czwartek, 10 września 2026

Raphael Weinroth - Browne: Każde dziedzictwo z czasem ulega erozji i przekształceniu

Jak obiecał, tak zrobił - podczas naszego ubiegłorocznego spotkania Raphael Weinroth-Browne  przyznał, że postanowił wydawać solowe albumy częściej i słowa dotrzymał. 

 

Wybitny wiolonczelista powraca z nowym materiałem niespełna  rok po doskonałej, autobiograficznej płycie Lifeblood. Muzyką zupełnie inną, równie intrygującą, otwierającą przed nim nową artystyczną drogę, sięgającą do absolutnej klasyki gatunku - twórczości jednego z najwybitniejszych kompozytorów wszech czasów - Johanna Sebastiana Bacha.  Skąd pomysł na tę płytę i ten artystyczny kierunek? Nie pozostało nic innego, jak spotkać się ponownie, by dowiedzieć się więcej. 

 

Rozmawiamy o wyzwaniach, jakie stawia przed artystą interpretacja kanonu muzycznego, o bliskiej relacji tańca i muzyki, o przenikaniu się tradycji i nowoczesności,  o niełatwym zadaniu stworzenia sztuki, która trafi w swój czas i zostanie przyjęta przez odbiorców z otwartymi ramionami, a także o zbliżającej się wielkimi krokami trasie koncertowej, podczas której Raphael wystąpi w podwójnej roli. 


Raphael Weinroth-Browne, fot. Curtis Perry

 

Między Uchem A Mózgiem: Gdy rozmawialiśmy niespełna rok temu przy okazji premiery "Lifeblood" wspomniałeś, że planujesz wydawać częściej solowe albumy, ale nie spodziewałam się premiery tak szybko. Sprawnie Ci poszło, jestem pod wrażeniem! 

Raphael Weinroth-Browne: Chciałem szybko wydać ten materiał, bo większość tych kompozycji zarejestrowałem tuż po skończeniu miksów na "Lifeblood", w 2024 roku. Odłożyłem je na trochę, by sfinalizować poprzedni album. To taki eksperyment, chcę sprawdzić, jak się przyjmie. Mam plan, by wydawać teraz albumy solowe trochę częściej, bo przerwa po "Worlds Within" była zbyt długa. Jestem bardzo zadowolony z końcowego rezultatu i bardzo jestem ciekaw, jak ludzie zareagują na tę muzykę. 

 

MUAM: Rozpoczynasz tym albumem nowy rozdział - nieco inny niż "Lifeblood", nie tak osobisty. Zainspirowany dorobkiem jednego z największych kompozytorów wszech czasów - Johanna Sebastiana Bacha. Jak narodził się pomysł na to wydawnictwo?

Raphael:  To prawda, to nowe otwarcie w kilku aspektach. Pomysł na to, bym zajął się dziedzictwem Bacha pojawił się, gdy skontaktowali się ze mną wspaniali ludzie z brytyjskiej grupy teatralnej James Wilton Dance, którzy zaproponowali mi współpracę przy przygotowaniu oprawy dźwiękowej spektaklu tanecznego oraz udział w trasie. Grałem na żywo podczas pokazów tanecznych, odbyliśmy wspólną trasę koncertową. 

James odnalazł mnie na Instagramie, dotarł do mojej twórczości poprzez cover utworu "King Ghost" Stevena Wilsona, który udostępnił na swoim kanale sam Wilson, dzięki czemu trafił on do szerszej grupy odbiorców. To był początek pandemii. Odezwał się jednak do mnie dopiero w 2023 roku i zapytał o chęć współpracy. Muszę przyznać, że dobrze wyczuł moment, bo wtedy zacząłem intensywnie interesować się połączeniem muzyki klasycznej i tańca na żywo. Myślałem nad tego rodzaju  kompozycjami rok wcześniej. 



MUAM: Świetnie się dopasowaliście! Co w dorobku artystycznym Bacha było dla Ciebie najbardziej interesujące z artystycznego punktu widzenia?

