środa, 27 maja 2026

A.A.Williams: bardzo staram się dokładnie zrozumieć, co czuję

Muzyka może stać się prawdziwym przyjacielem, towarzyszem życia na dobre i na złe i podporą w codziennych zmaganiach - brzmi to być może trywialnie, ale jest jak najbardziej szczere. Muzyka jest ważnym życiowym ogniwem, niekiedy wręcz niezbędnym do codziennego funkcjonowania. Wie o tym doskonale A.A.Williams, która w swojej twórczości opowiada o tym, co ważne w jasny i nieskomplikowany sposób, tworząc dla wszystkich, którzy tego potrzebują przestrzeń do swobodnego wniknięcia w to, co czujemy i jak się czujemy. 

Wyjątkowa wokalistka i multiinstrumentalistka wraca z nową płytą, otwierając nowy rozdział w swojej twórczości - odważniejszy i bardziej eksperymentalny. "Solstice" to mroczna podróż do własnego wnętrza i okazja do konfrontacji z głęboko skrywanymi emocjami. Na kilka tygodni przed premierą artystka opowiedziała mi obszernie o swoich nowych piosenkach - o tym, jak powstawały i co je zainspirowało. Rozmawiałyśmy jednak  nie tylko o nowej muzyce, lecz także o tym, jak odnaleźć się we współczesnym świecie i nieuchronnie zbliżającym się, bardzo intensywnym sezonie festiwalowym

 

A.A.Williams, fot. Jake Owens

 

 Między Uchem A Mózgiem: Za kilka tygodni wydajesz "Solstice", swój nowy album. Jak w wydawniczym okresie wygląda Twój typowy dzień?

 A.A.Williams: Na chwilę obecną, przygotowując się do wydania płyty, niemal nieustannie jestem pod telefonem. Przeważnie wygląda to tak, że gdy wstaję, sprawdzam kalendarz zaplanowanych spotkań, planuję, ile czasu będzie na to potrzebne, by się przygotować. Przygotowujemy się też z zespołem do nadchodzących festiwali - pierwszy z nich już za nami - Colossal Weekend w Kopenhadze. W ubiegłym tygodniu dni wyglądały następująco - rano próby z zespołem, później sprawy logistyczne związane z wyjazdami, ustalenia, które utwory zagrać, a po południu spotkania z dziennikarzami. Działo się tak dużo, że kończyłam dzień po dziewiętnastej - po tak intensywnym wysiłku pozostało już tylko zrelaksować się z napojem w dłoni i pójść spać. 

Przygotowanie premiery albumu to bardzo dużo pracy, o której mało się mówi. Już samo wypuszczanie singli i planowanie przedsprzedaży albumu wymaga licznych logistycznych działań. To naprawdę ogrom zadań do wykonania. Wiadomo, że różne zespoły pracują różnie, ale ja osobiście staram się być blisko każdego aspektu - pracuję ściśle z wytwórnią, z managerem, z ekipą i biorę na siebie sporo drobnych rzeczy, które mógłby zrobić ktoś inny, takie jak np. Bandcamp czy przedsprzedaż. Jestem chętna by pomagać i czuję wtedy dużą satysfakcję z tego, że mogę zrobić coś fajnego. 


MUAM: Tak, czas wydania albumu jest bardzo intensywny - nie tylko pod kątem samej pracy, ale też kreatywnego myślenia, jak wszystko ułożyć...

A.: Tak, ale to bardzo satysfakcjonujący proces. Tworząc album wkładasz w te działania mnóstwo energii, czasu i pasji. Dla mnie sprawowanie pieczy nad każdym możliwym aspektem tego procesu jest niezwykle ważne - ma znaczenie, jak całość będzie prezentowała się fizycznie i w sieci, jak ludzie będą mogli zamówić album, gdzie zobaczą okładkę. Każdy drobiazg ma znaczenie i zawsze chcę się upewnić, że wszystko jest w porządku. 

 

MUAM: Po takim intensywnym okresie z pewnością potrzebne są jakieś wakacje.. 

