czwartek, 24 września 2026

Emma Ruth Rundle: Wciąż tu jesteśmy – znajdźmy więc trochę nadziei i spróbujmy coś zrobić!

Bezkompromisowa, szczera artystka, fenomenalna wokalistka i multiinstrumentalistka, ale przede wszystkim wspaniała, ciepła i serdeczna osoba - Emma Ruth Rundle wraca z nowym materiałem - wydanym w pełni niezależnie, na własnych zasadach. "These Killing Times" to niezwykle ważny album - zwracający uwagę na kluczowe zagadnienia społeczne, a zarazem podnoszący na duchu. Jak przyznała artystka  jej celem było skłonienie odbiorcy do dialogu i refleksji. 

Rozmawiałam z Emmą przez ponad trzy kwadranse dzieląc się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami. O czym? O trudach i niepokojach współczesności, o wyrywaniu się ze schematów, o odnajdywaniu sensu życia we wspólnych działaniach, o sile przyjaźni i o tym, co sprawia, że warto każdego dnia wstać z łóżka. 

 

Emma Ruth Rundle we Wrocławiu, w listopadzie 2022 roku, fot. A.Wojcińska

 

Między Uchem A Mózgiem: "These Killing Times" to piękny i ważny album - poruszający i skłaniający do refleksji, ale też bardzo potrzebny i podnoszący na duchu. To nowy kierunek po bardzo osobistej płycie "Engine Of Hell".  Czy ta zmiana tematyki i klimatu była dla Ciebie wyzwaniem? Coś się zmieniło, prawda? 

Emma Ruth Rundle: Dziękuję :) Tak, proces rejestracji tego materiału rzeczywiście był wyzwaniem, głównie ze względu na poruszaną tematykę. Ten materiał ma charakter bardziej reaktywny niż wyznawczy czy autobiograficzny - to chyba największa zmiana. Nagrywałam już wcześniej płyty z zespołem, więc pod względem brzmieniowym jest to swego rodzaju powrót do tamtej formuły. Sama sesja nagraniowa była czystą przyjemnością. Najtrudniejszy okazał się proces pisania tych piosenek – niektóre aspekty tej tematyki są niezwykle frustrujące i bolesne. Czułam jednak, że mówienie o tych sprawach jest bardzo potrzebne, a wręcz konieczne.


MUAM: To prawda, poruszasz trudne tematy, ale przyszło nam żyć w naprawdę niełatwych czasach. Tak naprawdę frustrujące mogą być już same najdrobniejsze codzienne aspekty życia. Te wszystkie drobne rzeczy, które dzieją się w trakcie dnia i wpływają na nasz nastrój i to, jak postrzegamy świat. 

ERR: Gdy na tle wielkich wydarzeń rozgrywają się codzienne, drobne sprawy, trudno uwierzyć, że jako jednostki mamy na cokolwiek realny wpływ – a to może prowadzić do przygnębienia. Chciałam stworzyć album, dzięki któremu ludzie poczują, że ich emocje są ważne i słuszne; być może stanie się on też okazją, by nawiązać kontakt z innymi i wspólnie coś zdziałać – czy to założyć zespół, urządzić ogród, czy stworzyć razem Zina. Cokolwiek to będzie – uważam, że warto działać. 

 

MUAM: Masz rację, warto robić coś realnego, namacalnego, tym bardziej dlatego, że funkcjonując coraz głębiej w świecie cyfrowym ma się wrażenie, że niemal wszystko jest fałszywe, na wyrost, na pokaz - głównie mam na myśli sposób dostarczania nam treści przez media społecznościowe, które potrafią wywołać frustrację i przytłoczyć nadmiarem i formą. Jak sobie radzisz z nimi? Wiem, że dla artystki ta forma komunikacji z fanami jest w pewnym sensie niezbędna, ale mam na myśli też takie codzienne funkcjonowanie. 

ERR: Najważniejsza jest świadomość, że życie w realnym świecie jest absolutnie konieczne. Media społecznościowe są oczywiście problematyczne na wielu płaszczyznach – czy to ze względu na inwigilację prywatności, mechanizmy kapitalistyczne, czy też uzależniający charakter. Sama wielokrotnie wpadałam w pułapkę wielogodzinnego, bezmyślnego przewijania niepotrzebnych treści, szukając oderwania od rzeczywistości, podczas gdy mogłam w tym czasie np. czytać książkę. Mam na sumieniu to samo, co każdy inny człowiek na świecie, jednak tak się stało, że w obecnych realiach media społecznościowe są niezbędne do komunikacji. Oczywiście korzystam też z innych rozwiązań, takich jak lista mailingowa – czyli newsletter, który nie wymaga logowania.

