sobota, 4 kwietnia 2026

Doodseskader: "współczesny świat" to więzienie dla umysłu i duszy

Szczerość, energia, odwaga, by mówić bez ogródek o tym, co się czuje. Tim De Gieter i Sigfired Burroughs współtworzący belgijski duet Doodseskader wracają z nową, szczerą i bardzo osobistą płytą, balansującą na pograniczu hardcore'owo-metalowej hałaśliwości i hip-hopowej bezpośredniości. Nagraną wprost, bez kompromisów, skłaniającą do refleksji - z bardzo trafnymi, pełnymi przewrotności tekstami komentującymi otaczającą rzeczywistość. To strzał w twarz, który budzi z trybu zombie i skłania, by coś w swoim życiu zmienić, przewartościować, by na serio zacząć żyć. 

Rozmawiamy o współczesności - o życiu zdominowanym przez aplikacje, streaming i media społecznościowe. O tym, jak się w tym nie pogubić, nie stracić głowy i pozostać sobą oraz o tym, jak ważną rolę pełni w życiu sztuka. 

 

Doodseskader w warszawskiej Proximie, fot. A.Wojcińska

 

Między Uchem A Mózgiem: Streaming, media społecznościowe, natychmiastowy napływ informacji, subskrypcje, aplikacje na praktycznie każdą aktywność - tak w telegraficznym skrócie wygląda współczesna rzeczywistość (z moich obserwacji). Ten ciągły natłok informacji i oczekiwanie zaangażowania sprawiają, że czujemy się wykończeni, przytłoczeni, przebodźcowani. Czy tylko ja tak to odbieram i tak tego świata doświadczam, czy czujecie się w jakiś sposób podobnie? Jak sobie radzicie z tą współczesnością?

Tim De Gieter, Doodseskader:  Zdecydowanie nie są to wyłącznie twoje odczucia i szczerze mówiąc średnio sobie radzę z tym "nowym światem". Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które styka się z tym „nowym sposobem życia”, a jego wpływ na nasze funkcjonowanie prawdopodobnie odkryjemy dopiero wtedy, gdy będzie już za późno na powrót do stanu sprzed zmian.

Nie ma w tym wszystkim zbyt wiele pozytywów i zastanawiam się, kiedy negatywne rzeczy w końcu staną się na tyle widoczne, by ludzie zaczęli się sprzeciwiać. Można odnieść wrażenie, że zwabiono nas obietnicą bliższej więzi ze sobą i bardziej kolorowego życia, a ostatecznie wygląda to tak, jakby ludzie zostali wprowadzeni w stan psychicznej śpiączki - bezmyślnie pochłaniają ścieki, stając się coraz bardziej obojętni zarówno na stan świata, jak i na kondycję samych siebie.

Sztuka została sprowadzona do gry liczbowej, z dnia na dzień oddalamy się od siebie, wszystko stało się niekończącym się wyścigiem szczurów, a horror tego, co ludzie sobie nawzajem robią, jest wciskany w 30-sekundowe fragmenty, które następnie zalewają mózg rzekami zgnilizny, żeby umysł mógł sobie z tym poradzić i zapomnieć, że za tym wszystkim kryje się prawdziwe ludzkie cierpienie. Ten „współczesny świat” to obrzydliwość, więzienie dla umysłu i duszy. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.



MUAM: Mocne słowa i bardzo prawdziwe. Żyjąc w internetowych realiach, będąc bombardowanym nieustannym napływem informacji nie można już mieć pewności, co z tego wszystkiego jest prawdą, a co niekoniecznie. Gdy czerpie się informacje z mediów społecznościowych, bardzo ciężko jest zweryfikować źródło ich pochodzenia. Co jest w dzisiejszych czasach prawdziwe?

Tim: Prawdą jest, że jako gatunek żałośnie zawiedliśmy w próbach zrozumienia, jaki jest nasz cel w życiu i jakie jest nasze miejsce w tym rozległym wszechświecie. Jestem pokornym głupcem, błaznem grającym piosenki, podczas gdy świat płonie. Co ja wiem? Prawda, której pragnie większość ludzi, to taka, która mnie nie interesuje, ponieważ często sprowadza się do wskazywania palcami.

Prawda, której szukam, nie pochodzi z mediów społecznościowych; jest ukształtowana przez moje własne doświadczenia, moje niekończące się poszukiwania i moje niezachwiane przekonanie, że wszyscy zostaliśmy stworzeni do wolności i powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby wszyscy mogli jej doświadczać i dzielić się nią z innymi w jak największym stopniu. 

