poniedziałek, 16 lutego 2026

Rzetelnie i z pasją o sztuce z Trójmiasta - rozmowa z twórcą PINu do Kultury

W dobie ogromu docierających wiadomości na każdy temat coraz trudniej znaleźć jasne i klarowne informacje.  Gubimy się już nawet w tym, co gdzie i kiedy wydarzy się w naszym otoczeniu i niejednokrotnie nie mamy pojęcia, ile ciekawych wydarzeń kulturalnych nas omija.  Kto i gdzie wystąpi? Z kim będzie można się spotkać? Co wyświetlane jest w kinie? Które książki warto przeczytać? Czyje prace obejrzeć w galeriach? Które miejsca warto odwiedzić? Jak zagospodarować czas w weekendy?

 

Z pomocą miłośnikom aktywności kulturalnych chcących doświadczyć różnych form sztuki w Trójmieście przychodzi PIN do Kultury - cotygodniowy program o szeroko pojętej sztuce, który powstał po to, by rzetelnie, konkretnie, z pasją i z zachowaniem najwyższej jakości opowiedzieć o tym, co będzie działo się w Trójmieście- muzycznie, filmowo, teatralnie, literacko czy też w sferze sztuk wizualnych. Jak powstaje taki program? Ile pracy wymaga przygotowanie jednego odcinka? Co dzieje się za kulisami? W jakiej kondycji jest trójmiejska sztuka?

 

O pomyśle na PIN opowiedział mi twórca programu Maciej Niemiro - reżyser, scenarzysta i montażysta, człowiek o ogromnym doświadczeniu w realizacji programów telewizyjnych, a przede wszystkim miłośnik sztuki i oddany fan kina. Porozmawialiśmy nie tylko o samym programie, ale także o pasjach, doświadczeniach i wyzwaniach związanych z pracą w telewizji. 

 

 

ekipa PINu do Kultury z Czesławem Mozilem, fot. Małgorzata Limon-Wyrzykowska


  

Między Uchem A Mózgiem: Gratuluję serdecznie pomysłu na PIN do Kultury. To świetna inicjatywa, by regularnie w jednym miejscu przedstawiać to, co będzie działo się w trójmiejskiej sztuce w kolejnych tygodniach. To bardzo cenna wiedza nie tylko dla osób z Trójmiasta, ale też tych, którzy chcą tu przyjechać i spędzić trochę czasu obcując ze sztuką. 

Maciej Niemiro: Dzięki, bardzo mi miło. Właśnie o to mi chodziło, gdy myślałem o stworzeniu tego programu. Chciałem zebrać to, co najciekawsze w jednym miejscu i pod koniec tygodnia pokazać, co będzie działo się w weekend, gdzie można pójść, co można zobaczyć. Emisja programu jest zawsze w czwartek – to dobry termin, by zaplanować sobie wolne dni. Nie chciałem mówić o imprezach, które się odbyły, bo nie do końca ma to sens, lecz o tym, co przed nami. 


MUAM: Faktycznie, w przypadku działalności telewizyjnej więcej sensu ma opowiadanie o tym, co przed nami, choć myślę, że czasem warto powspominać to, co było ważne. Trochę inaczej sytuacja wygląda np. w przypadku fotografii – trudno opowiedzieć o wydarzeniu obrazami jeśli się nie odbyło 😊 i pokazywanie samych zdjęć nie do końca ma sens, jeśli nie powie się, o co chodzi. 

Maciej: No tak, ale to trochę inna sytuacja. W PINie relacje zdarzają się bardzo sporadycznie. Przeprowadziliśmy relację z festiwalu Dwa Teatry, ale głównie ze względu na to, że temat dotyczył nas w szczególności - to festiwal Teatru Telewizji. Chciałem pokazać go bardziej od strony rozmów z aktorami niż jako reportaż. Bronię się przed relacjami, mimo że są to fajne rzeczy, myśląc o reakcji osoby po drugiej stronie, której będzie szkoda, że w czymś nie wzięła udziału, a jak się o tym dowie, to i tak niczego już to nie zmieni.