A.: Oj tak, mam nadzieję, że złapię oddech w lipcu i uda się gdzieś pojechać. Album ukazuje się na początku czerwca, później są festiwale i kilka koncertów z A Perfect Circle. Wszystko poza Wielką Brytanią, więc będzie sporo lotów tam i z powrotem. Gdy już to wszystko zrealizuję, wyłączam telefon i będę odpoczywać! 

 

MUAM: Miałam przyjemność posłuchać już "Solstice" przedpremierowo i chciałam Ci podziękować za tę możliwość - album jest jak zawsze w Twoim przypadku świetny i pełen emocji. Zauważyłam jednak, że coś się zmieniło i otwierasz tu nowy rozdział. "Solstice", czyli dzień przesilenia letniego, to moment przejścia, zmiany... 

A.: Faktycznie, jest trochę inaczej, pewnie dlatego, że czułam się znacznie bardziej wolna i dałam sobie czas na to, by trochę poeksperymentować i spróbować różnych rzeczy. Z drugiej strony nie odbiegam znacząco od tego, co zawsze chciałam przekazać poprzez muzykę. Poszerzam tylko trochę muzyczne horyzonty. Niezmiennie są ciężkie brzmienia, trochę łagodności, powściągliwość i potężne sekcje instrumentalne. Styl trochę się zmienił. W końcu miałam okazję spróbować podziałać z syntezatorami, wielowarstwowością, z innymi teksturami, inną tonacją i strukturą utworów. Praca nad albumem to najlepszy czas na to, by podjąć ryzyko - oczywiście nie każdy pomysł się sprawdzi, ale jeśli choć część z tego wchodzi finalnie na płytę, to jest to duży krok naprzód. Gdyby nagrywało się cały czas tę samą muzykę, stałoby się to nudne nie tylko dla mnie samej, ale i dla moich słuchaczy. Fajnie jest poszukiwać.  

 

MUAM: Podpisałaś kontrakt z nową wytwórnią, co jest też na pewno nowym doświadczeniem możliwości pracy z inną grupą ludzi. 

A.: Zdecydowanie! Gdy komponowałam ten materiał na początku 2024 roku, nie miałam wytwórni, byłam w okresie przejścia z jednej do drugiej i nie wiedziałam, gdzie ostatecznie zostanie wydany. Nie było ostatecznego terminu, co dało mi wolność i pełną swobodę twórczą. Cieszę się, że Reigning Phoenix zareagowali na tę muzykę tak entuzjastycznie, że wiedząc, w jakim stylu tworzę podjęli ryzyko, bo po prostu im się podobała. To typowo heavy metalowa wytwórnia, a jak wiesz moja twórczość nie jest ściśle przypisana do jednego gatunku - jest tu trochę metalu, ale też folk, shoegaze i kilka innych brzmień...


MUAM: Tak, jest to po prostu Twój styl, Twój znak jakości, gdzieś pomiędzy gatunkami...

A.: Myślę, że to jest duży plus, ale rozumiem jednocześnie, że wytwórnia może zwyczajnie nie wiedzieć, jak to ugryźć, ale pracuje się z nimi wspaniale. Komunikacja działa świetnie, rozmawiamy nieustannie, wymieniając się pomysłami. Zawsze pytają mnie jak widzę daną sprawę i starają się znaleźć rozwiązanie. Nie mogę się doczekać aż ten album się ukaże - dopiero wtedy się dowiem, jakie będą reakcje na moją nową muzykę. 


A.A.Williams, fot. Jake Owens

MUAM: To naprawdę piękna płyta zarówno muzycznie, jak i lirycznie. W kontekście tekstów też zauważyłam pewną zmianę - są napisane jakby z innej perspektywy - poprzednie albumy zdawały się koncentrować na emocjach danej osoby i jej przemyśleniach, tu zaś więcej jest dialogu z inną osobą, która staje się cichym bohaterem tego albumu. Z kimś tu poniekąd rozmawiasz, prawda?
 
A.:  Ciekawe spostrzeżenie. Nie każdy utwór na płycie traktuje o relacji z inną osobą, ale coś w tym jest. Ta relacja nie musi też konkretnie dotyczyć dwóch osób, a być dialogiem poszczególnych aspektów osobowości bohatera. 
 