Moja prawda jest taka, że ​​więcej nas łączy niż dzieli. Że zadawanie innym cierpienia dla własnej korzyści, pragnień lub poglądów jest prawdziwie złe. Że miłość jest jedyną rzeczą, która istnieje i nie powinna być krępowana ani podporządkowywana zestawowi zasad. A co najważniejsze - prawda jest taka, że nic nie wiem. Jestem idiotą. Ale będę się uczyć i szukać dalej, aż moje ciało w końcu zdecyduje, że poświęciłem na to już wystarczająco dużo czasu.



MUAM: Szukając odpowiedzi na powyższe pytanie pierwszą rzeczą, o której pomyślałam była sztuka, ale w dzisiejszych czasach, gdy stery także w tej bardzo osobistej, ważnej dziedzinie przejmuje sztuczna inteligencja, nie mam już tej pewności. Jak postrzegasz AI?

Tim: Witam sztuczną inteligencję i zapraszam, by pokazała, do czego jest zdolna. Niech uwolni świat od tych wszystkich gównianych artystów i przypomni im, że droga, którą podążają, jest pełna miłości do siebie, ale nie do sztuki.

Jaka jest różnica między „proszę, stwórz piosenkę, która brzmi jak [wstaw nazwę zespołu] o [wstaw temat]” a spotkaniem pięciu facetów bez żadnej artystycznej tożsamości i powiedzeniem „stwórzmy zespół, który brzmi dokładnie jak [wstaw nazwę zespołu] i napiszmy piosenkę o [wstaw temat]”, a potem wytwórnia płytowa podpisze z nimi kontrakt, bo wiedzą, że sprzedadzą to gówno publiczności, która będzie chciała za to zapłacić, bo przecież kupili już ostatnią płytę [wstaw nazwę zespołu]?

To jak budowanie Burger Kinga obok McDonalda. Dlatego wszystkie te duże wytwórnie jako pierwsze wskakują do pociągu sztucznej inteligencji i zrzucają wszystkich swoich „artystów” na dno. Sztukę i ekspresję mają gdzieś. Chodzi o pieniądze, pracę i karierę. Nadszedł czas, aby to wszystko wreszcie się skończyło i aby ludzie znów szaleńczo zakochali się w kreatywności i sztuce jako formie komunikacji. Aby pokazać, że nie da się przewidzieć, co człowiek może wymyślić. W przypadku algorytmów możliwa jest jedynie replikacja tych pomysłów. 

 

Tim De Gieter w warszawskiej Proximie, fot. A.Wojcińska 

MUAM: W Doodseskader tworzycie prawdziwą sztukę, przestrzeń dla szczerości i bycia w porządku wobec siebie samych - będąc wśród najbliższych przyjaciół i działając wspólnie, można zdziałać najwięcej wspaniałych rzeczy. Jak opisałbyś waszą przyjaźń?

Tim: Myślę, że oboje staramy się na swój sposób wspierać się nawzajem i dawać sobie przestrzeń, żeby móc oddychać, dlatego muzycznie możemy robić to, co robimy. Jak w każdej przyjaźni, są łatwe i trudne chwile. Nie będę cię przekonywać, że to wszystko sen, że każdego dnia jest wspaniale, bo to nie tylko byłoby nieuczciwe, ale też nie pokazywałoby prawdziwej natury żadnego wspaniałego związku.

To wtedy, gdy walczysz i wychodzisz z tego obronną ręką, patrzysz na siebie nawzajem i mówisz: „Wciąż kocham cię tak samo mocno”, związek i więź się sprawdzają. W ciągu ostatnich kilku lat widzieliśmy wiele złego, ponieważ aspekt organizacyjny zespołu wiązał się z wieloma wyzwaniami i trudnościami. W życiu osobistym mieliśmy też kilka dość burzliwych lat, ale spójrz na nas - to nie jest zwykła przyjaźń, w której akurat lubicie te same zespoły albo oglądacie te same filmy i tyle. To zupełnie inny poziom zaangażowania. Prawdziwa miłość.

 

MUAM: Tak, łączy was szczególna, wspaniała więź!  Opisujecie wyżej wspomniane wyzwania współczesnego życia na nowym, doskonałym albumie "The Change Is Me". Słuchając tej muzyki sporo myślałam, a frazy takie jak "cierpienie w technikolorze" czy powtarzane jak mantra "żyj, kochaj, śmiej się" pięknie podsumowują i puentują te rozważania. Skąd pomysł na taką tematykę?

Tim: W okresie dorastania i na początku dwudziestki, powiedziałbym, że gubiłem się w morzu gówna i większość czasu, aż do teraz, spędzałem, próbując odwrócić skutki, jakie ten okres wywarł na moje funkcjonowanie i wizerunek. W wieku trzydziestu lat zrozumiałem, że tak naprawdę pragnę jedynie zatrzymać jedyną część mnie, o której wiem, że jest „naprawdę mną”, bo zawsze była mi bliska - moją dziecięcą ciekawość, tęsknotę za przygodami i relacjami, miłość do każdego i wszystkiego wokół, która zdaje się nie mieć końca.

