piątek, 3 kwietnia 2026

Jarboe: Nigdy nie byłam fanką popu

 Ikona muzyki eksperymentalnej, wybitna wokalistka, silna, niezależna kobieta i niezwykle wrażliwa artystka - Jarboe fanom muzyki alternatywnej przedstawiać nie trzeba. Z początkiem wiosny spotkałyśmy się, by porozmawiać o więzi człowieka z naturą, o wspaniałych spotkaniach z przyrodą, o literaturze, malarstwie i o muzycznej pracy twórczej - zarówno tej solowej jak i współpracy, która nie zawsze jest przyjemnością. Punktem wyjścia stała się nowa płyta Jarboe, "Sightings" - wg obliczeń pięćdziesiąta piąta w jej bogatej dyskografii, ale tak naprawdę  trudno zliczyć która. 

 


 

Między Uchem A Mózgiem: Rozpoczęła się wiosna, robi się coraz cieplej i bardziej słonecznie. Przyroda budzi się do życia, rozpoczyna się nowe życie. Jak się masz? Czas na nowy początek?

Jarboe: (śmiech) Mam nadzieję, że to ciepło się zbliża, bo ten rok zaczął się nieprawdopodobnym zimnem. Krąży w powietrzu też sporo pyłków, pokrywających wszystko dookoła żółtą połacią, więc faktycznie przyroda budzi się z letargu - zaczął się sezon alergiczny! 

 

MUAM: Tak, to faktycznie ten mniej sympatyczny etap wiosny, masz rację! 

Jarboe: Gdzie teraz jesteś? W mieście, czy poza miastem?

 

MUAM: Na północy Polski, w Gdańsku, niedaleko morza. 

Jarboe: Pamiętam to miejsce, grałam tam! Pamiętam występ w kościele...

 

MUAM: Troszkę czasu minęło... (Jarboe wystąpiła w Centrum Św. Jana w 2004 roku - przyp.red.). A Ty gdzie obecnie jesteś?

Jarboe: W miasteczku Roswell, w północnej Atlancie. To nieduże miasto, mniej zatłoczone, z uliczkami, przy których zlokalizowane są sklepiki, kawiarnie. Znacznie mniej stresującym niż moje poprzednie miejsce zamieszkania, a już zdecydowanie mniej niż Manhattan (śmiech). Jedynie problemem jest to, że jeśli chcę wziąć udział w wydarzeniu kulturalnym, muszę teraz jechać spory kawałek - zapisałam się na cykl koncertów dyplomowych muzyki klasycznej na uniwersytecie i dojazd zajmuje mi teraz półtorej godziny, co jest dosyć stresujące. Taka jest cena ucieczki na północ... 

 

MUAM: Rozumiem. Z drugiej strony jednak masz ten przywilej życia w otoczeniu natury, prawda?

Jarboe:  Tak i właśnie to sąsiedztwo natury zainspirowało "Sightings". Bohaterami tej płyty są zwierzęta, które spotkałam w swojej okolicy. Nie zarejestrowałam jedynie sów, ale jest tutaj opowieść o lisie oraz o cudownym ptaku z rodziny wireonów, z którym zaprzyjaźniłam się pewnego lata. To album o naturze w pozytywnym sensie - o jej inspirującym aspekcie, ale też charakterze destrukcyjnym. Ostatnia kompozycja powstała nieco wcześniej - wykonywałam ją już podczas trasy w 2022 roku, w nieco innej odsłonie, dedykując ją walczącej o wolność Ukrainie. Na albumie ewoluowała do formy mniej osadzonej w czasie. 

 

MUAM: Natura to nieodłączny element życia każdego z nas, jesteśmy z nią połączeni.  Wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale nawet w dużym mieście funkcjonujemy w jej otoczeniu. 

Jarboe: To prawda. Nawet w Nowym Jorku są zielone tereny takie jak Central Park. Ludzie szukają tam kontaktu z przyrodą, możliwości przebywania wśród zieleni, chcąc uciec od zgiełku. Z drugiej strony samo mieszkanie w wielkim mieście przypomina życie w dżungli! 


