piątek, 25 września 2026

GÅTE: pośród wszelkiej przemocy i zniszczenia natura zawsze znajdzie sposób, by przetrwać

Muzyka, która wymyka się klasyfikacji,  opowieść na pograniczu tradycji, wierzeń, legend i odniesień do współczesnej rzeczywistości - Gåte w wyjątkowy sposób łączą tradycyjny nordycki folk z wpływami rocka, popu i metalu, kreując unikalne doświadczenie. Grają zawsze na sto procent, dzieląc się z odbiorcami pełnym wachlarzem emocji. 

Swoim szóstym albumem, "Sigil", otwierają nowy rozdział, śmiało krocząc ku światowym scenom. Przy okazji albumowej premiery w tajemniczy świat swojej nietuzinkowej twórczości zaprosili mnie wokalistka Gunnhild Sundli i multiinstrumentalista Magnus Børmark. Rozmawiamy o dziedzictwie kultury norweskiej, potędze natury i współczesnej muzyce. 

 

Gate w Berlinie, w Kesselhaus, fot. A.Wojcińska

 

Między Uchem A Mózgiem: Hej, bardzo mi miło, że znaleźliście dla mnie czas. Chciałam porozmawiać trochę o Waszej muzyce i dowiedzieć się więcej. 

Gunnhild Sundli: Cześć, miło mi bardzo. Jak się o nas dowiedziałaś? 

 

MUAM: Usłyszałam o Was już kilka lat temu, ale najlepszą okazją, by poznać bliżej Waszą twórczość był dla mnie Wasz koncert w Berlinie, który zagraliście przed grupą Leprous. W stosunkowo niedługim czasie wywołaliście swoją sztuką niezwykle silne emocje i to był dla mnie ten kluczowy moment, w którym zrozumiałam na poziomie emocjonalnym, o co tu chodzi. Bardzo poruszył mnie Wasz występ - jego teatralność, jego energia. Tworzycie coś wyjątkowego łącząc tradycję z nowoczesnością. Jak wspominacie tę wspólną trasę?

Gunnhild:  Dla mnie osobiście było to jedno z najwspanialszych doświadczeń w życiu. Wszystko się zgadzało. Publiczność była niesamowita. Ekipa, z którą podróżowaliśmy, świetnie się dobrała. Zaprzyjaźniliśmy się. Długo będę ten wyjazd wspominać! 

Magnus Børmark: To był zdecydowanie jeden z najlepszych momentów w całej naszej karierze. Znałem chłopaków z Leprous już wcześniej, bo byłem z nimi w trasie z innym moim zespołem, 22. Czułem, że będzie fajnie, bo dobrze się dogadujemy. Współpracujemy też z tym samym oświetleniowcem. 

Publiczność podczas całej tej trasy była absolutnie wspaniała, bardzo wdzięczna, entuzjastyczna. Nie doświadczyliśmy tak emocjonalnych reakcji nigdy wcześniej. Ludzie naprawdę słuchali nas bardzo uważnie, wielu z nich miało łzy w oczach. Naprawdę czuli, o co tu chodzi. Czuliśmy prawdziwą więź.  

 

MUAM: Potwierdzam, też się wzruszyłam.  Mam nadzieję, że uda się to doświadczenie powtórzyć, a może i nagrać wspólnie jakiś utwór. To byłaby naprawdę ciekawa współpraca, biorąc pod uwagę fakt, że pięknie łączycie tradycyjną muzykę norweską z elementami rocka, popu i metalu i podobnie jak Leprous nie stawiacie sobie właściwie żadnych stylistycznych granic. 

Magnus: Bardzo możliwe, że coś jeszcze wspólnie zrobimy. 

Gunnhild: Był plan kontynuacji trasy z Leprous w drugiej części ich podróży po Europie, ale niestety nie daliśmy rady ze względu na sprawy prywatne, rodzinne i różne zobowiązania. Chciałabym pojechać z nimi jeszcze raz!  

 

MUAM: Jak kształtował się na przestrzeni lat styl Waszej muzyki?

