Każdy, kto sięga po muzykę improwizowaną prędzej czy później usłyszy o tym zespole. Kolektywie, który nie stawia sobie żadnych granic, chcąc po prostu celebrować sztukę - wspólne tworzenie, bycie tu i teraz i dzielenie się radością. Twórczość Snarky Puppy momentalnie przywołuje dobrą energię i uśmiech. Michael League i przyjaciele czują się w Polsce bardzo dobrze i regularnie od lat do nas wracają. Tym razem dobrą okazją, na spotkanie okazała się trasa promująca wydany jesienią ubiegłego roku album "Somni", w ramach której grupa odwiedziła warszawski Klub Stodoła.
![]() |
| Michael League, Snarky Puppy, fot.A.Wojcińska |
Czerpiąc inspiracje z muzyki świata
Dwadzieścia osób, skład zmienny, otwarty, stały przepływ artystycznych idei - Snarky Puppy to kolektyw, który od lat robi swoje. Łączą improwizację z funkowym pulsem, sięgają po tradycję, a jednocześnie śmiało spoglądają przed siebie. W ich dźwiękach przeplatają się echa kultury amerykańskiej i wpływów muzycznych z całego świata.
„Na przestrzeni lat nasz krajobraz dźwiękowy znacznie się rozszerzył. Kiedy zespół zaczynał, byliśmy bardziej jazzowi, inteligentni i zorientowani na muzykę. Wchodząc na scenę w Dallas staliśmy się bardziej emocjonalni, w pewnym sensie głębsi. Postawiliśmy na groove. Skupiliśmy się bardziej na komunikowaniu jasnego przesłania, zrozumiałego dla słuchacza, bez zbędnych uproszczeń” - tłumaczył lider zespołu, dbający o rytm Michael League.
Najnowszy album "Somni" jest tego dowodem - nagrany we współpracy z Metropole Orkest jest kolejną ekscytującą podróżą, której cel jest stale otwarty. Snarky Puppy nie chcą się powtarzać, chcą iść naprzód, ku kolejnym wyzwaniom.
![]() |
| Snarky Puppy, fot.A.Wojcińska |
Przenikające się kultury
Snarky Puppy dziś mają nie tylko autorskie spojrzenie na muzykę, lecz własną wytwórnie, w ramach której wydają nie tylko swój materiał, ale też pomagają innym zespołom pokazać się szerszej publiczności. Efektem tej współpracy jest gościnny udział w trasie węgierskiej grupy Söndörgő, która otworzyła wieczór w Stodole. Akcentem bardzo mocnym i pełnym obezwładniająco pozytywnej energii, która zbudowała ten wieczór.
![]() |
| Söndörgő, fot. A.Wojcińska |
Szalejący akordeon, instrumenty tradycyjne, w tym tambura, potężne bębny, sekcja dęta, gitara - brzmienie tej grupy chociaż silnie zakorzenione w tradycji, śmiało podąża naprzód, ku nowemu, łącząc melodykę rodem z muzyki zachodniej, z mikrotonowym charakterem muzyki wschodu i folkowym sznytem. W koncertowej wersji zaprezentowali się tak dobrze, że nie sposób było przejść obok tych dźwięków obojętnie. Witani serdecznie, z każdym kolejnym utworem przyjmowani byli coraz bardziej entuzjastycznie. Ciepła, szczera muzyka, lekka, a zarazem wykonana wirtuozersko i precyzyjnie, obroniła się z nawiązką. Kulminacja emocji nastąpiła, gdy League i sekcja dęta Snarky Puppy dołączyli do supportu na scenie na jeden utwór, wnosząc ten występ na kolejny poziom.
Momentalnie okazało się, że czterdzieści minut to zdecydowanie za mało i zespół zasłużył na co najmniej drugie tyle. Jestem niemal pewna, że nie było to ostatnie spotkanie Węgrów z polską publicznością, którzy poczuli, że jest tu równie miło, jak w ich rodzinnych stronach.
![]() |
| Söndörgő, fot. A.Wojcińska |
Jak u siebie
"Warszawa to fantastyczne miejsce - z fajną energią i dobrym jedzeniem. Cieszę się, że mieliśmy tym razem aż dwa dni, by spędzić tu trochę czasu" - opowiadał ze sceny lider zespołu. Snarky Puppy wracają do Polski regularnie, dzięki czemu League niemal nauczył się mówić w naszym języku - bardzo wyraźnie i poprawnie akcentując słowa podziękowań i zwrotów grzecznościowych. Wdzięczny i wzruszony dziękował z całego serca publiczności, która od pierwszych minut reagowała niezwykle żywiołowo, owacyjnie dopingując zespół na każdym kroku. Fani nie tylko słuchali z uwagą, ale wręcz dawali się ponieść muzyce, tańcząc i płynąc w rytmie pulsujących melodii. Kolejne wykonane kompozycje ewoluowały na oczach i uszach fanów, prowadząc znane i uwielbiane utwory w nowych kierunkach, co tylko napędzało koncertową energię.
![]() |
| Snarky Puppy, fot.A.Wojcińska |
"Popowy zespół bez wokali, który dużo improwizuje"
Z 20-osobowego składu przyjechała połowa, ale to w zupełności wystarczyło, by zbudować swoisty muzyczny kosmos. Oprócz utworów z kultowego już "We Like It Here" i reprezentantów najnowszego "Somni" w setliście pojawiły się też dawno niewykonywane na żywo utwory, w tym "Young Stuff" - w sumie półtorej godziny muzyki, która intrygowała na każdym kroku - energią, rytmem, zwrotami akcji czy wyjątkową solówką. Dwie perkusje, bas, klawisze, sekcja dęta, gitara i skrzypce - połączenie tych instrumentów było gwarancją pełnego brzmienia i stylistycznych wycieczek - zarówno w stronę improwizatorskiej awangardy, jak i melodyjności o niemal popowym zabarwieniu. "Jesteśmy popowym zespołem bez wokalu, który dużo improwizuje" - zwykł mówić o muzyce kolektywu jego lider i pomysłodawca.
![]() |
| Snarky Puppy, fot.A.Wojcińska |
Nie mylił się - to muzyka na każdą okazję, która łączy sympatyków różnych brzmień - jest lekka i przyjemna, a dodatkowo nie brak jej wyrafinowania, dzięki czemu podoba się zarówno fanom jazzu jak i miłośnikom piosenkowości. Jest tu uzależniający rytm, jest powalająca na kolana technika, jest zgranie i współpraca, jest cała paleta barw i nastrojów. Wszystko, co można sobie wymarzyć, a jednocześnie nie za dużo, by poczuć się przytłoczonym różnorodnością.
![]() |
| Snarky Puppy, fot. A.Wojcińska |
W Stodole płynących ze sceny dźwięków z radością słuchało kilka pokoleń miłośników muzyki - fani jazzu, rocka, popu w różnym wieku, rodzice z dziećmi uśmiechniętymi od ucha do ucha i młodzi ludzie, którzy zgłębiają tajniki muzyki. I naprawdę każdy z nich znalazł tu coś dla siebie.
![]() |
| Snarky Puppy, fot. A.Wojcińska |







