wtorek, 22 września 2026

Protomartyr: Zawsze gdy wychodzi nasz nowy album mamy cichą nadzieję, że ktoś zaproponuje nam współpracę przy filmie

"To spójne tematycznie wydawnictwo o niemal symfonicznym rozmachu. Mógłbym porównać je do współczesnej wersji Sgt. Pepper's, ale byłoby to nietrafione. Ta płyta ma w sobie coś z Wagnera – przypomina mi operę Tristan i Izolda. Muzycznie opiera się na skalach modalnych i chromatyce, brzmiąc momentami tak, jak mogłyby brzmieć celtyckie rogi wojenne podczas dawno zapomnianej bitwy. Wokalista Joe Casey został obdarzony pięknym głosem, którego chce się słuchać, ale potrafi też zachować odpowiednią dozę przekory, dzięki czemu jego interpretacje pozostają interesujące, zwłaszcza gdy pozwala sobie na bardziej zadziorny lub uszczypliwy ton" - pisze o nowym albumie grupy Protomartyr sam Iggy Pop - wybitny artysta, ale też wielki fan sztuki, który po prostu uwielbia dzielić się swoimi odkryciami z miłośnikami muzyki. 

 

"Hotel Usona" to naprawdę ważny album - bogaty muzycznie, a zarazem pełen refleksji na temat współczesności - niepokojący, ale też nie pozbawiony konkretnej dozy humoru. A co ma do powiedzenia na temat płyty wokalista i autor tekstów? Miałam ogromną przyjemność zamienić z nim kilka słów i dowiedzieć się trochę więcej. Początkowo nieco skryty Joe Casey z minuty na minutę otwierał się coraz bardziej, zwierzając się z tego, co mu doskwiera i dzieląc bardzo trafnymi obserwacjami na temat funkcjonowania w erze mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. 

 

Protomartyr, fot. Trevor Naud

 

Między Uchem A Mózgiem: Nie spodziewałam się, że będę miała przyjemność posłuchać albumu, gdzie kraj zostaje wyobrażony jako hotel, a każdy pokój zamieszkuje inny, kłopotliwy gość. To niezwykłe i bardzo trafne porównanie. Jestem pod ogromnym wrażeniem i dziękuję Ci za to doświadczenie! 

Joe Casey: Dzięki! Ten pomysł pojawił się na bardzo wczesnym etapie prac nad albumem i tak już zostało. Gdy Greg Ahee zaczął komponować muzykę na "Hotel Usona" powiedziałem mu, że postaram się połączyć te piosenki w spójną całość, definiując je jako kolejne pokoje hotelowe i rok później musiałem jakoś z tego wybrnąć, gdy okazało się, że nadszedł czas, by zabrać się na serio za teksty... (śmiech) Tak jakoś wyszło...

 

MUAM: To jest naprawdę rewelacyjna opowieść - z jednej strony mroczna i przerażająca, z drugiej w niektórych momentach bardzo zabawna! Niełatwa, ale naprawdę bardzo potrzebna w dzisiejszych czasach.  

Joe: Niewiele możemy zrobić z tym, co się dzieje wokół nas, dlatego też nie pozostało nam w sumie nic innego jak się z tego wszystkiego śmiać... 

 

 
MUAM: Humor zdecydowanie pozwala oswoić lęki i niepokoje, zgadzam się jak najbardziej! Jak się czujesz we współczesnej rzeczywistości? Co Cię najbardziej przeraża?

Joe: Jest kilka rzeczy, które naprawdę mocno mnie niepokoją, ale chyba największym moim zmartwieniem jest obecnie sztuczna inteligencja i jej "walka" o ludzką duszę. Martwi mnie rozprzestrzenianie się tych sztucznych treści. Mam cichą nadzieję, że gdy ten album będzie się ukazywał, wykorzystywanie treści przez AI przestanie być legalne. Jak widzisz nie jestem fanem tego wynalazku...