MUAM: Masz rację! Opowiedz mi proszę więcej o tym tajemniczym ptaku, z którym połączyła Cię szczególna więź. Ptaki towarzyszą nam właściwie na każdym kroku. Słyszymy je nie tylko na terenach zielonych, ale też w miastach, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, przede wszystkim o poranku i wieczorami. 

Jarboe: Ten maluszek odwiedził mnie pewnego lata. Później już nie wrócił. Przylecieli jego przyjaciele, ale to nie to samo. Zaintrygował mnie ze względu na wyjątkowo bogaty repertuar dźwięków, którym się ze mną dzielił - śpiewał wprost niewiarygodne melodie, awangardowe, kojarzące się z free jazzem. 

Czytałam, że potrafią w ciągu dziesięciu godzin zaśpiewać do 21 tysięcy różnych piosenek! Przeplatał te melodie z dźwiękami ptasich rozmów, regularnie, każdego dnia przykuwając moją uwagę, aż w końcu byłam w stanie go zobaczyć w całej okazałości. Skrywał się wśród liści, a że jest zielony, niełatwo było go dostrzec. Pewnego dnia usiadł na pobliskiej gałęzi i mogłam się przyjrzeć - jego piękne zielone pióra i czerwone oczy były wprost zachwycające. Wychodziłam codziennie do ogrodu, by go słuchać - czekałam za każdym razem do końca, słuchając uważnie, aż jego pieśń wybrzmi w całości. Miał świadomość, że go obserwuje, ale z biegiem czasu przestał się bać, oczywiście zachowując dystans. Nawiązaliśmy relację - on występował, a ja byłam jego publicznością. Śpiewał około trzech kwadransów, po czym odlatywał. Te codzienne koncerty stały się rytuałem. 

Pewnego dnia postanowiłam nagrać jego śpiew, starając się go możliwie najbardziej wyizolować od brzmień otoczenia. Udało się. To doświadczenie tak bezpośrednich spotkań z naturą bardzo silnie na mnie wpłynęło. Stworzenie, które występowało wyłącznie dla mnie - ciężko to opisać. Bardzo się do niego przywiązałam i gdy jednego dnia nie przyleciał, byłam zrozpaczona. 

Zaczęłam szukać w sieci znaczeń dźwięków, które nagrałam. Okazało się, że śpiewał głównie melodię, której znaczenie można wytłumaczyć następująco: "Hej, jestem tutaj. Gdzie jesteś? Szukam partnerki" Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie udało mu się ją znaleźć i po prostu odleciał. Dwa tygodnie później wrócił i w jego pobliżu był drugi ptak. Zrozumiałam, że przyleciał się pożegnać. Chwilę później wspólnie wzniosły się w powietrze, zatoczyły koło i odleciały. Więcej ich nie zobaczyłam. Serce mi pękło. Ciężko to wyjaśnić... 

Wiem, że ludzie nawiązują relację ze swoimi psami, kotami, ale nie przyszło mi do głowy, że coś takiego mi się przydarzy...  

 

MUAM: To absolutnie niesamowita historia, bardzo wzruszająca! Ptaki w miastach, takie jak kawki czy gołębie, są przyzwyczajone do ludzi i potrafią czasem zaglądać nawet do okien. Niektóre gatunki ptaków przylatują też w dany rejon na kilka tygodni, w ramach przerwy w długiej podróży do cieplejszych krajów...

Jarboe: Czytałam, że docelowym miejscem bytowania wireonów jest Ameryka Południowa. Te maleńkie ptaki lecą tak daleko - ciężko to pojąć!  Pewnie spotykają się w większej grupie, by podróżować wspólnie... 

 

MUAM: Wiele zwierząt podróżuje w stadach bardzo daleko, np. węgorze płyną na tarło aż na Morze Sargassowe.  

Jarboe: W mojej okolicy pojawiają się też stada jeleni. Przychodzą, by odpocząć, by pospać w ogrodzie. Niektóre kuleją i martwię się, by nie stała im się krzywda. Gdy pojawiają się stada, staram się im nie przeszkadzać - nie wychodzę wtedy i czekam, aż pójdą dalej w swoją stronę - to w końcu bardziej ich przestrzeń, nie moja. Mieszkając tu spotkałam znacznie więcej zwierząt, których nie miałabym szans zobaczyć w mieście... 