Raphael: Sięgając po twórczość Bacha kierowałem się bardziej ideą luźnej inspiracji niż ścisłego trzymania się kanonu. Chodziło o zgłębienie dziedzictwa Bacha i nieśmiertelności, jaką osiągnął jako kompozytor; o jego oddanie sztuce, dotykanie sfery sacrum poprzez twórczość oraz zdolność do wykraczania poza codzienność i ziemski wymiar, sięgnięcie ku czemuś bardziej duchowemu. Próbowałem to wszystko przelać w sztukę i w pewnym sensie przywołać dążenie do tego, co wzniosłe. 

Na tym właśnie polegają taniec i muzyka - na aktywnym tworzeniu wizji, na umiejętności sięgnięcia w rejony wykraczające poza świat fizyczny, by wydobyć coś, czego ludzie mogą doświadczyć, co pozostawia po sobie ślad. To nasz aktywny wkład w twórczą ewolucję. Gatunki ewoluują dzięki kreatywności - każde stworzone przez nas dzieło stanowi kolejny krok w tym procesie. Budujemy coś nowego na fundamentach stworzonych przez poprzednie pokolenia, jednocześnie tworząc podwaliny dla przyszłych pokoleń. Sięgałem wyżej, starając się poprzez muzykę wznosić. Po tych próbach następowało spokojne opadanie i ponowne wznoszenie się - te zmiany nastroju to nieodłączny element zarówno tańca, jak i muzyki. 

W warstwie muzycznej korzystałem bardziej z pomysłów strukturalnych niż z konkretnych motywów zawartych w twórczości Bacha. Są arpeggia i brzmienia przypominające instrumenty klawiszowe, ale są przearanżowane i przetworzone tak, by bardziej współgrały z moim stylem gry na wiolonczeli.  


MUAM: Gdy słucha się tej muzyki, rzeczywiście ma się wrażenie, jakbyś dopasował inspiracje kanonem do własnego stylu. Kolejne rozdziały pięknie łączą się ze sobą. 

Raphael: Opowiem Ci trochę o poszczególnych fragmentach i o tym, w jakim stopniu czerpią z dokonań Bacha.

Utwór tytułowy, Empyrean, który wylądował na końcu albumu, miał być chorałem. Został napisany z tą samą pasją, z jaką powstawały niegdyś tego typu utwory.  Bazą Dissolution jest melodia z szóstej suity na wiolonczelę solo, ale o zmienionej harmonii. Jest w tonacji mollowej i prowadzi ku tej bardzo dramatycznej solówce w środku, bardzo długiej i rozbudowanej, a następnie ku sekcji, która może kojarzyć się z dokonaniami Godspeed You! Black Emperor. Wszystko rozpada się tu w totalnym hałasie - to dla mnie najbardziej emblematyczna, reprezentatywna część tej opowieści, w której przenikają się i rywalizują ze sobą boskość, religia i nauka. Bach żył w czasach wielkich naukowych odkryć, które zmieniały sposób, w jaki ludzie postrzegali świat. Stanowiło to wyzwanie dla ówczesnego, silnie religijnego światopoglądu. Mamy tu więc do czynienia ze swoistym zderzeniem i przenikaniem się różnych sfer. 

Chciałem ukazać te zmiany w szerszym spektrum - zaczynając od czystości, barokowych katedr i duchowości, a następnie stopniowo przechodzić w hałas, rozkładając tę podniosłość na czynniki pierwsze. To niemal destylacja do poziomu atomowego – zabawa kontrastem między pięknem, a abstrakcją. Pomyślałem też, że interesujące będzie pokazanie, jak można coś tak klasycznego jak utwór Bacha przekształcić w post-rock czy eksperymentalny noise, ukazując jednocześnie, jak te gatunki mogą współistnieć i wzajemnie na siebie oddziaływać. 

Otwierający album Speed Of Light to utrzymana w duchu progresywnego metalu interpretacja motywu arpeggio z pierwszej suity na wiolonczelę Bacha. Brzmi on jednak bardziej surowo i kanciasto, przekształcony w całkowicie nową, autorską formę. Interludium Remnant to hołd dla progresywnych solówek i sposobu pisania partii smyczkowych w tamtym okresie. Choć mocno przypomina piątą suitę Bacha, nie zawiera żadnych dosłownych cytatów z oryginału – to raczej moja próba uchwycenia ducha tamtych czasów. 


