środa, 21 stycznia 2026

Austra: gdybym skupiła się na mediach społecznościowych, nie miałabym czasu tworzyć muzyki

Operowy, odważny, potężny głos, muzyka, która sprawia, że nogi rwą się do tańca, a do tego uniwersalne przesłanie -  Katie Stelmanis wróciła z piątym albumem projektu Austra, na którym zawiesza poprzeczkę bardzo wysoko. Rozlicza się z osobistymi doświadczeniami, poprzez pulsujące rytmy opowiadając o rozpaczy, zagubieniu, potrzebie przepracowania trudnych emocji. Kontrasty i sprzeczności sprawiają, że to niezwykle wciągająca muzyka - taka, obok której nie da się przejść obojętnie. Porozmawiałam z artystką tuż po rozpoczęciu trasy promującej "Chin Up Buttercup" - nie tylko o muzyce i emocjach z nią związanych, ale również o filmie, tańcu oraz o tym, co sprawia, że naprawdę jesteśmy szczęśliwi. 

 

Austra, fot. Tess Roby

 

Między Uchem A Mózgiem: Podróżujesz właśnie po Stanach Zjednoczonych, promując swój nowy, fantastyczny piąty album. Jak się czujesz?

Katie Stelmanis, Austra: Jestem teraz w Chicago, wczoraj mieliśmy chwilkę oddechu, dziś wieczorem gramy. Mamy bardzo napięty grafik.

 

MUAM: Jakie to uczucie wrócić na scenę po ośmioletniej przerwie? 

Austra: Szczerze? Byłam tym powrotem na scenę bardzo zestresowana, martwiłam się tym, jak będzie, że może nie podołam, ale muszę przyznać, że jest w porządku. Osoby, z którymi podróżuję dbają o nasz wspólny komfort, o to, by zapewnić możliwie najwięcej chwil odpoczynku (śmiech). Jest naprawdę dobrze! 

 

MUAM: Bardzo miło to słyszeć! Nie mogę się doczekać europejskiej odsłony trasy. Chciałam Ci podziękować za "Chin Up Buttercup", za to, że dzielisz się tak osobistą historią. Ta płyta skłania do refleksji, a jednocześnie niesie wiele uśmiechu. Bardzo mnie poruszyła. W czasach szybkich, chwilowych wiadomości i zalewu sztucznością coraz trudniej znaleźć coś tak szczerego. Z pewnością nie było Ci łatwo stworzyć ten materiał bazując na osobistej perspektywie...

Austra: Dziękuję! To prawda, lekko nie było, ale w trakcie prac nad tym materiałem praktycznie nie miałam wyboru - ten potok emocji wydostawał się ze mnie naturalnie. Jeśli teoretycznie chciałabym stworzyć coś nieco mniej eksponującego moją osobę, taką strefę, w której czułabym się bardziej komfortowo, takiej możliwości nie było. Po prostu nie byłam w stanie pisać o niczym innym. Pozostało mi tylko podzielić się tymi przemyśleniami ze światem. Było to nie lada wyzwanie, dlatego bardzo doceniam fakt, że ten album przemówił do ludzi. To pozwala mi wierzyć w to, że nie zwariowałam (śmiech). 



MUAM: Uważam, że każdy z nas powinien mieć prawo wyrażać to, co czuje i powinien mieć ku temu przestrzeń. Społeczeństwo niestety jednak wywiera na nas presję pozytywnego myślenia i uśmiechania się niezależnie od sytuacji...

Austra: Dokładnie! Odczułam to wyraźnie podczas nagrań tego albumu. Ludzie brną do ciebie, gdy odnosisz sukcesy, gdy wszystko jest dobrze. Gdy jest odwrotnie, twoja obecność staje się dla nich niekomfortowa, co tylko pogarsza sprawę. Uświadomiłam sobie też, że większość ludzi nie ma tak naprawdę narzędzi, które pomagają im radzić sobie z trudnymi emocjami. 




MUAM: No właśnie... smutek i trudne emocje to przecież nieodłączna część naszego życia. Każdy doświadcza momentów wzlotów i rozpaczy. Słuchając tej muzyki zastanawiałam się też nad tym, co tak naprawdę znaczy odczuwać szczęście. Jak myślisz?

Austra: Rozmyślałam nad tym zagadnieniem bardzo intensywnie w ciągu ostatnich pięciu lat. Zmagałam się z emocjonalnymi perturbacjami. Wyznaczamy sobie cele, których osiągnięcie, jak mniemamy sprawią, że będziemy szczęśliwi. Takie konkretne punkty do zrealizowania, które mają przynieść nam spełnienie. Zaobserwowałam jednak, że ich osiągnięcie wcale nie sprawia, że czujemy się lepiej. Wtedy dotarło do mnie, że w moim przypadku chodzi o coś zupełnie innego - o drobne rzeczy, które się realizuje na co dzień, o ludzi, którzy są obok mnie każdego dnia, o to, z kim spędzam czas - właśnie to wprawia w dobry nastrój. Szczęście dają mi np. praca w ogrodzie, gotowanie, spotkania z bliskimi przyjaciółmi. Nie chodzi o wyścig po Nagrodę Nobla - to tak nie działa. Trzeba ustalić priorytety nieco inaczej - żyć chwilą, doceniać każdy moment. 

