informacyjnym chaosem i ekspansją krótkich form przekazu, które mieszają w głowie, powodując skrajne nastroje.
Człowiek kontra ciepło
36,6 °C to temperatura ludzkiego ciała - organizmu zdrowego, który funkcjonuje poprawnie. Później na płycie zaczyna niebezpiecznie rosnąć, oddziałując na człowieka. I o tych oddziaływaniach jest ten album - o odczuwaniu dyskomfortu spowodowanego zmianami, ale też bezpośrednio o reakcjach ciała na poziomie fizycznym.
Pięć albumowych utworów zostało starannie wyselekcjonowanych z materiału zarejestrowanego podczas występu duetu we wrocławskim klubie Ciało, który miał miejsce 10 lutego 2024. Znane utwory ewoluowały w nieznanym kierunku, ku improwizacjom, coraz bardziej odjechanym ze względu na rosnącą temperaturę w pomieszczeniu. To wtedy narodził się pomysł na nowy kierunek, gorące brzmienia, pewnie trochę z tęsknoty za wakacyjną aurą, za potrzebnym ciepłem i spotkaniem z ludźmi. Brzmienia zainspirowane bliskością publiczności i artystów i ciepłem generowanym przez organizmy przebywające na małej przestrzeni w dużym zagęszczeniu, przeżywające coś wspólnie, doświadczające razem podobnych emocji. Wzajemnie grzejące się tak bardzo, że dociera się do granicy świadomego postrzegania rzeczywistości.
Psychoaktywna temperatura
Duchota ma na człowieka ciekawe oddziaływanie - powoduje przegrzanie, zmęczenie, a w skrajnych przypadkach odwodnienie, wycieńczenie. Rozgrzane do granic możliwości ciało przeżywa dyskomfort, który reguluje pocąc się. Taka temperatura powoduje też odmienną od poprawnej pracę umysłu, która może objawiać się halucynacjami, omamami, powodować dziwne stany tożsame z tymi powodowanymi przez substancje psychoaktywne. I na tych stanach skupiają się twórcy w swojej sztuce. To muzyka klubowa - zagrana na żywo - na klawiszach i na perkusji. Nieoczywista, nietypowa, inspirowana techno, house'm, ale też doświadczeniem wspólnej improwizacji i oddania w dźwiękach tego, co dzieje się tu i teraz.
Pulsuje aż nieprzyzwoicie intensywnie, nie pozwalając usiedzieć w miejscu. W mantryczne brzmienia, zachęcające do rytmicznego poruszana się wplecione są dziwaczne, przetworzone wokale. Robi się psychodelicznie, wszystko zdaje się rozpływać, roztapiać, zlewać w całość, w której po prostu się istnieje. Nie starając się reagować, po prostu dryfując trochę nieświadomie, trwając w danej chwili i poddając się jej energii. Wtedy dzieją się rzeczy niemożliwe do zdefiniowania, poza naszą kontrolą.
Intrygująco, poza ramy
Zima Stulecia ewoluuje w zależności od sytuacji. Przybiera formy przeróżne, inspirując się miejscem, wykorzystując energię chwili, bazując na porozumieniu budującym się między muzykami i publicznością, tu i teraz podczas występu. Z zimnej, mroźnej i pełnej niepokoju przekształciła się w topniejącą od palącego słońca. Choć eksploruje drugi skrajny stan, rdzeń pozostał ten sam - niezmiennie dopracowany jakościowo, zapierający dech i z każdym kolejnym odsłuchem intrygujący coraz bardziej. To zupełnie inna, ale równie ciekawa muzyczna opowieść.
Ta muzyka odnajdzie się świetnie w ciasnych klubowych przestrzeniach, stając się doskonałą ścieżką dźwiękową do doświadczenia kolektywnego tańca i wspólnego pocenia się.
EP-ka „36,6°C” ukaże się 28 sierpnia 2026 roku nakładem Astigmatic Records.To koncertowy zapis ewolucji brzmienia, która dokonała się na oczach publiczności zgromadzonej w klubie Ciało. Tego samego dnia odbędzie się tam również impreza promująca ten minialbum.
Płyta ukaże się na winylu w ściśle limitowanym, piekielnym nakładzie 666 egzemplarzy. Będzie dostępna jednocześnie na wszystkich platformach streamingowych. Okładkę wydawnictwa stworzył Animisiewasz, a za mastering odpowiada Kwazar.
Albumu możecie posłuchać tu: https://zimastulecia.bandcamp.com/album/366-c
W tekście wykorzystano fragmenty materiałów prasowych Astigmatic Records
Więcej o Zimie Stulecia tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2025/10/mroz-i-snieg-w-pazdzierniku-czyli-o.html