 

MUAM: To wspaniałe - masz doskonałe warunki, by je fotografować z ukrycia. 

Jarboe: Tak, zrobiłam sporo zdjęć. Są też króliki. Zawsze się przejmuje, że sowy będą na nie polować...   


Jarboe w 2022 roku w Poznaniu, U Bazyla, fot. A. Wojcińska

MUAM: Bezpośredni kontakt z naturą to fantastyczna kontra dla cyfrowego świata, w którym żyjemy. Natura jest prawdziwa, bezpośrednia, szczera, jest niezbędna tym bardziej w dobie powszechności aplikacji i technologii. Jak sobie radzisz z cyfrowym światem?

Jarboe: Staram się czytać książki, podkreślać ich wartość, opowiadać o nich. Ważne, by sięgać po nie w papierowej formie, a nie na ekranie. Czytam ich naprawdę sporo od czasów dzieciństwa - stały się nieodłącznym elementem mojego dorastania, mojej młodości. Ważne by czytać i nie dać się wciągnąć w przewijanie - to bardzo niebezpieczne, zgubne dla umysłu. Bardzo niepokoi mnie fakt, że ludzie tak łatwo dają się zahipnotyzować tym wszystkim urządzeniom. 


MUAM: Czytanie to świetna sprawa. Też staram się czytać, chociaż 2 książki miesięcznie. Oczywiście, gdy mam więcej czasu, staram się sięgać po większą ilość. Jest tyle świetnej literatury! 

Jarboe: To dobrze! Ja staram się utrzymać poziom stu przeczytanych książek rocznie. To niełatwe i jak wiadomo, wiele zależy od grubości książki...

 

MUAM: Prawda (śmiech). Jest dość znacząca różnica między stu i pięćset-stronicową książką... 

Jarboe: Czasem trzeba zrobić sobie od czytania przerwę i wrócić do książki później. Zrobiłam tak z "Diuną". Dobrze pamiętam też wyzwanie, które w czasach szkolnych rzucił mi krewny, dając mi w prezencie do przeczytania "W Poszukiwaniu Straconego Czasu" Marcela Prousta. To niewiarygodna literatura i doskonały test na wytrzymałość - jedno zdanie ciągnie się tu przez kilka stron... To świetny trening dla umysłu! 

 

MUAM: W przerwach od czytania nagrywasz muzykę, ogromne jej ilości. Gdy przeczytałam, że "Sightings" to Twój pięćdziesiąty piąty album w karierze odebrało mi mowę! Jak znajdujesz czas na to wszystko?

Jarboe: Wydaje mi się, że tych płyt jest jeszcze więcej, bo nie wliczono w to wszystkich współprac i pojedynczych eksperymentów, których nikt nie słyszał. Mam mnóstwo rozpoczętych pomysłów. Przez długi czas sporo też malowałam, ale to malarstwo zaczęło mnie męczyć, szczególnie ta wszechobecna farba na ścianach, na wszystkim. Ten bałagan to nie aż taki problem, ale malowanie zabierało mi mnóstwo czasu - wykańczało mnie psychicznie. Dlatego trochę odpuściłam i zrobiłam sobie od malowania przerwę. Dostaję ostatnio sporo zapytań w tej sprawie i próśb, bym coś namalowała - ludzie nie zdają sobie sprawy, ile energii to wymaga. 

Wracając do muzyki - gdy siadam do klawiszy, jestem w nastroju do tworzenia przez około 6-8 godzin. Gdy coś ciekawego przyjdzie mi do głowy, po prostu rozpoczynam projekt - muzyka powstaje, płynie własnym torem. Przychodzi jednak czasem taki moment, że brakuje inspiracji, jak to dalej rozwinąć, dlatego mam rozpoczętych kilkadziesiąt pomysłów, które czekają na sfinalizowanie. Ukończenie "Sightings" umożliwiło mi zaproszenie do współpracy gości. Podzieliłam się z przyjaciółmi syntezatorowymi pomysłami na brzmienie poszczególnych instrumentów, a oni dostarczyli mi te poszczególne partie zagrane na skrzypcach, wiolonczeli, instrumentach perkusyjnych czy gitarze, co wytyczyło dalszy kierunek działań. Bardzo mi się ta płyta podoba - cieszę się, że gra na niej tak dużo osób! 