Na tej płycie mamy do czynienia z naprawdę szerokim wachlarzem stylów muzycznych. Być może jest ona nawet bardziej różnorodna niż „Lifeblood”. Można by ją określić mianem współczesnej muzyki klasycznej, ale mocno przesiąkniętej wpływami metalu. Są tu fragmenty znacznie bardziej ambientowe i eksperymentalne – przykładem może być utwór tytułowy. W Sanctum pojawiają się elementy bliskowschodnie, brzmiące trochę irańsko. Z kolei Integration zawiera elementy elektronicznej muzyki tanecznej, w tym sekwencjonowany rytm w metrum 5/4. Jestem ciekaw, jak te pomysły się spodobają. 

 

MUAM: Moim zdaniem są bardzo innowacyjne. Jak z Twojej perspektywy te dwa albumy - Empyrean i Lifeblood różnią się stylistycznie? 

Raphael: Bardzo zależało mi na tym, by "Empyrean" eksplorował inną przestrzeń niż "Lifeblood", który był moją osobista podróżą. Tamten materiał dotykał takich tematów jak ciało fizyczne, materia i śmiertelność. "Empyrean" skupia się bardziej na sferze eterycznej i duchowej – to w pewnym sensie inny wymiar - opowieść o sięganiu ku temu, co wykracza poza naszą rzeczywistość - o nieskończoności, ale też o nietrwałości. To medytacja nad ideą, że wszystko jest nietrwałe i że każda rzecz – niezależnie od wieku czy czasu istnienia – ostatecznie ulega z czasem rozkładowi i przemianie; to nieuniknione. Każde życie, każde dziedzictwo, nawet coś tak nieśmiertelnego jak muzyka Bacha, z czasem ulega erozji. 

Nagrywałem teledysk do Dissolution na plaży w Kornwalli, w tamtejszych nadmorskich jaskiniach, a kilka dni później przeczytałem w artykule, że jedna z nich się zawaliła. Cała skalna struktura właściwie się rozpadła; jaskinia przestała istnieć. Przyczyniła się do tego słona woda. Nawet tak stabilne z pozoru formacje skalne ulegają erozji, zanikają. Pomyślałam, że to bardzo symboliczne. 

Fascynująca była sama refleksja nad tym wszystkim. Wszystko ulega rozkładowi, zmierza ku entropii. Co sprawia, że ​​całość jest spójna, trzyma się, ​​jest piękna i nie pogrąża się w chaosie... Jaka energia to wszystko spaja...

 

MUAM:  Tak, to bardzo ciekawe. Energia, a właściwie suma różnych jej form jest jedyną stałą rzeczą we Wszechświecie. Zmieniają się tylko te proporcje składowych energii - z czasem jedna z form przekształca się w inną, ale ta suma energii jest stała...

Raphael:  Energia zawsze była przekierowywana, to prawda! Także w muzycznym  kontekście. Ta muzyka jest bardzo pierwotna, ale w tym przypadku wydaje się ona silniej związana z potęgą natury. To swego rodzaju złoty środek między dwoma poprzednimi albumami. Osoby, którym podobały się nastrojowe pejzaże dźwiękowe, bogate brzmienie i melancholia płyty "Worlds Within", docenią obecność tych elementów również na tym krążku, a jednocześnie dostrzegą tu bezpośrednią intensywność i rytmiczność znaną z "Lifeblood".

 

MUAM: Zdecydowanie się zgadzam! Słuchając Empyrean myślałam też o losach samego Bacha. Nie było mu łatwo - za życia był bardzo niedoceniany, odbiorcy nie byli gotowi na jego wizję muzyki w czasach, gdy żył. Jego kunszt artystyczny uznano dopiero po jego śmierci, ale nie od razu, a niemal sto lat później... Nie jest łatwo trafić w swój czas, tym bardziej artystycznie. 

Raphael:  Zdecydowanie jest to wyzwanie. Nie ma żadnej gwarancji, że twoja praca i artystyczne przesłanie zostaną zrozumiane. Tak właśnie było w przypadku Bacha. Przez długi czas – zarówno za życia, jak i krótko po śmierci – postrzegano go jako konserwatystę. Żył w ubóstwie. Dopiero Pablo Casals kupił suity wiolonczelowe Bacha w sklepie muzycznym w Barcelonie i – w pewnym sensie – wprowadził je do kanonu. Gdyby nie to, muzyka ta byłaby zapewne traktowana jako przeżytek, a nie jako żywa muzyka koncertowa, której słuchamy z przyjemnością. 

