Trzy dekady na scenie, punk rockowa energia i wielkie przeboje muzyki pop w nowej wersji - z humorem i nutą nostalgii. Spike And The Gimmie Gimmes to jeden z tych zespołów, w przypadku którego nigdy do końca nie wiadomo, co jest na serio, a co jest żartem. O cienkiej granicy między humorystycznym spojrzeniem na dane zagadnienie, zwróceniem uwagi na nie w szerszym spektrum, a negatywnie nacechowanym naśmiewaniem się rozmawiam z liderem zespołu Spikiem Slawsonem. Artysta opowiedział mi także o innych swoich artystycznych działaniach, a wszystko opatrzone zostało dozą humoru. Co więcej, żarty zaczął sobie robić sam sprzęt, zmuszając mnie w trakcie rozmowy do słuchania echa własnego głosu.
![]() |
| Spike And The Gimmie Gimmes, fot. materiały prasowe |
Między Uchem A Mózgiem: Hej, dzięki że znalazłeś dla mnie czas. Wszystko w porządku?
Spike Slawson: Hej, nie ma sprawy. U Ciebie okej?
MUAM: Chyba tak, ale mamy jakieś problemy techniczne, bo słyszę siebie podwójnie. To dość dziwne uczucie, ale damy radę ;)
Spike: Nie cierpię słuchać siebie, jak śpiewam, czuję się wtedy strasznie niekomfortowo! Zawsze mam wtedy wrażenie, że to głos jakiejś innej osoby i jestem rozczarowany, bo w trakcie śpiewania mam wrażenie, że brzmię lepiej..
MUAM: Rozumiem, co masz na myśli. Mam podobne odczucie, gdy słucham wywiadów na potrzeby przygotowania artykułów. Zmaganie się z własnym głosem i z tym, co się powiedziało, jest tu zdecydowanie najtrudniejszym elementem!
Spike: Dzwonisz z drugiego końca świata, prawda?
MUAM: Tak, w Polsce jest już wieczór, mam dzień za sobą. Ty masz dopiero przed sobą plany na dziś.
Spike: Spotykam się później z przyjaciółmi, którzy przyjechali do miasta. Są z Meksyku, grają w zespole, który łączy cumbię z punk rockową surowością. Planuję też wpaść do sklepu z płytami, który nazywa się Discodelic i poszperać trochę na półkach. Mają świetną sekcję z reggae, z cumbią. Poza tym czas pokaże, nie da się przewidzieć przyszłości...
MUAM: Brzmi jak dobry plan. Tworzysz coś wspólnie z tymi przyjaciółmi?
Spike: Byliśmy razem w trasie przez kilka tygodni, podróżowaliśmy razem i słuchałem ich każdego wieczoru na żywo. Fantastycznie łączą energię punk rocka ze swoim rdzennym brzmieniem, muzyką meksykańską i tradycyjną cumbią. Grają na marimbie od dzieciństwa. Uwielbiam tę szaloną hybrydę, którą stworzyli. Gdy się spotykamy, rozmawiamy po hiszpańsku, choć nie mówię zbyt dobrze w tym języku, ale i tak mój hiszpański jest lepszy niż ich angielski. Dogadujemy się!
MUAM: Hiszpański to nie jedyny język obcy, którym się posługujesz, prawda?
Spike: Jestem w stanie dogadać się po niemiecku - podobno moja wymowa jest bardzo dobra. Daję też radę porozumieć się po włosku, całkiem nieźle, podobnie jak po hiszpańsku.
MUAM: Jestem pod wrażeniem. Nie jest prawdą, że cały świat mówi po angielsku. Znajomość języków pozwala Ci na znacznie szerszy dobór repertuaru podczas koncertów.
Spike: W Los Nuevos Bajos jestem jedynym członkiem zespołu spoza Panamy. Wydajemy niedługo album, w całości po hiszpańsku. To głównie bolera, ale jest tam też trochę rock'n'rolla. Są w większości utrzymane w romantycznym stylu z połowy dwudziestego wieku, z lat 50-tych i 60-tych.
MUAM: W ile muzycznych projektów jesteś obecnie zaangażowany? Jak dzielisz czas pomiędzy nimi?