Jednak teraz codziennie towarzyszy mi to okropne uczucie, że nie mogę znaleźć swojego miejsca na tym świecie. Nie czuję się tu swobodnie, nie rozumiem go i nie chcę rozumieć, więc co mam teraz zrobić z tym życiem? Ten świat nie został stworzony dla cudów, przygód, więzi ani miłości. Karmi nienawiść i obojętność. Szepcze, że jedynym sposobem, by dostrzec to, czego pragnę, jest porzucenie moich ideałów i stanie się skorupą taką jak ci wokół mnie. To bezpieczna przystań dla pedofilów i podżegaczy wojennych. Faworyzuje dwulicowych, chwali tych, którzy wolą pięść od otwartych ramion.

A tymczasem, gdy pójdziesz do dowolnego marketu, wciąż będą ci wciskać to społeczne marzenie. Wakacje. Domy pełne są cytatów w stylu „żyj, kochaj, śmiej się”, „każdy dzień to kolejny dar”. Ciężka praca zawsze się opłaca. Każdy ma szanse (a może jednak nie?). Życie jest niesamowite. Ale gdzie jest to magiczne miejsce, w którym mogę żyć, kochać i śmiać się? Czy to tuż za rogiem, gdzie popełniliście kilka ludobójstw, czy muszę wziąć taksówkę powietrzną i wydać tysiące, żeby się tam dostać?

Co to w ogóle jest za życie? Poza tą jaskrawo kolorową wersją cierpienia, którą możesz oglądać? Chciałbym cofnąć się do czasów, kiedy marzyłem o dorosłym życiu, ale z drugiej strony mam w sobie silny ogień, który nie chce zaakceptować, że to już koniec, „bo tak po prostu jest”. Wszyscy zasługujemy na coś lepszego. Nadal wierzę, że możemy zdziałać więcej.

I tak balansuję na granicy przepaści, poruszając się między nienawiścią i odrazą do tego życia, które mnie pochłania, aż w końcu nie daję rady tego znieść, a moim sercem które z jakiegoś powodu zdaje się wciąż być przepełnione miłością i nadzieją na coś więcej. To jest w zasadzie główny motyw tych piosenek i całego albumu.



MUAM: Już sam tytuł "The Change Is Me" (Zmiana to ja - tłum.) skłania do kolejnej refleksji, ponieważ ma głębokie, wielowymiarowe znaczenie – nie tylko ze względu na to, że człowiek może coś zmienić i uczynić świat lepszym (lub gorszym 😊), ale także, że aby cokolwiek zmienić, powinniśmy zacząć od siebie, przyglądając się głębiej temu, jacy jesteśmy i co robimy. Który kierunek skojarzeń jest tu bardziej właściwy ? Czy sama zmiana jest czymś dobrym, czy niekoniecznie?

Tim: może być źle, jeśli wyciągasz błędne wnioski, ale jeśli zmiana w Tobie jest motywowana chęcią „robienia czegoś lepiej” lub „bycia lepszym”, można ją tylko pochwalić. Zmiana jest stała – zanim pomyślisz „naprawdę muszę się zmienić”, zmiana w zasadzie już się wydarzyła, po prostu przeszedłeś ze stanu akceptacji do czegoś innego.

Dla mnie wiele z tego, jak postrzegamy rzeczy, jest czarno-białe – albo jesteśmy gąsienicą, albo motylem, ale w rzeczywistości rodzimy się jako gąsienica, spędzamy całe życie w kokonie i dopiero po opuszczeniu tej Ziemi ewoluujemy do naszej ostatecznej formy. Jest wielka siła w świadomości, że możesz mieć wpływ i że każdego dnia, raz po raz, możesz wybierać zarówno to, kim jesteś, jak i jaki wpływ chcesz wywrzeć. Z drugiej strony powinieneś być dla siebie łagodny i wiedzieć, że nawet jeśli możesz czuć, że robisz tylko małe kroki lub „jeszcze się nie zmieniłeś/zmieniłaś wystarczająco”, jesteś wystarczający. Podejmowanie prób wystarczy. Zmiana już tu jest; już zaszła, to nie jakieś wielkie wydarzenie. To wszystkie twoje małe kroki, wszystkie długie dni. To ty. Właśnie teraz.