Gunnhild: Nasze korzenie tkwią w muzyce folkowej. Względem brzmienia nie było tu jakiegoś konkretnego planu – to po prostu przyszło naturalnie, dlatego, że od początku właśnie tak wyglądała moja muzyczna droga. Gdy dorastałam, moi rodzice słuchali wyłącznie tradycyjnej norweskiej muzyki ludowej. Można powiedzieć, że właściwie nie wolno nam było słuchać niczego innego. To mocne stwierdzenie, ale w pewnym sensie tak właśnie było. Każde wakacje spędzaliśmy, jeżdżąc na festiwale tradycyjnej muzyki ludowej i tańca.


Zaczęłam uczyć się gry na tradycyjnych skrzypcach. Gdy miałam około dziewięciu lat, po raz pierwszy usłyszałem ten charakterystyczny styl śpiewania, który ukształtował mój własny sposób wokalnej ekspresji. Spytałam mamę, czy mogłabym uczyć się tak właśnie śpiewać i znalazła dla mnie nauczyciela. Potem zaczęłam muzykować ze starszym bratem -  łączyliśmy to, na czym się wychowaliśmy z elementami nowoczesnymi, czerpiąc inspirację z nurtu, który spopularyzowany został w Szwecji, łączącego folk i współczesne brzmienia, w którym specjalizowały się takie zespoły jak Garmarna czy Hoven Droven. Ten ruch zainspirował nas do połączenia norweskiego folku z muzyką współczesną. Czuliśmy, że to ten właściwy kierunek. 

Magnus: Kontynuując tę długą historię w pigułce - staliśmy się znani w Norwegii i sporo koncertowaliśmy. Nikt w Norwegii wcześniej tak nie grał. Byliśmy młodzi - Gunni miała 15 lat, ja 17. Później ta muzyka zaczęła być coraz bardziej zauważana w Europie i dzięki temu dziś możemy koncertować na świecie, za co bardzo jesteśmy wdzięczni. 

 

MUAM: Od powstania zespołu przez te dwie dekady sporo się zmieniło w Waszym życiu. Po wielkim sukcesie mieliście przerwę w działalności, po której wróciliście silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Miałam przyjemność posłuchać już Waszej najnowszej płyty,  "Sigil" - to pełna pasji, spójna opowieść, gdzie tradycja łączy się ze współczesnością. 

Gunnhild & Magnus: To wiele dla nas znaczy, naprawdę. Cieszymy się, że dostrzegasz tę spójność, bo tak właśnie chcieliśmy, by te utwory łączyły się w pełną opowieść. 

.  

Gunnhild Sundli w Berlinie, w Kesselhaus, fot. A.Wojcińska 

MUAM: Nie znam wszystkich tradycyjnych pieśni, więc zastanawiałam się ile z albumowych utworów jest adaptacją dawnych kompozycji, a ile jest Waszą osobistą inwencją twórczą. Każda z opcji jest jak najbardziej w porządku! 

Magnus: Akurat na "Sigil" nie ma żadnej tradycyjnej melodii. Inspirowaliśmy się dawnymi opowieściami, sagami i zbudowaliśmy na podstawie tych historii kolejne pomysły. To pierwszy album, na którym wszystkie utwory są w pełni naszego autorstwa. Bazując na tym, co ponadczasowe i przekazywane z pokolenia na pokolenie napisaliśmy własne, nowe piosenki. 

Gunnhild: Kluczowa jest tu ta specyfika melodyki bazująca na tradycyjnym języku muzycznym. Wiesz, przez wiele lat śpiewam te tradycyjne pieśni, słucham ich właściwie całe życie, więc zupełnie naturalnie byłam w stanie stworzyć własne opowieści inspirowane tym stylem. 

 


MUAM: Tak czułam. Gratulacje, są świetne! Są bardzo szczere, co w obecnych realiach jest bardzo cenne. 
 
Magnus: Zależy nam, by kontakt z naszą muzyką był doświadczeniem. Szczególnie na żywo, na koncercie, bo tego nikt nie jest w stanie za Ciebie wyprodukować. Koncert jest spotkaniem ludzi, byciem tu i teraz i czujemy, że to właśnie ten czas, gdy ta bezpośrednia komunikacja i spotkanie mają znaczenie. 

