piątek, 25 września 2026

Ścieżka dźwiękowa nieistniejącego filmu klasy B, czyli o nowym albumie Devil Master

Szóste najbardziej zaludnione miasto w USA i pierwsza stolica Stanów Zjednoczonych. Filadelfia to piękne miasto, ale jak każde miejsce na świecie ma swoją mroczną stronę. Z tych najbardziej plugawych zaułków i zakamarków wywodzi się muzyka Devil Master - niepokojąca, surowa i nieoczywista. Piekielne wokale, zawrotne prędkości i gitarowy kunszt - tak brzmi ta muzyka. Grupa z Filadelfii na swojej trzeciej płycie wraca z mocną, intrygującą propozycją.  Jeśli macie ochotę na nieco ponad pół godziny metalowego wykopu z przymrużeniem oka, to będzie to naprawdę dobry wybór. 

 

 


 

Szukasz muzyki ekstremalnej i eksperymentalnej, a jednocześnie chwilami znajomej, przystępnej? To właśnie taka płyta - napędzana fajną energią i miejscami trochę pokręcona, dziwaczna. Bliżej niż do współczesności jest jej do przeszłości. Znajdziecie tu echa skrzypiących drewnianych drzwi, złowrogich śmiechów, głosów z zaświatów i dawnych, nie zawsze prawdziwych opowieści, które mroziły krew w żyłach. To trochę makabryczny, ale porywający spektakl - z jednej strony piekielnie mocny i nasycony zawrotną szybkością, z drugiej zaś nieco pokraczny i dziwaczny, niczym zlot zombie urządzających sobie imprezę na cmentarzu w stylu retro. 

Metal, ten ekstremalnie szybki, trochę blacku i thrashu. Z drugiej strony zaś punk, rock psychodeliczny i melodie, które wchodzą w głowę. Trzeci album Devil Master to po prostu świetny materiał - nagrany na serio, a zarazem z przymrużeniem oka. Nie przesadzony i nie przekombinowany. Ukazujący talent zespołu do pisania fajnych piosenek i podkreślający techniczny kunszt muzyków. Zawiera zarówno szybkie, konkretne strzały, jak i psychodeliczny, niemal progresywny, ponad dziesięciominutowy finał, który stopniowo ulega rozkładowi jak martwa tkanka poddana upływowi czasu. 

"Bloody Dreams" to kwintesencja stylu Devil Master, balansującego na pograniczu mocy, melodyjności i bezkompromisowości. Jest trochę jak horror klasy B, ale w dobrym tego słowa znaczeniu - niby przerażający, ale nie do końca, bo nie brak tu niekiedy dziwnych zwrotów akcji i sporej dawki humoru. Tworzony na przełomie roku, gdy na zewnątrz zimno i ciemno, świetnie wpisuje się w jesienno-zimową, niespokojną aurę, gdy za oknem leje, wieje i huczy. Idealna propozycja na Halloween? Zdecydowanie, ale nie tylko! 

Ta muzyka ciągnie ku mrocznej otchłani, ale nie pozwala w niej zostać, wyciągając na powierzchnię za sprawą wspomnianej dozy humoru. To trochę tak jak w życiu, które potrafi zmęczyć i przytłoczyć, ale gdy absurd osiągnie stan krytyczny, czasem po prostu nie pozostaje już nic innego, jak się śmiać i tańczyć do upadłego, chcąc wykorzystać jak najlepiej ostatni moment przed katastrofą. To niewątpliwie jedna z tych płyt, która ożywia ciężki, męczący czas i ubarwia trudy codzienności czymś nietuzinkowym, pozytywnym. Muzyka może naprawdę dużo zdziałać, ale na pewno wiecie o tym nie od dziś.  


 
 
 
 
 
Trzeci album Devil Master, "Bloody Dreams" ukazał się 4 września nakładem Relapse Records