MUAM: Jasne. PIN do Kultury jest emitowany w regionalnej telewizji, w TVP3 Gdańsk. Ze względu na regionalny aspekt jest to dość niszowa inicjatywa, tym bardziej w czasach dominacji serwisów streamingowych. Coraz mniej osób ma w domu telewizor, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę młodsze pokolenia – sama nie mam odbiornika od kilkunastu lat, odkąd wyjechałam na studia. Dlatego świetnym posunięciem było z Waszej strony udostępnienie kolejnych odcinków za pośrednictwem portalu YouTube, by można było obejrzeć je nie tylko o 17:50 w czwartek, ale wrócić do nich o dowolnej porze, by zobaczyć, co będzie się działo. To też umożliwia dotarcie do programu szerszej widowni, nawet z całego świata. 

Maciej: To prawda. Początkowo ten program miał wyglądać zupełnie inaczej, zdecydowały kwestie techniczno-budżetowe. Początkowo miało być to spotkanie z artystami, dyskusja w stylu Hali Odlotów (program kulturalny stacji TVP Kultura) z nawiązaniami do Trójmiasta. Później scenariusz ewoluował stopniowo do obecnej formy. 

Czwartek o 17.50 okazał się świetnym dniem emisji, ale myśleliśmy jednocześnie o tej wersji online, by każdy mógł sobie na spokojnie włączyć wieczorem czy rano następnego dnia o dowolnej porze i zobaczyć, co będzie się działo. 

Dostaję sporo pozytywnych wiadomości nie tylko od ludzi stąd, ale też od osób także spoza Trójmiasta, które oglądają ten program, które chcą się dowiedzieć, co u nas się dzieje. Gdy podczas realizacji programu rozmawiałem z Robertem Więckiewiczem, powiedział mi, że gdy wysłałem mu linki do programu, był w Hiszpanii i uznał to za świetną inicjatywę, ze może zobaczyć co dzieje się w Trójmieście. Przyjeżdża tu co jakiś czas i dzięki takiemu programowi wie, jak może spędzić czas, gdy będzie już na miejscu – czego posłuchać, co zobaczyć, do której galerii zajrzeć, jaki film wybrać, co przeczytać. 


MUAM: Program jest kapitalną sprawą także dla osób, które orientują się całkiem nieźle w jakiejś dziedzinie sztuki, ale chciałyby zainteresować się też innymi dziedzinami – np. regularnie słuchają muzyki, ale nie wiedzą, co dzieje się w kinie czy w teatrze. Dziękuję Ci za to! 

Maciej: Dostaję masę próśb od muzyków, którzy chcieliby wystąpić w programie, ale staram się, by nie był to program muzyczny, by znalazło się miejsce dla każdej dziedziny sztuki. Zależy mi bardzo na tej różnorodności. Chcę pokazywać kulturę i sztukę trójmiejską na wielu poziomach. 



MUAM: W jakiej kondycji jest obecnie sztuka w Trójmieście ?

Maciej: W świetnej. Cały czas czuję się głodny sztuki. Dzieje się u nas tak dużo, że brakuje czasu antenowego,  aby opowiedzieć o wszystkim, co ważne. PIN mógłby trwać co najmniej czterdzieści minut i nadal byłby ciekawy. Czasami te dwadzieścia pięć minut nie wystarcza i aż się prosi, by któraś z rozmów trwała dłużej. Jestem też zmuszony, by co tydzień pewne rzeczy wybierać, a inne odrzucać lub przesuwać na inny termin. Nawet teraz, w pierwszych miesiącach roku, gdy teoretycznie większość osób zbiera siły przed wiosną i ustala finansowanie na kolejny sezon, dzieje się tak dużo, że nie wszystko się mieści. Nie da się opowiedzieć o wszystkim, o czym bym chciał. 


fot. Aleksandra Rados


MUAM: A co zainspirowało estetyczną, wizualną stronę programu? Bardzo podoba mi się prowadzenie kamery i pomysł na pokazanie rozmów z innej perspektywy – że nie jest to takie klasyczne nagranie, ale zwraca się przy tym uwagę na estetykę miejsca, w którym rozmowa się odbywa, na pokazanie wnętrza, przestrzeni.  