Z jednym z moich najlepszych przyjaciół, Blakiem, zaprzyjaźniłam się właśnie dzięki wymianie wiadomości w mediach społecznościowych. Było to ponad 10 lat temu. Od tamtej pory zbudowaliśmy bardzo bliską relację i współpracujemy jako artyści. Media społecznościowe dają szansę na nawiązanie kontaktów z ludźmi, których w innych okolicznościach być może nigdy by się nie poznało. To niezwykle cenne, choć oczywiście wiąże się też z wieloma negatywnymi aspektami. Rzecz w tym, by pamiętać, że media społecznościowe nie mogą zastąpić interakcji z ludźmi w świecie rzeczywistym. Mają one tendencję do pogłębiania poczucia samotności i izolacji, sprawiając jednocześnie wrażenie, jakbyśmy faktycznie wchodzili w interakcje z innymi. Ale czy tak jest naprawdę?


MUAM: No właśnie... Kluczowe jest spotkanie twarzą w twarz, a obecnie dużo łatwiej jest wysłać po prostu wiadomość na komunikatorze. Problem w tym, że wtedy nie mamy tak naprawdę pewności, kto jest po drugiej stronie. Otacza nas coraz więcej fałszywych kont, wygenerowanych osobowości, a także treści wyprodukowanych przez sztuczną inteligencję, których oglądanie jest wręcz destrukcyjne. 

ERR: Jakimś rozwiązaniem jest ograniczanie czasu spędzanego w sieci i dbanie o to, by oglądać te treści tylko w określonym czasie. Jednocześnie wiadomo, że bardzo ciężko jest ustrzec się przed uzależnieniem. To strasznie wciąga... 



MUAM: Tym bardziej, że ma się ostatnio coraz częściej wrażenie, że w mediach społecznościowych jest niemal wszystko - pojawiają się informacje praktycznie na każdy temat. Gdy widzi się "wszystko", jednocześnie nie zauważa się niczego. Nie można skupić się na niczym konkretnym. Trzeba być bardzo czujnym, by nie dać się zwariować... A to wykańcza... 

ERR: Zgadzam się z Tobą! 


MUAM: Zdecydowanie jednym z najważniejszych aspektów tego albumu jest potrzeba poczucia wspólnoty. Utknięcie w mediach społecznościowych oznacza samotność, bo często tkwimy tam rozpaczliwie szukając kontaktu z drugim człowiekiem. Na "These Killing Times" podkreślasz, jak ważne jest wspólne działanie - nagrałaś ten album z grupą przyjaciół, kolektywnie, tworząc wspólnie coś prawdziwego. 

ERR:  Chodziło o to, by wspólnie ruszyć w trasę i zespołowo grać muzykę. Przy poprzedniej płycie, "Engine Of Hell", robiłam wszystko sama; byłam zmęczona, ale też wiele się nauczyłam. To był dla mnie dobry czas. Tworzyłam poezję, działałam w pojedynkę, ale w obecnej sytuacji na świecie to nie pora na samotność. Musimy szukać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Ludzie z natury są stworzeni do nawiązywania więzi – takich, których nie da się zbudować przez telefon czy wiadomości. Możemy coś zaplanować, ale ostatecznie musimy przebywać fizycznie w towarzystwie innych ludzi. To fascynujące, jak koncerty mogą stać się okazją do nawiązywania przyjaźni i budowania poczucia więzi w życiu codziennym – wystarczy po prostu wybrać się na występ.

Często o tym myślę, bo jestem introwertyczką. Mam skłonność do nadmiernej izolacji. To mi nie służy, ale właśnie tak czuję się bezpiecznie. Czuję się przytłoczona i pełna obaw, a mój umysł każdego dnia podsuwa mi złudne myśli, sprawiając, że zapominam o ważnej rzeczy: gdy przebywam z ludźmi, którzy są moimi przyjaciółmi – ​​którzy mnie kochają i akceptują taką, jaka jestem, i których ja również kocham i akceptuję – czuję się znacznie lepiej, czuję się „normalnie”. Dlaczego więc tak trudno to zrobić? Świat nie jest skonstruowany tak, by nam to uniemożliwiać - trzeba po prostu podjąć prawdziwy wysiłek.