 

MUAM: Masz całkowitą rację! A czy tworzenie i granie muzyki sprawia, że czujesz się szczęśliwa?

Austra: Tak, na szczęście wciąż cieszę się muzyką. Mimo że przemysł muzyczny potrafi dopiec, aktywne komponowanie jest wciąż jedną z tych rzeczy, które sprawiają mi radość. Kocham dbać o ogród, uwielbiam robić spaghetti z sosem pomidorowym, ale też z przyjemnością tworzę muzykę. Spędzam wiele godzin grając na klawiszach i komponując - czuję się wtedy szczęśliwa. 

 

MUAM: Proces nagrywania "Chin Up Buttercup" różnił się nieco od rejestracji Twoich poprzednich albumów. Czytałam, że wpływ na ostateczny kształt płyty miała wymiana pomysłów z innymi ludźmi, a także jam sessions. Jak te współprace wpłynęły na Twoje postrzeganie muzyki i twórcze pomysły?

Austra: Jam sessions znacząco wpłynęły na kształt mojego poprzedniego albumu "Hidruin" wydanego w 2020 roku, gdzie współpracowałam z innymi artystami, zaprosiłam kilka osób do współpracy i razem nagrywaliśmy. Proces powstawania "Chin Up Buttercup" był bardziej zwarty - większość zarejestrowałam wspólnie z producentem Kieranem Adamsem. Wysyłaliśmy sobie wzajemnie pomysły. Rzadko kiedy byłam w pokoju z kimś jeszcze. Zwykle pracuję sama w swoim studiu i rozmawiam z ludźmi na odległość, przeważnie jest to proces bardzo odizolowany. To ciekawe, bo cały ten proces wydaje się być bardzo otwarty i ekspansywny, a jednak w moim przypadku dominuje minimalizm. 

 

MUAM: Niedawno pojawił się w sieci suplement do płyty w postaci krótkometrażowego filmu. Bardzo podoba mi się jego nostalgiczna aura. Niektóre kadry przywodzą na myśl mieszkanie mojej babci, znajomo wygląda też auto z odtwarzaczem CD. Fajnie podkreśliłaś tu albumową historię, dodając jej nowego wymiaru. Skąd pojawił się pomysł na ten film? 

Austra: To moje auto (śmiech), a pomieszczenie to chatka mojej rodziny, znajdująca się na północ od Toronto. Cały ten film to dziwaczna kapsuła czasu. Akcja toczy się w małych kanadyjskich miasteczkach na północy. Gdy wchodziliśmy do kręgielni dziwnie na nas patrzyli. Pozwolili filmować, jak powiedzieliśmy, że nagrywamy na Tik Toka. Nie oglądałam tego filmu odkąd go ukończyliśmy. Wiem, że to wartościowe dzieło, ale to dla mnie za dużo. Po prostu nie mogę na to patrzeć (śmiech). 




MUAM: Fantastycznie jest mieć tę możliwość słuchania płyt w samochodzie! To w dzisiejszym świecie bardzo rzadkie, większość z nas korzysta już ze streamingu, także podczas jazdy. Wracając do filmów - to nie jest Twój pierwszy kontakt z tą formą sztuki. W 2023 roku ukazał się "Swan Song" z Twoją autorską ścieżką dźwiękową, zainspirowaną "Jeziorem Łabędzim" Czajkowskiego. 

Austra: Tak, napisałam trochę muzyki filmowej, bardzo lubię to robić, bo ta forma sztuki nie skupia się bezpośrednio na mojej osobie. Czuję wtedy ulgę, że to nie jest o mnie i bezpośrednio mnie nie dotyczy. Aktorstwo sprawia, że czuję się zbyt wyeksponowana, bezbronna. Gdy komponuję, jestem niewidzialna, mogę pracować w studiu anonimowo, wspierać pracę innej osoby, co jest równie satysfakcjonujące, jak tworzenie własnych rzeczy i niesie kreatywne spełnienie. 


MUAM: W pełni rozumiem, co masz na myśli. A czy myślałaś może o pisaniu muzyki do spektakli np. teatru tańca? W Twojej muzyce ten element taneczny jest silnie zaznaczony, niekiedy kluczowy...

