poniedziałek, 5 października 2026

Magiczna siła melodii i podróż w inny wymiar, czyli o występie Hällas i Earth Tongue w warszawskim Niebie

Wielowymiarowa opowieść pełna znaczeń, nostalgiczny powrót do lat siedemdziesiątych, magiczna aura i wirtuozerskie improwizacje instrumentalne - taką muzykę przywiózł w miniony weekend do Polski kwintet Hällas. Niedzielny wieczór w warszawskim Niebie dobitnie pokazał, że dobra muzyka zawsze się obroni - publiczność spragniona jest muzyki jakościowej, melodyjnej, rozmarzonej i z nutą nostalgii. 

 

Hällas, fot. A.Wojcińska

 

 Duet z Nowej Zelandii

Dwa głosy, bas i perkusja - czasem więcej nie potrzeba, by stworzyć intrygujące brzmienie, o czym doskonale wie grupa Earth Tongue, która otworzyła niedzielny wieczór fajnym akcentem.  Nowozelandzki duet zaprezentował konkretne piosenki oparte na dialogach wokalnych i współpracy sekcji rytmicznej.  Kilkudziesięciominutowy występ upłynął sprawnie i szybko, rozgrzewając publiczność za sprawą trafnego połączenia heavymetalowej mocy z hipnotyczną aurą.  Psychodeliczny klimat koncertu fajnie wprowadził do emocji, które miały nastąpić po dwudziestej pierwszej.  

 

Earth Tongue, fot. A.Wojcińska


Siła melodii

Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że zagłębiając się wyłącznie w muzykę ekstremalną, eksperymentalną i improwizowaną, łatwo zatracić radość słuchania, skupiając się na niuansach i detalach, niejako zapominając o tym, że dźwięki mają nieść ze sobą przede wszystkim uśmiech. Tymczasem tym, co przynosi słuchaczom najwięcej frajdy są właśnie melodie i piosenki, które można nucić, do których można się kołysać, których słuchanie pozwala odpoczywać. 

Szwedzi z Hällas znaleźli złoty środek na połączenie lekkości i wyrafinowania, proponując muzykę ambitną, skomponowaną skrupulatnie i niosącą ze sobą przemyślany koncept, ale też nie pozbawioną melodii i nie przesadnie przekombinowaną. Czerpiąc inspiracje od mistrzów progresywnego rocka z lat siedemdziesiątych zbudowali swoje uniwersum - wielobarwne, niebanalne, chwilami znajome tym, co cenią klasykę rocka, ale absolutnie zaprezentowane w swoim stylu. Zatopione w pastelowych światłach i subtelnym klimacie te kompozycje obroniły się na żywo bardzo dobrze, budując niemal magiczną aurę i zapraszając w podróż do innego wymiaru. 

 

Hällas, fot. A.Wojcińska



Podróż do lat siedemdziesiątych

Co powiecie na wycieczkę w czasie, tak wstecz o pół wieku? W czas, gdy prym wiodły takie grupy jak Genesis, Rush czy Camel? A jednocześnie sięgnięcie do muzyki, której nie powstydziliby się Opeth czy Porcupine Tree. Hällas tak właśnie grają - opowiadają poprzez muzykę o losach wymyślonych przez siebie bohaterów, odnosząc się poprzez analogię do współczesnych realiów, na kolejnych albumach przyglądając się ich przygodom i doświadczeniom. Ich twórczość określana jest mianem rocka przygodowego i jest to chyba najbardziej trafny opis tej muzyki. Te dźwięki po prostu zabierają w podróż od pierwszej minuty, z każdą kolejną, krok po kroku wciągając coraz bardziej. Intrygują, zachwycają, szczególnie na żywo, otulone oprawą sceniczną, strojami i światłami.  

To niemal nieprawdopodobne, że po kilkunastu latach działalności dotarli do Polski dopiero teraz. Do kraju, w którym jest tak wielu fanów tego rodzaju muzycznych emocji. Na szczęście udało się i z pewnością było to dla muzyków doświadczenie nie do podrobienia. 

 

Hällas, fot. A.Wojcińska

Świadoma publiczność to skarb  

Jak można było się spodziewać, Szwedzi zostali przyjęci niezwykle ciepło - świadoma publiczność słuchała ich z należytą uwagą, chłonąc gitarowe solówki i klawiszowe pasaże, które wytyczały główny kierunek wieczoru, żywiołowo reagując w mocniejszych momentach, tam gdzie było to wskazane klaszcząc i wiwatując.  Kolejne utwory budowały opowieść - piękną, pełną pasji i instrumentalnych smaczków. Świetnie sprawdziły się zarówno rozbudowane kilkudziesięciominutowe suity jak i krótsze, bardziej zwarte kawałki, jak "Face Of An Angel" czy "Star Rider". Wszystko do siebie pasowało, stając się niezbędnym elementem układanki. 

Wzruszeni muzycy zbyt wiele nie mówili, ograniczając się do słów podziękowań i delikatnych gestów. Słowa jednak były tu absolutnie zbędne - między zespołem i publicznością niemal od początku zbudowało się porozumienie. Na niemal pełnej kilkusetosobowej sali nie było przypadkowych osób. Muzyka płynęła, a publiczność razem z nią, podobnie jak zespół, który po prostu dał się ponieść chwili. Po takich emocjach nie pozostaje nic innego, jak czekać na rychły powrót Hällas do Polski. Pewnym jest, że ktoś tu naprawdę na nich czeka i bardzo ucieszy się z ich kolejnych odwiedzin. 



Hällas, fot. A.Wojcińska

Więcej o Hällas tu: 

https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/09/hallas-jednym-z-najwiekszych-problemow.html 

 

Więcej zdjęć tu: 

Earth Tongue: https://www.muamart.pl/index.php/earth-tongue/ 

Hällas: https://www.muamart.pl/index.php/hallas/ 

 

Hällas, fot. A.Wojcińska