 

MUAM: Współpraca otwiera na nowe inspiracje, to prawda. 

Jarboe: To prawda, ale zabawne jest to, że ta muzyka i tak bliska jest nagraniom terenowym, które zapisywałam w swoim telefonie wędrując podczas tras po ulicach, kościołach i innych miejscach. Nagrywałam jak tylko miałam chwilę, starałam się rejestrować otoczenie, bo każde miejsce brzmi nieco inaczej. Tak powstała płyta "Illusory" wydana w 2022, którą chyba z tych moich własnych dokonań cenię najbardziej. Powstawała przez rok. Praca nad nią była pasmem wspomnień, powrotów do chwil z podróży, do zapisanych ważnych momentów. Chciałabym podczas nadchodzącej trasy nagrać nieco nowych dźwięków i kontynuować ten muzyczny dziennik z podróży po świecie. 

Jeżdżąc z miejsca na miejsce doświadczasz wielu różnych brzmień. Oczywiście takie podróżowanie jest niekiedy wyczerpujące, ale bardzo satysfakcjonujące...

 

MUAM: To prawda, każde miejsce brzmi nieco inaczej, bo spotyka się innych ludzi w różnym otoczeniu. Jak ci się podróżuje w dzisiejszych czasach? Jest łatwiej niż kiedyś, czy niekoniecznie?

Jarboe: Łatwiej, ale jednocześnie znam ten stan bardzo dobrze będąc przez lata w tylu miejscach. Mam już honorowy status stałej klientki linii lotniczych, otrzymałam wyróżnienie za pokonanie miliona mil w powietrzu. Dzięki temu, że latałam do Japonii, do Australii, że byłam na Tasmanii, gdzie naprawdę niełatwo się dostać. Dużo prościej polecieć do Australii z Kalifornii i później te 2 godziny na wyspę, ale to i tak daje wiele godzin spędzonych w samolocie.  

Bardzo lubię latać, uwielbiam to poczucie izolacji i samotności w podróży, gdy mogę się zanurzyć w myślach. To wspaniałe doświadczenie. 


Jarboe w Poznaniu, fot. A.Wojcińska 

MUAM: Na nadchodzącej europejskiej trasie wystąpisz na scenie w towarzystwie przyjaciół. Czytałam, że planujesz występy w trio. Na poprzedniej trasie, w 2022 roku występowałaś w duecie z gitarzystą. 

Jarboe: Każde z nas przyleci z innego rejonu, spotkamy się na miejscu w Europie i ruszymy w dalszą drogę razem. Mój poprzedni kompan jest w maju tego roku zajęty, co skłoniło mnie do poszukiwania nowego rozwiązania i nowych możliwości. Tym razem towarzyszyć mi będą multiinstrumentalista Thor Harris i Joy Von Spain, wspaniała wokalistka i pianistka. Dzięki temu będę mogła uzyskać na żywo zupełnie nowy wymiar muzyczny i wokalny i dodać drugi głos, bardzo emocjonalny. Nie będę musiała już nagrywać wcześniej chórków na ścieżki, które dotąd byłam zmuszona odtwarzać na scenie. Te wokalne dialogi ożywią ten występ, podobnie jak partie pianina zagrane w czasie rzeczywistym. Oczywiście pojawią się też nagrania terenowe zwierząt czy dźwięków oceanu i dodatkowych brzmieniowych efektów, o które zadbam już osobiście. Będą też instrumenty perkusyjne. 

 

MUAM: Zapowiadają się prawdziwie rytualne doświadczenia, niemal medytacyjne! 

Jarboe: Mam nadzieję, że wszystko zabrzmi potężniej niż dotychczas. 