MUAM: Oj ja też nie... Nie mogę zrozumieć idei tworzenia sztuki z wykorzystaniem tego wynalazku. Rozpowszechnienie się takich rzeczy wiąże się z tym, że wszystko staje się fałszywe...

Joe: Nie daje mi spokoju fakt, że ludzie nie traktują problemu sztucznej inteligencji na serio - okej, część odrzuca korzystanie, ale ostatecznie się przyzwyczajają, że tak już jest i pozwalają na to, by sprzedawano im tę komputerową iluzję. Mam przyjaciół, którzy są nauczycielami i zapytałem ich, czy AI ma wpływ na młodych ludzi. Odpowiedź była jasna - już praktycznie nikt niczego nie pisze samodzielnie. Dzieciaki generują prompty. To zmieniło się bardzo gwałtownie, co bardzo mnie martwi...

 

MUAM: To przerażające i bardzo smutne, bo samodzielne pisanie, składanie zdań i opowieści to trudne zajęcie, ale bardzo rozwijające umysł. Poszerzające nasze horyzonty. Jest w rozwoju młodych ludzi bardzo ważne, by umieli się wypowiedzieć

Joe: Dokładnie - gdyby było proste, nie byłoby warte wysiłku i nie dawałoby satysfakcjonujących rezultatów. 

Protomartyr, fot. Trevor Naud




MUAM: Śpiewasz na tej płycie o wielu bardzo ważnych aspektach współczesności. Także o wpływie mediów społecznościowych na codzienne funkcjonowanie. Odczuwasz ten wpływ? Dekoncentrują Cię?

Joe: Dostrzegam ich znaczący wpływ po latach korzystania. Media społecznościowe miały być z założenia jednym z tych bezpiecznych miejsc, w którym ludzie mogli się gromadzić i spotykać, poznawać, wymieniać opiniami. Mądrzejsi ludzie ode mnie stwierdzili już jednak, że w obecnych realiach Internet jest już właściwie martwy. Pełno tam ludzi albo próbujących ci coś sprzedać, albo próbujących wcisnąć ci fałsz. 

Internet to obecnie w dużej mierze "osoby", które nie istnieją, komputery, które ze sobą rozmawiają. To już nie jest miejsce dla ludzi i obawiam się, że to się nie zmieni. Próbowałem dziś jakiś czas temu znaleźć coś w wyszukiwarce Google'a i nie byłem w stanie dotrzeć do informacji, których potrzebowałem. To już totalnie nie działa. Gdy byłem młodszy miałem nadzieję, że Internet stanie się repozytorium wiedzy na każdy temat i będzie świetnym narzędziem do nauki różnych rzeczy. Niestety stało się inaczej i dziś jest zupełnie odwrotnie - wiedza odpływa coraz dalej, stając się niedostępną...

 

MUAM: Też czuję się nieustannie otoczona przez jakieś reklamy i złudzenia. Bardzo mi doskwiera informacyjny chaos. Żeby cokolwiek znaleźć, trzeba dokopać się bardzo głęboko, niekiedy poświęcić naprawdę wiele czasu, by odszukać wiarygodne źródło i cokolwiek wartościowego...

Joe:  Nie tak dawno zastanawiałem się, czy nie będę musiał wybrać się niedługo do biblioteki, by dotrzeć do jakiś realnych źródeł wiedzy. Cofnąć się do czasów, gdy przeszukiwało się książki w poszukiwaniu informacji. Kto wie, może przeszłość jest naszą przyszłością... Zobaczymy, jak to będzie. 

 

MUAM:  Historia już wielokrotnie pokazała, że kołem się toczy i pewne zjawiska powtarzają się na przestrzeni lat cyklicznie. Są w dziejach Ziemi ery, w których wszystko się rozwija, a także okresy recesji, zapaści mentalnej i powrotu do prostych rzeczy. Może nadszedł właśnie ten czas spadku na osi czasu...

