wtorek, 20 października 2026

Acres: Nie chcemy nagrać dwóch takich samych płyt

Niedawno grali u nas u boku Fit For a King, a teraz powrócą do Polski na swój własny koncert. Brytyjczycy z Acres  potrafią w swoich piosenkach w intrygujący sposób połączyć melodyjność, przebojowość i lekkość z mocą metalcore'u i bezpośredniością hardcore'u. Nie lubią się powtarzać - stale się rozwijają i podejmują nowe wyzwania. 

W przerwie międzytrasowej porozmawiałam z wokalistą grupy Benem Lumberem, który opowiedział mi o zespołowej kondycji, o nowym podejściu do komponowania  i o planach na przyszłość. 

 

Acres, źródło fot. - Bandcamp

 

 

Między Uchem A Mózgiem: Spotykamy się w ciekawym okresie dla Acres - przed europejską trasą koncertową, ale już nieco po premierze Waszej najnowszej płyty, "The Host". W jakim momencie jesteście teraz twórczo? Powstają już nowe nagrania?

Ben Lumber: Jesteśmy na finiszu promocji "The Host". Wróciliśmy właśnie ze Stanów Zjednoczonych, za moment ruszamy w headlinerską podróż po Europie. Jak wrócimy to chwilę odsapniemy i wchodzimy do studia, by zabrać się za nowy album. Przełączamy się praktycznie od razu na tryb studyjny. To bardzo intensywny rok, bo jeździmy tak między Europą i Stanami w zasadzie cały czas. 


MUAM: Jak się czujecie w trasie? Nie jest to na dłuższą metę wyczerpujące?

Ben: Wciąż kocham podróżować i uwielbiam grać w Stanach. Oczywiście nie jest tak różowo, bo odległości do pokonania są znacznie większe niż w Europie, gdzie kiedyś męczyło nas jechanie 4-5 godzin z miejsca na miejsce. W USA kierujemy sami i niekiedy wychodzi z 14 godzin do przejechania. Niemniej bardzo ten czas doceniamy i cieszymy się, że mamy ten przywilej podróżowania po świecie. 

 

MUAM:  Czym zajmujecie się przez te długie godziny przemieszczania się między miastami? 

Ben: Sporo rozmawiamy na różne tematy i to właściwie tyle. Ostatnio rozmawiałem o tym z Landonem Tewersem z The Plot In You (producentem płyty - przyp.red.), który opowiadał mi o tym, że oni w trasie grają w Mario. Pytał mnie co jeszcze można robić. W trasę po Europie jedziemy teraz nightlinerem, więc pewnie przez 80% czasu przeznaczonego na przejazdy będę leżał w łóżku oglądając Netflixa i odpoczywając przed kolejnymi koncertami. Zbyt intensywne rozmowy nie są specjalnie korzystne, bo musimy odsapnąć, a ja dodatkowo muszę dbać o swój głos. 

 

MUAM: To prawda, wypoczynek w trasie jest kluczowy. Masz jakieś swoje rytuały, które pomagają Ci troszczyć się o wokal?

Ben: Główna zasada to unikanie głupot i sytuacji niesprzyjających zdrowiu. Nie picie alkoholu w nadmiarze, nie palenie papierosów. Lata temu chodziliśmy z chłopakami na miasto po koncertach. Podczas ostatnich kilku tras pozostawałem jednak w pełni trzeźwy i zdałem sobie sprawę, że to jest kluczowy aspekt troski o głos. Nie wolno się przemęczać, zbyt intensywnie gadać, ale przede wszystkim dobrze jest nie chlać. 

 

MUAM:  Mówisz o bardzo ważnych rzeczach, z których wiele zespołów nie zdaje sobie sprawy. Twoje wokalne umiejętności bardzo się rozwinęły na przestrzeni lat, podobnie jak podejście do pisania tekstów. Jak postrzegasz ten rozwój?