Maciej:  Wymyślam takie nietypowe miejsca, by urozmaicić całość. Gdy planuję  i  ustalamy z Kamilem Wicikiem pytania, staram się dopasować miejsce pod daną rozmowę. Wiadomo, ilość miejsc jest ograniczona, więc nawet jeśli gdzieś wracamy na kolejny wywiad, staram się tę przestrzeń pokazać inaczej, inaczej ustawić plan, spojrzeć niesztampowo. 
Staram się razem z ekipą Pinu: operatorami: Krzysztofem Iglikowskim, Piotrem Romanowskim i  dźwiękowcem Piotrem Podgórskim patrzeć z innej perspektywy i robić wszystko, by nie wpaść w rutynę i by nie było nudno. Za nami już prawie siedemdziesiąt odcinków i coraz trudniej wymyślić coś nowego. Niekiedy mówi się, że po dziesięciu odcinkach wpada się w sztampę. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by nie czuć zmęczenia formułą. Na szczęście jest dużo miejsc, więc zawsze jest coś do odkrycia i zawsze coś zaskakuje. 


MUAM: Udaje się Wam bardzo dobrze wybronić. Jak długo trwa praca nad jednym odcinkiem? Nie wszystkie tematy, które realizujesz, są pokazywane w danym tygodniu, prawda? 

Maciej: Nagrania wywiadów i spotkań są zawsze realizowane w czwartki. Nad ustalaniem miejsc, którym nadajemy PIN, pieczę trzyma Dominika Kowalewska. Ta część programu realizowana jest w poniedziałki i te fragmenty opowieści o kinach, galeriach, muzeach nagrywamy właśnie tego dnia. Później montuję całość, a następnie układam scenariusz kolejnego odcinka. Realnie praca nad jednym odcinkiem wynosi około pięciu dni. 


MUAM: To cały tydzień pracy, zajmujesz się PINem praktycznie non stop – jestem pełna podziwu i ogromnie doceniam Twój wysiłek. 

Maciej: To bardzo intensywne zajęcie, czasem jestem naprawdę wykończony i chciałbym trochę wydłużyć przerwy między emisjami kolejnych odcinków, publikując je np. co dwa tygodnie czy raz w miesiącu. Nie ma jednak takiej możliwości, bo wtedy wiele tematów mogłoby okazać się nieaktualnych, a ludzie mogliby zapomnieć o programie, bo nie wiedzieliby, czy w tym tygodniu będzie nowy odcinek, czy to akurat tydzień przerwy. 

To nie tylko ogrom pracy, lecz także duże wyzwanie logistyczne. Gdy ułożę sobie plan, to muszę porozmawiać z ludźmi, ustalić szczegóły, potwierdzić spotkania, zapewnić ewentualne zastępstwa, gdy ktoś/coś wypadnie. Trzeba wypełnić jakoś np. kilkuminutową dziurę w programie…


MUAM: Zawsze może być wywiad z autorem programu 😊

Maciej: Umówiliśmy się z Kamilem Wicikiem, że jeśli uda nam się dotrwać do setnego odcinka, to zrobimy wywiad ze mną (śmiech)


MUAM: Ogrom pracy przynosi ogromną satysfakcję i dobra ekipa jest kluczem do sukcesu. Osobą, którą widz kojarzy z programem jest jego prowadzący. Jak nawiązałeś współpracę z Kamilem Wicikiem? To był bardzo dobry wybór! 

Maciej: Szukałem prowadzącego bardzo długo i to była bardzo świadoma decyzja. Podjąłem ryzyko, wrzucając Kamila w zupełnie nową rolę (jest radiowcem), ale czułem, że świetnie sobie poradzi. Zrobiliśmy pierwszy odcinek bez prób, rezygnując świadomie z próbnych zdjęć. Musiał nauczyć się pracy przed kamerą, która dla osób działających wiele lat w telewizji staje się naturalnym nawykiem. Jak stać, usiąść, w którą stronę patrzeć – to początkowo duże wyzwanie. 