Joe: To było marzenie z czasów industrializacji – teraz wrócimy do bliskiej relacji z naszą planetą i będziemy robić proste rzeczy. To się nigdy nie wydarzyło, więc obawiam się, że powrót do natury stanie się spełnionym snem bogaczy, a wszyscy inni utkną w piekle, które zostało stworzone.


MUAM: Prawdopodobnie masz rację. Co konkretnie Cię zainspirowało, by sięgnąć po hotelową tematykę? Na pewno nie bez wpływu pozostały podróże z zespołem i spędzanie czasu w różnych hotelach na całym świecie. Jak to wygląda z Twojej perspektywy - czy te hotele czymś się w danych krajach wyróżniają?

Joe: Tak właściwie to praktycznie nie ma różnic! Mamy to szczęście być zespołem, który po koncertach śpi w hotelach. Nie podróżujemy night linerem, więc po koncertach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, jedziemy do hotelu. W USA i w Europie hotele są w większości niezapamiętywalne - nie ma tam nic, co zostałoby w głowie na dłużej. Większość z nich jest tak zaprojektowana, by niczym się nie wyróżniać, by być takim miejscem, które jest nijakie. Nie miałem więc specjalnie problemu z wyobrażeniem sobie takiego hotelu na potrzeby albumu. Myśląc o koncepcie płyty od początku miałem w głowie poczucie tkwienia w cyklu bez wyjścia - wymeldowywanie się z jednego hotelowego pokoju i meldowanie w drugim, dokładnie takim samym jak poprzednio, więc ma się wrażenie, że mimo przemieszczania się z miasta do miasta tkwi się wciąż w tym samym miejscu... 

 

MUAM: To musi być bardzo dziwne uczucie, choć ma swoje plusy - wiesz czego się spodziewać w kolejnym hotelu! 

Joe: Masz rację, ale czasem jest tak, że coś w tych hotelach nie pasuje. Zazwyczaj zostają w pamięci te złe doświadczenia - robaki w łóżku, jakieś poplamione meble czy pościel, hałasy, coś niedziałającego - dlatego, że gdy wszystko jest ujednolicone, te różne niedogodności wychodzą na pierwszy plan i wiercą dziurę w głowie, bo odstają od normy... 

Protomartyr, fot. Trevor Naud

MUAM: Gdy takie drobiazgi dzieją się regularnie, prędzej czy później kumulują się i stają się nie do zniesienia... 

Joe: Tak, wielokrotnie budziłem się podczas tras koncertowych w środku nocy w tych hotelowych pokojach z byle powodu - słysząc jakiś hałas, nie wiedząc, co się dzieje. Gdy nie czujesz się komfortowo w jakimś miejscu, śpisz niespokojnie. Gdy wybudzi cię coś ze snu umysł zaczyna pędzić, tracisz orientację, nie wiesz, gdzie jesteś. Te lęki zdecydowanie wpłynęły na kształt tekstów. 


MUAM: To potworne uczucie nie móc wypocząć w spokoju i po takiej złej nocy być zmuszonym do pełnej aktywności w ciągu dnia. Rozumiem Cię, bo sama doświadczam różnych niedogodności nocując w podróży - przeważnie pierwsza noc w nowym miejscu jest dla mnie stracona, bo prawie nie śpię. Przejdźmy jednak do przyjemniejszych spraw - ta nowa zespołowa strona internetowa w hotelowym stylu jest po prostu fenomenalna! Tak fajnie nostalgiczna...

Joe: nikt już praktycznie nie odwiedza stron internetowych... 

 

MUAM: Jak widzisz, ja tam zaglądam :)

Joe: No dobra, czuliśmy, że znajdą się i tacy, którzy to zauważą. Początkowo był to taki luźny pomysł - a zróbmy coś nietypowego. Wytwórnie często się nie zgadzają na takie fanaberie, ale my mamy wspaniałych współpracowników. Strona finalnie okazała się znacznie fajniejsza niż myślałem. To rzadkość, że udaje się zobaczyć realizację własnych myśli! 