Istotna jest również energia, jaką wkłada się w wykonywanie tej muzyki: to, co Bach napisał, jest samo w sobie niezwykłe, ale to tylko nuty na papierze – dopiero wykonanie jest w stanie tchnąć w nie życie i wnieść tę sztukę na wyższy poziom. Każde kolejne pokolenie na nowo odkrywa tę twórczość, interpretuje ją i odnajduje w niej nową perspektywę, wzorce, barwy czy odcienie. To kolejne warstwy nakładane na te wcześniejsze. Dziedziczymy dorobek poprzednich pokoleń, reagujemy na niego, budujemy w oparciu o niego coś nowego, co rezonuje z tym, co czujemy, dzięki czemu nadajemy sztuce nowy kierunek. 

MUAM: Nie jest łatwo grać Bacha, prawda?

Raphael: Pracując nad tą muzyką, zarówno na potrzeby występów tanecznych jak i samej płyty, zastanawiałem się, jak zinterpretować Bacha na nowo. Miałem nadzieję, że James nie będzie zirytowany, jeśli pójdę w nietypowym kierunku. Wiedziałem, że moja praca może nie sprostać oczekiwaniom, ale uznałem, że najlepiej będzie, jeśli po prostu zrobię swoje i zagram tak, jak potrafię najlepiej, w swoim stylu, jeśli przeleję w muzykę te wszystkie emocje i doświadczenia wyniesione z koncertów, czy grania w samotności. Wiolonczela przemawia szczególnym językiem, opowiada historię w sposób wyjątkowy. Chciałem powiedzieć coś nowego, celebrując moc tego instrumentu, a jednocześnie uszanować tradycję. Myślę, że udało się to uzyskać. Suity Bacha były dla mnie bardzo ważne od lat. 

Fantastycznie było móc zarejestrować ten materiał - może bardziej klasyczny niż moje wcześniejsze dokonania, ale zupełnie nowy, otwierający nowe artystyczne ścieżki. Wspaniale jest stworzyć album, którego wcześniej się nie słyszało.. 



MUAM: Uświadomiłam sobie coś jeszcze - tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak w oryginale ta muzyka brzmiała, ponieważ pierwsze urządzenia rejestrujące dźwięk zostały skonstruowane już po śmierci Bacha. Mamy jedynie zapis nutowy, a to, jak muzyka zabrzmi, zależy wyłącznie od artysty, który po te nuty sięgnie...

Raphael: Dokładnie! Nie mamy pojęcia, jak dany utwór był pierwotnie wykonywany. Nie zachował się nawet autograf samego Bacha – dysponujemy jedynie kopią sporządzoną przez jego żonę. Pojawiały się głosy, że może to nie on napisał całość, lecz jego żona była autorką tych dzieł! Czym ta kopia może różnić się od oryginału? Czy jest identyczna, czy może występują w niej inne nuty? Toczy się wiele dyskusji na temat tego, jak należy te utwory grać...

Kwestią otwartą pozostaje też sam instrument pięciostrunowy, na bazie którego napisano tę muzykę – jak dokonać transkrypcji partii wiolonczeli pięciostrunowej na instrument sześciostrunowy. Wiolonczele pięciostrunowe to dziś rzadkość! Chodzi o takie przearanżowanie utworu, by wyjść poza ograniczenia instrumentu – dodaje się kolejną strunę, aby móc w pełni wyrazić to, co chce się przekazać - wyjść poza zakres, sięgnąć do wyższych rejestrów, co już samo w sobie jest fantastyczną sprawą.

Na tej płycie postąpiłem jednak zupełnie odwrotnie - wszystko przestroiłem niżej, a samą wiolonczelę nastroiłem bardzo nisko, co momentami nadaje jej brzmienie przypominające kontrabas. Nawiązuję tym samym do dawnych praktyk strojenia instrumentów. Zazwyczaj strojono je niżej, a struny były luźniejsze, co – moim zdaniem – nadaje brzmieniu pewien barokowy charakter. Z drugiej strony, całość jest niezwykle nowoczesna. Wykorzystuję na tym albumie mnóstwo efektów, w tym przestery. Połączenie tych dwóch światów było wspaniałym doświadczeniem.