MUAM: Rozumiem, co masz na myśli! Są pewne schematy i przyzwyczajenia, które wypracowujemy od najwcześniejszych lat życia, są pewne zdarzenia we wczesnych latach, które mają wpływ na nasze późniejsze decyzje. Np. jeśli zrazisz się do ludzi w młodym wieku, później trzymasz dystans. Na płycie pokazujesz jednak, że ludzie rozproszeni po całym świecie mają ze sobą wiele wspólnego. Że działając razem mogą coś zrobić, coś zmienić... Dajesz nadzieję! 

ERR: Dzięki! Musi istnieć nadzieja, bo bez niej zostaje tylko rozpacz. Rozpacz nie wymaga od Ciebie żadnego działania; ona chce, żebyśmy zostali sami. Znasz tego mema z wiktoriańską damą w łóżku? Nadzieja to ta rzecz, która mówi: "może". Zostawia furtkę, że nie wszystko jest na "nie"Na tej płycie jest też sporo gniewu, a on deklaruje, że muszę coś zrobić. Jestem wściekła, trzeba działać. 

Włożyłam w tę muzykę nadzieję również dla samej siebie, bo też miewam chwile rozpaczy. Choćby ostatnio, gdy czytałam raport ONZ o przekroczeniu progu globalnego ocieplenia o 1,5 stopnia – to wszystko wydaje się po prostu zbyt wielkie. Te problemy nakładają się na siebie, tworząc potężną, gigantyczną siłę, przy której my, jako jednostki, jesteśmy niczym mrówki. Ale nie można poddać się takiemu myśleniu, bo jaki w ogóle byłby sens wtedy wstawać z łóżka? Wciąż tu jesteśmy – znajdźmy więc trochę nadziei i spróbujmy coś zrobić!



Emma Ruth Rundle we Wrocławiu, w listopadzie 2022 roku, fot. A.Wojcińska


MUAM: Masz rację, zawsze jest coś do zrobienia, tak naprawdę bardzo dużo, trzeba tylko umieć to odnaleźć. Co pomaga Ci znajdować tę siłę, by codziennie być aktywną? Te wszystkie artystyczne działania muzyczne, poetyckie, malarskie, czy coś więcej? 

ERR: Artystyczna aktywność oczywiście pomaga, ale tak naprawdę do wstawania zmusza mnie co innego - zwierzaki. Mam na podwórku wrony, które codziennie bardzo głośno domagają się jedzenia. Nie chcę ich zawieść, więc je karmię. Muszę wstać, żeby je nakarmić, tak samo jak tę wspaniałą dziewczynę (Emma wskazuje na wypoczywającą nieopodal na kanapie dużą psinę). Jestem odpowiedzialna za zwierzęta! Polegają na mnie, co sprawia, że mam motywację do wstawania. 

Mam też kilkoro bardzo bliskich przyjaciół, którzy są daleko stąd, z którymi nie mogę się spotykać ot tak, ale zawsze chcę usłyszeć, co się u nich dzieje, posłuchać ich głosów, więc wysyłamy sobie głosowe wiadomości. To sprawia mi radość. A co Ciebie motywuje?

 

MUAM: Tak naprawdę sporo rzeczy - bliscy, praca, której nikt za mnie nie zrobi, a która sprawia mi satysfakcję, czasem jakieś spotkania, wydarzenia, które sprawiają radość, a także kot, który regularnie zagląda w poszukiwaniu jedzenia i towarzystwa. 

ERR: Tak, trzeba coś zrobić, żeby nie stracić posady, to oczywiste. Ale przede wszystkim te zwierzaki... (pies zaczyna szczekać w tym momencie, potwierdzając, co jest najważniejsze!) 


MUAM: Ale malujesz nadal, prawda?

ERR:  Tak, wszystkie zamieszczone obrazy w albumowej oprawie graficznej to moje dzieła. Maluję od najmłodszych lat. Nie nazwałabym siebie zawodową malarką, ale zawsze lubiłam to robić. Istnieje przekonanie, że trzeba coś robić w określony sposób, by móc powiedzieć, że się tym zajmujemy, ale ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że każdy potrafi śpiewać – wystarczy podnieść głos i zacząć wydobywać z siebie dźwięki. Każdy może wziąć do ręki coś do pisania i zacząć rysować. To są wrodzone ludzkie cechy. To naturalne umiejętności, które mamy i które możemy wykształcić. Nigdy nie pozwól, by ktokolwiek powstrzymał cię przed robieniem tego, na co masz ochotę.


MUAM: Kreatywne działanie jest w życiu bardzo ważne, zdecydowanie się zgadzam. Inspirujące może być już samo przebywanie z innymi artystami. 