Jest tu więcej rozważań i prób zrozumienia danych emocji, pogodzenia się z nimi. To próba zrozumienia, że najczęściej jeśli coś czujemy, to z powodu sytuacji, która się wydarzyła. Naprawdę rzadko zdarza się, żeby ludzie po prostu czuli się źle bez żadnego powodu. Nawet jeśli występują problemy ze zdrowiem psychicznym, czuję, że zawsze jest jakiś wyzwalacz. Może nie być oczywiste, co to jest, może to być nagromadzenie wielu drobnych czynników, narastających przez długi czas. W pewnym momencie zauważasz to i myślisz – poczekaj chwilę, muszę się z tym uporać, nie pozwolić, żeby mnie to zmiażdżyło. Te piosenki opowiadają o próbie zrozumienia tego, tak samo jak o pogodzeniu się z sytuacją, z odejściem osoby, czy też tego, że po prostu próbujesz działać – nawet jeśli nie jest to rozmowa z kimś, to sama próba zrozumienia, co się dzieje, jest już bardzo ważna. 

Nie wiem, jak inni, ale ja bardzo się staram naprawdę dokładnie dowiedzieć się, co czuję. Czasami muszę to porządnie zgłębić, żeby zrozumieć, dlaczego, jak i co poprawić. Bo dla mnie ważne jest, żeby starać się zrobić coś lepiej, a nie tylko przyglądać się i czymś martwić. Chcę coś zrobić. Naprawdę. 

Chodzi głównie o różne części mojej osobowości, o to, żeby zrozumieć, jak musimy współistnieć, bo nie da się ich pozbyć. By dało się funkcjonować musisz zaakceptować, że potrzebujesz ich, żeby istnieć - że one muszą współistnieć jak takie siostry, które się nie lubią. Musimy się z tym pogodzić, nawet jeśli nie chcemy. "Just A Shadow" jest właśnie o tym, że masz w sobie tę część, która jest mroczna, pełna nienawiści, naprawdę nieprzyjemna, ale jest tam cały czas i po prostu nie da się jej pozbyć jednym naciśnięciem przycisku – po prostu musisz z tym żyć, nauczyć się funkcjonować. Nawet jeśli ci się to nie podoba, to te reakcje są ci znajome, przewidywalne, da się je okiełznać. 

 

MUAM: Rozumiem co masz na myśli tym bardziej, że czuję podobnie walcząc z emocjami, które często kłębią się w środku. Często są one zupełnie przeciwstawne, wykluczające się i niekiedy można od nich eksplodować, jeśli w porę się tego nie opanuje...

A.: Myślę, że w pewnym sensie wszyscy tacy jesteśmy. To zabawne, bo kilka osób mi już powiedziało, że jest na tej płycie taka przestrzeń pozwalająca pobyć z własnymi emocjami przez godzinę. Że daję ludziom miejsce, by mogli pobyć z tym, co sami czują i skonfrontować te emocje. 

Gdy nagram już album to często zapominam, że jeśli jesteśmy przed premierą, ludzie jeszcze go nie słyszeli. Spotkania z prasą to mój pierwszy prawdziwy odzew na to, co stworzę, bo wcześniej słyszy to tylko mój manager, wytwórnia i bliscy. Chcę, by ludzie mogli poczuć to, co te piosenki w nich wywołują - te wszystkie różne reakcje, uczucia, wspomnienia. Moim jedynym celem jest to, by odbiorca coś poczuł słuchając mojej muzyki. 

Oczywiście twoje doświadczenie różni się od mojego i wszystkich innych i mam nadzieję, że piosenki są napisane w sposób, który nie ma w sobie nic autobiograficznego. Gdyby tak było, nikt poza mną by ich nie zrozumiał. Chciałam, żeby były bliskie, chcę, żeby ludzie czuli się komfortowo, słysząc, że ktoś inny też się z czymś zmaga. 

Czasami możesz czuć się bardzo samotna, zmagając się z problemami, niezależnie od tego, czym one są – zmaganiami w związku, problemami osobistymi, problemami ze zdrowiem psychicznym. Możesz czuć się bardzo samotny, jeśli nie rozmawiasz z nikim lub nie masz ujścia dla tego typu emocji. To może być naprawdę trudne… Tymczasem już samo słuchanie piosenki, która sprawia, że ​​czujesz się zauważony w jakikolwiek sposób, to jak odrobina towarzystwa, pocieszenie i jeśli potrafisz to dać  komukolwiek, nawet jednej osobie, to jest to dla mnie ogromna nagroda!