Ale oprócz  Kamila, w świetnej ekipie mam także dwóch operatorów: Krzysztofa Iglikowskiego i Piotra Romanowskiego, dźwiękowca: Piotra Podgórskiego, charakteryzację: Aleksandrę Rados i Małgorzatę Limon, współpracującą redakcyjnie Dominikę Kowalewską i zajmującą się oprawa graficzną: Katarzynę Urbanowicz.

Z Telewizją Polską pracuję od prawie dwóch dekad i dla takich technicznych aspektów jak ustawianie światła, czy praca przed kamerą mam już wypracowany automatyzm. Muszę jednak być czujny, bo oprócz ustawienia planu czuwam też nad przebiegiem rozmów i ogarnięciem całości. To duża odpowiedzialność i spory stres. Nie zawsze współpraca z artystami przebiega gładko, ale później, gdy ogląda się materiał jest satysfakcja, gdy efekt końcowy robi wrażenie. 

Są takie rozmowy, które zostają z człowiekiem na długo. W języku telewizyjnym mówi się na nie, że mają „dużo mięcha” – są pełne konkretu, ale zarazem szczegółów, po to, by po skończeniu programu widz pomyślał: „wow, to było dobre”. By był cały czas zaangażowany, nie czuł potrzeby odskoczni w postaci np. spoglądania w telefon. By program miał tempo, by cały czas coś się działo, by nie był tłem dla jedzenia kanapek i picia herbaty. 

 

fot. Małgorzata Limon-Wyrzykowska


MUAM: To unikalne i bardzo cenne w dzisiejszych czasach, bo ludziom ciężko jest się skoncentrować, gdy są bombardowani krótkimi newsami i natłokiem treści z mediów społecznościowych. Taka zwarta, ale konkretna forma przekazu jest bardzo ważna. Dwadzieścia pięć minut to niby niedużo, ale dla wielu przyzwyczajonych do kilkudziesięciosekundowych strzałów może być wyzwaniem. Udaje Ci się utrzymać tę koncentrację widza i to jest ogromna wartość. 

Maciej: Dziękuję. Staram się, by zachować gęstość – by nie było przestojów, by maksymalnie wypełnić czas antenowy i zachować różnorodność. Zależy mi na tym, by kultura nie była postrzegana jako niedostępna, trudna do zrozumienia, by ten program był dla wszystkich, by ludzie nie myśleli, że to nie dla nich, by dobrze się to oglądało i z chęcią sięgało po różne formy sztuki. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, by iść np. do filharmonii czy teatru, być może chętnie przeczyta książkę autora z Trójmiasta, której akcja dzieje się gdzieś tu w pobliżu. 


MUAM: Wykonujesz ogrom pracy w cieniu, nie tylko będąc pomysłodawcą programu, autorem scenariusza, ale też bezpośrednio pracując z ludźmi. Pracujesz w telewizji od wielu lat. Opowiesz mi o swoim doświadczeniu? Poszukałam troszkę w sieci, ale nie są te informacje tak łatwo dostępne. Pracowałeś nie tylko przy programach telewizyjnych, ale też przy filmach dokumentalnych czy np. programie dwóch swego czasu świetnych kabaretów - Ani Mru Mru i Kabaretu Moralnego Niepokoju, który jest na DVD na półce w moim rodzinnym domu. 

Maciej: Faktycznie, sporo rzeczy zmontowałem, o kabarecie nawet nie pamiętałem. Jestem z wykształcenia montażystą i pracuję w telewizji jako realizator wizji. To człowiek, który odpowiada za to, co widzowie widzą na ekranach. W praktyce wygląda to tak, że mam przed sobą zestaw kamer (czasem cztery, czasem osiem albo dziesięć), mikser wizji, dużo monitorów i wybieram w odpowiednim momencie najlepsze ujęcia. Realizuje transmisje sportowe,  programy informacyjne, np. Panoramę, teatry, programy „na żywo”, koncerty czy nawet transmisje z mszy św.  Ale najbliższy jest mi dokument i montaż większych form. 