Sigfried Burrows, Doodseskader, fot. A.Wojcińska

MUAM: Ten dziwny, nowy świat w pewien sposób opiera się na kulturze celebrytów (naprawdę trafne określenie) – każdy chce być widziany, sławny. Wpływać na innych. Media społecznościowe podsycają iluzję, że każdy może to zrobić i być „kimś”. Prawda jest taka, że ​​podążając tą ścieżką, ludzie stają się do siebie podobni (prawdopodobnie kopiując również cudze błędy i złe wybory). Czy nie lepiej pozostać sobą? Jak być sobą we współczesnym świecie i się w tym wszystkim nie pogubić, nie stracić głowy?

Tim: Szczerze mówiąc, czuję się, jakbym już stracił rozum tysiąc razy. Najważniejsze jest to, że musimy pozbyć się przekonania, że ​​potrzebujemy akceptacji wielu osób, aby mieć życie „warte czegoś” lub że istnieje potrzeba, aby ludzie tworzyli platformę dla wszystkiego, co robią lub co lubią.

Nie wszystko musi być realizowane ani spieniężane, a ty i twoje życie nie jesteście produktami, które można tylko konsumować. Pieniądze i status nic nie znaczą. Służebność jest wszystkim. Jeśli czujesz, że tracisz siebie, zrób coś dla kogoś innego. Przypadkowy akt dobroci. Zdziwisz się, jak szybko poczujesz się znowu żywy, zamiast tkwić w stanie zombie, w którym wszyscy nieustannie się znajdujemy.

 

MUAM: Problem nie jest nowy - zmieniła się jedynie jego forma (przed erą internetową ludzie podziwiali gwiazdy w telewizji i chcieli być jak ci sławni ludzie), ale oglądanie tego w mediach społecznościowych sprawia, że ​​wszystko staje się bardziej intensywne i „naturalnie” prowadzi do okropnej praktyki – ciągłej potrzeby porównywania się z innymi, z tym, co widzisz w internecie. Jak sobie radzić z nadmiernym myśleniem i porównaniami?

Tim: To bardzo proste. Całkowicie się odłącz. Odizoluj się. Przeczytaj książkę. Spróbuj prowadzić głębokie rozmowy z przyjaciółmi zamiast powierzchownych pogawędek. Spróbuj sformułować, co dla ciebie znaczy życie i śmierć. Spróbuj zrozumieć, co było przedtem i co będzie potem. Spróbuj dostrzec, jak małe i bezsensowne jest czyjeś życie w szerszej perspektywie. Następnie spróbuj dostrzec, jak życie, które może wydawać się najbardziej bezsensowne w wielkim schemacie lub według standardów społecznych, może być w rzeczywistości najbardziej znaczące dla innego człowieka (lub zwierzęcia, albo…).

A teraz powiedz mi, dlaczego stawiamy na piedestale tych ludzi, których ciała są pełne plastiku, mózgi pełne powietrza, a kieszenie wypełnione cierpieniem innych? Dlaczego chcesz być taki jak oni? Oni się nie liczą. Ja też nie. Ty też nie. Ale każdy z nas ma szansę, by być znaczącym na swój sposób. Oni promują pustkę. Teraz nadszedł czas, by znaleźć swoją drogę i mam tylko nadzieję, że przyniesie ona zarówno tobie, jak i otaczającym cię ludziom ciepło, którego wszyscy szukamy.



MUAM: Pięknie to ująłeś. Czułeś się kiedyś oszukany przez te reklamy w mediach społecznościowych?

Tim: Oj nieustannie tak się czuję! 

 

MUAM: Nowa płyta jest rewelacyjna - sposób, w który łączycie hip-hopowe rytmy z elektroniką i energią muzyki metalowej buduje opowieść o potężnym ładunku emocjonalnym. Jak ukształtował się ten pomysł na brzmienie?

Tim: Samoczynnie, naturalnie - nigdy tak naprawdę nie nakreślamy tego kierunku artystycznego ani nie mówimy: „powinniśmy stworzyć piosenkę, która jest…”. Po prostu siadamy i zaczynamy grać, pozwalając muzyce samej się ukształtować. To jak rozmowa; mówisz o tym, co jest dla ciebie najważniejsze w danym momencie, a to, jak to wyjdzie, zależy od twojego stanu emocjonalnego. Muzyka może działać dokładnie tak samo, jeśli nie narzucasz żadnych barier ani ograniczeń.

Tim De Gieter w warszawskiej Proximie, fot. A.Wojcińska 



MUAM: Tak czułam. Trzeci rozdział Doodseskader w porównaniu z poprzednimi jest bardziej hip-hopowy niż hardcore'owo-metalowy, ale energia się nie zmieniła - nadal jest równie potężna. Liczą się przede wszystkim emocje. Co łączy te artystyczne przestrzenie? Co jest takiego w hip-hopie, czego nie ma w metalu i odwrotnie?