MUAM: Fantastyczne jest to, że te utwory są po norwesku. Próbowałam wyłapać, o czym śpiewacie posługując się tłumaczem i rozszyfrować znaczenie poszczególnych kompozycji. Z tego, co udało mi się odnaleźć dotykacie tu różnych zagadnień - potęgi natury, uniwersalnych emocji, które towarzyszyły ludziom zarówno dawniej jak i obecnie, życia codziennego, ale też osobistych spraw. Ciekawa jestem, na ile trafne były te próby tłumaczenia. 

Magnus: Rozpoczęliśmy tworzyć ten album od kompozycji "Oskorsreia" - opowieści o "dzikim łowie", mitycznym zjawisku przelotu gromady duchów, demonów, czarownic i różnych stworów, które przemierzają niebo, głodne i wiecznie niespełnione. Towarzyszą mu zjawiska takie jak burzowe pioruny czy kataklizmy na Ziemi. Bardzo łatwo zostać wciągniętym w ten wir zdarzeń. Te duchy uwodzą i zwodzą na manowce. 

To taka analogia do współczesności, do zjawisk, do których doprowadza nas nadmierna technologia i używanie telefonów komórkowych, przewijanie rolek w mediach społecznościowych. Jesteśmy poddawani ekspozycji na przeróżne informacje, które przykuwają naszą uwagę i dają złudne wrażenie bycia kimś innym, doprowadzając nas na skraj! Od tych algorytmów nie da się uciec, nigdy nie ma się dość. 


MUAM: Prawda! Bardzo ciekawe porównanie! 

Magnus: Na początku albumu opisaliśmy poprzez analogię obecny stan świata. Następnie sięgamy po osobiste doświadczenia, opowiadamy też o śmierci i przepracowywaniu emocji. Smutek kumuluje się w utworze "Mi Jord", który opowiada o tym, jak dusza opuszcza Ziemię, jej "ciało". Wyobraziliśmy sobie w ten sposób apokalipsę. 

Finałowa kompozycja "Jostedalsrypa" bazuje zaś na historii o pladze "czarnej śmierci" w Norwegii, która miała miejsce w latach 1349-1350. Ludzie ginęli masowo. Legenda mówi o odnalezieniu maleńkiej dziewczynki pokrytej ptasimi piórami, dzięki czemu przetrwała. Trudno tę historię jednoznacznie przełożyć na angielski... (Gunnhild w tym momencie zaczyna śpiewać tę melodię). 

Ten obraz robi ogromne wrażenie, ponieważ pośród wszelkiej przemocy, wojen, ucisku, walki o władzę i zniszczenia natura zawsze znajdowała sposób, by przetrwać. Czasami to właśnie najbardziej bezbronne, nagie dziecko – tak kruche i delikatne – okazuje się tym, które przetrwa wszystko. Nie chodzi tu o pokonanie zła, lecz o samo zwycięstwo życia, które trwa mimo tych wszystkich dualistycznych zmagań. Tyle chyba wystarczy. Nie powinniśmy definiować zbyt wiele 😊


MUAM: To prawda, natura zawsze znajdzie sposób by przetrwać. Jasne, zostawmy dalsze motywy do rozszyfrowania słuchaczom. Jakaś tajemnica musi przecież pozostać tym bardziej, że nazwa Waszego zespołu oznacza przecież "zagadkę". Muzyka ma być podróżą, podczas której odkrywa się nowe znaczenia. 

Magnus: Dokładnie, życie zawsze znajdzie sposób. Można toczyć walki, ale i tak natura znajdzie nową drogę, by przywrócić porządek. Z nazwą Gåte też zgoda, choć chyba bardziej pasuje tu określenie "enigma" - to taka trudniejsza zagadka do rozszyfrowania. Był nawet taki zespół, Enigma, w latach dziewięćdziesiątych! 

MUAM: Zgadza się, pamiętam!  

Gunnhild: Chcemy, by nasza muzyka o czymś opowiadała. Opowiadamy poprzez dźwięki, ich nastrój. Dlatego też sięgamy po różne muzyczne style, by gatunek stał się narzędziem ekspresji emocji. Nie nakładaliśmy sobie ograniczeń i nikt od nas niczego nie oczekiwał - po prostu robiliśmy swoje. 


MUAM: Wszystko jasne. Bardzo ucieszyła mnie też Wasza współpraca z Marią Franz z Heilung, która zaśpiewała na płycie w jednej z piosenek. 