Mam za sobą reżyserski debiut- film dokumentalny „Grudniowe rany”. Zmontowałem pełnometrażowy dokument „Kult.Film” w reżyserii Olgi Bieniek, oraz film fabularny „Polowanie” w reżyserii Pawła Chmielewskiego. 

Uwielbiam składać części w całość, łączyć jeden obrazek z drugim,  uwielbiam wyszukiwać, analizować i zachwycać się różnymi drobnymi rzeczami, które można dostrzec pośród dużej ilości materiału filmowego.  Zajmuję się aspektami, na które ludzie zwykle nie zwracają uwagi. Jeśli nie zwraca się uwagi na montaż, to znaczy, że jest dobrze zrobiony, że akcja jest płynna i dobrze się dany materiał ogląda. 

Jestem wielkim fanem kina, co przekłada się na moją pracę przy PINie. Staram się, by zdjęcia były filmowe i by się wyróżniały. Bawię się formatami, światłem i montażem, który jest ważną częścią tego programu. 



MUAM: Masz bardzo ciekawą, nietypową pracę. Ludzie nie mają pojęcia ile osób jest zaangażowanych w tworzenie jednego programu. Często wydaje się, że np. taka Panorama to ta osoba na wizji i jedna, może dwie osoby w cieniu, za kamerą. 

Maciej: Panoramę realizuje się faktycznie sprawnie, ale w przypadku PINu tej pracy jest naprawdę dużo. Ekipa Pinu jadąca na zdjęcia to dwóch operatorów: Krzysztof Iglikowski i Piotr Romanowski, dźwiękowiec Piotr Podgórski, prowadzący Kamil Wicik, charakteryzacja - Aleksandra Rados lub Małgorzata Limon. Mamy dużo sprzętu, który trzeba ustawić, każdy pomaga go nosić. Nie mamy na planie dodatkowej obsługi technicznej, która by nas odciążyła, bo budżet na to nie pozwala, więc pomagamy sobie wzajemnie. Dzień zdjęciowy jest bardzo długi, czasem to 10-12 godzin pracy, od ósmej do wieczora. Samo rozstawienie światła, kamer, ustawienie planu, podpięcie wszystkiego, sprawdzenie, czy działa, zabiera ogrom czasu zanim jeszcze zacznie się nagranie. Przed każdą rozmową ustawienia zajmują minimum trzydzieści minut. Trzeba też dotrzeć na miejsce, często w korkach, ale taka jest cena tego, by wszystko fajnie wyglądało.

Przy okazji chciałbym podziękować mojej wspaniałej ekipie.

MUAM: Na szczęście po takim wyczerpującym dniu możecie wrócić do domu i nie trzeba np. dojeżdżać do innego miasta. A co myślisz o takich serwisach streamingowych jak Netflix, Amazon czy HBO? Jakie są plusy i minusy i jakie wyzwania stawia to przed telewizją?

Maciej: Jest tyle serwisów streamingowych i społecznościowych, a jednak telewizja jakoś jeszcze działa. Czasem śmieję się, że może tak jak dawniej ktoś chce rodzinie powiedzieć, że mogą go obejrzeć w telewizji. Kiedyś to bardzo działało. Może to taka nostalgia? 

Formuła telewizji, która funkcjonowała przez ostatnich kilkadziesiąt lat dziś już się zupełnie zmieniła Obecnie zapewne mniej osób siada o danej godzinie, by obejrzeć program, a nawet nie nagrywa programu, by później do niego sięgnąć – wszystko jest w Internecie dostępne o każdej porze. Dlatego też udostępniamy ten program w sieci. 


MUAM: Wychowałam się na telewizji i radiu, ale wyjeżdżając na studia, zabrałam ze sobą komputer, więc naturalnie zaczęłam korzystać z dostępu do tego, co jest w sieci. Ta otwartość i dostępność różnych możliwości może być jednak w nadmiarze szkodliwa, bo gdy wszystko jest dostępne i wybór jest tak ogromny, nie wiadomo, po co sięgnąć. Mając wszystko na wyciągnięcie ręki tak naprawdę nie ma się niczego i potrzebna jest selekcja i umiejętność wyszukiwania jakościowych treści, by się w tym wszystkim nie pogubić. 