ERR: Mieszkam sama, ale mieszkałam z innymi artystami. To naprawdę pomaga - obserwowanie, jak ktoś inny ćwiczy, inspiruje do cięższej pracy. Uważam, że warto przebywać w towarzystwie innych twórców. Dobrze jest być blisko ludzi, z którymi można z entuzjazmem rozmawiać o swoich projektach – ludzi, którzy są na nich skupieni i szczerze się nimi interesują. To motywuje do intensywnej pracy nad tym, co się robi. Sztuka to proces ciągły. Trzeba być obecnym, wykazywać się zaangażowaniem, popełniać mnóstwo błędów i wykonywać ogrom pracy, której nikt nigdy nie zobaczy.


MUAM: To proces nieustannego rozwoju umiejętności, ale też uczenie się bycia szczerym wobec siebie, poznawanie siebie, stawanie się coraz lepszym z każdym kolejnym przedsięwzięciem. Nagrałaś w swojej karierze wiele różnych płyt - zarówno solowo, jak i we współpracy z innymi. A czym myślałaś o spotkaniu różnych form sztuki? Np. malarstwa na żywo i muzyki albo tańca i muzyki? Pomyślałam, ze byłoby to dla Ciebie ciekawe doświadczenie. 

ERR: Marzy mi się współpraca z tancerzami! Kocham taniec, oglądam sporo występów. Brałam też lekcje baletu przez kilka lat, gdy pracowałam nad "Engine Of Hell" - jestem w tej materii fatalna i bardzo niezdarna, ale to było cudowne doświadczenie uczyć się wyrażania emocji poprzez ruch ciała. Z przyjemnością bym do tego wróciła!



MUAM: Myślę, że to świetny pomysł, tym bardziej, że teatralność jest Ci bliska. Jest obecna także w teledyskach do nowej płyty. Dodają opowieści nowego wymiaru. 

ERR: Jestem też wielką fanką kina! Uwielbiam chodzić do kina, kocham teatr, efekty specjalne i całą tę estetykę. Tworzenie tych teledysków sprawiało mi frajdę. Pisząc ten album – który pod względem treści i tematyki był bardzo ciężki – chciałam jednocześnie stworzyć do niego filmy o bardziej fantazyjnym, nieco baśniowym klimacie. Chodziłam do studia i budowałam scenografię – to było zajęcie, które angażowało mnie fizycznie. Kiedy robi się coś namacalnego – np. dzierganie, malowanie, czy rzeźbienie – umysł się wycisza. To działanie bardziej fizyczne, a mniej intelektualne. Z kolei komponowanie muzyki jest bardzo angażujące dla umysłu i w pewnym momencie mózg po prostu potrzebuje chwili wytchnienia. Był to więc inny sposób podejścia do płyty, pozwalający oderwać się od ciągłego analizowania i myślenia. Oczywiście była w tym też zabawa i odrobina szaleństwa. Poczucie humoru jest dla mnie – a przynajmniej w osobistym aspekcie – czymś kluczowym.

 

Emma Ruth Rundle we Wrocławiu, w listopadzie 2022 roku, fot. A.Wojcińska

 

MUAM: Zdecydowanie tak, dla mnie też jest bardzo ważne, myślę że dla wielu osób! Każdy lubi się śmiać, bo to pomaga poczuć się dobrze. Zadajesz na tej płycie wiele pytań, a co więcej, kończysz ją pytaniem. Skłoniłaś mnie do refleksji na temat roli, jakie pełnimy w życiu, zmagania się z nimi, prób odnalezienia się w rzeczywistości, w systemie, w którym funkcjonujemy, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. 

ERR: Przede wszystkim muszę powiedzieć, że całkiem świadomie umieściłam na albumie te otwarte pytania - chciałam, aby słuchacz aktywnie włączył się w rozmowę i zastanowił nad znalezieniem odpowiedzi. Niekoniecznie sama znam te odpowiedzi, ale musimy pochylić się nad tymi kwestiami: jak chcemy żyć po tym wszystkim, co się teraz dzieje? W jakim świecie chcemy funkcjonować? Po co żyjemy?


MUAM: To jedne z tych pytań, na które będziemy szukać odpowiedzi pewnie do końca naszych dni. Zastanawiałam się też, jak czujesz się w branży muzycznej jako kobieta. Trochę się w tej kwestii zmieniło na lepsze w ostatnich latach, ale myślę, że nadal jest wiele do zrobienia. Jak czujesz?