Tim: To trochę jak pytanie: „Co łączy francuski i angielski”? Kilka słów, kilka dźwięków, oba oferują ekspresję i komunikację. Tym, co je łączy, są ludzie. Społeczność. Jeden mówi jednym językiem, drugi drugim. Ale tak naprawdę liczy się to, że każdy z nich łączy ludzi, którzy odnajdują poczucie przynależności lub zrozumienia w brzmieniu i słowach.

A w kwestii tej drugiej strony można zapytać, co jest takiego w musie jabłkowym, czego nie ma w pomidorowym :) 

 

MUAM: Właściwie racja. Każda z tych przestrzeni ma swoją społeczność i właściwości, które mogą się przenikać, a jednocześnie są same w sobie unikalne i pozwalają na konkretne doświadczenie. 

Nurtuje mnie ta 45-tka w kontekście Doodseskader. Skąd się wzięła? Chodzi w jakiś sposób o wiek? O jakąś granicę?

Tim: Nie, zupełnie nie o to (śmiech). Nie patrzymy na wiek. Nieważne, czy masz 18 czy 81 lat. Po około miesiącu pracy nad tym projektem szybko stało się jasne, że nie będzie to „zespół” w sensie, który znaliśmy już z innych projektów, w których uczestniczymy. W pewnym sensie Doodseskader jest po prostu częścią naszej tożsamości, czymś, co nas łączy i zawsze było obecne przez większą część naszego życia. Nawet zanim jeszcze powstał zespół.

Zawsze mieliśmy ogromną słabość do hip-hopu, kultury ulicznej itp., gdzie liczby odgrywają ważną rolę i jasno pokazują światu, gdzie leży nasza lojalność i/lub pochodzenie. Dlatego naturalnym było przyjęcie numeru, aby pokazać, co reprezentujemy i czemu jesteśmy wierni. D to czwarta litera alfabetu, E, piąta, czyli 4 = D, 5 = E; DoodsEskader. Jesteśmy 45. 

 


MUAM: Okej, wszystko jasne :) Pamiętam Waszą ostatnią wizytę w Polsce - graliście przed Alcest w Proximie w Warszawie. Zwróciła moją uwagę nie tylko świetna muzyka, ale też wizualny aspekt występu - bardzo kolorowy i energetyczny. Czuję, że to świetne podkreślenie waszego przesłania. Jak pojawił się pomysł na te wizualizacje?

Tim: Właśnie dlatego zaczęliśmy to robić; tworzymy piosenki, które pokazują, co czujemy lub o czym myślimy, więc naprawdę potrzebowaliśmy czegoś, co pomogłoby nam stworzyć oprawę, która zmieniałaby się z utworu na utwór, a jednocześnie wbijała ludziom do głowy najważniejsze słowa. To, co robimy, nie powinno być postrzegane jako „opcja” - albo jesteś w tym całkowicie, albo nie. Koncert cię pochłania, albo po prostu nie jest dla ciebie - obie opcje są w porządku, ale przekonacie się, że nie gramy w każdym tego słowa znaczeniu.


MUAM: Marzy mi się, by doświadczyć tych emocji ponownie - czy są jakieś plany powrotu do Polski?

Tim: Zdecydowanie! Czuję, że Polska zawsze była dla nas niesamowicie łaskawa od samego początku. Publiczność zawsze ma w sobie ten poziom otwartości, który naprawdę nas napędza. Właśnie rozpoczęliśmy współpracę z nową agencją koncertową i ustalamy terminy w Europie. Nie mogę jeszcze zdradzić zbyt wiele, ale nie zawiedziemy Was!


MUAM: Czekam zatem cierpliwie na wieści! Dziękuję pięknie za Twój czas i oczywiście za muzykę :)

Tim: Dzięki za świetne pytania i że znalazłaś czas, by nas posłuchać! 



Trzeci album Doodseskader, "The Change Is Me" ukazał się 3 kwietnia 2025 nakładem 45 Records. Znajdziecie go tu: https://doodseskader.bandcamp.com/album/the-change-is-me

Informacji o koncertach i o zespole szukajcie tu: https://www.doodseskader.com/

O poprzedniej płycie duetu więcej tu:  https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2024/03/przewodnik-po-piosenkach-doodseskader.html

Zdjęcia użyte w artykule zostały uchwycone podczas występu grupy w Warszawie, w ramach supportu grupy Alcest 24.11.2024 roku w Proximie w Warszawie. Autorką jest Aleksandra Wojcińska. Więcej zdjęć tu: https://www.muamart.pl/index.php/doodseskader/

 

Tim De Gieter w warszawskiej Proximie, fot. A.Wojcińska 

 

 ENGLISH VERSION

Honesty, energy, and the courage to speak openly about how you feel. Tim De Gieter and Sigfired Burroughs, co-founders of the Belgian duo Doodseskader, return with a new, honest, and deeply personal album, balancing between the noisy character of hardcore and metal and hip-hop directness. Straightforward, it's thought-provoking – with insightful intriguing lyrics commenting on the reality around us. It's a slap in the face that awakens you from zombie mode and encourages you to change something in your life, reevaluate it and simply start living.