Maciej: To prawda – mając do wyboru ogrom materiałów, trudno się zdecydować, a co gorsza okazuje się, że większość z tych rzeczy jest kiepskiej jakości, zrealizowana pod schemat. Traci się czas, wyszukiwanie zniechęca. Jesteśmy przesyceni obrazem – atakuje nas zewsząd, w coraz krótszej i coraz bardziej intensywnej formie. Nie mam już na to siły, nie mogę na to patrzeć…

 

Maciej Niemiro i Zygmunt Miłoszewski, fot. Aleksandra Rados


MUAM: Ja też nie mogę tego oglądać i staram się bardzo ograniczać zaglądanie do mediów społecznościowych poza absolutnym minimum potrzebnym do znalezienia informacji, które nie są dostępne w innych miejscach. Dlatego tym bardziej doceniam, że robisz selekcję i dbasz o spójność. 

Maciej: Nie da się za tym nadążyć, co do nas dociera. Budując PIN staram się nie przeładować programu informacjami, bo jakbym próbował skrócić poszczególne „bloki” i dodawać nowe, krótsze, jeszcze bardziej skondensowane, zrobiłaby się sieczka informacyjna, a nie o to chodzi, by bombardować widza. Gdyby coś zwróciło twoją uwagę, informacja nagle urywałaby się i pojawiała następna, nie dałoby się tego oglądać. Po dwudziestu kilku minutach niczego by się nie pamiętało, miałoby się w głowie chaos. Dlatego warto się uspokoić, zastanowić, pomyśleć i opowiedzieć po kolei, konkretnie.


MUAM: Pełna zgoda. Co wg Ciebie jest fajniejsze w trójmiejskim świecie artystycznym niż w ofercie kulturalnej, którą proponuje nam np. Warszawa? Tam dzieje się jeszcze więcej i sama chętnie udaję się tam na koncerty, ale osobiście czuję się czasem Warszawą przytłoczona. 

Maciej: Mam bardzo podobnie. W Warszawie jestem bardzo rzadko, z reguły są to sprawy zawodowe. Jestem trochę przerażony jak tam przyjeżdżam, bo mam wrażenie, że zaraz coś się wydarzy, bo wszyscy pędzą, krzyczą i ciągle się spieszą, nawet podczas zwykłej rozmowy mówią szybciej. Są przyzwyczajeni do szalonego pędu i ta energia bardzo się udziela. 

Pod względem kultury oczywiście, są tam ogromne możliwości, można zobaczyć coś, czego nie doświadczymy u nas, ale uważam, że mamy nad Warszawą bardzo dużą przewagę. Mamy mnóstwo ciekawych miejsc do odkrycia, mnóstwo zespołów na światowym poziomie. Gdy jestem w Warszawie, wszyscy pytają o Trójmiasto, z zazdrością stwierdzając, że jak tam zaraz wrócę, będę miał te możliwości na wyciągnięcie ręki. Zazdroszczą nam przestrzeni, morza, pomysłów. 

Począwszy od tego, co działo się u nas w latach osiemdziesiątych przez lata powtarzany jest slogan, że od morza zawsze szło coś nowego, odkrywczego, czy to artystycznie, czy pod względem historycznym. Stocznia, Solidarność, bunty robotnicze, przełom lat dziewięćdziesiątych w muzyce, rozwój yassu – tu zawsze coś się działo. Jesteśmy trochę taką enklawą, wolnym artystycznie miastem, jest w nas siła, niezależność, ciekawość. 



MUAM: Zdecydowanie się zgadzam – tu czuje się wolność, tu zawsze jest świeże powietrze – dosłownie i w przenośni. Jest przestrzeń dla kreatywności, bycia sobą. Myślę, że artyści z Trójmiasta są odważniejsi. Młoda fala jazzu trójmiejskiego to muzyka absolutnie niezwykła, na którą niewielu by się odważyło. 