 

MUAM: Szkoda jedynie, że nie można za jej pośrednictwem realnie zarezerwować hotelowego pokoju. To by było coś! Jest znacznie sympatyczniejsza niż te działające na serio...

Joe: Może powinniśmy zacząć prowadzić portal rezerwacyjny, do wynajmowania pokoi hotelowych. To by pewnie przyniosło nam większe zarobki.... 

 

MUAM: Taki dodatek do zarobków z muzyki. Oczywiście żartuję. Wiem, jak ciężko jest obecnie wyżyć z muzyki i utrzymać zespół. Jak się czujesz we współczesnych realiach jako artysta?

Joe: Często mnie o to pytają i zawsze odpowiadam, że muszę przypominać sobie, że mam ogromne szczęście w życiu robić to, co kocham. Szczególnie, że Protomartyr działa już od szesnastu lat, a przeważnie zespoły tak długo nie istnieją! Nie doświadczają tego, czego my doświadczyliśmy. Nie mam na co narzekać - jestem szczęśliwy, że ludzie interesują się nami i że mogę pogadać o muzyce. To bardzo dobry znak, podobnie jak to, że zespół wciąż czerpie radość z tworzenia nowych piosenek. Cieszymy się na myśl o nadchodzącej trasie i chcemy nagrywać nowe rzeczy. Jeszcze nam się nie znudziło, wciąż są w nas pokłady kreatywnej energii. To jedna z niewielu spraw, o której jeszcze myślę pozytywnie! 

 

MUAM: Zdecydowanie optymistycznym jest też fakt, że pozostajecie w Protomartyr od prawie dwóch dekad stale w tym samym składzie. To nie jest takie oczywiste, gdy spojrzy się na biografie wielu zespołów...

Joe:  Gdyby ten skład miał się zmienić, nie byłoby to niczym zaskakującym, bo płace nie są jakoś niesamowicie atrakcyjne, pracujemy w dziwnych godzinach i ta praca stale odciąga nas od rzeczy, którymi chcemy się w życiu cieszyć. Ale fakt, to, że skład się nie zmienia daje nam poczucie stabilności i równowagi. Nie chcesz zmieniać czegoś, co działa! 

 


MUAM: Trzymam kciuki, by nic się nie zmieniło i by działało jeszcze wiele lat! Przyjaźnicie się z Iggym Popem?

Joe: Chciałbym, ale niestety nie, nigdy go nie poznałem osobiście. 

 


MUAM: Jakimś cudem wie on o Tobie bardzo dużo i całkiem dobrze Cię zna. Takie można odnieść wrażenie czytając informację prasową towarzyszącą "Hotelowi Usona". To jedna z najciekawszych ulotek prasowych, jaką miałam okazję przeczytać! 

Joe: To też jedna z tych rzeczy, której w życiu nie byłbym w stanie sobie wyobrazić w najśmielszych snach. Nigdy bym nie przypuszczał zakładając ten zespół, że szesnaście lat później będzie o nas mówił w swojej audycji radiowej Iggy Pop, wyrażając się o nas w samych superlatywach, że będzie grał naszą muzykę i że napisze o nas w sposób, w który tylko on potrafi. Wciąż wydaje mi się to niemożliwe! 

Nie prosiliśmy go o to, by coś napisał - jest jedną z tych osób, które po prostu kochają muzykę. To prawdziwa rzadkość w dzisiejszych czasach. Jeszcze rzadziej spotykane jest to, że ktoś lubi odkrywać nową muzykę. Ja sam mam problem z sięganiem po nowości. Iggy zdecydowanie pomaga mi słuchać nowych dźwięków poprzez swoją audycję. Jest naprawdę świetnym gościem!  