ERR: Jako kobieta w branży? Mam obecnie 42 lata i sporo przeszłam, naprawdę dużo mnie spotkało. Czuję się pewniejsza siebie. Staram się godzić z tym, że lat mi nie ubywa i odnajduję swoją siłę w tym, co robię - w mojej własnej dziedzinie wypracowałam już własny styl i głos; wiem, co mogę zaoferować i czuję się z tym komfortowo. Podnoszenie głosu i śpiewanie na scenie z taką pewnością siebie to potężna sprawa - dobrze byłoby, gdyby dostrzegały to inne kobiety oraz osoby queerowe. Uważam, że moją rolą jest bycie sobą i czynienie dobra, zachowanie pokory, a jednocześnie wnoszenie do świata czegoś, co dołoży choćby maleńkie ziarenko do tych dobrych, pozytywnych rzeczy. Taką mam nadzieję. 

Myślę, że kobiety mają dziś znacznie więcej miejsca by, wyrazić siebie niż wtedy, gdy byłam dzieckiem. Pamiętam, jak kupowałam magazyny gitarowe i widziałam w nich kobietę – zawsze w bikini. Taki przekaz otrzymywałam w tak młodym wieku i strasznie mnie to złościło. Od najmłodszych lat kobiety są nieustannie seksualizowane. Nie wiem, jak to wygląda w przypadku chłopców i mężczyzn, ale mnie spotykały ze strony mężczyzn różne zaczepki na tle seksualnym, gdy szłam ulicą już od dziewiątego roku życia. To ciągle utwierdza ludzi w przekonaniu, że jedyną wartością kobiety na tym świecie jest jej seksualność. Zwłaszcza w młodości. Kiedy jesteś młoda i seksualnie dostępna – wtedy właśnie określa się twoją wartość jako kobiety, co jest kompletną bzdurą. A jednak powierzchownie wszyscy tak myślą! Nie bez powodu kobiety przechodzą menopauzę i żyją dłużej – gromadzą  doświadczenie i mądrość, którymi mogą dzielić się z kolejnymi pokoleniami. Miałam na ten temat wiele przemyśleń. Choć wiele rzeczy wydarzyło się po drodze i wciąż czeka nas długa droga, to w naszej muzycznej subkulturze kobiety są znacznie bardziej uwzględniane i traktowane poważnie niż wtedy, gdy byłam dzieckiem – i jestem za to bardzo wdzięczna. 

 

MUAM: Zdecydowanie zgadzam się z Twoimi słowami, mam podobne odczucia. W gazetach faktycznie dominowały wtedy kobiety z bieliźnie, czego nie mogłam pojąć jako dziecko. Obecnie dostrzegam nieco więcej przestrzeni i możliwości bycia niezależną. 

ERR: Mam nadzieję, że tak pozostanie i że będzie jeszcze lepiej. Będę o to walczyć do końca swoich dni! 


MUAM: Skoro jesteśmy przy tym, co było kiedyś, to wyczuwam na "These Killing Times" silne echa muzyki lat dziewięćdziesiątych, takich radiowych piosenek, których słuchałam w dzieciństwie, gdy leciały w radiu, np. z repertuaru The Cranberries, Tori Amos czy Alanis Morisette. Czy to było zamierzone, czy tak wyszło?

ERR: Zdecydowanie! Uwielbiam tę muzykę, dorastałam słuchając tych piosenek! Każdy artysta ma własną tożsamość. Ja kształciłam ją ucząc się muzyki z radia. Jest to zdecydowanie część mojej artystycznej tożsamości i absolutnie się tego nie wstydzę. Te wpływy są wciąż obecne w mojej twórczości. 

 

MUAM: To bardzo cenne wspomnienia, bo w dzisiejszych realiach, gdy coraz więcej muzyki jest przeprodukowana i wygenerowana radio zdaje się być wciąż jeszcze tym bastionem szczerości i miejscem, którym można się inspirować. To takie echo czasów przed streamingiem, gdy ktoś o muzyce jeszcze opowiadał w audyjach. Mamy w Polsce jeszcze kilka dobrych, niezależnych stacji i radio publiczne, w którym wciąż ten poziom jest wysoki, ale coraz rzadziej można usłyszeć muzykę z radia w sklepach czy w restauracjach. Tam już króluje nie tyle streaming, co powtarzalna playlista wygenerowanych na kolanie piosenek, których nie da się słuchać. Jak to wygląda w Twojej okolicy? 