Maciej: Tak, o muzyce trójmiejskiej można by długo rozmawiać, począwszy od działalności Tymona Tymańskiego czy Mikołaja Trzaski. Obecna fala jazzu przesuwa granice jeszcze dalej, odważniej. Trzeba pamiętać, że jak Tymon zaczynał, była jedna telewizja i garstka ludzi, która szła pod prąd, a teraz w dobie mediów społecznościowych konkurencja jest większa, ale też można dotrzeć znacznie dalej. Te gatunkowe połączenia są fascynujące. Może o tobie usłyszeć ktoś z przeciwległego krańca świata i zachwycić się twoim unikalnym stylem. 


MUAM: Czy pojawił się kiedyś taki pomysł, do którego ktoś bardzo przekonywał, że warto go zrealizować, a tymczasem Tobie jakościowo i estetycznie kompletnie nie pasował?

Maciej: Oj zdarza się… Pojawiają się takie pomysły od ludzi dookoła i trzeba się bardzo bronić, że na takim poziomie nie będziemy pracować. Gdy tworzę scenariusz staram się, by ten poziom był równy i wysoki, by całość obroniła się jakościowo. Lubię kontrasty i połączenia np. muzyki metalowej z operą, ale oczywiście na pewnym jakościowym poziomie.  Bywają bardzo stresujące sytuacje, ale udaje się z nich wyjść obronną ręką.


MUAM: A muzycznie prywatnie po co sięgasz? Po jazz czy po coś innego?

Maciej: Uwielbiam Elvisa Presleya, to zupełnie inna muzyczna przestrzeń – fascynuje mnie amerykańska muzyka z lat pięćdziesiątych, styl rockabilly, psychobilly, swing. Cenię też to, co się obecnie dzieje i słucham różnych rzeczy. Zachwyciły mnie Nene Heroine i Her, czuje się, że to jest absolutnie światowy poziom. Podobnie Arts N’Voices Tomka Chyły, który jest zespołem absolutnie unikalnym na skalę światową. 

Wyrosłem z punk rocka, w wieku 15-16 lat słuchałem Kultu i Siekiery. Później poszedłem w nieco innym kierunku… 


MUAM: Czyli jak montowałeś dokument o Kulcie spełniły się Twoje marzenia?

Maciej: Oj tak, gdy poznałem Kazika i chłopaków spełniło się moje marzenie. Pracując nad tym filmem miałem wrażenie, że znam ich od zawsze. Montowaliśmy razem z reżyser Olgą Bieniek ten film półtora roku. Z ponad dwustu godzin archiwalnych materiałów wybieraliśmy esencję. Pracując tak długo nad tym filmem czułem jakbyśmy z muzykami byli bliskimi przyjaciółmi. Gdy byłem na premierze witałem się z zespołem jak ze starymi kumplami, tymczasem oni mnie nie kojarzyli, bo tak naprawdę byli to zupełnie obcy ludzie. To zderzenie z rzeczywistością było dla mnie szokujące. Podobno to częsta przypadłość montażystów (śmiech). Do dziś mam do Kultu sentyment.



fot. Małgorzata Limon-Wyrzykowska

MUAM: To trochę taki syndrom oddanego fana, który śledzi karierę zespołu od lat, wydaje mu się, że wie o artystach wszystko, tymczasem często okazuje się, że prywatnie muzycy są zupełnie innymi ludźmi, co totalnie odstaje od naszego wyobrażenia. Czy doświadczyłeś tego typu zderzenia światów na planie PINu do Kultury? Tego, że osoba, którą znasz z dokonań, w bezpośrednim kontakcie znalazła się na zupełnie przeciwnym osobowościowym biegunie?

Maciej: Tak, osobowość sceniczna i faktyczna to zupełnie dwa różne światy, czasem bardzo zaskakująco inne. Niektórzy są trudniejsi, inni wręcz zaskakująco przyjaźni. Często na początku mam kontakt z managementem artysty, który nie zawsze jest nastawiony przyjaźnie i pozytywnie, tymczasem jak już ustalimy wszystko i współpraca dojdzie do skutku okazuje się, że sam artysta jest cudowny. Np. wspomniany Robert Więckiewicz – jest absolutnie fenomenalną osobą zarówno artystycznie jak i prywatnie, czego się nie spodziewałem po kontakcie z jego managementem, który był dla mnie dużym wyzwaniem. Na planie podczas nagrań było dużo ciepła, luzu i śmiechu. Podobna sytuacja miała miejsce z Tomkiem Lipińskim z Illusion, który sprawia wrażenie niedostępnego, a tymczasem jest bardzo przyjazną osobą. 