MUAM: Bachowi nie udało się trafić w swój czas, ale Tobie jak najbardziej. Inspirując się szeroko pojętym kosmosem wydajesz tę płytę we wspaniałym momencie, w roku nowych astronomicznych odkryć związanych z zakończoną sukcesem misją Artemis II. 

Raphael: Nie wiem jak to się stało, ale przeoczyłem te wiadomości. To faktycznie wielka sprawa!  W tej muzyce wyczuwalny jest pewien niebiański klimat – widać to choćby w oprawie graficznej z motywem gwiazd; jest w tym zdecydowanie coś kosmicznego... To połączenie tego, co ziemskie, z tym, co nieuchwytne...

MUAM: Muzyka jest przecież nieodłączną częścią Wszechświata. Wszechświat jest muzyką! 

Raphael: Masz rację, to tyczy się także samego procesu twórczego. Twórca zaludnia własne uniwersum i odkrywa je krok po kroku. Jednym z najtrudniejszych etapów pracy nad tym albumem był wybór kolejności utworów. Oczywiście istniała pewna kolejność, według której grałem utwory podczas koncertu, ale gdy przyszedł czas na  ustalenie ostatecznej kolejności na płycie, musiałem podjąć trudne decyzje. 

Jedną z nich było przesunięcie trzech kompozycji do roli utworów dodatkowych (bonus tracków), zamiast włączania ich do głównej narracji albumu. Postanowiłem stworzyć płytę składającą się z dziewięciu utworów, trwającą 45 minut. Zależało mi na płynniejszym odbiorze całości – niektórzy zarzucali albumowi "Lifeblood", że jest bardzo długi, choć taka była konieczność. Te dziewięć utworów zdaje się tworzyć spójną całość pod względem energii, intensywności, przestrzeni i spokoju. Chciałem zachować równowagę między tymi skrajnościami. 

Trudno było wybrać utwory otwierające i zamykające. Podczas koncertów to "Empyrean" zawsze otwierał występ, a "Speed ​​Of Light" go kończył. Już wtedy rozważałem co by było, gdyby kolejność odwrócić - "Speed Of Light" jest bardzo dramatyczny, ale sprawdza się też świetnie jako wstęp - przykuwa uwagę. "Evocation", "Murmuration" i "Integration" tworzą nierozłączną sekwencję, więc w tej formie je zachowałem, by płynnie w siebie przechodziły. Zakończenia poszczególnych kompozycji miały płynnie łączyć się z następnym rozdziałem. Osiągnięcie tej płynności, przy jednoczesnym zachowaniu równowagi w niektórych przypadkach było nie lada wyzwaniem. "Speed Of Light" i "Reflection" są do siebie bardzo zbliżone brzmieniowo, więc dobrze było je rozdzielić, by zachować równowagę nastroju. Praca nad każdym albumem wiąże się z podobnymi wyzwaniami, ale w tym konkretnym przypadku sprawiło mi to wyjątkowo dużo trudu. 


MUAM: Wielkimi krokami zbliża się Twoja europejska trasa koncertowa - wyjątkowa, bo każdego wieczoru zagrasz dwa sety - najpierw solo, a następnie u boku Einara Solberga. To ogromne wyzwanie! Jak się z tym czujesz?

Raphael: Tę podwójną rolę będę realizował przez trzy tygodnie. Najpierw zagram solowy około półgodzinny set, a następnie wystąpię na scenie z Einarem, będąc częścią jego koncertowego zespołu. To bardzo wymagająca muzyka!  To chyba najbardziej skomplikowany repertuar, jaki muszę sobie przyswoić na potrzeby trasy. Zdecydowanie trudniejszy niż utwory Leprous! 

Kompozycje Leprous były dużym wyzwaniem podczas nagrywania albumów, ale ich wykonywanie na żywo nie było już tak skomplikowane. W przypadku solowych nagrań Einara nie ma chwili wytchnienia! Niektóre partie wymagają mozolnych ćwiczeń i stopniowego budowania tempa z metronomem; jest mniej pauz, gra się w kolejnych utworach partie praktycznie bez przerw, a sam przebieg występu i przejścia między utworami są bardzo złożone. Trzeba przyswoić mnóstwo nowych informacji. Swoją drogą, to naprawdę świetna muzyka!