Ben:  Proces nagraniowy "The Host" był zupełnie inny niż tok pracy nad poprzednimi albumami. Pojechaliśmy do Landona nie mając właściwie nic przygotowanego na potrzeby rejestracji płyty poza jakimiś drobnymi zarysami. Celem było wypracowanie dla Acres nowego brzmienia. Poszliśmy w to, co podpowiadał nam Landon trochę w ciemno, nie ustalając z góry jaki efekt chcemy osiągnąć. Jeśli chodzi o teksty, to duży wpływ na ich kształt miał nasz basista Jack Rogers. Do tej pory pisałem wszystkie teksty samodzielnie. Fajnie, że dołączył do mnie, wniósł w ten proces nową energię. Skupiałem się dotąd na osobistych przeżyciach, zawsze staram się pisać szczerze o tym, co czuję. Jack wniósł nieco inspiracji z kultury - z filmów i innych form sztuki, o czym nigdy w sumie nie pomyślałem, a to bardzo poszerzyło spektrum twórcze. To połączenie okazało się bardzo odświeżające. 

Do tej pory albumy Acres pisały dwie osoby - "Burning Throne" napisałem wraz z Alexem Freemanem (gitarzystą), a "Lonely World" z Theodorem Sandbergiem (byłym gitarzystą). W pracach nad "The Host" brali udział wszyscy muzycy Acres. 

 

MUAM: To bardzo ciekawe podejście. Połączenie osobistych przeżyć i wpływów kultury wnosi faktycznie nową jakość. 

Ben: Zawsze powtarzałem, że nie chcemy nagrać dwóch takich samych płyt. Z każdym kolejnym albumem staramy się eksperymentować, rozwijać się w każdym możliwym zakresie. Chyba nieźle nam to wychodzi. 

 


 

 

MUAM: Motywem przewodnim "The Host" jest "rzecz, bez której nie da się żyć". Co to oznacza z Twojej perspektywy?

Ben:  Z mojej perspektywy chodziło o zachowanie dużej dyscypliny – podczas tras koncertowych radziłem sobie fatalnie: wychodziłem na miasto, piłem, paliłem i zupełnie nie dbałem o swój głos. To był problem, który mnie hamował i bardzo się cieszę, że udało mi się nad tym zapanować. Trasa przebiegła znakomicie, poziom występów wzrósł, więc musiałem wziąć sprawy w swoje ręce i mieć to wszystko pod kontrolą. Dałem radę. 


MUAM: A dałbyś radę żyć bez muzyki?

Ben: Zdecydowanie nie! Kocham muzykę, nie tylko jako twórca, ale też jako fan, uwielbiam jej słuchać! To zabawne, ale nie słucham na co dzień metalcore'u - uwielbiam pop, to z niego czerpię najwięcej inspiracji. Więc chyba tą rzeczą, bez której nie mógłbym żyć, jest właśnie muzyka pop. 

 

MUAM: To w pewnym sensie wyjaśnia kierunek twórczości Acres, w której oprócz mocniejszych fragmentów jest dużo melodii i przebojowości. 

Ben:  Uwielbiam nośne refreny. Nie umiem zbyt dobrze grać na instrumentach i zawsze zachwyca mnie fakt, że naprawdę fajne piosenki da się napisać bazując na kilku akordach. Podziwiam artystów, którzy to potrafią, którzy z prostoty potrafią wyciągnąć esencję. W prostocie jest niesamowita siła! 

 

MUAM: Co wg Ciebie sprawia, że dana piosenka jest dobra?

Ben:  Chwytliwość, przebojowość, refren, który nie chce wyjść z głowy i prostota. Staram się do tego dążyć, gdy piszę piosenki - wymyślić taki nośny refren, który zostaje w głowie. O to chodzi. Piosenki, których słucham na co dzień nie są skomplikowane, bazują na prostocie. Łatwo przekombinować i połączyć zbyt wiele elementów, a jak jest czegoś za dużo, to już nie jest tak przyjemnie. 

 

MUAM: Jasne. Jak postrzegasz metalcore? Czujesz się częścią tej sceny, czy niekoniecznie?