We discuss daily reality – a life dominated by apps, streaming, and social media, wondering how to avoid getting lost in it, how to stay true to yourself, pointing out the important role that art plays in this process.

 

Doodseskader, fot. A.Wojcińska

 

Między Uchem A Mózgiem: Streaming, social media platforms, instant feed of news, subscribing, applications to almost every activity – that’s how modern life looks like from my point of view. It all makes a person feel exhausted, overwhelmed, overstimulated. Are these only my feelings and experiences or do you feel somehow similar? How do you deal with the modern world yourselves?
 

Tim De Gieter, Doodseskader: I definitely think you’re not alone with those feelings, and to be honest, I’m personally dealing with it very poorly. We’re the first generation exposed to this “new way of living,” and the impact on our functioning is something that we’ll probably only discover when it’s already too late to go back. 

There’s not much positive coming from all of this, and I wonder when the negative will finally be visible enough for people to push back. It almost feels as if we were lured in with the promise of having more connection with each other and life becoming this more colourful experience, in the end, it’s like people just got put into some kind of mental coma where they’re just mindlessly consuming slop while growing more numb to both the state of the world and the state of themselves. 

Art has been reduced to a numbers game, we’re obviously growing further apart day by day, everything has become a rat race without end and the horrors of what people do to each other are beamed into our eyeballs in 30 second snippets only to be washed down with rivers of brain rot so your mind can keep coping and forgets that there’s actual human suffering behind all of it.

This “modern world” is an abomination, a prison for the mind and the soul. I want none of it.



MUAM: Living in an online reality, being bombarded by constant information feed we can’t be sure what’s real and what’s not. Being surrounded by social media there’s a huge problem with selecting the information and constant need to verify the sources. What’s true these days?

Tim: What’s true is that we as a species have failed miserably to understand what our purpose is in this life and what our place is in this vast universe. I am a humble fool, a jester playing a bunch of songs while the world is on fire. What do I know? The truth most people want is one that I have no interest in, as it often refers to a game of pointing fingers. 

The truth I look for is one that does not come from social media; it is one that is shaped by my own experiences, my never-ending search, and my firm belief that all of us were meant to be free, and we should do all we can to allow those around us to have and share as much of this freedom as possible. My truth is that there is more that links us than there is that divides us. That making others suffer for your own benefit, desires, or views is truly evil. That love is the only thing that is real and should not be chained or submitted to a set of rules. And most importantly, that I know nothing. I am an idiot. But I will keep on learning and searching until my body finally decides I have spent enough time doing that.




MUAM: So true. Answering the question above, the first thing I thought about was art, but these days, when the artificial intelligence is messing up also with this area, so personal and important, I’m not sure anymore. What do you think? How do you consider AI?

Tim: I welcome AI. I say let it rid the world of all these bullshit artists and remind them that the path they’ve been on is one filled with love for oneself but not love for art. 

What’s the difference between putting “please generate a song that sounds like [insert band name] about [insert theme]” or 5 guys with no artistic identity whatsoever getting together and being like “lets make a band that sounds exactly like [insert band name] and write a song about [insert theme]”, only to then have a record label sign them because they know they’ll be selling this crap to an audience willing to pay for it, as they’ve already bought [insert band name]’s last record. 

It’s like building a Burger King next to a McDonald's. That’s why all these major labels are the first to hop on the AI train and throw all their “artists” under the bus. They don’t give a shit about art or expression. This is about money, jobs, and careers. The time has come for all of this to finally end, and for people to fall madly in love with creativity and art as communication again. To show that there is no anticipating what a human can come up with, only replication is possible by their algorithms. 

 

Sigfried Burroughs, Doodseskader, fot. A.Wojcińska

MUAM: Doodseskader is a true art, a place for honesty and being true to yourself – you can do it all when you are among friends, the closest ones. How would you describe your friendship?

Tim: I think both of us are trying in our own way to lift the other up and give space so the other can breathe, which is why musically we get to do what we do. Like any friendship, there are easy and hard times. I’m not going to sell you on a “and it’s all a dream, every day” type narrative because it would not only be dishonest but it would also not show the true nature of any great relationship. 