Magnus: Przyjaźnimy się od wielu lat. Współpracowałem z nią przy projekcie Songleikr. Zaprosiłem ją, by zaśpiewała z nami i z radością podjęła współpracę.


MUAM: Jak czujecie się na scenie po latach w porównaniu z początkami? 

Gunnhild: Zdecydowanie zmieniło się moje podejście do występów. Gdy Gåte zaczynali, byłam dzieckiem, nie miałam tej swobody na scenie. Obecnie czuję się w pełni ukształtowaną artystką - silną, odważną, pewną siebie, obecną na scenie. Kocham swoją pracę, cieszę się każdą minutą spędzoną na scenie, to ogromne szczęście, że mogę w ten sposób wyrażać siebie. Każdy koncert jest dla mnie darem. Wiele to dla mnie znaczy. 

 

MUAM: Dwie dekady temu nie było łatwo być sobą na scenie, szczególnie jeśli jest się kobietą. Powszechne były stereotypy, które narzucały dziewczynom określoną rolę. 

Gunnhild: Występowanie w otoczeniu mężczyzn zbudowało mój charakter, moją sceniczną osobowość, niekoniecznie typowo kobiecą - emanującą siłą i władzą, pokazującą moją mocną stronę. Potrafię też odsłonić swoją wrażliwość - czasem to właśnie ona stanowi o największej sile. Do tego dochodzi możliwość bycia „brzydką” - bycia jednocześnie wiedźmą i trollem. Nie muszę tam stać, starając się wyglądać pięknie i miło. Mogę być zupełnym przeciwieństwem! Za każdym razem występy dają mi poczucie oczyszczenia, a jednocześnie uczucie, jakbym wydawała na świat nowe życie. To najlepsze uczucie na świecie.


Magnus Bormark, Gåte, fot. A.Wojcińska


MUAM: Widziałam Wasz potężny występ podczas finałów Konkursu Piosenki Eurowizji. Zaskoczyło mnie, że tak świadomy siebie, tak szczery i wyróżniający się zespół znalazł się pośród tej popowej, komercyjnej otoczki. Eurowizja to ciekawy konkurs, ale często zdominowany przez politykę i narodowe sympatie. Niekoniecznie chodzi tu o jakość. Jak się tam czuliście? Jak wspominacie to doświadczenie?

Magnus:  Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się tam pojechać – czuliśmy, że to miejsce wolne od oceniania. Naprawdę chcieliśmy pokazać, że liczy się przede wszystkim muzyka, bo dla nas właśnie ona liczy się najbardziej. Przez lata przestało tam chodzić o muzykę, o sztukę. Chcieliśmy pokazać, co tak naprawdę ma wartość. 

To było dla nas przełomowe doświadczenie, okno na świat - zaczęliśmy więcej podróżować, poznawać nowych ludzi. Grało się tam zupełnie naturalnie, bo społeczność Eurowizji tworzą wspaniali ludzie - outsiderzy w każdym calu, którzy spotykają się tam, by być razem i wspólnie przeżywać ten konkurs. To czas w roku, kiedy wszyscy się stroją, by się spotkać i po prostu być sobą. Jeśli odrzucić polityczne zawirowania, istota tego wydarzenia jest piękna. Udzieliliśmy wtedy setek wywiadów w całej Europie. Poznaliśmy tak wielu oddanych ludzi, pełnych pasji do muzyki i tego festiwalu. To przede wszystkim ludzie tworzą ten festiwal. 


MUAM: To prawda, to ciekawe miejsce, by poznać artystów z całej Europy i dzielić się doświadczeniem. 

Gunnhild:  To w istocie największa scena muzyczna na świecie. Platforma do dzielenia się muzyką.  Ludzie mają na ten temat różne zdania, ale nic nie zmieni faktu, że to ogromny pomost do rozpoznawalności. Bardzo dobrze współpracowało nam się z ekipą telewizyjną; wykonaliśmy swoją pracę tak, jak chcieliśmy. Byliśmy dumni z występu i z tego, że reprezentowaliśmy norweską kulturę. Stworzyliśmy całość, z której jesteśmy bardzo dumni.

 

MUAM: Co myślicie o współczesnej muzyce pop?