Austra: Tak, oczywiście, już podejmowałam takie działania. Tak zaczynałam przygodę z muzyką. Gdy miałam dwadzieścia-kilka lat pisałam muzykę dla przyjaciół, którzy byli artystami performatywnymi, tancerzami, aktorami. Tworzyłam też filmy krótkometrażowe. Komputerową, elektroniczną muzykę zaczęłam tworzyć dlatego, że chciałam komponować muzykę filmową. Potrzebowałam w tym celu sampli, głównie orkiestrowych i tak to się zaczęło. Nie planowałam nagrywać muzyki klubowej, ale korzystanie z syntezatorów, z brzmień midi zaprowadziło mnie na alternatywną ścieżkę. 


MUAM: Czyli poniekąd budujesz teraz pomost między swoimi początkami, a tym, co przed Tobą. Czy sam taniec jest dla Ciebie równie istotny, jak dźwięki, które do niego skłaniają? Lubisz tańczyć?

Austra: Jest w moich dźwiękach faktycznie jakaś fizyczność. Grając koncerty lubię, gdy na sali jest dużo energii. Nie przepadam za koncertami w teatrach, właściwie prawie takich nie gram. Lubię być w pomieszczeniach, w których ludzie poruszają się do muzyki, w których tworzy się nastrój, klimat. Wciąż gram na koncertach kilka kawałków z mojej debiutanckiej płyty, bo świetnie sprawdzają się w generowaniu tej dobrej energii. Tworząc "Chin Up Buttercup" zależało mi, by napisać album, który obroni się na żywo, przede wszystkim dlatego, że z powodu pandemii nie miałam możliwości ruszyć w trasę z "Hidruin". Po tygodniu w trasie mogę z ulgą przyznać, że udało się to zadanie zrealizować. Nowe piosenki podobają się publiczności, ludzie chętnie do nich tańczą. W Cleveland byli bardzo energetyczni, mam nadzieję, że jeszcze bardziej entuzjastycznie zareagują w Europie! 



MUAM: Jestem pewna, że energii nie zabraknie. Wspomniałaś o pandemii - to był przełomowy moment dla branży muzycznej. Zauważyłam, że w ciągu ostatnich 5 lat wiele zmieniło się w przemyśle muzycznym. Jak to wygląda z Twojej perspektywy? Też dostrzegasz, że jest inaczej?

Austra: Jest zupełnie inaczej. W ciągu ostatnich pięciu lat znacznie nasiliła się presja aktywności w mediach społecznościowych. Byłam świadoma już wcześniej, że to może być istotne, ale to kolejny ogrom pracy do zrealizowania. Ilość rzeczy do wykonania, by być naprawdę widocznym i aktywnym w mediach społecznościowych jest jak wykonywanie kolejnego zawodu. Gdybym skupiła się w pełni na tym, nie miałabym czasu komponować i nagrywać. Mam kłopot, by to pogodzić. Wiesz - albo skupiasz się na tym, by stworzyć możliwie najlepszą muzykę, na jaką cię stać, albo wkładasz wszystkie siły w to, by być obecną na tych wszystkich platformach. 

Nie wierzę też w to, że media społecznościowe w obecnym kształcie przetrwają w kolejnych latach - myślę, że one będą stale się zmieniały. Niektóre rzeczy, które istniały kilka lat temu, właściwie już nie działają. Dlatego też nie chcę poświęcać energii na coś, co jest nietrwałe, w co nie wierzę. Muzyka jest wieczna. Jak już ją stworzysz, będzie istniała. Starałam się zaprezentować jak najlepiej w mediach społecznościowych, zainwestowałam w to dużo czasu, pracowałam ciężko, w wyniku czego przez miesiące nie byłam w stanie tworzyć muzyki i nie czułam się z tym dobrze. Zdecydowanie muszę znaleźć równowagę między tymi aktywnościami, by być w stanie zamieszczać to, do czego jestem zobowiązana, pamiętając jednocześnie, że moim zawodem jest bycie artystką. Muzyka przetrwa, a ja będę kontynuować jej tworzenie, bo sprawia mi to radość i w tym się spełniam. Nie chcę wrzucać wszystkiego to tego gigantycznego worka, jakim są społecznościowe platformy. 

 


MUAM: Zdecydowanie się zgadzam - inwestowanie czasu w tworzenie jest znacznie cenniejsze niż przeglądanie social mediów. To ma zdecydowanie większą wartość dla osób, którym na sztuce zależy, których muzyka jeszcze obchodzi. Czy będąc artystką jesteś jednocześnie nadal fanką muzyki? Znajdujesz czas, by słuchać i odkrywać nowe rzeczy?