 To wspaniała sprawa, która  przekłada się też na koncerty – zasadniczo otoczenie jest zadymione, ciemne, światła tworzą atmosferę. Jeśli ludzie mogą mieć tam tę przestrzeń w swoim osobistym, realnym sensie, tak jak na albumie, nawet przez godzinę, przebywając w tej powolnej, zadymionej przestrzeni, to jest to osiągnięty cel życiowy. Cieszę się, że ludzie słuchają tych piosenek i coś czują. To ważne, ponieważ w ten sposób ja sama słucham płyt innych osób. Piosenki wywołują we mnie określone uczucia, wybieram konkretne utwory w zależności od nastroju. Ważne jest, by używać muzyki jako narzędzia, nawet jeśli jest to tylko tło do pracy. Jeśli to możliwe, to jest mi ogromnie miło!

 

MUAM: To bardzo ciekawe, co mówisz, bo w zależności od nastroju można postąpić dwojako - albo wybrać coś, co ten nastrój podkreśli, albo sięgnąć po coś zupełnie przeciwnego. To już zależy od danego słuchacza, czy np. potrzebuje podbudowującej, podnoszącej na duchu piosenki w chwili smutku, czy czuje, że jedyną drogą na uporanie się ze zmartwieniami jest wybranie muzyki podkreślającej ten nastrój. 

A.: I właśnie o to chodzi - muzyka może totalnie zmienić Twój nastrój, ale też daną muzykę można różnie w zależności od nastroju odczuwać. Jeśli codziennie przez tydzień będzie słuchało się tej samej płyty, za każdym razem wywoła inne emocje - raz sprawi, że będzie się szczęśliwym, innym razem wywoła smutek, naładuje energią, zmęczy, spowolni. Muzyka odzwierciedla to, jak się czujemy, a nasze doświadczenia wpływają na to, jak ją odbieramy danego dnia. Jeśli czuję się przygnębiona i muszę wyjść, potrzebuję kopniaka, który mnie zmotywuje do wyjścia, do zgromadzenia energii. Muzyka może wyrazić wszystkie emocje i ma też moc zmieniania tego, co czujesz, co jest niesamowite. 

Czasami nawet nie wiesz, jak się czujesz – gdy jesteś trochę zdołowana, a zaczyna rozbrzmiewać znana ci piosenka - zaczynasz tańczyć. Możesz mieć naprawdę okropny dzień, ale słysząc piosenkę w radiu lub kawiarni, wszystko się zmienia, bo to jest nieoczekiwane i wspaniałe. Muzyka ma moc, by to zmienić i totalnie nie rozumiem ludzi, którzy słuchają muzyki bez żadnych uczuć, jakby ją ignorowali - nie wiem, jak oni to robią. Ja nie potrafię nie słuchać. 



A.A.Williams, fot. Jake Owens

MUAM: Dokładnie tak, choć jeśli chodzi o zakupy w Polsce i wyjścia na miasto niestety muszę Cię zmartwić. Jest coraz mniej miejsc, w których można usłyszeć muzykę z radia. Wszystko zastępuje AI i wszędzie rozbrzmiewa irytująca, wygenerowana muzyka tła, której nie sposób słuchać, bo jest mechaniczna. 

A.: W Wielkiej Brytanii prawdopodobnie też tak jest. Przyznam Ci się, że nie wychodzę z domu bez słuchawek, gdy idę gdzieś sama. Przez większość czasu mam je włączone, dzięki czemu słucham tego, na co mam ochotę i nie zastanawiam się wtedy, co leci w supermarkecie. Ale masz rację, to smutne i niepokojące, szczególnie że jest wiele osób, które żyje z tworzenia muzyki do takich miejsc jak np. biblioteki, przestrzenie publiczne czy programy telewizyjne. Tu niby wiele nie potrzeba, więc jest to spore zagrożenie dla osób, które taką działalnością się zajmują, gdy można wygenerować dowolną piosenkę.... 