ERR: W sklepach faktycznie puszczane są playlisty. Jest w Portland kilka rozgłośni radiowych, bardzo fajnych. Słucham radia KMHD, jazzowego, gdzie redaktorzy grają albumy, a także radia NTS. Gdy wracam myślami do minionych lat, uświadamiam sobie, że drażniło mnie to już od młodości - nie lubię przebywać w restauracji czy sklepie i być zmuszoną słuchać muzyki. To dla mnie zbyt silne bodźce. Niezależnie od tego, co to za muzyka, zawsze jest to w pewnym sensie irytujące.


MUAM: Rozumiem Cię, mam podobnie. Słucham otoczenia i jeśli moją uwagę przykuwa coś zbyt głośnego lub irytującego, po prostu nie mogę się skupić. Ciężko się w takim miejscu robi zakupy, je, przebywa. 

ERR: No właśnie... 

 

MUAM: W trasie to może być problematyczne, jak musisz gdzieś zjeść...

ERR:  To akurat najmniejszy z naszych problemów! W trasie musimy mierzyć się z tyloma wyzwaniami, że nie wiem, czy w ogóle jest czas, by usiąść i zjeść posiłek w restauracji. Musimy po prostu dotrzeć na miejsce koncertu. W trasie trudno o porządne jedzenie.
 

MUAM: Ale mimo wszystko jest chyba nieco łatwiej, niż kiedyś, choćby dekadę temu?

ERR: Tak, mamy teraz sporo aplikacji, które pomagają w podróżowaniu. Gdy zaczęłam jeździć w trasy trzeba było drukować sobie mapy, by dostać się do innego miasta. Tak, teraz jest znacznie łatwiej! 



Emma Ruth Rundle we Wrocławiu, w listopadzie 2022 roku, fot. A.Wojcińska
 

MUAM: Wytwórnia Errant Chid to Twoje osobiste dzieło, prawda?  

ERR: Tak, to moja wytwórnia. Logo to adaptacja zdjęcia z dzieciństwa, na którym jesteśmy z siostrą umazane błotem. To czwarte wydawnictwo wytwórni, ale pierwszy pełny album. Kosztowało mnie to wiele pracy i wyzwań, ale jestem dumna z tego, co udało się osiągnąć.  Otrzymałam też wiele wsparcia – na przykład w kwestii dystrybucji w Niemczech. Prowadzenie własnej wytwórni to ogrom pracy, ale też bardzo wyzwalające doświadczenie; mam pełną kontrolę nad swoimi działaniami i nie czuję przy tym żadnej presji.

MUAM: Wspaniale jest być niezależną, być swoim własnym szefem. To bardzo cenne. Zauważyłam że coraz więcej artystów wybiera właśnie tę niezależną drogę, ze względu na różne przeciwności i trudności z wypracowaniem fajnej relacji z dużymi wytwórniami. Coś się zmienia. To dobry kierunek. 

ERR: To prawda, myślę, że zmienia się na dobre. 


MUAM: Jak rozumiesz miłość? Jak ją postrzegasz? Wiem, że to trudne pytanie, ale pytam wielowymiarowo - nie tyle na poziomie osobistym, co o Twoją relację np. ze sztuką. 

ERR: To wielkie pytanie! Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy, jest uczucie, jakim darzę przyjaciół. Gdybym miała zdefiniować miłość, powiedziałabym, że to ten mały fragment ukochanej osoby, który żyje w tobie. W sercu mamy swego rodzaju sanktuarium – specjalne miejsce zarezerwowane dla tej osoby. Istnieje pewna energia, która krąży między tobą, a kimś lub czymś co kochasz. Może to oznaczać prawdziwe dostrzeganie drugiej osoby oraz wzajemny szacunek i zrozumienie. Może też wiązać się z poczuciem odpowiedzialności – tak jak w przypadku mojej suczki; kocham ją i pragnę dla niej wszystkiego co najlepsze, chcę, by czuła się dobrze. Miłość wiąże się z życzliwością wobec innych, z życzeniem innym dobrze.

A miłość do książek czy dzieł sztuki? Myślę, że może to być rodzaj podziwu albo poczucie, że w danym dziele jest coś, co pomaga ci lepiej zrozumieć samego siebie – swego rodzaju punkt odniesienia, odnajdywanie cząstki siebie w czymś innym. Chyba tak to widzę…

 

MUAM: Przepięknie to opisałaś, zgadzam się pod każdym względem. Zapytałam o to, bo w Twojej sztuce jest niewątpliwie miłość - jest miłość i pasja do sztuki, to szczególne uczucie, którym dzielisz się z odbiorcami swojej twórczości - to bardzo osobista relacja. 