Spike: Obecnie w cztery zespoły. Czemu aż tyle? Lubię różnorodność, interesuję się różnymi muzycznymi stylami. Lubię się angażować w różne projekty, mieć różne punkty odniesienia. Nigdy nie chciałem stać w miejscu.
MUAM: Świat powinien dowiedzieć się o tym, że Twoja twórczość to nie tylko covery w osobliwych wersjach, z których jesteś najbardziej znany. To mnóstwo autorskiej, jeszcze ciekawszej muzyki! A jednak wielu ludzi wybiera covery, pewnie dlatego, że często lubimy to, co już znamy..
Spike: Nie mam z tym żadnego problemu, że większość muzyki, którą publikuję i z której jestem znany, to covery. Uwielbiam je grać! Podoba mi się też to, że jeden z najtrudniejszych etapów tworzenia zespołu – czyli komponowanie muzyki – mamy już z głowy. Dzięki temu możemy skupić się na kostiumach i innych elementach, które pozwalają ludziom oderwać się od codzienności; w gruncie rzeczy właśnie na tym nam zależy. Nie zawsze robimy to w sposób przyjazny – bywamy wręcz nieuprzejmi wobec naszej publiczności i słuchaczy; w naszym scenicznym wizerunku jest pewna doza przewrotności i psotności. Zwłaszcza podczas występów na żywo.
MUAM: W dwudziestym pierwszym wieku ciężko wymyślić już w muzyce rozrywkowej coś nowego - często ma się wrażenie, że muzyka zaczyna zjadać własny ogon, bo wszystko gdzieś już było. Nie jest też łatwo poruszać się w sferze humorystycznej - w obecnych realiach każdy żart może być źle odebrany i może kogoś obrazić. Jest bardzo cienka granica między zdrowym wyśmianiem danego zagadnienia, a naśmiewaniem się wprost z czegoś lub kogoś. Jak do tego podchodzisz?
Spike: Zgadza się. Inspiruję się amerykańskimi komikami, których uważam za geniuszy – potrafią doprowadzić nas do momentu, w którym patrzymy na siebie nawzajem i pytamy: „Czy oni naprawdę mieli na myśli to, co właśnie powiedzieli?”. Ta niepewność jest czymś pięknym. To właśnie w tym zakresie komedia zbliża się do sztuki. To swego rodzaju trolling, ale twórcom zawsze udaje się domknąć całość. Nie zostawiają odbiorców w punkcie wyjścia – sprawiają, że ludzie się śmieją, choć w trakcie tego procesu sami nie wiedzą, z czego właściwie się śmieją.
Inny przykład - wieczory, podczas których spotykamy się z największym buczeniem i oburzeniem publiczności, to jednocześnie wieczory, podczas których sprzedajemy najwięcej koszulek. Ludzki umysł to doprawdy zabawna rzecz.. Myślę, że ludzie lubią być „trollowani”, o ile robi się to z humorem i ironią. To pobudza do myślenia.
Weźmy najlepsze zespoły punkowe – uwielbiam The Clash, ale to był bardzo poważny zespół; śpiewali całkiem serio o polityce i marksizmie. Zgadzam się z ich poglądami, nie mam tam niczego, z czym bym się nie zgadzał, jednak bardziej fascynują mnie grupy takie jak The New York Dolls, The Damned czy The Buzzcocks. W ich przypadku nie wiadomo, co naprawdę myślą o świecie – w ich twórczości jest coś dziwnego, dadaistycznego, surrealistycznego. Kontynuują piękną tradycję surrealizmu, który moim zdaniem prowokuje do niezależnego myślenia. To znacznie ciekawsze niż słuchanie jakiegoś gościa z klasy średniej, który wykrzykuje ci w twarz swoje przemyślenia o problemach świata – to już nie robi wrażenia, ten czas dawno minął. Pionierzy punka nie zajmowali się prawieniem kazań ani krzyczeniem na ludzi; oni przebierali się, wychodzili do publiczności i budowali z nią więź. Zadaniem artysty jest zabrać widzów w zupełnie inne miejsce na czas trwania występu. I uważam, że trolling jest do tego świetnym narzędziem.