Austra:  Oczywiście, słucham muzyki bardzo często. Gdy jestem w domu, sięgam głównie po albumy. Mam stary odtwarzacz z lat siedemdziesiątych i duże głośniki  - na tym sprzęcie odtwarzam płyty, które powstały jeszcze przed czasami streamingu, przed erą cyfrową. Słuchanie w tych okolicznościach nowych winyli nie daje aż takiej różnicy, jak wersje cyfrowe, ale gdy słucha się na tych głośnikach płyt, nagrywanych na starych taśmach ma się wrażenie, jakby było się z artystami w tym samym pomieszczeniu. W ostatnich latach nałogowo kupuję stare płyty z muzyką klasyczną, które sprzedawane są za grosze i których nikt nie chce. Można znaleźć na nich naprawdę rewelacyjne dźwięki, bardzo cenny repertuar. Na tym zabytkowym sprzęcie słucha się tego po prostu fenomenalnie. 


MUAM: To musi być wspaniałe doświadczenie - bardzo prawdziwe, unikalne i wartościowe. W dzisiejszych czasach mało kto kupuje już płyty - ludzie odtwarzają na platformach piosenki, playlisty, rzadko sięgają po całe albumy. Tymczasem sam fakt posiadania płyty, możliwość fizycznego kontaktu z nią jako formą sztuki jest niezwykłym przeżyciem. 

Austra: Streaming kompletnie nie rezonuje z muzyką klasyczną i z jazzem. Algorytmy tych platform skupiają się na wykonawcy i proponowaniu jego dokonań, szeregując je pod kątem popularności. Tymczasem w jazzie i muzyce klasycznej artyści sięgają często po dorobek innych twórców, występują gościnnie na różnych albumach, co kompletnie nie pasuje do algorytmu. To studnia bez dna i tej muzyki w takiej formie nie da się ani znaleźć, ani słuchać. Gdy wpiszesz w wyszukiwarkę takiego serwisu np. Mozarta, wyskoczy ci 10 najczęściej odtwarzanych utworów czy ich fragmentów, które stworzył w swojej karierze. Oczywiście nie tego szukam. Chcąc dotrzeć do różnych interpretacji, do historii, chcąc posłuchać albumu w całości potrzebujemy konkretnej płyty, konkretnego dzieła. Płyty z muzyką klasyczną są nagrywane z ogromną starannością, z dbałością o detale. Uważam, że trzeba ich słuchać z szacunkiem. 


MUAM: Pełna zgoda, i nie tylko w kwestii muzyki klasycznej, ale muzyki w ogóle. Tym, co jest jeszcze ważne w doświadczaniu muzyki jako całości są okładki płyt, które w wersji fizycznej niosą dodatkowy przekaz i są niekiedy same w sobie dziełami sztuki. Okładka do "Chin Up Buttercup" bardzo mnie zaintrygowała - jest bardzo emocjonalna, minimalistyczna, pasująca do całości. Opowiesz mi jak powstało to zdjęcie? 

Austra: Zainspirowały je... media społecznościowe (śmiech) Są różne trendy na YouTube i TikToku, ale przede wszystkim królują wśród nich poradniki makijażowe. Jest tego tak dużo, że można znaleźć właściwie wszystko, także to, co wydaje się totalnie zwariowane. Mnóstwo ludzi pokazuje, jak robić makijaż imitujący płacz, są też takie imitujące chorobę, jest makijaż na zimne dni i wiele innych, na dowolną okoliczność. Ten "płaczący" bardzo pasuje do albumowej historii i postanowiłam po niego sięgnąć - nałożyliśmy więc te łzy, podkreśliliśmy te "spuchnięte" miejsca, dodaliśmy czerwień i wszystko, co w tym poradniku było i zrobiliśmy serię zdjęć. Wybraliśmy te, które najbardziej oddawały charakter płyty i te kontrasty. 


MUAM: Tego się nie spodziewałam (śmiech). To świetny pomysł, bardzo trafnie oddający ducha albumu. Dzięki piękne za Twój czas, to była prawdziwa przyjemność. Udanej trasy i do zobaczenia w Polsce!  

Austra: Dzięki za spotkanie, do zobaczenia! 





 "Chin Up Buttercup", piąty album Austry, ukazał się 14 listopada 2025 nakładem Domino Records. 

 Albumu możecie posłuchać tu: https://austra.bandcamp.com/album/chin-up-buttercup

Wersję fizyczną znajdziecie w sklepie Sonic Records, na www.sonicrecords.pl

Więcej o albumie tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2025/12/gowa-do-gory-chodz-potanczyc-o-nowej.html 

O poszczególnych utworach z płyty możecie posłuchać tu: https://www.youtube.com/watch?v=ovyjsBAZWDM 

Okazja, by posłuchać tej muzyki na żywo już niedługo - 13 marca 2026 artystka wystąpi w warszawskiej Hydrozagadce. Na koncert zaprasza Fource Poland, a bilety znajdziecie na www.fource.pl