MUAM: Problem pojawia się też, gdy idziesz do restauracji. Szczególnie gdy wracasz w miejsce, w którym lubisz zjeść. Natykasz się wtedy na jedną i tę samą playlistę złożoną z wygenerowanych fragmentów muzyki, które są powtarzane w kółko. To jest asłuchalne i może bardzo wyprowadzić z równowagi. Osobiście nie mogę tego znieść i gdy słyszę takie coś, nie umiem się skupić...

A.: Moim koszmarem jest siedzenie w restauracji przy głośniku - nie jestem wtedy w stanie się skupić na niczym innym niż na dźwięku, który z niego dobiega. A jeśli leci piosenka, które nie trawię, staję się nieznośna! Może być nawet ustawiona bardzo cicho, ale i tak ją usłyszę i nie będę mogła robić absolutnie niczego. Nie jestem w stanie przekierować mózgu na ludzi, z którymi jestem i na te dobre rzeczy, które się właśnie dzieją. Wygląda na to, że potrzebuję słuchawek non stop! AI przydałoby się do tego, by stworzyć taki przycisk, który wyłączyłby taki głośnik jednym kliknięciem (śmiech). 


MUAM: Pełna zgoda (śmiech). Zastanawiam się też często słuchając Twojej muzyki, jak piszesz teksty. Czy czerpiesz przede wszystkim z własnych przemyśleń i doświadczeń, czy obserwujesz ludzi i ich reakcje?

A.: Punkt wyjścia jest zazwyczaj osobisty, ale kiedy zagłębiam się w szczegóły, staje się to wszystko nieco bardziej ogólne. Piszę słowa na wczesnym etapie procesu twórczego, zaczynając od melodii, starając się jak najbardziej zbliżyć do finalnego etapu muzyki i tekstów, więc może 80-90 procent jest gotowe. Później modyfikuje detale, ale ogólny zamysł, w jaki poruszają się sylaby, jest już osiągnięty. 

Ten wczesny etap opiera się głównie na osobistych przeżyciach – sytuacji, której doświadczyłam, uczuciach związanych z pewną rzeczą. Jeśli chodzi o rozwinięcie zwrotek lub tematu danej piosenki, każda z nich jest bardziej eksploracją emocji wokół pewnych okoliczności. Potem staje się bardziej ogólna. Dlatego piosenki mają w sobie element przystępności dla szerszej grupy ludzi. 

Nie myślałam nad tym wcześniej, ale jeden z dziennikarzy zauważył ostatnio, że większość moich tekstów jest dość prosta i dzięki temu przystępna  – tekst nie jest skomplikowany, nie ma w nim wielu metafor, dość oczywiste jest, co próbuję zgłębić i o czym chcę mówić. Staram się mówić w sposób, który brzmi dobrze i jest uniwersalny. Mówić wprost, jak jest. 

Czasami bardzo trudno jest skrystalizować uczucie. Dopasowanie go do naprawdę konkretnej przestrzeni, rozwiązanie tej zagadki jest dość skomplikowane. Wypowiedzenie go w sposób zrozumiały i uniwersalny, nawet jeśli jest to po angielsku i nie każdy potrafi mówić w tym języku, ale mam nadzieję, że zrozumiały jest wtedy sposób, w jaki melodie płyną, a partie instrumentalne oddają dane emocje. Mam nadzieję, że połączenie tych wszystkich elementów będzie czymś, co ludzie będą mogli zrozumieć, do czego będą mogli się odnieść i co uznają za bliskie swoim przemyśleniom. 

Teksty to część, która zajmuje najwięcej czasu także ze względu na styl muzyki – wokale są głośne. Słychać je i to, co śpiewam naprawdę ma znaczenie. Gdybym grała w zespole metalowym i krzyczała, oczywiście też byłoby ważne, ale przy pierwszym przesłuchaniu nie byłoby tak klarowne. Ludzie często pytają - czemu moja muzyka jest tak przygnębiająca...


MUAM: Dlatego, że życie nie jest łatwe i zmagając się z nim czujemy się tak, a nie inaczej?