MUAM: Zgadzam się z Tobą, tym bardziej, że śmiech sam w sobie ma właściwości lecznicze i pomaga poradzić sobie z różnymi problemami. Już samo zapomnienie o nich choć na chwilę i oderwanie się jest bardzo pomocne. Najłatwiej jest oswoić to, co złe i niekomfortowe właśnie poprzez śmiech.
Spike: Postawa przedstawicieli klasy średniej z przedmieść, którzy wykrzykują swoje opinie na temat światowych bolączek, w żaden sposób nie pomaga w mierzeniu się z wyzwaniami, które dotykają nas na co dzień. Wszyscy wiemy, z jakimi problemami się zmagamy – po prostu nie zgadzamy się w kwestii proponowanych rozwiązań. Wiemy, że problemy istnieją; nie trzeba nam o tym przypominać. Czuję, że ktoś, kto wykrzykuje swoje racje w stronę innych, nie zdoła zmienić zdania ludzi. Filmy Luisa Buñuela mają większą szansę wpłynąć na czyjeś poglądy niż taki „kaznodzieja” – ponieważ to sztuka, coś zupełnie innego, co wyrywa z codzienności. Sztuka nie powinna pouczać - może skłonić do zmiany zdania, ale ma również za zadanie dostarczać rozrywki.
MUAM: Jak najbardziej. Jak ludzie w różnych krajach reagują na to, co tworzysz?
Spike: Są spore różnice. W Niemczech jest zawsze ciekawie, bo ludzie podchodzą tam do wszystkiego bardzo poważnie – zwłaszcza poza dużymi miastami, gdzie rzadko spotyka się osoby oswojone z ironią czy sarkazmem. Zabawnie jest obserwować, jak irytują ich nasze występy, które w gruncie rzeczy są formą trollingu. My na scenie, technicy gitarowi, obsługa – wszyscy się śmiejemy, podczas gdy publiczność patrzy na siebie wzajemnie z lekkim zakłopotaniem. W dużych miastach, na przykład w Berlinie czy Hamburgu, jest inaczej – ludzie są bardziej otwarci i rozumieją, że to żart.
Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone – to ogromny i niezwykle zróżnicowany kraj, bardziej niż mogłoby się wydawać. Mimo wspólnego języka, istnieją tam wyraźne różnice kulturowe, co też wpływa na odbiór występów w różnych regionach. Z kolei w Japonii publiczność jest niezwykle uprzejma. Kiedy zaczynasz mówić – nawet jeśli nie do końca wiedzą, co mówisz,bo nie znają angielskiego – nagle zapada absolutna cisza, bo ktoś przemawia. Dla mnie to dość niezręczne uczucie.
MUAM: Ciekawa jestem jak ten występ wygląda z perspektywy Japończyków, skoro nie są w stanie wychwycić przekazu... Skupiają się wyłącznie na muzyce i wizualnym aspekcie?
Spike: Nie jest to łatwe, bo przekaz jest u nas kluczowy. Musiałem nauczyć się kilku żartów po japońsku. Skupiłem się wyłącznie na wymowie - totalnie nie miałem pojęcia, o czym mówię – po prostu zapamiętałem fonetykę. Najwyraźniej im się to spodobało i uznali to za zabawne. W tamtym momencie był to czysty trolling.
Uwielbiam trollować – nie wiem, czy wynika to z tego, że w dzieciństwie obrywałem od innych, ale kiedy występuję lub staję przed ludźmi, nie szukam bezwarunkowej akceptacji czy oklasków. Nie jesteśmy przyjaciółmi – nie popełniajcie błędu myśląc w ten sposób. Ja jestem po tej stronie, wy po tamtej. Najważniejsze jest to, żebym ja czuł się dobrze na scenie. Oczywiście żartuję! (śmiech)
MUAM: Relacja między artystą i publicznością może być bardzo różna...
Spike: Dużo myślałem o relacji artysta-publiczność, zwłaszcza w kontekście nagrywania i wykonywania muzyki - pracy w studiu nad piosenkami. Przychodzi do głowy pomysł – bardzo świeży, mający być czystą emocją i ekspresją, czymś, co spontanicznie z siebie wyrzucasz. To wspaniała rzecz podzielić się tym, ale nigdy nie możesz udawać, że słuchacza nie ma w pomieszczeniu razem z tobą. Jeśli tak zrobisz, tworzysz własną, odizolowaną rzeczywistość.