Ben:  Nie jestem pewien, co o tej muzycznej przestrzeni myśleć - z jednej strony są rewelacyjne zespoły, które wytyczają nowy kierunek rozwoju muzyki jak Sleep Token czy Bad Omens, z drugiej zaś masa kapel, która próbuje iść w tym samym kierunku co oni. Jest wiele podobnych do siebie zespołów. Próbujemy wyłamać się ze schematu, za każdym razem robić coś innego, nie dać się sklasyfikować. Nagraliśmy rockowy album i nagraliśmy metalcore'owy album. W którym kierunku podąży nasza nowa muzyka? Nie wiadomo, być może będzie plasowała się gdzieś na pograniczu, a może zaryzykujemy jeszcze bardziej. Czas pokaże. 

 

MUAM: Co jest dla Acres większym wyzwaniem - napisanie chwytliwej piosenki czy technicznego połamańca z solówkami i skomplikowaną strukturą? Wiem, że to nie jest łatwe zadanie w obu przypadkach i że trudno te elementy zrównoważyć...

Ben:  Proces komponowania sam w sobie jest dużym wyzwaniem. Gdy zaplanujesz sobie, że chcesz uzyskać konkretne brzmienie, zwykle sprawia to wiele problemów. Najlepsze piosenki powstają bez planu, naturalnie, czasem ma się wrażenie, że po prostu nas znajdują. "Lonely World" i "Lost" są tego przykładem - po prostu przyszło natchnienie i je napisaliśmy. 

.

MUAM: A czy w warstwie lirycznej jest jakiś temat, którego nigdy nie chciałbyś się podjąć?

Ben: Acres nigdy nie poruszał politycznych zagadnień. Nie leży to w kręgu naszych zainteresowań, ale kto wie, co będzie? Nigdy nie mów nigdy! 

 

MUAM: Współczesna rzeczywistość nie daje nam właściwie możliwości uniknięcia polityki. Te tematy przenikają już każdą dziedzinę, są częścią naszego życia. 

Ben: To prawda, polityka jest wszędzie, ale to jednocześnie bardzo trudny temat, szczególnie dla artystów. 

 

MUAM: Prawda. Tempo naszego życia znacząco przyspieszyło, informacje są spolaryzowane, ludzie siedzą w telefonach mając dostęp do wszystkiego, a tak naprawdę niewiele z tego wynika. Jak postrzegasz obecne czasy?

Ben:  Niektóre technologiczne nowinki są bardzo przydatne, w kontekście np. grania muzyki na żywo. Pomagają lepiej się zorganizować, pomniejszyć ilość rzeczy do zabrania w trasę. Gdybyśmy nadal używali sprzętu, z którego korzystaliśmy te 6-7 lat temu, nie dalibyśmy rady polecieć do Stanów. To ta dobra strona rozwoju, ale jest też oczywiście niebezpieczeństwo związane ze sztuczną inteligencją. 

 

 

MUAM: Jesteś w zespole od ponad dekady. Co się zmieniło w Twoim życiu przez te lata?

Ben: Jestem trochę starszy i trochę mądrzejszy. Z biegiem czasu dopada mnie większe zmęczenie, ale jestem szczęściarzem, że wciąż mogę grać koncerty. Spełniłem swoje marzenia - nagrałem płytę w USA i wyruszyłem w trasę po Stanach Zjednoczonych. Więcej niż jedną. Jestem za to ogromnie wdzięczny. Ale najważniejsze jest to, że mam wspaniałą rodzinę, która mnie wspiera. 

 

MUAM: Branża też się trochę zmieniła, prawda?

Ben: Teraz wszystko jest szybsze. Zespoły mają mniej czasu, by realizować swoje zadania, zmienia się podejście, zmieniają się trendy. Wszystko dzieje się tak szybko, że coraz trudniej nadążyć za zmianami.  

 

MUAM: W gruncie rzeczy chodzi mimo wszystko o to, by być sobą i robić swoje. 