A.: Oczywiście, ale drugim, równie ważnym powodem jest to, że słyszysz wyraźnie słowa. Slayer też nie ma zbyt wesołych tekstów, ale to aż tak nie rzuca się w uszy, gdy tekst oparty jest na krzyku - niekiedy po prostu nie słychać, co się krzyczy... Dobranie odpowiednich słów, by nie były przekombinowane i dawały jasny przekaz niekiedy zajmuje miesiące. Opowiedzenie o czymś skomplikowanym w prostych słowach jest wyzwaniem, ale jednym z moich ulubionych podczas procesu twórczego. 



A.A.Williams, fot. Jake Owens

MUAM: Jest na "Solstice" polski akcent - nagrałaś teledysk do "Poison" z Grupą 13 z Wrocławia. Jak Ci się z nimi pracowało?

A.: Wszystko wydarzyło się bardzo szybko i bardzo dobrze nam się razem pracowało. Początkowo nie wiedziałam, czy mój osobisty udział będzie niezbędny, wysłałam im trochę swoich pomysłów na to, co chciałabym uchwycić w tym obrazie. Nigdy nie przywiązywałam się zbytnio do warstwy narracyjnej teledysków - zawsze chciałam, by po prostu dobrze wyglądały i były fajnym dodatkiem do muzyki. Trochę abstrakcyjnym, artystycznym. Grupa 13 postanowiła to moje spojrzenie nakierować na trochę inne tory . 

Dostałam od nich wiadomość z zaproszeniem do Polski na trzy tygodnie przed premierą teledysku. W czasie wielkanocnej przerwy. W środę przed świętami przyszły setki maili - rezerwacje lotów i inne logistyczne drobiazgi. Działaliśmy trochę na szybko, ale prędko się okazało, że to ekipa, z którą pracuje się rewelacyjnie. Po raz pierwszy przy pracy nad teledyskiem towarzyszyła mi prawdziwa drużyna - spędziłam dzień w studiu filmowym, śpiewając "Poison" w różnych stylizacjach. To była świetna zabawa. Chciałabym jeszcze kiedyś coś z nimi wspólnie zrobić. 



MUAM: Co jeszcze przychodzi Ci do głowy na myśl o Polsce?

A.: Mystic Festival! Zanim mnie nie uświadomiono, że to wyjątkowe wydarzenie byłam pewna, że to kolejny festiwal plenerowy. Nie grałam jeszcze w Polsce na żadnym festiwalu, więc tym bardziej się cieszę! Festiwale zawsze kojarzyły mi się z wielkim polem i namiotami, tymczasem ten jest nieco inny...

 

MUAM: Niektórzy mówią, że trochę podobny do Roadburn Festivalu - część scen jest w klubach, pod dachem, całość zlokalizowana jest blisko centrum miasta. Byłaś kiedyś w tej okolicy, kilka lat temu :)

A.: Ale fajnie! Byłam w Polsce na kilku trasach (zresztą wiesz, bo widziałaś mnie kilka razy). Bardzo podobało mi się w VooDoo w Warszawie - to bardzo fajne miejsce! Chciałabym tam pójść prywatnie z przyjaciółmi i po prostu spędzić czas. Wcześniejszy występ w Warszawie, w Hydrozagadce też bardzo mi się podobał. Chciałabym mieć kilka dni, by pochodzić po okolicy i coś obejrzeć. 

To jest właśnie kłopot z trasami - tak naprawdę nigdy nic nie zdążysz zwiedzić. Przemykasz przez kolejne miasta, grasz koncert, jedziesz dalej. Za każdym razem, gdy jestem w Polsce czuję jakbym była w fajnych, lokalnych barach spędzając miło czas z bliskimi. Naprawdę bardzo mi się tu podoba! 


MUAM: Totalnie odmiennym doświadczeniem musiała być dla Ciebie wspólna trasa po Stanach Zjednoczonych ze Sleep Token, gdzie występowałaś w dużych salach pełnych ludzi. Jak to wspominasz?

A.: To było już jakiś czas temu, pod koniec 2023 roku, super sprawa. Bycie świadkiem narodzin wielkiej gwiazdy było bardzo ciekawym doświadczeniem, obserwowanie tego rosnącego zainteresowania, tłumów fanów czekających w kolejkach od wczesnych godzin porannych, odczuwanie energii tych tłumów w sali czekających na swoich idoli. To bardzo oddana grupa fanów. Byli dla mnie niezwykle mili i serdeczni - każdego wieczoru słuchali mnie uważnie. Chyba im się podobało, bo reakcje były bardzo ciepłe. Bardzo miło to wspominam! 