Wiele się nauczyłem analizując ten materiał. Miałem przyjemność grać na pierwszej solowej płycie Einara, "16", ale nie brałem udziału w nagraniach "Vox Occulta". Słuchałem tych utworów, gdy się ukazały, ale czym innym jest ich faktyczne opanowanie i zrozumienie ich struktury – analizowanie zapisu nutowego podczas słuchania muzyki pozwala dostrzec znacznie więcej warstw i szczegółów istotnych dla wykonania. Zagłębiam się w te kompozycje naprawdę mocno. W przypadku mojej własnej muzyki nie przeprowadzam aż tak szczegółowych analiz.


MUAM: Brzmi jak potwornie trudne wyzwanie. Jestem pod wrażeniem i mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie! Swój własny repertuar znasz bardzo dobrze i jest dla Ciebie naturalnym stylem gry, więc to na pewno zupełnie inne doświadczenie. 

Raphael:  Tak, tym się zajmuję od lat, więc stało się to dla mnie naturalne. Dzięki obranym wcześniej własnym kryteriom nie muszę nikogo pytać o zdanie ani zastanawiać się, czego inni oczekują. Podczas solowych występów zagram utwory z płyt "Empyrean" i "Lifeblood". 

Granie dwóch setów każdego wieczoru będzie naprawdę ciekawym wyzwaniem. Robiłem to już wcześniej w tym roku, koncertując z zespołem Earthside, choć wtedy miałem dłuższą przerwę w pierwszej części ich występu, by nieco odetchnąć. Każdego wieczoru towarzyszył nam tylko jeden lokalny support. Tym razem supporty będą trzy. Zagram swój set jako drugi,  po mnie na scenie pojawią się Royal Sorrow – to będzie dla mnie czas na wyciszenie i skupienie się na materiale Einara – a następnie wyjdę na scenę z głównym zespołem. Pewnie będę bardzo zmęczony, ale damy radę! Basista Royal Sorrow też wystąpi w podwójnej roli, więc nie jestem w tym sam (śmiech). 

Miło będzie ruszyć w podróż busem - to chyba najwygodniejszy sposób podróżowania po Europie.  Cieszę się, że przyjedziemy też do Polski - będzie to mój pierwszy solowy występ w tym kraju, a bardzo ciepło wspominam swoją poprzednią wizytę z Leprous. Mam nadzieję, że przyjdzie dużo ludzi! Wezmę ze sobą trochę płyt, by chętni mogli je kupić bez konieczności płacenia za wysyłkę, bo te koszty ostatnio znacząco wzrosły. 

 

MUAM: Mam nadzieję, że później wrócisz jeszcze na taki pełny solowy koncert, bo rola supportu pozwala jedynie na zaprezentowanie namiastki tego, co masz do powiedzenia muzycznie...

Raphael: Bardzo bym chciał mieć więcej niż te trzydzieści minut, by zagrać szersze spektrum materiału. Rola supportu to taki wstęp, taka próbka możliwości. Oby się udało zaprezentować Wam więcej w przyszłości! 


MUAM: Trzymam mocno kciuki! Wracając na moment do "Vox Occulta" - jestem bardzo ciekawa, jak te utwory zostaną zaaranżowane i przystosowane do wykonania przez zespół rockowy, bo to tak naprawdę album orkiestrowy, który sprawdziłby się idealnie w przestronnej, przestrzennej sali grany przez kilkadziesiąt osób... 

Raphael: Część partii orkiestrowych zostanie zagrana na instrumentach klawiszowych – pełnią one jednak głównie funkcję uzupełniającą. W zespole jest troje muzyków grających na instrumentach smyczkowych (wliczając mnie) i to my gramy zazwyczaj główne melodie oraz najważniejsze motywy przeznaczone dla sekcji smyczkowej. Orkiestra odgrywa na płycie znaczącą rolę, więc mamy sporo pracy i mnóstwo partii do obsłużenia. Rozdzielenie tak rozbudowanej aranżacji między niewielką grupę muzyków to spore wyzwanie. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce. Zastanawiam się, jak duże są te kluby, w których zagramy...