Ja sam jestem dość uparty i robię wszystko, co w mojej mocy by zrealizować dany pomysł. Zanim taki wywiad dojdzie do skutku, niekiedy potrzebnych jest wiele rozmów, maili i nieudanych prób. Dlatego zawsze niezbędna jest rezerwa. Wynik antenowy to suma telefonów, maili, rozmów, niekiedy trudnych i stresujących, a sama realizacja to efekt żmudnych technicznych przygotowań. 



MUAM: Tak, podobnie jak koncert zespołu, który żeby mógł zagrać, najpierw musi złożyć masę sprzętu, a po koncercie go spakować i jechać w kolejne miejsce na trasie. Na szczęście Ty po ciężkiej pracy możesz wrócić do domu. 

Maciej: Tak mamy po każdej rozmowie. Zwijamy sprzęt, kable i ładujemy do auta, po czym jedziemy na kolejną. To takie cygańskie życie. To masa roboty, której nie widać.  



MUAM: Jeszcze musisz przygotować się do samej rozmowy…

Maciej: Tak, pytania i plan to jedno, ale też trzeba być uważnym podczas samej rozmowy, niekiedy coś dopowiedzieć, dograć, by była całość, by to ładnie brzmiało, coś poprawić…


MUAM: Były takie sytuacje, że musiałeś dużo poprawiać, że trzeba było coś drastycznie zmienić?

Maciej: Tak, zdarzało się, że musiałem później część rozmowy wyciąć, mimo że coś ważnego w wypowiedzi padło, ale premiera nie została ogłoszona i nie można było o czymś mówić. Czasem rozmowa bardzo na tym traci. Staram się, byśmy byli pierwsi w mówieniu o czymś, co nadchodzi, ale nie zawsze mamy taką możliwość. Bardzo się przed takimi poprawkami bronię, bardzo ich nie lubię. Zdarzyło się też tak, że wstępnie była na materiał zgoda, a później została cofnięta, bo ktoś się rozmyślił. 

Nie zgadzam się w PINie na autoryzację. Czasem gwiazdy proszą o to, zawsze jest z tym walka. Raz wysłałem gotowy materiał z adnotacją, że nie będzie żadnych cięć. Przeważnie jest jednak tak, że na korzyść programu działa liczba artystów, która wzięła w nim udział i to jest potwierdzenie, że nie robimy nikomu krzywdy. 

Każdy odcinek to dużo pracy i stresu. Nie da się przejść suchą nogą. Cieszę się, że kolejne ciekawe, ładne odcinki powstają. Że program trzyma poziom. 



MUAM: Nie mam wątpliwości, że jakości nie zabraknie! O czym marzysz artystycznie, zawodowo? 

Maciej: Przygotowuję teraz równolegle do PINu duży dokument, o którym nic nie mogę jeszcze powiedzieć. Jest na etapie zbierania materiałów, przeglądania archiwaliów, tej najbardziej żmudnej roboty. W kolejnym etapie trzeba będzie zaplanować zdjęcia. Mam nadzieję, że uda się go zrealizować. Tęsknię za kinem, marzę o filmie fabularnym, bo kino jest moją największą artystyczną miłością.  


MUAM: Trzymam mocno kciuki, by się udało! Dziękuję Ci pięknie za Twój czas. 

Maciej: Dzięki! 

 



PIN do Kultury emitowany jest w czwartki o 17:50 w TVP3 Gdańsk. Co tydzień nowe odcinki dostępne są także online, o tu: https://gdansk.tvp.pl/ i tu: https://www.youtube.com/playlist?list=PLSfo-4cV85XrpOjGc9wbn7VEr4x62GZ5z

Więcej zakulisowych zdjęć z planu możecie obejrzeć tu: https://www.facebook.com/people/PIN-do-Kultury/61568576244421/