 

MUAM: Kariera Sleep Token jest jak jakiś niezwykły sen. Widziałam ich w czerwcu 2023 roku na jednej z mniejszych scen Mystic Festivalu. Po tym występie dosłownie kilka tygodni później stali się wielką gwiazdą. To nieprawdopodobne...

A.:  Tak to właśnie jest - nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Pierwsze koncerty ze Sleep Token grałam jeszcze w 2021 roku, w salach na 600-700 osób. Nikt nie wie, jak to się stało, że nagle poszybowali tak wysoko - to kombinacja różnych czynników, które zadziałały w odpowiednim momencie. Gdyby było wiadomo, każdy pewnie szedł by tą samą drogą i osiągał podobne rezultaty... 


MUAM: Kto wie... A może inaczej, może wtedy nikt nie byłby gwiazdą, bo wszyscy robiliby to samo? Nie wiadomo :) To pozostańmy jeszcze chwilę przy Mystic Festivalu - widziałaś festiwalowy line-up? Będziesz na festiwalu tylko w dniu swojego występu, czy masz możliwość zostać dłużej i poczuć klimat wydarzenia? Jest wśród artystów ktoś, kogo chciałabyś zobaczyć?

A: Gramy w tym roku kilka festiwali i trudno jest spamiętać kto gdzie zagra, tym bardziej, że część zespołów gra tylko w danym miejscu, a inne z kolei na każdym z festiwali, na których będziemy. Już patrzę... 

Występujemy pierwszego dnia (rozgrzewkowego) późnym wieczorem, co jest bardzo dobrą wiadomością, bo będę miała czas ochłonąć po podróży i wejść w klimat. Kolejny festiwal zaplanowany jest w Finlandii na 6 czerwca, zatem mam dwa dni przerwy, a to oznacza, że zostajemy w Polsce także 4 czerwca i prawdopodobnie będę mogła wtedy zajrzeć na festiwal i zobaczyć kilka fajnych koncertów!

Bardzo się cieszę, że będzie taka przerwa, bo podróże bywają wykańczające. Co więcej logistyka festiwalowa rządzi się swoimi prawami - szczególnie jeśli przyjeżdżasz w dniu koncertu tego czasu na ogarnięcie jest niedużo, co może przysporzyć wiele stresu. Lecimy z bagażami, ze wszystkim, nie ma czasu na oddech - jeśli coś pójdzie nie tak, to później jest równia pochyła i nie ma czasu niczego naprawić! Jedyne, co mnie nieco niepokoi to fakt, że w dniu premiery płyty będę w samolocie do Finlandii bez połączenia internetowego. To będzie wyzwanie logistyczne, jeśli trzeba będzie jeszcze dopinać coś na ostatnią chwilę. Ale jakoś to będzie, damy radę! 

Pytałaś o zespoły... Widzę, że line-up jest niesamowity! W dniu mojego występu gra Ice Nine Kills i Kublai Khan, których bardzo lubię, a kolejnego dnia są nie tylko Megadeth i Anthrax, ale też Blood Incantation, Psychonaut, Bloodywood czy Zetra, z którymi graliśmy kiedyś kilka koncertów. Ojej, jak dużo! Niemal każdy koncert wart jest uwagi! 



MUAM: Tak, klęska urodzaju. Wybory kogo posłuchać do najłatwiejszych nie należą :) Cieszę się, że zostajesz dzień dłużej. Oby udało się odpocząć i poczuć klimat festiwalu! Wspomniałaś kilka lat temu w naszej pierwszej rozmowie, że Twoim ukochanym miejscem na Ziemi jest Londyn i że nie wyobrażasz sobie żyć gdzie indziej. Nadal tak uważasz? Jak zmieniło się to miasto na przestrzeni ostatnich lat? 