Gunnhild: Słucham różnej muzyki, ale ostatnio, właściwie w ogóle jej nie słucham, bo w większości wybieram ciszę (śmiech). 

 

MUAM: Zaskoczyłaś mnie, ale przyznaję, że to jest naprawdę dobry wybór, bo trzeba odpocząć od tych wszystkich drobnych zakłócaczy spokoju! 

Gunnhild; Potrzebujemy ciszy coraz bardziej. Przynajmniej ja osobiście tak odbieram współczesność. Kocham spacerować, wspinać się po górach, ćwiczyć, biegać, najlepiej w lesie. Wcześniej przy tych aktywnościach słuchałam muzyki, ale zrezygnowałam z tego, by w pełni obcować z przyrodą. Dostrzegam ostatnio coraz częściej ludzi w słuchawkach i z tymi inteligentnymi zegarkami, które mówią im co i jak mają robić. Mierzą i analizują wszystko. Prawda jest taka, że jeśli nie będziesz  sięgać po rozpraszacze w trakcie treningu, będziesz w stanie usłyszeć tempo własnego oddechu i od razu zorientujesz się jak się czujesz, bez pomocy tych wszystkich aplikacji. Zegarki nie muszą nam mówić, kiedy jesteśmy zmęczeni (śmiech). 


MUAM: Masz całkowitą rację - nadmiar technologiczny nie wpływa pozytywnie na nasze funkcjonowanie... A Ty Magnus, co myślisz o współczesnym popie?

Magnus: Nie jestem pewien, co właściwie określa się mianem muzyki pop. Istnieje mnóstwo świetnych zespołów, do których trudno dotrzeć, podczas gdy ta typowa muzyka staje się coraz bardziej schematyczna i kwadratowa. Przez wszechobecny autotune i te sterylne, brzmiące niemal identycznie wytwory sztucznej inteligencji, narzędziom bardzo łatwo przejąć tę dziedzinę –  muzyka pop tworzona przez człowieka i tak brzmi już tak nienaturalnie. AI może ją po prostu wytwarzać na bieżąco, w dużych ilościach. Pod względem produkcji wiele utworów stworzonych przez AI przewyższa niejeden popowy kawałek stworzony przez człowieka. Szczerze mówiąc, nie robi mi to różnicy. W pewnym cynicznym sensie słuchanie sztucznej muzyki bywa nawet bardziej inspirujące. Wszystko to robione jest wyłącznie dla pieniędzy i daleko temu doświadczeniu do duchowego przeżycia. 


MUAM: Granica między produktem stworzonym przez człowieka, a produktem wygenerowanym zaciera się coraz bardziej, to prawda. Cieszę się, że w Was jest nadal ta pasja do tworzenia tego, co prawdziwe. To bardzo ważne! 

Gunnhild: Myślę, że jest w nas obecnie jeszcze więcej pasji niż kiedykolwiek wcześniej!  

Magnus: Oj zdecydowanie! 



MUAM: Widziałam, że planujecie niebawem trasę koncertową w Norwegii. Czy w dalszej perspektywie, np. przyszłego roku, wybierzecie się w dłuższą podróż po Europie? Mam nadzieję, że będzie okazja usłyszeć Was w Polsce. 

Magnus: Pracujemy nad terminami i zdecydowanie tak - chcemy wrócić! W Polsce, w Niemczech i w Holandii grało nam się najlepiej. Wrócimy na pewno, tym bardziej, że publiczność przywitała nas niezwykle ciepło. W Polsce czuliśmy się szczególnie docenieni, wyróżnieni. Ludzie naprawdę słuchali naszej muzyki - w skupieniu, z uwagą. I wiesz co? W Polsce jest dużo kapusty, a ja ją uwielbiam! (śmiech)

 

MUAM: W takim razie nie ma innej opcji, niż szybki powrót do nas. Dziękuję Wam pięknie za wspólny czas, wszystkiego dobrego i do zobaczenia! 

Gunnhild & Magnus: Dzięki za rozmowę, jesteśmy ogromnie wdzięczni!  

 


Szósty album  Gåte, "Sigil" ukazuje się 25 września 2026 nakładem Season Of Mist

Albumu możecie posłuchać tu: https://gaate.bandcamp.com/album/sigil