Ben: Zawsze! Właśnie tego staram się trzymać. Gdy próbujesz kogoś kopiować, nigdy nie uda ci się zrealizować celu. Najlepsze rezultaty osiąga się wtedy, gdy jest się sobą! 

 

MUAM: Spełniłeś już swoje marzenia, ale pewnie jest jeszcze coś, co chciałbyś zrobić. 

Ben: Jest jeszcze kilka festiwali w Wielkiej Brytanii, na których chciałbym zagrać, np. na Download Festivalu. Nie udało nam się też jeszcze zagrać koncertu arenowego. Kto wie, może kiedyś się uda. Staram się iść przed siebie powoli, krok po kroku...

 

MUAM: Realizowanie kolejnych etapów krok po kroku to faktycznie najskuteczniejsza metoda. A co myślisz o Polsce? Graliście tu już kilka razy, wracacie do nas dość często, za co w imieniu fanów bardzo dziękuję. 

Ben:  Kocham Polskę! Jest taki mały klub w Warszawie, Hydrozagadka. To jedno z moich ulubionych miejsc koncertowych na świecie. Wspominam je bardzo ciepło. Publiczność reagowała wspaniale, była bardzo życzliwa. 

 

MUAM: To fajne miejsce. Zgadzam się, w bezpośrednim kontakcie z fanami podczas koncertu, gdy są tuż przy scenie, jest coś szczególnego. 

Ben:  Często po koncertach i po całej trasie zastanawiasz się, jak właściwie było, które koncerty wypadły lepiej, które gorzej i co zapamiętasz z tej podróży. Ten koncert w Warszawie, który graliśmy podczas trasy promującej "Lonely World" zostanie w mojej pamięci na zawsze. Nie wiedzieliśmy ile osób przyjdzie. Było bardzo ciasno, bardzo głośno. Później, jak graliśmy razem z Imminence, energia już była zupełnie inna. Fajnie jest być tak blisko ludzi. 

 

MUAM: Taki kameralny występ to dobra okazja, by porozmawiać z fanami po koncercie. Wciąż wychodzisz do publiczności?

Ben: Tak, po koncercie lecę od razu na merch, podczas gdy reszta chłopaków pakuje sprzęt. Wciąż większość rzeczy robimy samodzielnie, co jest bardzo fajne. Jack projektuje nasze koszulki. Niezmiennie wychodzimy do ludzi, by zamienić tych kilka słów. 

 

MUAM: A doświadczyłeś jakiś dziwnych sytuacji podczas tych spotkań?

Ben: Na szczęście nic bardzo dziwnego nie miało miejsca. Oczywiście zawsze zdarzają się ludzie, którzy chcą zaprosić cię po koncercie na popijawę na mieście, bo jesteś z zespołu, a skoro jesteś w trasie to przecież chcesz szaleć. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna - po spakowaniu wszystkich rzeczy po koncercie jedyne o czym marzę to pójść spać. Ludziom wydaje się, że jak jesteś w zespole, to ciągle imprezujesz.  

 

MUAM: Pewnie też opowiadają Ci niekiedy osobiste historie.

Ben: Tak, bardzo lubię ich słuchać. Fajnie jest dowiedzieć się, jak poszczególne utwory oddziałują na ludzi, jak są odbierane. To zawsze ciekawe doświadczenie, bo ten sam utwór dla jednej osoby staje się np. pomocą przy rozstaniu, innej pomaga przy żałobie po bliskim czy w jakiejkolwiek innej życiowej sytuacji.  

 

MUAM: To prawda, różne emocje nam towarzyszą, a muzyka zawsze jest gdzieś obok, by pomóc przetrwać. Dzięki piękne za Twój czas, było mi bardzo miło. Bezpiecznej podróży i udanych koncertów! Do zobaczenia w Polsce! 

Ben: Dzięki, trzymaj się, hej!  


 

Acres przyjadą do Polski 25 października i zagrają w poznańskim klubie Pod Minogą. Na koncert zaprasza Winiary Bookings. Więcej informacji tu: https://winiarybookings.pl/wydarzenie/acres-w1n1ary-poznan-pazdziernik-2026