Pamiętam sytuację w studiu nagraniowym: śpiewałem, wkładając w to mnóstwo emocji, a realizator – gdy byłem w kabinie – odezwał się przez słuchawki: „Zmniejsz trochę te emocje i agresję”. Zapytałem: „Jak mam to zrobić?”. Chodziło o to, by znaleźć złoty środek.
Stonowałem emocje i wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że to, co tworzę, to nie jest tylko coś, co ze mnie wypływa – to coś, co ostatecznie usłyszę ja i usłyszą inni ludzie. Nie można traktować twórczości śmiertelnie poważnie, a jednocześnie trzeba mieć świadomość, że to coś realnego. Zdarzają się geniusze – jeden na milion – którzy robią tylko to, co czują, niezależnie od oczekiwań otoczenia. Choć może nawet oni faktycznie nie istnieją i tylko fantastycznie udają? Widmo słuchacza jest zawsze obecne – właśnie tak powinno być. Zapytasz pewnie gdzie w tym wszystkim miejsce na trolling? CJ, nasz basista, gdzieś już o tym wspominał: jeśli po naszym koncercie wychodzisz oburzony, zdezorientowany, sfrustrowany lub podniecony – to znaczy, że dobrze wykonaliśmy swoją robotę.Trudno stwierdzić, gdzie przebiega granica; nawet jeśli trochę przesadziliśmy z prowokacją – cóż, przynajmniej sprzedaliśmy więcej koszulek.
MUAM: Gimmie Gimmes prężnie działają od trzech dekad. W tym czasie świat zmienił się dość znacząco. Zmiany zaszły też w przemyśle muzycznym. Jak je postrzegasz?
Spike: Nie wiem, co jeszcze pozostało... Muzyka została zredukowana do platform streamingowych pozbawiających muzyków wynagrodzenia i programów bazujących na sztucznej inteligencji. Cieszę się w pewnym sensie, że nie jestem już młody, ale motywują mnie do działania świadomi młodzi ludzie, którzy dostrzegają różnicę między generowaną papką a prawdziwą ludzką ekspresją, nawet jeśli odbywa się ona przy wsparciu komputerów.
Nadal uważam, że istnieje istotna różnica między muzyką tworzoną przez człowieka, a tą wywodzącą się ze sztucznej inteligencji. Wielu ludziom trudno ją zauważyć, starsze pokolenie może myśleć, że ta chihuahua na filmiku w sukni ślubnej naprawdę wygłasza przemówienie polityczne. Piętnastolatek rozumie, że to fake. Młodzi są znacznie bardziej świadomi technologicznie niż my. Z drugiej strony naprawdę można się w tym "nowym świecie" łatwo pogubić.
Mówi się niekiedy, że powodem, dla którego np. w Nowym Jorku w latach 50-tych i 60-tych powstawało tyle świetnej muzyki był niski czynsz. Dzięki temu np. The Velvet Underground mogli wymyślić punk rock. Zmienili świat, bo mogli sobie pozwolić na to, by się spotykać i godzinami bawić się muzyką. Ta chęć spotkania i wspólnego tworzenia zanika i bardzo mnie to martwi.
Smuci mnie, że młodzi mogą za moment nie mieć ani narzędzi, by coś tworzyć, ani nawet punktu odniesienia, który sprawiłby, że będą chcieli coś robić w wolnym czasie. Mieć wolny czas. Mieć czas, by tworzyć.
The Strokes to świetny zespół, ale stworzony w większości przez bogate dzieciaki, które mogły pozwolić sobie na życie w Nowym Jorku dlatego, że były finansowo niezależne. W Stanach jest coraz gorzej i coraz drożej.
MUAM: To prawda, muzykę tworzy się wspólnie, jest wynikiem spotkań przyjaciół. Ale niestety możliwość kreatywnego działania też kosztuje....
Spike: Mieszkam w San Francisco, które przez ostatnie 30 lat stało się miejscem zaporowo drogim. W rezultacie grono potencjalnych współpracowników kurczy się z każdym rokiem – coraz trudniej o poważnie zaangażowane osoby, które nie szukają wymówek i są rzeczywiście dostępne. Ludzie przeprowadzają się na przedmieścia, oddalone o wiele godzin drogi, albo na drugi koniec kraju, by płacić niższy czynsz. Jest ciężko.