It’s when you struggle and come out the other side, look at each other and say “I still love you just as much” that the relationship and bond prove itself. We’ve seen a lot of shit over the past few years because the organisational aspect of the band came with a lot of challenges and hardship, and we’ve had some quite turbulent years in our personal lives as well, but look at us. This is not just an ordinary friendship where you happen to like the same bands or enjoy the same movies and that’s that. It’s a whole different level of commitment to each other. Genuine love.



MUAM: You describe all those issues on your new album, making me reflect on many aspects of a modern life. The phrases like „suffering in technicolor” and a mantra „live love laugh” sums it all perfectly. What was the idea particularly for those ones?

Tim: During my teenage years and early twenties, I’d say I lost myself in a sea of shit, and I spent the majority of my time until now trying to undo the effects that period has had on my functioning and self-image. By the time I was thirty, I understood that all I really wanted was to hold on to the only part of me that I know is “truly me” as it has always been there; my childlike wonder, my longing for adventure and connection, my love for anyone and anything around me that seems to be without end. 

However, now I’ve got this horrible feeling on a daily basis that I cannot find my place in this world. I don’t feel at ease here, I don’t understand it, nor do I want to, so what must I do now with this life? This world was not made for wonder, adventure, connection, or love. It nourishes hatred and indifference. It whispers that the only way to have a glimpse of what I want is to let go of my ideals and become a shell like those around me. It is a safe haven for pedophiles and warmongers. It favors those who are two faced, it praises those who prefer a fist to open arms. 

Meanwhile, go to any discount store, and they’ll sell you the societal dream over and over. The club med type holiday. The houses are full of “live, love, laugh”, “every day is another gift” type quotes. Hard work is always rewarded. Everyone has opportunities (or do they?). Life is a blast. But where is this magical place where I can live, love, and laugh? Is it right next to the corner where you guys committed a couple of genocides, or do I have to take the air-taxi from that guy that’s exploiting thousands to get there? 

What is this life even? Besides this vibrantly colorized version of suffering for you to watch? I wish I could go back to the days when I dreamt all these dreams of adult life, but on the other hand, I also have a strong fire in me that refuses to accept that this is it, “because that’s how it is”. We all deserve better. I still believe we were meant to be more. 

And so I walk a tightrope balanced by the hatred and disgust for this life that keeps consuming me until I can no longer, and on one hand, my heart that, for some reason, just seems to keep overflowing with love and hope for something more. That’s basically the main drive in those two songs and the album in general. 



Tim De Gieter, Doodseskader, fot. A.Wojcińska 
 

MUAM: The title, „The Change Is Me” brings another reflection itself, because it has a deep, multidimensional meaning – not only on the fact that a human being can make a change and make a world better (or worse 😊 ) but also on the fact that to change anything we should start from ourselves, looking deeper at how we are and what we do. Which direction of thoughts is more relevant here? Is the change itself good or bad?

Tim: I mean, it can be bad if you’re drawing the wrong conclusions, but if change within yourself is motivated by a feeling of wanting to “do better” or “be better,” it can only be applauded. Change is a constant - by the time you’re like “I really need to change”, the change has effectively already happened, you just went from a state of acceptance to something else. 

To me, a lot of the way we see things is very black and white, either we’re the caterpillar or the butterfly, but in reality, we are born a caterpillar, spend all of our life cocooning, and only by the time we leave this earth will we have evolved into our final form. There’s a lot of power to be found in knowing that you can make an impact, and that every day, over and over again, you get to choose both who you are and what kind of impact you want to make. Then, on the other hand, there’s the fact that you should be gentle on yourself and know that even though you might feel like you’re only taking small steps or “haven’t changed yet/enough”, you are enough. Trying is enough. The change is already here; it’s not some kind of grand event. It’s all your small steps, all the long days. It’s you. Right now.




MUAM: This strange new world is somehow based on celebrity culture (truly relevant, a great description!) – everyone wants to be seen, famous. Influence other people. Social media boost this illusion that everyone can do it and be „somebody”. The fact is that following this path people end up being similar to each other (probably copying other people’s mistakes and bad choices too). Isn’t it better to stay yourself? How to be yourself in the modern world and not lose your mind?

Tim: I feel like I’ve already lost my mind a thousand times over, to be completely honest. The main thing is that we need to get rid of the idea that you need to be validated by many to have a life that is “worth something” or that there’s a need for people to develop a platform for anything they do or enjoy. 

Not everything has to be grown or monetised, and you or your life are not products, only to be consumed by others. Money and status mean nothing. Servitude is everything. If you feel like you’re losing yourself, do something for someone else. A random act of kindness. You’ll be amazed at how quickly you’ll feel alive again instead of the zombie-type state that we’re all in constantly.