A.: Tak, Londyn to niezmiennie moje ulubione miejsce. Uwielbiam to miasto i mam to szczęście, że mieszkam właściwie w centrum, więc dotarcie do serca Londynu nie zajmuje mi dużo czasu. Wspaniałe jest to, że tu możesz być kim chcesz, możesz robić swoje. Nikt nie zwraca na Ciebie uwagi. To, że ulicą biegnie ktoś w przebraniu robota w środku dnia jest jak najbardziej w porządku. Ludzie mogą swobodnie wyrażać siebie i właśnie tak powinno być, że nikt nie powinien nikogo oceniać. Jest tu wolność, swoboda funkcjonowania. No i fantastyczna scena muzyczna, choć tu akurat lekko nie jest. 

Zmieniają się miejsca, zamykają się bary i kluby, ale myślę, że to naturalna kolej rzeczy na całym świecie. Sztuka nie ma łatwo, ale myślę, że nie tylko u nas. Rząd brytyjski właściwie nie dofinansowuje  inicjatyw kulturalnych, nie jest to priorytetem. Londyn to fajne miejsce także latem, ze względu na mnogość parków i terenów zielonych w mieście - tu naprawdę jest gdzie odpocząć. 

 

MUAM: A czy nadal tak często i intensywnie pada, jak zwykło się mówić o Wielkiej Brytanii?

A.: Zależy od pory roku. Obecnie nie jest tak źle, ale początek roku był ciężki. Padało nieprzerwanie przez ponad 70 dni, ale nie jest to zaskoczeniem, bo przecież to mała wyspa. Mówi się, że nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania. Jeśli nie chcesz zmoknąć, zawsze możesz zejść do metra, gdzie wbrew pozorom też sporo da się zrobić. 

 

MUAM: To prawda! Widzisz, dla odmiany w Polsce jest totalnie odwrotnie - o deszcz w ostatnich miesiącach bardzo ciężko. Jest znacznie więcej pełnosłonecznych dni niż jeszcze kilka lat temu... Jest tak również nad morzem, nie tylko wewnątrz kraju, co jest wyjątkowo dziwne... Zapowiadali jakieś burze, ale pewnie jak zwykle nic z tego nie będzie, bo zmienił się bieg prądów powietrznych i wszystko nas omija :) 

A.:  To, co przewidują prognozy i to, co faktycznie ma miejsce, to dwie zupełnie różne sprawy. Czasem te prognozy pogody bywają bardzo problematyczne - pamiętam sytuację z lat osiemdziesiątych - pewien reporter miał niezłe kłopoty z faktu, że zapowiadając opady zapewniał, że nic nie grozi mieszkańcom, a tymczasem naciągał huragan... (śmiech)

 

MUAM: Nie ma to jak czarny humor! Dziękuję Ci pięknie za Twój czas. Do zobaczenia w Gdańsku! 

A.: Dzięki, widzimy się niedługo. Paaa!  




"Solstice" ukaże się 5 czerwca nakładem Reigning Phoenix Music. Albumu będzie można posłuchać m.in. tu: https://aawilliams.bandcamp.com/album/solstice

A.A.Williams zagra swoje nowe piosenki, a także starsze, cenione kompozycje w Polsce już za tydzień. Wystąpi w Gdańsku w ramach Mystic Festivalu 3 czerwca o 21.45 na scenie The Void. 

Więcej informacji o festiwalu na www.mysticfestival.pl 

 

Więcej o A.A.Williams tu: 

wywiad: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/02/aa-williams-mam-bardzo-swiadoma-i-pena.html

jeszcze jeden wywiad: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2021/03/szczesliwa-trzynastka-12-aawilliams.html 

relacja z koncertu w Warszawie: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2026/02/mroczna-melancholia-i-bezkompromisowa.html 

i jeszcze jedna relacja: https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2023/12/aawilliams-kalandra-lys-morke-warszawa.html 

recenzja "As The Moon Rests": https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2022/10/aa-williams-as-moon-rests-7102022.html

recenzja "Forever Blue": https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2020/07/aawilliams-forever-blue-3072020.html

recenzja "Songs From Isolation": https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2021/03/aa-williams-songs-from-isolation.html

recenzja "Arco": https://www.miedzyuchemamozgiem.eu/2021/10/aa-williams-arco-ep-15102021.html