MUAM: Przyjeżdżasz z Gimmie Gimmes niedługo do Europy i zagrasz także w Polsce. Zastanawiałam się, czy skoro znasz tak wiele języków i w Japonii odważyłeś się powiedzieć coś po japońsku, czy może nie brałeś pod uwagę wykonania jakiejś polskiej piosenki? Mamy sporo hitów, które aż się proszą o zaprezentowanie ich w nowej wersji...
Spike: Myślałem o tym, ale języki takie jak holenderski, polski czy portugalski kompletnie mi nie wchodzą - gdybym spróbował coś powiedzieć, brzmiałoby to żałośnie. Śpiewałem piosenki po niemiecku, głównie dlatego, że większość z nich to w oryginale utwory anglojęzyczne, a moja niemiecka wymowa jest całkiem niezła. Niemiecki jest zabawny, ale Polacy – podobnie jak Holendrzy – raczej nie chcieliby słyszeć, jak śpiewam po niemiecku. (śmiech) Wszyscy za to kochają hiszpański i włoski.
Na pewno zagramy utwory z naszej najnowszej płyty „Shit The Bed”, których nigdy wcześniej nie wykonywaliśmy na żywo – będzie ich w setliście całkiem sporo. To dość osobliwe, bo zazwyczaj, gdy zespół prezentuje nowy materiał, publiczność wykorzystuje ten moment, by skoczyć po piwo albo do toalety. U nas jest inaczej - te piosenki i tak już znacie, słyszeliście je wcześniej – nie są one wcale nowe. Nowością jest jedynie nasz sposób ich prezentacji i motywy, które wplatamy w nasze punkowe kawałki.
MUAM: Przyjrzałam się tytułom z nadchodzącej płyty i zdecydowanie większość z nich jest znana. To piosenki np. z repertuaru Backstreet Boys czy Outkast.
Spike: Poprzednie wcielenie zespołu nigdy nie odważyłoby się sięgnąć po piosenkę Outkast, ale my bardzo chcieliśmy to zrobić. Dopóki nie usłyszałem gotowego nagrania, miałem wątpliwości – teraz to jeden z moich ulubionych kawałków na płycie. Myślę, że spodoba wam się też utwór, z którym go połączyliśmy.
Musi istnieć pewien ironiczny dystans między oryginałem a naszą wersją. Nigdy nie zrobimy coveru utworu punkowego czy rock’n’rollowego. To byłoby bardzo trudne, bo w zasadzie robilibyśmy to samo, co już gramy – w pewnym momencie stalibyśmy się po prostu zwykłym zespołem grającym po knajpach. Chociaż w sumie przecież i tak gramy w knajpach...
MUAM: Utwory, które bierzecie na warsztat, to takie, których w oryginale nie znosicie i wręcz nie możecie słuchać, prawda? Dlatego wymagają pewnego "ulepszenia"?
Spike: Zazwyczaj tak. Fundamentem chemii w naszym zespole jest właśnie branie na warsztat piosenek, których nienawidzę. Jeśli chodzi o pierwsze dwa albumy, to chyba nie lubię żadnego z oryginalnych utworów. Cały sekret polega na tym, że siłą zaciągam taką piosenkę – wierzgającą i krzyczącą – w stronę stylistyki, z którą mogę się utożsamić i która sprawia mi przyjemność.
MUAM: Tak myślałam. Bardzo dziękuję Ci za to spotkanie, wiele się dowiedziałam! Życzę Ci wspaniałej podróży po Europie, dużo serdecznych i pozytywnych reakcji, ale jednocześnie mam nadzieję, że publiczność wybuczy was na tyle, że sprzedacie odpowiednią liczbę koszulek i będzie przy tym dużo śmiechu! Wszystkiego dobrego i do zobaczenia w Polsce!
Spike: Dzięki, doceniam to! Oczywiście z dozą ironii😊 Trzymaj się!
Spike And The Gimmie Gimmes przyjadą do Warszawy 8.11 i zagrają w Proximie. Na koncert zaprasza Winiary Bookings. Więcej informacji i bilety tu: https://winiarybookings.pl/wydarzenie/spike-and-the-gimme-gimmes-w1n1ary-warszawa-listopad-2026