 

MUAM: To przestrzenie, w których odbywają się głównie rockowe i metalowe koncerty, które mogą pomieścić kilkaset osób. Ciekawe jak tak potężna muzyka się tam odnajdzie... 

Raphael:  Będzie więc kameralnie i gęsto, ale mam nadzieję, że ciekawie i dobrze brzmieniowo. Z pewnością to coś zupełnie innego. Fajnie, że Einar chciał postawić na tego typu rozwiązania! Wprowadzić elementy orkiestrowe, wyeksponować sekcję smyczkową tak, by metalowe brzmienie pełniło raczej funkcję sekcji rytmicznej – w przeciwieństwie do typowego dla metalu modelu, gdzie dominują ciężkie gitary, a smyczki są tylko okazjonalnym dodatkiem. Całość sprawia wrażenie prawdziwej kompozycji orkiestrowej, w której instrumenty wzajemnie na siebie oddziałują, a każdy z nich ma swoje pięć minut. To w tym gatunku dość rzadkie. Jestem ciekaw, jak zareagują ludzie!


MUAM: Nie mogę się doczekać tego wieczoru w Krakowie, odliczam dni do wyjazdu! 

Raphael: Fantastycznie! Wiesz, trochę się stresuję tą trasą... Ale to będzie naprawdę fantastyczne doświadczenie! 



MUAM: Jestem pewna, że świetnie sobie poradzisz! Na finał powiedz mi jeszcze, czy planujesz już kolejne muzyczne kroki, skoro materiał na Empyrean czekał na swój moment. Pewnie masz już pomysł na kolejną płytę :) Może tym razem sięgniesz po dokonania np. Fryderyka Chopina i przearanżujesz je na wiolonczelę?

Raphael:  To byłoby świetne przedsięwzięcie w przypadku mojej trasy koncertowej po Polsce! (śmiech) Kolejnym artystycznym krokiem będzie płyta pozbawiona zapętleń. Jako artysta solowy nagrałem już trzy albumy, w których technika tworzenia i wykonywania utworów na żywo opierała się w dużej mierze na loopowaniu. Dlatego następny krążek, nad którym już zacząłem pracować, będzie zawierał kompozycje możliwe do zagrania „na żywo” – bez pętli, od początku do końca. 

Chodzi tu bardziej o wirtuozerię i bezpośredniość wykonania niż o samą produkcję. Oczywiście materiał powstanie w studiu, ale zależy mi na uchwyceniu chwili i poczuciu bycia „tu i teraz”, zamiast żonglowania zapętlonymi partiami i stopniowym budowaniu faktury dźwiękowej. To będzie fajna odmiana, bo doszedłem do momentu, w którym wszyscy oczekują ode mnie utworów o złożonej, wielowarstwowej strukturze. Chcę nieco zmienić kierunek. Na płycie znajdzie się mieszanka starego i nowego materiału - od kompozycji sprzed dekady po zupełnie świeże utwory.

 

MUAM: To dość niespodziewany, ale świetny pomysł! Nie trzymam Cię dłużej, bo pewnie czeka Cię jeszcze sporo przygotowań w związku z trasą. Dzięki piękne za Twój czas, to była czysta przyjemność! Wszystkiego dobrego i do zobaczenia w Krakowie! 

Raphael: Dzięki piękne, do zobaczenia!  



Trzeci solowy album Raphaela Weinrotha-Browne'a "Empyrean" ukazuje się 11 września 2026

Albumu możecie posłuchać tu: https://raphaelweinroth-browne.bandcamp.com/album/empyrean

 

18 września Raphael rusza w trasę po Europie u boku Einara Solberga. Artyści zawitają do Polski 29 września, by wystąpić w krakowskim Hype Parku. Na polski koncert zaprasza Knock Out Productions. Bilety są tu: https://knockoutprod.net/pl/concert/detail/1024


 

Więcej o solowej twórczości Raphaela tu: 

 https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2025/10/raphael-weinroth-browne-zalezy-mi-na.htm

 https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2020/03/raphael-weinroth-browne-worlds-within.html

 

O solowej muzyce Einara Solberga poczytacie tu: 

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/04/niepodrabialny-gos-i-potega-brzmienia.html

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/06/einar-solberg-16-2062023.html 

 

Raphael, fot. Curtis Perry