MUAM: The problem is not new - only the form changed (before the net people admired others on TV and wanted to be like them), but seeing this thing on social media makes it all more intense and „naturally” brings a horrible practice - a constant need to compare yourself to others, to what you see online. How to deal with overthinking ?

Tim: It’s very easy. Disconnect completely. Isolate yourself. Read a book. Attempt to engage in deep conversations with your friends instead of superficial chitchat. Try to formulate what life and death mean to you. Try to understand what came before and what comes after. Try to see how small and meaningless anyone’s life is in the bigger picture. Then try to see how a life that might seem the most meaningless in the great scheme of things or to societal standards can actually be the most meaningful to another human (or animal, or…). 

Now tell me, why are we putting these people with their bodies full of plastic, their brains full of air, their pockets lined with the suffering of others, on a pedestal? Why would you want to be like them? They don’t matter. Neither do I. Neither do you. But all of us get a chance to be meaningful in our own way. They promote emptiness. Now is the time to find your way, and I can only hope it is one that brings both you and those around you the warmth we all seek.



MUAM: Beauifully described. Did you feel yourselves being somehow cheated by social media advertisements?

Tim: Constantly. 

Sigfried Burroughs, Doodseskader, fot. A.Wojcińska


MUAM: The album is excellent – the way you mix hiphop vibes with electronics and energy of metal music builds a great, powerful story about the modern world. How did the idea for this musical direction shape?

Tim: By itself. We never really lay out this artistic direction or say “we should make a song that is…”. We just sit down and start playing, and let the song decide for itself. It’s like talking; you talk about whatever is most important to you in that moment, and the way it comes out is dependent on your emotional state. Music can work in exactly the same way if you do not impose any boundaries or restrictions. 



MUAM: The third chapter of Doodseskader is more hip-hop/rap than hardcore, metal, but the energy is similarly powerful. You show that what counts the most are emotions here. What does those artistic spaces have in common? What is in hip-hop music that’s not in metal or vice versa?

Tim: It’s a bit like asking “what do French and English have in common”? A couple of words, some sounds, both offer expression and communication. The thing both have in common is people. Community. One speaks one language, another. But what truly matters is that each brings people together who find some sense of belonging or being understood in the sound and the words. Answering the seecond one we may say - What’s in apple sauce that’s not in tomato sauce?



MUAM: You're right - both artistic spaces have it's own community and character. They may  intertwine, yet being unique allowing you to experience a specific emotional connection. 

45 seems to be a special number for Doodseskader. Why 45? Is this somehow the border number according to the age?

Tim: We’re not ageist, haha. We don’t care if you’re 18 or 81. When we had been doing this project for about a month, it quickly became clear that this would not be a “band” in the sense we already knew from the other projects we are active in. Somehow, Doodseskader is simply a part of our identity, something that connects us and has always been there for a large part of our lives. Even before the band existed.

We have always had a huge affinity with hip hop, street culture, etc., where numbers play a major role and make it clear to the outside world where your loyalty and/or origins lie. So it felt only natural to adopt a number to show what we stand for and what we are loyal to.
4 = D, 5 = E; DoodsEskader.
We are 45.



MUAM: As I remember from your last concert in Poland (you were supporting Alcest in Warsaw), you have an amazing idea for the visual aspect of a show – full of colour and full of power. What was the inspiration for this? I feel it’s a proper way to underline your message.

Tim: That’s exactly why we started doing it; we’re making songs to show how we’re feeling or what we’re thinking, so we really needed something that’d help us create a setting that could change song by song and also just keep hammering the most vital lyrics into people’s skulls. What we do is not something that should be perceived as “an option”; either you’re in, or you’re out. You get swallowed whole by the show, or it just isn’t for you; both are fine, but you’ll see we’re not playing in every sense of that word.



MUAM: Are there any plans to go back to Poland?

Tim: Absolutely! I feel like Poland has always been insanely kind to us since the very beginning. The crowds always have this level of open-mindedness that really gets us going. We’ve just started working with a new booking agency, and we’re piecing together European dates as we speak. Can’t say too much yet, but we won’t let you guys down!



MUAM: Can't wait to hear the news! Thank you so much for your time and of course for the music.:)

Tim: Thank you for the great questions and for taking the time to listen!!




The new album by Doodseskader, "The Change Is Me" is out 3rd April 2026 at 45 Records. Check it here: https://doodseskader.bandcamp.com/album/the-change-is-me

More tour and band info here: https://www.doodseskader.com/

A few words about Year Two:  https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2024/03/przewodnik-po-piosenkach-doodseskader.html

Photos used in this article were made by Aleksandra Wojcińska in Warsaw, Proxima, 24.11.2024 More shots here: https://www.muamart.pl/index.php/doodseskader/

Tim De Gieter, Doodseskader, fot. A.Wojcińska