ERR: Bardzo mi miło, że tak to odbierasz! 

 

MUAM: Podobne emocje towarzyszyły Twoim występom w Polsce pod koniec 2022 roku, gdy przyjechałaś do nas na serię solowych występów. Poruszyłaś publiczność, łamiąc w sercach i duszach pewne bariery, wzruszając do łez. Śpiewałaś o trudnych tematach, jednocześnie dając nadzieję. Chciałam Ci podziękować za to doświadczenie. Coś we mnie wtedy pękło. 

ERR:  Dziękuję! Myślę, że to chyba moja mocna strona – autentyczność emocjonalnego przeżycia. Kiedy gram i występuję, często mówię o bezinteresowności, bo nie próbuję opowiadać ludziom o sobie – chcę wywołać emocje, które są dostępne dla każdego. 

Kiedy widzę na scenie artystę, którego śpiew i ekspresja otwierają coś we mnie do tego stopnia, że  potrafię się przy tym wzruszyć do łez, sięgnąć głęboko do wnętrza i skonfrontować smutek, z którym obcowanie jest bardzo niebezpieczne - to jest to dla mnie niezwykle ważne, cenne i dobre. Jeśli uda mi się otworzyć to "pudełko" i uwolnić emocje u innej osoby, wywołując analogiczną reakcję, to znaczy, że warto to robić! 

 

MUAM: Sięgasz też na tej płycie do religii, ale nie w sensie dosłownej religijności i praktykowania wiary, a raczej egzystencji w społeczeństwie, którego funkcjonowanie jest zależne od religii i wyobrażenia Boga. Skąd ten pomysł?

ERR: Religia odcisnęła ogromne piętno na otaczającej nas rzeczywistości… Niezależnie od tego, czy aktywnie uczestniczymy w życiu kościoła, czy też wychowaliśmy się w religijnym duchu, jest to dominująca mitologia, którą znamy i do której odnosimy swoje życie – niczym w teatrze, gdzie stanowi ona tło naszych działań. Właśnie dlatego tak często śpiewam o tych sprawach. 

 

Emma Ruth Rundle we Wrocławiu, w listopadzie 2022 roku, fot. A.Wojcińska



MUAM: Tak samo jak o systemie, w którym żyjemy. Stopniowo, od najmłodszych lat jesteśmy niejako wciągani w system zarówno religii jak i polityczno-społecznych powiązań na świecie. Odczuwamy ich wpływy na każdym kroku. Da się z tym jakoś walczyć?

ERR: Nie czuję się częścią systemu, czuję się częścią społeczności muzyków i artystów. Tam na pewno jest moje miejsce! Kiedy myślimy o politycznym aspekcie, amerykańskim rządzie – nie sądzę, by ktokolwiek tam naprawdę przynależał - to maszyna pozbawiona duszy, a nie da się czuć więzi z czymś bezdusznym. 

Czy da się z tym walczyć? Myślę, że najważniejszym sposobem walki jest troska o innych ludzi, choćby w codziennym otoczeniu. Pomoc sąsiadom w przyniesieniu zakupów, czy jakikolwiek inny ludzki odruch - to najlepsze rozwiązania. Jedni walczą niszcząc kamery monitoringu czy innym bezpośrednim, rewolucyjnym działaniem, czasem moim zdaniem koniecznym, ale nie jestem pewna, czy to rola dla mnie, by mówić innym, co robić. Każdy sam w sobie musi odnaleźć własną rolę w walce z systemem. Ja wykorzystuję muzykę i swój głos do szerzenia idei oraz informacji, a w życiu prywatnym staram się kierować życzliwością i hojnością.



MUAM: Jak najbardziej się zgadzam. Czy jest jeszcze jakiś temat istotny dla przekazu płynącego z "These Killing Times", którego jeszcze nie poruszyłyśmy?

ERR: To antyfaszystowski album. Ten przekaz jest tam ukryty dla tych, którzy chcą o tym usłyszeć. 

 

MUAM: Tak, masz rację, to dlatego, że uciekam trochę od mówienia o polityce, bo jest bardzo trudnym i niebezpiecznym tematem do rozmów. Zapytam Cię w takim razie jeszcze o muzykę - o tę, której słuchasz na co dzień. Wybierasz raczej nowe rzeczy, czy sięgasz po to, co Cię ukształtowało? 