MUAM: To prawda, jest wyjątkowym człowiekiem. Zwrócił w swojej wypowiedzi uwagę na bardzo ciekawy aspekt, wskazując jako jeden ze swoich ulubionych fragmentów tej płyty tekst o otrzymaniu złej recenzji. To współcześnie bardzo powszechne zjawisko - wyrażanie opinii na każdy temat przychodzi ludziom obecnie bardzo łatwo. A taka negatywna opinia potrafi nieźle zmęczyć umysł. Jak to jest w Twoim przypadku - przejmujesz się opiniami innych?

Joe: Chciałbym powiedzieć, że mam gdzieś, co inni myślą, ale oczywiście, że się czasem tym przejmujesz. Nie chcesz ogólnie rzecz biorąc czytać recenzji, ale jednocześnie nie chcesz też tkwić w bańce informacyjnej. Gdy docierają miłe słowa jest bardzo przyjemnie, ale nawet jedna negatywna opinia potrafi silnie utkwić w pamięci. W "Exalted Eagles" śpiewam o tym, że obecnie wszyscy błagają o recenzję, oczekują oceny, dowodu na to, że kogoś to obchodzi. Algorytm działa tak, że zmusza do polubień i subskrypcji. Ludzie nie oczekują tak naprawdę opinii, lecz uwagi drugiej osoby, chcą, aby kliknąć dany link, a czy będzie coś ocenione pozytywnie, czy negatywnie, nie ma żadnego znaczenia. Chodzi tylko o to, by coś zostało zauważone. To podstępne pragnienie atencji jest dla mnie czymś niesamowicie dziwnym i niezrozumiałym...

 

MUAM: Uwaga ludzka i czas, którym dysponujemy są bardzo cenne i nie powinna być tracone na śmieciowy strumień informacji. To zaangażowanie jest też obecnie bardzo podzielone na różne obozy i spolaryzowane ze względu na to, ile informacji dziennie otrzymujemy i sposób działania mediów społecznościowych. 

Joe:  O wpływie mediów społecznościowych śpiewam w "Sounds We Cannot Hear". Spędziłem noc w hotelowym pokoju przewijając kolejne wpisy, oglądając rzeczy, które zakłócały mój spokój, smuciły mnie, a chwilę później, za sprawą jednego kliknięcia głupoty o totalnie odmiennym wydźwięku, nieprawdopodobnie śmieszne i nie mające nic wspólnego z tym, co widziałem wcześniej - to mieszało mi w głowie. Ten ciągły przepływ informacji przypomina reklamy w telewizji. 

Dawniej ludzie obawiali się o wpływ telewizji na codzienne funkcjonowanie, ale mam wrażenie, że to nie było aż tak szkodliwe jak przewijanie. Szczególnie teraz, gdy widzimy wygenerowane treści, których nie sposób ocenić pod kątem tego, czy są prawdziwe. Treść nie ma tu znaczenia, chodzi o to, by wciągnąć cię w emocjonalną pułapkę - te kolejne rolki mają oddziaływać na to, jak się czujesz i angażować coraz bardziej. To studnia bez dna. 

Protomartyr, fot. Trevor Naud



MUAM: Zdecydowanie, ten strumień danych wywołuje skrajne stany emocjonalne. W ciągu godziny można doświadczyć euforii i kompletnego załamania. Tak nie da się funkcjonować. 

Joe: Najgorszą rzeczą, jaką mogę zrobić to przeglądać telefon tuż przed snem. Wtedy zawieszam się na jakimś depresyjnym strzępku informacji, który nie daje mi spokoju. Np. ktoś pokazujący jak naprawić daną rzecz może wywołać u mnie stan zawieszenia i poczucie, że nie mam środków, by coś takiego zrobić! Takie coś może mi później wiercić dziurę w głowie przez długi czas! To strasznie dziwne, ale uderzają w Ciebie rzeczy, których się totalnie nie spodziewasz, że mogą mieć aż tak duży wpływ na nastrój. To potworna machina sterująca nastrojem, pobudzająca umysł na przeróżne sposoby, byle tylko uzyskać reakcję. Jestem beznadziejnym przypadkiem w tej kwestii, dlatego muszę o tym śpiewać! 