 

MUAM: No właśnie, słuchając Twojej nowej płyty przyszło mi do głowy Dead Can Dance...

Jarboe: O tym nie pomyślałam, ale faktycznie coś w tym aspekcie perkusyjnym może być wspólnego. Są zespołem wybitnym, mocno stawiającym na rytmikę. Widziałam ich występ, był porażający! 

 

MUAM:  Czego najbardziej potrzebujesz będąc w trasie?

Jarboe: Zwykle snu, wody i odcięcia się od dźwięków poza chwilami występów i prób. Trzeba też bardzo dbać o odżywianie, starać się jeść dużo warzyw i owoców, dbać o zdrowie. To chyba najważniejsze.  

 

MUAM: Dobre odżywianie zdecydowanie pomaga w tym, by mieć energię i siły do występów! 

Jarboe: Lepiej też nie rozmawiać za wiele poza sytuacją koncertową. 

 

MUAM: A spacery?

Jarboe: To już zdecydowanie zależy od planu koncertowego... Czasem nawet w tych dniach przerwy nie da się zrelaksować, bo są to dni przeznaczone na przejazd z miejsca na miejsce. To intensywna podróż. 


MUAM: A jak się czujesz na scenie? Czujesz tę więź z publicznością, to porozumienie, gdy patrzysz na ludzi?

Jarboe: Raczej skupiona na sobie, na zadaniu, które mam do wykonania. Podróżuję wgłąb siebie, do tych najgłębszych zakamarków duszy, starając się uchwycić sedno danej kompozycji. Kilka lat temu grałam trasę występując pośród ludzi. Na koniec koncertu podchodziłam do każdej osoby by spojrzeć w oczy i przyjrzeć się reakcjom na to, co usłyszeli. Jeśli wydawali się spokojni, przytulałam ich. Po raz ostatni zagrałam tego typu koncert chyba w Pradze. Był tam jeden słuchacz, metalowiec z wyglądu, który wydawał się spokojny. Gdy go przytuliłam, zaczął się trząść. Przestraszyłam się. Zdałam sobie sprawę, że przecież mogę kogoś takim gestem zdenerwować i że nie każdy takiej reakcji oczekuje. Zaprzestałam takich praktyk...

 

MUAM: Ludzie reagują bardzo różnie. Osoba niekoniecznie miała złe zamiary. Być może przekroczyłaś czyjąś granicę strefy komfortu i to wywołało przerażenie tej osoby. Dla każdego z osobna te granice są nieco inne..

Jarboe: Zdałam sobie sprawę z tego, że sama bym nie chciała, by przytulała mnie obca osoba, o ile jej nie podziwiam, nie wielbię, czy nie jest mi bliska... 

Jarboe w 2022 roku w Poznaniu, fot. A Wojcińska

 


MUAM: A jak postrzegasz serwisy streamingowe i nowe formy komunikacji?

Jarboe: Przed erą tych nowych komunikatorów używało się telefonu, wcześniej były listy. Zawsze było coś co zastępowało coś innego. Obecnie komunikacja ma bardziej nagły, bezpośredni charakter. Streaming zarówno muzyczny jak i filmowy jest dla mnie bardzo pomocny - chętnie korzystam z dużego katalogu filmów, muzyki słucham właściwie z serwisów streamingowych - czy to z aplikacji do muzyki rozrywkowej, czy też muzyki klasycznej. Podoba mi się to, że mogę posłuchać muzyki, gdy tylko zostanie udostępniona. Z innych form prawie już nie korzystam. 

Wiem, że ludzie cenią fizyczny wymiar albumów, że zależy im na płytach winylowych, dlatego też podjęłam współpracę z Consouling Sounds, którzy zrealizowali fizyczne nośniki dla "Sightings". Staram się też zawsze podpisywać płyty. Artystce zajmującej się muzyką eksperymentalną nie jest łatwo znaleźć dobrą wytwórnię, dlatego tym bardziej tę współprace bardzo cenię. To nie takie proste jak w przypadku np. muzyki metalowej. 