ERR: Obecnie słucham głównie muzyki klasycznej. Albumów Vivaldiego. Kupuję płyty i słucham ich później przez kolejne miesiące. Ostatnio słuchałam też śpiewającego kontratenorem Alfreda Dellera, który śpiewa piosenki z lat pięćdziesiątych. Staram się sięgać po dźwięki, które nie są związane z tym, czym się zajmuję. Muzyka czasem wprowadza mnie w rytm pracy. Oczywiście  staram się być na bieżąco z tym, czego słuchają moi znajomi i współpracownicy, ale w domu, niejako w tle, często wybieram muzykę klasyczną lub jazz.


MUAM: To bardzo inspirujące wybory i zdecydowanie jest coś wspólnego między rockiem i muzyką klasyczną. Np. te cięższe, metalowe brzmienia często bazują na muzyce klasycznej. 

ERR: Oczywiście! 

 

MUAM: Doceniam też fakt, że kupujesz płyty i sięgasz po pełne historie, nie po streaming w tle. 

ERR: Nie znoszę streamingu! Staram się na każdy możliwy sposób uciekać od ekranów. Nie chcę spędzić całego życia przed ekranem! Jak już muszę, to wybieram Bandcamp, bo inne streamingi mają dziwną politykę korzystania z nich. 

 

MUAM: Jesteśmy dość podobne w tym zakresie, bo wybieram dokładnie ten sam portal streamingowy, gdy nie mogę posłuchać albumu w fizycznej formie. Tam możesz posłuchać całej płyty, bez reklam i wesprzeć artystów bezpośrednio kupując album od nich. Ostatnią rzeczą, o którą chcę zapytać są plany koncertowe - widziałam zaplanowaną trasę po Stanach Zjednoczonych i po zachodniej Europie. Jest szansa na dalszą podróż po Europie i odwiedziny np. w Polsce?

ERR: Tak, zdecydowanie. Pracujemy nad drugą częścią europejskiej trasy. Kocham Polskę, uwielbiam tu grać. Wrócimy! 


MUAM: To wspaniale! Pewnie pracujesz już nad aranżacją utworów. 

ERR: Tak, powoli zabieram się do ćwiczeń i starań, by tchnąć w tę muzykę życie.  To będzie zespół złożony z samych dziewczyn. Chcę wyeksponować rolę każdej z nich na scenie. Czekają nas ekscytujące chwile! To naprawdę fajna sprawa.



MUAM: Brzmi fenomenalnie! Mam nadzieję, że będzie tak samo ekscytująco, jak podczas domowych sesji, w ramach której powstawało "These Killing Times". 

ERR: Początkowo w domu nagrywałam tylko z sekcją rytmiczną, potem przenieśliśmy się do studia w Los Angeles, gdzie mieszka większość moich muzycznych przyjaciół. Gdy mieliśmy już gotowe podstawowe ścieżki, po prostu dzwoniliśmy do znajomych i zapraszaliśmy ich do studia. Niektórzy mieszkają daleko, więc nagrywali swoje partie – na przykład wokale – i przesyłali nam je zdalnie. Ale na miejscu pojawili się np. Patrick Shiroishi (saksofon), Nick Reinhart, Bryan Tulou, Lucas Frank czy Amelia Baker, która zaśpiewała na płycie mnóstwo harmonii. To była świetna zabawa: nagrać bazę, a potem zostawić sporo przestrzeni dla współpracowników, by mogli wnieść coś od siebie.


MUAM: Czy zatem trasa koncertowa będzie wyglądać nieco inaczej ze względu na nieco inny skład?

ERR: Pojawią się zarówno nowe osoby, jak i te, z którymi już grałam. Chcemy, aby podczas trasy wybrzmiało to, co w głosach tych muzyków najlepsze.



MUAM: Nie mogę się doczekać i mocno trzymam kciuki! Dziękuję Ci pięknie za spotkanie, to dla mnie zaszczyt. Bardzo dziękuję Ci za Twój cenny czas. 

ERR: Dzięki piękne, bardzo doceniam. Dobrej nocy! 


"These Killing Times" Emmy Ruth Rundle ukazał się 18 września 2026 nakładem Errant Child, własnej wytwórni artystki. Albumu możecie posłuchać tu: https://emmaruthrundle.bandcamp.com/album/these-killing-times

Emma rusza w długą trasę koncertową, którą rozpocznie w Stanach Zjednoczonych. Do Europy przyjedzie w 2027 roku. Szczegóły i daty koncertów są tu: https://www.emmaruthrundle.com/tourdates