 

MUAM: Przytłacza mnie wpływ mediów społecznościowych na naszą zdolność koncentracji i umiejętność podejmowania racjonalnych decyzji. Dlatego staram się od tego uciekać jak najdalej w inne aktywności, takie jak słuchanie muzyki czy czytanie książek przed snem. Muzyka zdecydowanie pomaga ukoić nastrój - kojarzy się wyłącznie pozytywnie. Książka natomiast pozwala chociaż na trochę oderwać się od tego, co dzieje się dookoła i skupić na opowieści. 

Joe: Tak, została stworzona, by kreować nastrój. A książki zdecydowanie tak, pozwalają przekierować umysł na inny tor na jakiś czas, sprawić, że pomyśli się o czymś w inny sposób. Niestety nie mam teraz aż tyle czasu, by swobodnie czytać, bo jestem na co dzień bardzo zajęty, ale bardzo doceniam ich pozytywne oddziaływanie. 


MUAM: A czy artystyczna działalność wpływa wyraźnie na Twoje życie prywatne, czy od dawna jest to u Ciebie rozdzielone?

Joe: Zawsze było rozdzielone. Problem w tym że tworzenie i funkcjonowanie w zespole, zwłaszcza granie, uważam za bardzo samolubne. To jest w porządku, bo powinno się mieć czas dla siebie, dbać o swoje dobro - warto się skupić na sobie, gdy jest to twoja sztuka. Próbujesz spłacić zobowiązania, wywiązać się z różnych rzeczy, ale poza tym masz swoje życie i ciągle zadajesz sobie pytanie - czy to, co robisz jest ważne? Co właściwie jest ważne? I tak walczysz między tymi dwoma stronami, nie chcąc by którakolwiek z nich została pominięta. Doceniam to teraz, ponieważ to moja kreatywna strona, to czas, który mam dla siebie, a poza tym jest też czas dla rodziny. To sprawia, że ​​rzeczy stają się ważniejsze niż być może były wcześniej.



MUAM: Czyli doceniasz ten czas spędzony z przyjaciółmi z zespołu. Lubisz być na scenie i razem tworzyć coś wyjątkowego?

Joe: Oj nie, wiem, że koncerty to nieodłączna część bycia w zespole, ale zdecydowanie nie jest moją ulubioną aktywnością. Jeszcze mniej przepadam za nagrywaniem niż za wykonywaniem utworów, bo gdy je już wykonujesz na żywo są przynajmniej żywe - docierają do kogoś, wywołują jakieś emocje. Nagrywając dogłębnie analizujesz, bo chcesz by coś brzmiało w jakiś sposób i nie ma w tym żadnej frajdy. Nie czuję się jednak na scenie komfortowo, bo ciągle się zamartwiam tym, że nie jestem wystarczająco dobry. Scena napawa mnie lękiem, ale jestem świadomy tego, jak wielkim przywilejem jest bycie muzykiem. 

 

MUAM: Przyznaję, że jeszcze nie miałam przyjemności posłuchać Protomartyr na żywo. Co gorsza nie pamiętam, kiedy ostatni raz byliście w Polsce... Mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić na podstawie studyjnych nagrań, że jesteś świetnym wokalistą i opowiadasz poruszające historie poprzez muzykę. 