 

MUAM: Owszem, tworzysz muzykę eksperymentalną, ale to absolutnie nie znaczy, że niepotrzebną. Każdy potrzebuje w swoim życiu sztuki, by poszerzać horyzonty, by odkrywać. 

Jarboe: Muzyka eksperymentalna zawsze była mi bliska i dzięki temu podjęłam współpracę ze Swans. Usłyszałam debiutancki album "Filth" w eksperymentalnym radiu w 1983 roku i tak się zaczęło... Nigdy nie byłam fanką popu ani muzyki komercyjnej. Najbliżej do popu było mi, gdy nagrywaliśmy cover "Cry Me A River" (na bazie wersji Julie London z 1955 roku), czy "Love Will Tear Us Apart". Ale wtedy i tak poprowadziłam tę muzykę w swoją, nieco inną stronę. Do nagrania mojej wersji zainspirowała mnie Patsy Cline, piosenkarka country. 



MUAM: Zawsze Twoja praca brzmiała bardzo "autorsko" i miała Twój znak jakości. Pewnie pytając o współpracę każdy pyta o Swans, ale chciałam zacząć od innego okresu i spytać o wspólny album z Neurosis, który bardzo cenię. Jak wspominasz ten czas?

Jarboe: Wrócili teraz z nową muzyką, prawda? Praca z nimi była naprawdę wspaniałym doświadczeniem. Dołączyłam do nich na próbach w Oakland, w Kalifornii. Byli bardzo profesjonalni, wszystko zgadzało się terminowo niemal co do sekundy. Podchodzili do pracy bardzo surowo, bezpośrednio, nie improwizowali, było wiadomo co kto kiedy ma robić. Zagrałam z nimi sześć koncertów, które wymagały ode mnie niemałego zaangażowania wokalnego i fizycznej sprawności, nauczenia się odpowiedniego oddechu. By uzyskać efekt, który jest na albumie i się nie wykończyć, trzeba było między partie wpleść oddech. Studyjnie możesz robić przerwy, na żywo już niekoniecznie, ale udało się wypracować kompromis. 

Najwspanialszym aspektem tej współpracy była możliwość powrotu do pracy z hałaśliwym brzmieniem gitar elektrycznych, które od czasu pracy ze Swans zawsze było mi bliskie. Choć trudno w to uwierzyć, czułam się w tej artystycznej przestrzeni komfortowo. Ten grunt był mi znajomy. 

Dostarczyłam na tę płytę bardzo osobiste teksty - bezpośrednio zaczerpnięte z pamiętników - od serca, całkowicie prawdziwe - o doświadczeniu śmierci mojej mamy i taty oraz otoczeniu, w którym żyłam. W Nowym Jorku nie mieszkałam w przyjaznej dzielnicy. Nie mieliśmy okna, stara klimatyzacja nie działała... W pobliżu kręcili się tzw. ludzie ulicy - bezdomni, narkomani, psychiczni, alfonsi i prostytutki. Paskudna okolica. Słyszałam niekiedy różne dziwne sytuacje, ludzi obłąkanych, krzyczących jakieś niestworzone rzeczy - fragmenty tych zasłyszanych dialogów i monologów trafiły na płytę. Wspominam tę współpracę bardzo ciepło. 

Takie bezpośrednie teksty trafiały też do repertuaru Swans - powykręcane, doprowadzone do ekstremum... 



MUAM: Ok, skoro już wspomniałaś o Michaelu, to już na koniec zapytam wprost - czy był dobrym współpracownikiem, czy wręcz przeciwnie? 

Jarboe: Patrząc z perspektywy czasu na początku było w porządku, popsuło się nieco później. Po albumie "Children Of God" sytuacja się zmieniła - Michael nie był już tak hojny w uwzględnianiu mojego wkładu w aranżację i dopracowywanie utworów, tchnięcie życia w kompozycje, nadawanie im melodii. Były spore problemy z kwestiami autorstwa poszczególnych utworów. Np. z piosenką "Dream Dream", która jest pierwotnie moją kompozycją, którą napisałam będąc jeszcze w szkole. Później udało się to wyprostować, podobnie jak mój wkład w sample i melodię do utworu tytułowego, ale nie ze wszystkim tak było. To mnie dręczyło. 