Joe: Minęło na pewno 10 lat od naszej ostatniej wizyty. Pierwszy raz w Polsce graliśmy na Off Festivalu w Katowicach. Z upływem czasu ma się tendencję do zapominania wielu rzeczy, które miały miejsce w przeszłości, ale akurat ten koncert pamiętam bardzo dobrze, bo był to nasz pierwszy występ w Europie. W wielu miejscach jeszcze nie byliśmy i gdy rozmawiam z kimś z rejonu, w którym nie graliśmy albo nie było nas przez wiele lat zawsze mówię, że sami jesteśmy z miejsca, które jest często pomijane - mieszkamy w Detroit. W mieście, które jest ruiną, które jest zawsze omijane, bo nie ma dobrze rozwiniętego przemysłu, bo nie leży na pożądanym szlaku, bo nie pasuje logistycznie, bo jest niebezpieczne. 

Musimy w końcu wrócić do Polski, bo naprawdę bardzo długo nas tu nie było. Musimy wrócić i zobaczyć, co się wydarzy. Mam nadzieję, że uda się w przyszłym roku. 




MUAM: Oby! Bardzo bym chciała, by polska publiczność usłyszała "Hotel Usona" na żywo, bo zdecydowanie jest w tej płycie potencjał, by poruszyć wrażliwych odbiorców. 

Joe: Dzięki. Album został nagrany i kurzy się na półce. Póki nie zagramy i nie przedstawimy tego materiału, nie będziemy wiedzieli, jaka jest reakcja i jak zostanie przyjęty....

 

MUAM: Albumowa historia me też zdecydowanie filmowy potencjał...

Joe: Za każdym razem, gdy wychodzi nowy album Protomartyr mam cichą nadzieję, że ktoś odpowiedzialny za muzykę filmową zaproponuje nam nagranie ścieżki dźwiękowej! To od dawna nasze marzenie. Zawsze fascynowało nas połączenie muzyki i sztuki wizualnej. Wierzę, że kiedyś dostaniemy tę szansę. A jeśli nie, to i tak nadal będziemy nagrywać albumy inspirowane kinem i do niego nawiązujące. 


MUAM: Życzę Ci z całego serca, by się udało. A muzycznie jak to jest? Czego słuchasz ostatnio na co dzień? 

Joe: Gdy zaczęliśmy pracować nad tym albumem, starałem się słuchać dużo muzyki folkowej, bo pomaga mi bardzo w pisaniu tekstów. W folku słowa są proste, ale piękne. Historie opowiadane w tych tekstach są bardzo inspirujące. 

Miałem to szczęście, że między naszymi dwoma ostatnimi albumami urodziło mi się dziecko. Z tego względu słucham teraz dużo muzyki dla dzieci. Ci, którzy mają dzieci dobrze wiedzą, że te piosenki mogą stać się ich osobistym piekłem, ale mi bardzo pomogły. Włączałem dziecku sporo rzeczy, których sam słuchałem w dzieciństwie. Ich prosta struktura zmieniła moje podejście do tekstów, pozwalając mi napisać je bardziej przejrzyście. Do dzieci trzeba mówić wprost, jasno, unikając jakiś skojarzeniowych labiryntów. Tu liczy się prosty przekaz i chwytliwość. Liczy się to, jak brzmią słowa. To pozwoliło mi wyrazić to, o czym chciałem opowiedzieć w możliwie najprostszy sposób. Nie czuję się na siłach, by napisać album dla dzieci, ale codzienne słuchanie tej muzyki zdecydowanie zmienia perspektywę. Jest bardzo inspirujące! 


MUAM: To bardzo ciekawe podejście i żałuję, że nie mamy czasu, by zagłębić się w ten temat jeszcze bardziej. Dziękuję Ci pięknie za Twój czas! To była czysta przyjemność. Wszystkiego dobrego i mam nadzieję do zobaczenia w Polsce! 

Joe: Mam nadzieję, że się uda przyjechać do Was. Dzięki piękne, pa!  

 


"Hotel Usona" Protomartyr ukazuje się 25 września 2026 nakładem Domino Recordings

Albumu możecie posłuchać tu: https://protomartyr.bandcamp.com/album/hotel-usona

Wersje fizyczne możecie nabyć w sklepie Sonic Records, o tu:  https://www.sonicrecords.pl/katalog