Śpiewałam partie dla wielu muzyków, którzy grali w Swans - aranżowałam utwory i nie zostało to uwzględnione. Na "The Burning World" śpiewałam partie dla kilku osób grających na altówce, skrzypcach czy klawiszach, a nie ma w tej kwestii żadnej adnotacji. 

Gdy występowaliśmy na scenie zawsze mówiono mi, jak mam stać, jak się zachowywać, a nawet jak czesać włosy. To było bardzo nie w porządku, ale myślę, że punktem zwrotnym była ostatnia trasa koncertowa, którą odbyłam z Michaelem, która stała się grą psychologiczną. Były fragmenty, w których wokalnie dziewczyna zagubiona w melodii miała zmieniać się w demoniczną bestię. Niekiedy to doświadczenie było traumatyczne. Śpiewanie piskliwym głosem, na wdechu było bardzo wyczerpujące. Niemal się dusiłam. Nigdy nie było wiadomo, jak długo dana partia potrwa, kiedy nastąpi wejście zespołu. Czekałam, kiedy ten wokalny wysiłek na granicy wytrzymałości się skończy, kiedy Michael da znak, że przechodzimy do następnego etapu. Trwało to niekiedy przeraźliwie długo. Później następowały oklaski i jak gdyby nigdy nic miałam z powrotem przejść za klawisze.

Podczas ostatniej wspólnej trasy w garderobie padały zarzuty, że zrobiłam na scenie coś nie tak, jak sobie wymyślił, że zebrałam więcej oklasków niż on. Współpraca przerodziła się w rywalizację. Nie muzyka, ale ta rywalizacja stała się powodem mojego odejścia. Chciałam być traktowana na równi z innymi członkami zespołu, ale nie było tak - zawsze byłam postrzegana jako niewystarczająco zaangażowana. 


MUAM: Rozumiem, to bardzo przykre. Jesteś niezależną, wspaniałą artystką, która zasługuje na własną przestrzeń i możliwość wyrażania na scenie emocji tak, jak czujesz. Masz pełne prawo do bycia docenianą i oklaskiwaną za swój talent. 

Jarboe: Kłóciliśmy się o to, kto jest członkiem zespołu, kto nie, ale też o to, jak ma brzmieć muzyka. Np. w przypadku coveru "Love Will Tear Us Apart" - nie każdemu w zespole podobała się wersja z automatem perkusyjnym. Gdy nagrywałam chórki ciągle mówili mi, że mam śpiewać inaczej, nie jak Jarboe - zwyczajnie, jak wynajęta wokalistka wspierająca. Określenie mnie "zwykłą wokalistką wspierającą" było naprawdę obraźliwe. Zabolało mnie to. 

Nagrałam później tą wspomnianą własną wersję utworu - bardziej "czarną", niskobudżetową, w małym studiu, gdzie jestem sobą i brzmię jak ja. 


MUAM: Zawsze ceniłam Twój styl i Twoją niezależność i bardzo przykro mi takie rzeczy słyszeć. Dziękuję Ci za szczerość i wspaniałą rozmowę. Dziękuję pięknie za wspólny czas, to był zaszczyt. Wszystkiego dobrego i do zobaczenia! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, trzymam kciuki! 

Jarboe: Dzięki, do zobaczenia, pa!  

 

"Sightings", nowy album Jarboe, ukazał się 3 kwietnia 2026 nakładem Consouling Sounds. Znajdziecie go tu: https://music.apple.com/us/album/sightings/1890356169

Wspólną płytę Jarboe i Neurosis znajdziecie tu: https://neurosis.bandcamp.com/album/neurosis-jarboe-remastered

Więcej o albumie Illusory tu: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2020/04/jarboe-illusory-17042020.html 

 

Jarboe z początkiem maja rusza w trasę po Europie, która obejmie 19 miast. Artystka zawita też do Polski - 10 maja zagra w Warszawie w Niebie i 12 maja w Poznaniu w Blue Note. Na koncerty zaprasza Winiary Bookings. Bilety są na www.winiarybookings.pl